Jeśli Twoje dziecko zmienia się nie do poznania: JEST JAKIŚ POWÓD🙄

Wczoraj podczas oglądania jednego z dość znanych seriali, zastanawiałam się nad tym, gdzie jest granica troski. Dlaczego do pewnego momentu rodzice interesują się swoim dzieckiem, a w pewnym  momencie stwierdzają: "jesteś niegrzeczny", "masz złe towarzystwo" i to by było na tyle z okazania wsparcia i zainteresowania. Co się dzieje i gdzie jest ten trigger, który sprawia, że nagle zaczynasz wymyślać scenariusze dla własnego dziecka zamiast zadawać pytania?



Tak, mój Syn ma 3 lata a ja nie mam doświadczenia z nastolatkami


Ale mój Syn też kiedyś będzie nastolatkiem. Nie będziemy zgadzali się we wszystkim, już się nie zgadzamy w pewnych sprawach, więc co w tym dziwnego, że kiedyś tych różnic pewnie będzie więcej? Nie jestem mamą, która na siłę próbuje przeforsować swoje zdanie. Jeżeli widzę, że mojemu dziecku po spróbowaniu rosołu zbiera się na wymioty, nie będę mu wciskać tego rosołu - tylko zrobię placki warzywne, które mają takie same wartości w sobie. Nie chodzi mi tutaj o uleganie wybrzydzaniu, tylko o reakcje na to, że coś FAKTYCZNIE nie smakuje aż do tego stopnia.

Jeśli w czymś się nie zgadzamy, zadaję pytania. Staram się dowiedzieć, co tak naprawdę nas różni i często okazuje się, że kryje się tam coś, czego nie wiedziałam lub z czego nie zdawałam sobie sprawy. Znam ludzi, którzy codziennie używają sformułowania "dziecięce fanaberie" i trzymają własne dzieci na wieczny dystans z obawy, że "wejdą im na głowę" albo, że jak się na nie zwróci za dużą uwagę to "staną się narcyzami". Tymczasem nie bez znaczenia jest to, jaki typ uwagi poświęcamy naszym dzieciom. Przecież nie chodzi o to, żebyśmy byli bezrefleksyjnie wpatrzeni w nasze dzieci albo żebyśmy przestali je zauważać, żeby przypadkiem nie pomyślały sobie, że są ważne. A przecież są ważne, więc dlaczego miałyby myśleć, że nie są?

Nie bądź jak stołek, którego nie da się przesunąć


Dziecko od początku swojego życia napotyka na różne opory, które stara się zwalczać. Pierwszy i najbardziej dotkliwy opór, na który dziecko napotyka z mocą oczywistości to grawitacja. Rzeczy potrafią wypaść z ręki, nawet jeśli tego nie chcesz. Latanie fajnie się śni, ale nie jest taką łatwą sprawą w rzeczywistości, a niektóre przedmioty nie chcą się przesuwać nawet jeśli się na nie napiera z całą swoją siłą. Dlaczego wydaje nam się, że w pewnym momencie to się zmienia?

Później napotykamy na inne rodzaje oporu, które zdarzają się również w życiu dorosłym. Rodzic, który nie stara się zrozumieć, jest jak ten stołek, który w dalekiej przeszłości nie chciał się przesunąć, kiedy się go pchało (bo miało się za mało siły i stołek nie chciał współpracować). Pisząc to zakładam, że mogę kiedyś być dla mojego Syna, jak ten stołek, który nie chce się przesunąć. Tylko, że rodzic w takiej sytuacji ma większe możliwości niż faktyczny stołek, który stoi na drodze kilkumiesięcznego dziecka. W sytuacji konfliktu może stawiać pytania i rozmawiać - podtrzymywać relację w sposób adekwatny do rozwoju dziecka. Tzn. jeśli Twoje dziecko ma lat 13 czy 15, to nie traktujesz go jak dwulatka, któremu czasem trzeba wytrzeć buzię. 

Dziecko ma się starać dla mnie, czy ja dla dziecka?


Niektórzy wychodzą ze skąd inąd bardzo krzywdzącego założenia, że dzieci są po to, aby podać rodzicom szklankę wody na starość. I już. Tyle ze starań z dbania o relację, bo przecież to dziecko przychodząc na świat jest coś winne rodzicowi - no serio? Jeśli już ktoś myśli w ten sposób, bardzo często nie bierze pod uwagę tego, że być może jego dziecko nie tylko nie będzie chciało mu podać szklanki wody na starość, ale np. ciśnie w niego tą szklanką, wyjedzie i nie będzie się kontaktować z tym rodzicem przez następnych 20 lat swojego życia. Ten sam rodzic, zamiast wziąć odpowiedzialność za siebie w tej relacji i przemyśleć swoje własne zachowanie, powie... nie udało mi się dziecko. Czy coś w ten deseń.

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego niektórzy ludzie zakładają, że relacja rodzic-dziecko ma tylko jedną stronę i jest nią to, co należy się rodzicowi od dziecka. Dziecko nie jest dodatkiem do zdjęć, czy eksponatem do noworodkowej sesji, ale człowiekiem, który zasługuje na troskę i miłość, najbliższych sobie osób na tym świecie. Jeśli rodzice są tylko nastawieni na branie, a nie idzie to w parze z dawaniem, prędzej, czy później dochodzą do wniosku, że "ich dziecko się popsuło" lub "że mają popsute dzieci". Rodzic stawia siebie w pozycji ofiary, a to nie on w takiej relacji jest stroną, która cierpi najbardziej.

Nie miałem pojęcia, że dzieje Ci się krzywda - mówią rodzice, którzy zbyt szybko wrzucili dziecko w kategorię "niegrzeczny" lub "złe towarzystwo"


Jeśli człowiek, którego bardzo dobrze znasz, niemal z dnia na dzień zmienia swoje zachowanie, ma jakiś powód. Powiedzieć "niegrzeczny" i zwalić winę na towarzystwo to najłatwiejsze rozwiązanie. Jest ono jednak bardzo krzywdzące i często się w ogóle nie sprawdza. Dlaczego rodzice skrzywdzonych nastolatków/nastolatek bywają w szoku, że nie zauważyli krzywdy, jaką ktoś wyrządził ich dziecku? Bo w pewnym momencie przestają się zastanawiać, zadawać pytania, zbyt wcześnie przyjmują "moje dziecko tak się zmieniło i takie jest", albo "to bunt". Zgoda, że różne graniczne emocje buzują w człowieku, który jest w nastoletnim wieku. Ale potrzebuje on w tym wieku wsparcia i potrzebuje dokładnie takiego wsparcia, jakiego ON/ONA potrzebuje, a nie takiego, jakiego TY MYŚLISZ, że potrzebuje.

Wymaga to gimnastyki i chęci podjęcia wysiłku zrozumienia, zejścia do tego samego poziomu rozmowy, zamiast "mądrości z wyżyn". Zdarza się, że to nie bunt zmienił zachowanie dziecka, ale np. bullying, hejt, mobbing, gwałt, molestowanie, albo Bóg jeden wie co jeszcze. Wiedzą o tym doskonale osoby, które na co dzień pracują w fundacjach dających wsparcie rodzinom, które zmagają się z takimi tragediami. Zanim przyczepisz etykietę, poszukaj porozumienia - nie narzucaj swojej wizji rzeczywistości, ale zrób przestrzeń na swoje dziecko, z czymkolwiek do Ciebie przychodzi i jakkolwiek to wyraża.

Czasem jedno pytanie może uchronić Waszą rodzinę przed tragedią lub przerwać krąg wzajemnego cierpienia.

Trzymajcie się razem, 
Cześć!

PODPIS
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Histeria u dziecka - jak sobie z nią radzić?

Dzieci okazują złość i niezadowolenie tak, jak potrafią. Czasami może to oznaczać szał, płacz, histerię i rzucanie się na podłogę. Czy pretensje do dziecka to dobra forma odpierania takiego ataku? I dlaczego nie warto przejmować się tym, co ludzie powiedzą?

Doświadczenie oporu i granice stawiane przez świat

Maluchy poznając świat doświadczają nie tylko jego możliwości, ale również ograniczeń. Te drugie wcale nie sprowadzają się tylko do rodzicielskich zakazów, ale np. do prawa grawitacji. Spadłem, a miałem nie spaść. Albo chcę latać, ale nie mogę. Opór rodzicielski wyrażający się w haśle "musimy wracać do domu", to tylko jeden z wielu rodzajów oporu, jakich dziecko doświadcza na co dzień.

Histeria u dziecka to jedna z cech etapu rozwoju (2-4 rok życia). Krzyk tupanie, uderzenie ręką w stół, wymachiwanie rękami w złości i szalejąca pasja emocji - to próba pokazania i wyrażenia tego, co trudno jest nazwać. Pamiętajmy, że mowa rozwija się różnie u różnych dzieci, nie każdy trzylatek ma taki sam zasób słownictwa i nie każdy potrafi mówić o swoich uczuciach.

Skomplikowany świat emocji i ataki histerii u dziecka

Nie oszukujmy się, świat ludzkich emocji jest skomplikowany. Często nawet dorośli mają z nim problemy. Dlaczego więc chcemy oczekiwać od dzieci ogarniania własnych emocji, kiedy sami np. rzucamy talerzami, wychodzimy z domu z krzykiem, albo tłumimy uczucia i nie umiemy o nich rozmawiać? Niejednokrotnie ludzie dorośli nie widzą tego, jak narastają w nich różne emocje. Spotykają się z nimi dopiero wtedy, kiedy ich kumulacja jest tak duża, że nie sposób tego nie zauważyć. Ale w stosunku do dziecka oczekują ciszy, perfekcji i tego osławionego "nie przynoszenia wstydu". Zabawne, ale ten zestaw oczekiwań niejednokrotnie wpędza dziecko w jeszcze większe pasje i trudno się temu dziwić.

Atak histerii u dziecka to nie jest robienie "na złość" rodzicowi. Często jest to swego rodzaju brain error, który może po prostu wynikać z pogubienia się, czy niezrozumienia ciągów przyczynowo-skutkowych. Żeby dziecko mogło sobie poradzić z emocjami, trzeba je tego uczyć, a nie spychać atak histerii do pudełka "nie przynoś mi wstydu" albo "przestań i koniec".

Teksty, na które nie zasługuje żadne dziecko

Nieważne co robi Twoje dziecko i jak się zachowuje, jest pewna pula tekstów, których nigdy nie powinno usłyszeć. Niszczą Waszą więź, odbierają poczucie bezpieczeństwa i obniżają poczucie własnej wartości Twojej pociechy.

Niezależnie od sytuacji i zachowania w określonym czasie, nie należy wygłaszać tekstów takich jak:

  • wstyd mi za Ciebie
  • przez Ciebie sąsiedzi będą się na mnie krzywo patrzeć
  • jak będziesz się tak zachowywać to pan cię zabierze
  • złe dzieci się tak zachowują, jesteś złym dzieckiem
  • inni mają normalne dzieci, ja nie mam tego szczęścia
  • mamy nienormalne dzieci


Histeria u dziecka - co robić, gdy już się zdarzy?

Zabawne jak wielkie znaczenie w dorosłym świecie, wciąż ma dla wielu osób to, co pomyślą sobie o nich inni. Wystarczy przejść się ulicą i zawsze znajdzie się ktoś, kto spojrzy na Ciebie krzywo albo spod byka. Czasami to znaczy, że Cię ocenia, a czasami ma po prostu taki wyraz twarzy - więc czemu tak bardzo dorośli przejmują się tym, co inni pomyślą? Pewnie dlatego, że "pan Cię zabierze" albo "przynosisz mi wstyd" słyszeli w dzieciństwie zdecydowanie zbyt często, ale dorosłość wymaga przepracowania pewnych tematów. Po to, żeby nie powielać cudzych błędów. W relacji pomiędzy osobami nie jest najważniejsze to, co sobie inni myślą. Ale to jak dbamy o tę relację i jak sobie radzimy w sytuacjach trudnych.

Jeśli widzisz, że coś zaczyna się u Twojego dziecka, porozmawiaj. Pomóż dziecku nazwać te emocje, zanim będą miały swoją kulminację. Oczywiste jest, że jako mama, czy jako tata chcesz dla swojego dziecka jak najlepiej. Ale tłumaczenie tego w czasie wybuchu wulkanu, nie ma najmniejszego sensu. To tak, jakby chcieć tłumaczyć pijanemu że źle robi pijąc.

Jeśli już coś się dzieje, odłóż na bok morały i pomóż dziecku się uspokoić. To Ty jesteś w tej sytuacji dorosły, a skoro dziecko zachowuje się w jakiś sposób tzn. że naprawdę nie potrafi zachować się inaczej. Jako rodzic możesz w tej sytuacji okazać wsparcie i zrozumienie, uspokoić i dopiero wtedy wspólnie poszukać rozwiązania dla problemu, który wzbudził emocje.

Instrukcje i rozmowy o sytuacjach

Chociaż nie miałam jak dotąd jakichś skrajnych sytuacji z moim Synem w roli głównej, to jednak zawsze daję mu różne instrukcje. Np. kiedy czujesz złość możesz zachować się tak, tak, albo tak. Ale nie możesz zrobić tego, tego i tamtego, bo mógłbyś zrobić sobie krzywdę albo komuś. Efekt tego jest taki, że kiedy zapytałam mojego trzylatka o to, co może zrobić kiedy się złości, powiedział: mogę wziąć głęboki wdech albo kilka i powiedzieć spokojnie o co chodzi.

Większość rodzicielskich sytuacji nie wymaga natychmiastowego rozwiązywania. Jeśli już obserwujesz histerię swojego dziecka, nie próbuj się przebić przez cyklon. Tylko postaraj się uspokoić ten wiatr, bądź i wspieraj. Możesz powiedzieć: "rozumiem co czujesz, chcę z Tobą o tym porozmawiać, ale na spokojnie". Dziecko w stanie wielkich emocji nie tylko nie jest w stanie Cię słuchać, ale nie jest w stanie też rzeczywiście usłyszeć tego, co chcesz przekazać. Takie próby będą powodowały jeszcze większe emocje. Dlatego jeśli nie chcesz dolewać oliwy do ognia, a rzeczywiście rozwiązać problem to:

  1. Zadbaj o bezpieczeństwo swojego dziecka, swoje i innych uczestników tej sytuacji
  2. Okaż wsparcie, pokaż, że dziecko w stanie histerii może Ci zaufać, a Ty nie będziesz na nie krzyczeć
  3. Uspokajaj zamiast forsować swoje racje
  4. Jeśli się uda, najlepiej odejdźcie gdzieś na bok, gdzie nikt nie będzie Wam przeszkadzał
  5. Kiedy dziecko się uspokoi, porozmawiajcie o sytuacji, która się wydarzyła. Najlepiej zapytaj dziecko o to, co się właśnie stało - niech opowie Ci sytuację ze swojej perspektywy.
  6. Opowiedz dziecku o sytuacji, która miała miejsce. Wyjaśnij, co było niewłaściwe w tym zachowaniu, ale daj alternatywę i powiedz co można zrobić w takich sytuacjach.

Histeria u dziecka - co opisać w rozmowie?

Czekanie z rozmową nie oznacza zostawiania na później obwiniania i pretensji. Chodzi o to, by porozmawiać o tym, co się stało ale też zachować jak największą obiektywność. Dlatego rozmawiając z dzieckiem możesz:

  1. powiedzieć co się wydarzyło (nie pozwoliłam ci samemu bawić się nożyczkami)
  2. powiedzieć jak zareagowało ciało Twojego dziecka (zacząłeś tupać nogami)
  3. zapytać dziecko jak się wtedy czuło albo nazwać jego emocje (byłeś na mnie zły)
  4. zaproponować rozwiązanie dla tej sytuacji (może poćwiczymy razem wycinanie?)

O czymkolwiek rozmawiasz z dzieckiem, warto skupić się na konkretach i zadbać o to, aby komunikaty były jasne, ale również krótkie. Nawet ludzie dorośli potrafią gubić się, kiedy wywód jest zbyt długi. Dłuższe utrzymanie uwagi dziecka nie należy do najłatwiejszych zadań, dlatego warto wykorzystać czas skupienia najefektywniej, jak tylko się da. W tym celu warto skracać swoje wywody do najważniejszych punktów i nie rozwodzić się tam, gdzie jest to kompletnie niepotrzebnie.

Empatyczna i pozytywna komunikacja - wsparcie dla więzi

Empatyczna i pozytywna komunikacja brzmi fajnie, kiedy wszyscy członkowie rodziny mają dobry nastrój. Ale staje się sztuką w trudnych, czy emocjonujących sytuacjach. Niemniej jednak warto ją opanowywać, ponieważ z reguły łatwiej jest coś zniszczyć, niż stworzyć coś dobrego. A więź pomiędzy rodzicem a dzieckiem, jest czymś absolutnie pięknym i warto nad nią pracować przez całe życie. W sposób adekwatny do danego etapu rozwoju.

Warto również wyjść z przekonania, że dzieci rozumieją mniej albo, że nie można od nich wymagać zrozumienia. W rzeczywistości dzieci zawsze rozumieją więcej, niż nam się wydaje - zakładanie, że nie są do tego zdolne, jest krzywdzące zarówno dla nich, jak i dla naszej relacji z nimi. To obawy dorosłych często odbierają dzieciom możliwości do realizacji i do wzrastania w człowieczeństwie. Jeśli damy sobie przestrzeń i zgodę na to, że każdy ma prawo do własnych uczuć i emocji, zbierzemy naprawdę piękne owoce. A żeby dziecko mogło sobie radzić z emocjami, nie możesz tylko stawiać zakazów i granic, ale musisz pokazać alternatywy. Dawać konkretne instrukcje jak można sobie z nimi radzić.

Trzymaj się zdrowo,

Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Moda na brzydotę: Mamo, chodź na plażę!

Nie tak dawno temu internety obiegł wpis na Instagramie Agnieszki Kaczorowskiej o modzie na brzydotę. Choć autorka przeprosiła, hasło zrobiło swoje. Co myślę o ruchu Body Positive i dlaczego nie obchodzi mnie cellulit czy blizna po cesarce, kiedy idę na plażę?



Twoje ciało jest super

Nieważne, czy ma lat 20, 30, czy 50. Jest super, bo jest Twoje i opowiada Twoją historię. A jeśli ktoś ma z tym problem, no cóż... To jego problem. Mnie osobiście cieszy, kiedy widzę Panie 60+ na plaży cieszące się słońcem ze swoimi wnukami. Trudno powiedzieć czy Kaczorowska chciała uderzyć w naturalność, czy po prostu opublikowała wpis, który został odebrany jakoś inaczej, niż to sobie wyobrażała. 

Nie zrozum mnie źle, jeśli akurat masz w piersiach silikony, albo jesteś po jakimś innym zabiegu - też OK. Nie twierdzę, że coś tutaj jest lepsze, czy gorsze. Ja akurat stawiam na naturalność, ale Ty nie musisz. Zdarza się, że za licznymi zabiegami stoją kompleksy - wtedy warto je zwalczyć na terapii, zanim zdecydujesz się na jakieś inwazyjne zmiany w swoim ciele. Jednak uważam, że przesadą jest twierdzenie, że każdy zabieg wynika z kompleksów, bo uogólnienia generalnie są zgubne niezależnie od tego, czego dotyczą.

Pójdę na plażę, bo mam ochotę

Często się zdarza, że mamy mają po porodzie jakieś ale do swojego ciała i jest to powodem rezygnacji z plażowania. Tymczasem, zauważcie, że ciało zmienione po porodzie też opowiada pewną historię, a na dodatek jest to bardzo piękna historia. Sama nie mam figury modelki, a na plaży świecę światłem odbitym od mojego cellulitu - i co z tego. Rzecz w tym, że nawet jeśli komuś na plaży się nie spodoba ten widok, to zapomni.

A jeśli ja będę się katować własnym cellulitem, pandemicznymi boczkami, czy blizną po cesarce i będę z tego powodu rezygnować z pełni przyjemności rodzinnego pobytu na plaży, to będzie to dla mnie przykre doświadczenie. Choć zmienia się postrzeganie ciała i zdaje się, że kobiety już nie przejmują się tak bardzo swoimi "niedoskonałościami", to wciąż stanowczo zbyt wiele z nas rezygnuje z różnych zajęć z obawy przed czyjąś oceną. 

Agnieszka Kaczorowska - zachęta do rozwoju i sprzeciw wobec Body Positive?

Trudno powiedzieć o co rzeczywiście chodziło Agnieszce Kaczorowskiej, kiedy pisała o modzie na brzydotę. Z jednej strony starała się zachęcać do tego, by się nieustannie rozwijać, a z drugiej strony mogłoby się wydawać, że staje w opozycji do naturalności i naturalnego piękna. Jasne, każdy ma prawo do własnego kanonu estetycznego, ale ruch Body Positive robi moim zdaniem bardzo wiele dobrego.

Jeszcze kilkanaście lat temu słyszało się o nastolatkach otrzymujących operację nosa w prezencie urodzinowym, innym razem o dzieciach wyśmiewanych z powodu wyglądu, które upatrywały jakiegoś remedium w operacjach plastycznych. Czy nie lepiej jest po prostu cieszyć się tym, kim się jest i rozwijać się w pełni bycia sobą? Akceptacja własnego ciała to przecież kolejny krok na drodze do rozwoju. Dlaczego? Banalny przykład... Jeśli nie akceptujemy własnego ciała, rzucamy się w jakieś katorżnicze diety i próbujemy przymusem nakłonić siebie do zmiany wagi. Jeśli akceptujemy swoje ciało i lubimy siebie, to po prostu jesteśmy dla siebie dobrzy, dbamy o siebie, zaczynamy jeść zdrowo a w parze z tym faktem idzie często też zmiana wagi.

W modzie na brzydotę porusza nie tyle Kaczorowska, co pewien typ myślenia

Jak wiecie na tym blogu nie zajmuję się komentowaniem celebrytów i gwiazd, a jednak trochę nosiłam się z zamiarem napisania tego wpisu. Piszę o rzeczach dla mnie ważnych, jakoś synchronizujących z moją duszą i przekonaniami. Dlatego nie mogę przejść obojętnie wobec tego wpisu. Przeprosiny, przeprosinami - ale z drugiej strony, jeśli ktoś wygłasza w Internecie swoje poglądy, dlaczego miałby za nie przepraszać? Nie chodzi w tej sprawie o Kaczorowską, ale o pewien niebezpieczny typ myślenia. Coś na kształt "weź nie pokazuj mi się na oczy w takim stanie".

Nie ma czegoś takiego jak jeden kanon piękna, podobnie jak nie ma człowieka uniwersalnie pięknego, który byłby piękny w oczach wszystkich. Każdy z nas ma prawo do tego, żeby czuć się pięknie spoglądając w lustro i nieważne, czy komuś innemu to pasuje, czy nie. Zbyt często kobiety przywiązują wagę do możliwego spojrzenia obcych osób, których i tak mogą już nigdy więcej nie spotkać w swoim życiu.

Życie jest nowelą, ale wakacje są tylko raz w roku

Dlatego Kochane Mamy, nie wstydźcie się wyjść na plażę, bo epidemia Wam dorobiła boczki a poród zmienił wygląd Waszego ciała. A blizna po cesarskim cięciu? To uśmiech, który lekarz namalował Wam na pamiątkę najpiękniejszego dnia w Waszym życiu. A jeśli ktoś spojrzy się na Was krzywo, patrzcie mu długo w oczy tak długo, aż pierwszy mrugnie. Daję słowo, że takie przypadki nigdy nie wytrzymują napięcia. 

Trzymajcie się zdrowo,

Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Edukacja domowa: jak uczyć angielskiego dzieci w wieku 3 lat?

Dzieci w tym wieku nie potrafią się skupić, ja uważam, że uczenie ich angielskiego jest bez sensu. - usłyszałam od mojej koleżanki anglistki, kiedy zapytałam ją o możliwość lekcji online dla mojego Syna.  Dodam, że jest to osoba, która pracuje w zawodzie nauczyciela w różnych grupach wiekowych. Nie uwierzyłam jej oczywiście, dlatego dzisiaj mój Synek (w lipcu skończy 3 lata) w sposób naturalny podśpiewuje sobie Fire Truck. Jak uczyć 3latki angielskiego i czy w ogóle ma to sens?

Dobro dziecka - traktujmy dzieci poważnie!

Miłośnicy świadomego wychowania doskonale wiedzą kim był np. Janusz Korczak. Pan Doktor, który opierał wychowanie dzieci na partnerstwie, wzajemnym szacunku i rozbudzania czegoś takiego, jak samowychowanie (nie mylić z pozostawianiem samemu sobie). Opiekował się dziećmi, którymi nie interesował się nikt. Zginął w czasie II wojny światowej razem z nimi. W komorze gazowej. Poszedł z nimi w tragicznym pochodzie. Wiedział, że nie ocali swoich wychowanków, a jedyne co może dla nich zrobić to dać im swoją obecność. Czy ktoś z Was potrafi znaleźć piękniejszy przykład tego, jak się powinno traktować najmłodszych?

To nie dzieci nie potrafią, lecz dorośli nie umieją

Kiedy dorosły zakłada, że dziecko nie da sobie rady i nie warto próbować, w rzeczywistości wskazuje to na pewną ułomność umysłu dorosłego. Przykład? Jeśli dziecko przychodzi do Ciebie z informacją o potworze w szafie, to dla niego jest to absolutnie poważna sprawa. Jeśli Twoją jedyną odpowiedzią jest: daj spokój - okazujesz mu brak szacunku i traktujesz niepoważnie problem, który w umyśle dziecka jest poważny i realny. Nie jest zadaniem dziecka wchodzenie w buty trzydziestolatka, ale jest zadaniem trzydziestolatka wejście w buty dziecka. Potwory w szafie masz już w kategorii przeszłość, ale Twoje dziecko jeszcze nie, więc okaż szacunek tej sytuacji i temu problemowi.

To nieprawda, że dzieci nie potrafią się skupić, uczyć się, czy wyciągać wniosków. Mało tego, robią to znacznie lepiej niż dorośli, którzy już zdążyli przyjąć sobie różne wygodne i niekoniecznie prawdziwe schematy funkcjonowania. To nie wszystko! Dzieci chłoną wiedzę jak gąbka i robią to chętnie, tak długo, aż dorośli tego nie zepsują. Naturalną rzeczą jest podążanie za własnymi zainteresowaniami i pogłębianie wiedzy, jeśli ktoś tego nie robi lub nie chce robić - bardzo często świadczy to o tym, że zawiódł kiedyś ktoś dorosły. To nie musi być rodzic, czy babcia, równie dobrze może to być nauczyciel-biurokrata. 

Jak z tym angielskim? Ma to sens?

Nigdy nie lubiłam takiego nienaturalnego podejścia do uczenia się języków. Jeśli ktoś się dziwnie wygina i mówi Ci słowa po angielsku, ale tak generalnie to wszystko kupy się nie trzyma, to niezależnie czy masz 30 lat, czy 3 - poczujesz się trochę jak w cyrku. I generalnie nie będziesz wiedział, czy ktoś robi idiotę z Ciebie, czy z siebie samego. Nie ulega jednak wątpliwości, że nie jest to normalna sytuacja i raczej ciężko będzie wynieść z niej cokolwiek poza ogólnym niesmakiem. 

A teraz ukryta prawda: najłatwiej się uczymy wtedy, kiedy przychodzi nam to naturalnie. To się tyczy wszystkiego, od matematyki po uczenie się języków. Naukę najłatwiej zaczynać od tego, co znane i lubiane. Dlatego łatwiej zrozumieć dodawanie i odejmowanie, kiedy narzędziami do nauki są ciastka. Na torcie, czy na pizzy z łatwością wytłumaczycie ułamki. Na piłkach, które na co dzień służą do zabawy możecie pokazać, jak funkcjonują planety w układzie słonecznym. Naprawdę nie jest to ani trudne, ani wymagające, jeśli tylko dorosłych chce się to robić. 

Moje sposoby na angielski

Jest ich przynajmniej kilka. Zdarza się, że w czasie zabawy zaczynam mówić do mojego Syna tylko po angielsku i staram się, aby rozumiał to przez kontekst. Według starej szkoły należałoby tłumaczyć słowo w słowo każdą wypowiedź - to jest moim zdaniem totalnie bez sensu. Wiecie dlaczego? Ojczystego języka również uczymy się przez kontekst. Jasne, że warto tłumaczyć i dopowiadać, ale nie tak, żeby zanudzić małego człowieka, zanim ten zdąży się zainteresować tematem. Dlatego mając na względzie naturalność życia i uczenia się języka, korzystam z następujących rzeczy:

  • puszczam bajki w języku angielskim (ulubione bajki mojego dziecka, a nie jakieś przypadkowe)
  • czytam książki obrazkowe po angielsku
  • pokazuję angielskie materiały przygotowane przez mamy zza oceanu
  • jako circle time focus pokazuję mojemu Synkowi Martę Mitschke, która robi absolutnie faktastyczne domowe przedszkole dla dzieci
  • pracujemy na angielskich kartach pracy
  • za jakiś czas, prawdopodobnie będziemy szukać penpal friend - żeby poćwiczyć angielski, nawiązać ciekawą relację i przy okazji zapoznać się z inną kulturą

Czego na razie nie ma w naszej nauce?

Jak na razie nie korzystam z aplikacji na telefon i gier na komputer. Zakładam, że jest cała masa innych sposobów na aktywizację trzylatka. Nie mamy nic przeciwko puszczaniu bajek, czy materiałów z YouTube, ale w naszym przekonaniu ekrany trochę rozleniwiają. Nie widzimy nic złego w tym, żeby korzystać ze wszystkich dobrodziejstw tego świata, również z technologii (podczas nauki i rozrywki), ale chcemy to robić stopniowo. Dlatego u nas nie istnieje jeszcze temat gier i jako takich aplikacji dla dzieci. Absolutnie nie krytykuję rodziców, którzy już je wprowadzają - każdy powinien w swojej rodzinie stosować swoje podejście.

O czym warto pamiętać podczas uczenia dzieci angielskiego?

W przypadku uczenia się języka szczególnie ważna jest powtarzalność i systematyczność. Choć te dwie wartości są ważne dla każdej dziedziny wiedzy, nie zapominajcie o tym, że język nieużywany jest zapominany. Żeby był żywy musi być stałym elementem, czyli musicie go używać, osłuchiwać się w nim i mówić też w tym języku. A to znaczy, że raz na tydzień to zdecydowanie za mało.

Polski jest piękny, po co się spinać z tym angielskim? Zgadzam się co do tego, że nasz język jest piękny, ale umówmy się nie jest językiem międzynarodowym. Trudno oczekiwać, że na drugim końcu świata ludzie będą mówić po polsku - no chyba, że spotkacie akurat polskich emigrantów lub turystów. Wiecie kiedy ostatnio przydał mi się angielski? Gdy 2 Japonki potrzebowały pomocy przy kupnie biletów na pociąg, a samotna pani w budce nie umiała nic im powiedzieć w tym języku. Angielski przydał mi się też, gdy dostawca pizzy okazał się indyjskiego pochodzenia i po polsku nie byłby mi w stanie wytłumaczyć dlaczego przyniósł 4 pudełka pizzy, a nie 2. Angielski przydaje mi się codziennie, gdy szukam rozwiązań dla mojej pracy, materiałów dla Syna, kształcę się, gdy słucham wykładów akademickich w tym języku a nawet gdy szukam przepisu na placek dyniowy. 

Czy warto uczyć dzieci angielskiego?

Pewnie, że tak! Ale naturalnie, po ludzku i normalnie. Bez szkolnego spinania się, ale z wykorzystaniem metod znanych i lubianych przez to konkretne dziecko. Uniwersalne metody są niczym przepisy na szczęście, każdy czyta - ale gdyby każdy z nich sprawdzał się u każdego, to każdy byłby szczęśliwy. Edukacja domowa to fascynująca droga prowadząca do wypracowania własnych metod na rozliczne sprawy - ale to właśnie ten rodzaj pracy przynosi najlepsze owoce.

Trzymajcie się zdrowo, 

Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Niezdrowa rywalizacja matek - czemu warto rozluźnić pośladki?

Jeśli jesteś mamą jedynaka, koleżanki wieloródki powiedzą, że nie masz prawa do zmęczenia, ani nic sensownego do powiedzenia w temacie macierzyństwa. Jeśli jesteś mamą, która pracuje, powiedzą, że nie dbasz o dzieci. Jeśli mamą, która nie pracuje, powiedzą, że nic nie robisz. Czy kobiety naprawdę nie potrafią być dla siebie wsparciem? Po co się tak spinać? 

Karl Popper dla matek - zanim zaczniesz obrabiać koleżankę

W wyniku niezdrowej rywalizacji cierpią przede wszystkim dzieci, które w przyszłości mogą mieć wrażenie, że  muszą być od kogoś w czymś lepsze, aby na samego siebie spojrzeć z życzliwością. Poczucie własnej wartości leży u podłoża niezdrowej rywalizacji matek. A dokładniej, jego brak. W ten sposób rodzice przenoszą na dzieci własne, błędnie przyjmowane schematy. A przecież każdy z nas jest wyjątkowy i jedyny - to naprawdę wystarczy by mieć poczucie własnej wartości i cenić to, kim jesteśmy jako my. Rywalizacja jest do pewnego stopnia naturalna, wpisana w genetykę i naturę - ale nie musi zamieniać się w chory wyścig, czy bestialską degryngoladę. 

Ja mogę się mylić, ty możesz mieć rację, i wspólnym wysiłkiem możemy zbliżyć się do prawdy. -to zdanie Karla Poppera można zastosować nie tylko do niezdrowej rywalizacji matek, ale również do wszelkich innych sporów społecznych, czy ideologicznych. Tylko żeby wejść w czyjeś buty trzeba się trochę wysilić, a w zdecydowanej większości łatwiej jest skakać sobie do gardeł. Zamiast panować nad energią, lepiej ją tracić na rzeczy, które i tak w naszym życiu nic nie zmieniają. 

Sisterhood & Motherhood czy to się da połączyć?

Wierzę, że tak. Pod warunkiem, że mamy dość oleju w głowie, aby zauważyć, że inna mama zna swoje dziecko jak najlepiej i rady, które stosują się do mojego dziecka, nie mają przełożenia na dziecko mojej przyjaciółki. Jasne, pewne rzeczy mogą być uniwersalne, jak maść majerankowa na katar, czy śliwki na zaparcia. Ale przekładanie całych schematów własnego życia, na życie drugiej osoby, nigdy nie będzie dobrym pomysłem. Każda mama jest najlepsza na świecie - ale dla SWOJEGO dziecka i właśnie dlatego, rywalizacje matek nie mają żadnego sensu. Moim zdaniem jest to najgłupsza rzecz jaką możemy zrobić. 

Po pierwsze, na takiej rywalizacji zawsze cierpi dziecko. Po drugie, skoro jesteś najlepszą mamą dla swojego dziecka, to po co stajesz w konkursach o to, kto szybciej nauczy się czytać, albo stawiać pierwsze kroki? Na wszystko przyjdzie czas i jeśli dziecko Twojej koleżanki zaczęło coś robić szybciej, niż Twoje - to też jest w porządku. Każdy człowiek rozwija się własnym rytmem i powinno się to odbywać w atmosferze miłości i bezpieczeństwa. Zamiast sapać dziecku nad uchem, że dziecko sąsiadki już coś potrafi - wspieraj jego rozwój. Wspieraj, a nie porównuj. Jeśli zadbasz o poczucie własnej wartości, to takie rodzicielskie potyczki w ogóle nie będą Ci potrzebne. 

Mamo, jesteś super  - dbaj o poczucie własnej wartości

Często zabieramy się do umoralniania, wychowywania innych, a najczęściej robimy to wtedy, gdy nie uporządkowaliśmy spraw własnej psychiki. Żaden dorosły nie lubi jak się go wychowuje, a każdy z nas ma za sobą jakąś historię. Zapewne wydarzyły się różne rzeczy zanim zostaliśmy rodzicami, nie wszystkie pewnie były miłe, niektóre wywróciły nasze życia, inne odbiły się na psychice. Ale hej, cokolwiek się działo w Twoim życiu - to przeszłość, a dzisiaj jesteś tym, kim jesteś, również dzięki wydarzeniom, które miały miejsce w przeszłości. Nie potrzebujesz się ścigać z innymi matkami, czy ojcami. Dla swojego dziecka jesteś najlepszym rodzicem i tylko to się liczy, a nie to, by do kogoś doskoczyć. 

Każda z nas ma jakąś wiedzę i jakiś bagaż doświadczeń, z których mogłybyśmy wzajemnie czerpać, gdybyśmy nie skupiały się tak bardzo na czubku własnego nosa. Gdyby zastąpić wszechwiedzę, chęcią zdobywania wiedzy - relacje międzyludzkie wyglądałyby zupełnie inaczej. Możesz wielu rzeczy nie lubić w drugim człowieku, możesz się z nimi nie zgadzać, ale każdy ma w sobie coś takiego, czego mógłbyś się od niego nauczyć.

Mamy ofiarami niezdrowej rywalizacji

Często mamy, które mają wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia i wartości do przekazania, stają się ofiarami niezdrowej rywalizacji. Jeśli piejesz nie tak głośno, jak pozostałe koleżanki, może się zdarzyć, że zostaniesz zakrzyczana przez stado wron, które sporo się nakraczą, ale niekoniecznie coś pozytywnego z tego wyniknie. A częściej nic z tego nie wyniknie, bo skrajności mają to do siebie, że są niezdrowe po prostu i dzielą ludzi zamiast łączyć. Na każdym krańcu, najważniejsze są przecież różnice, a nie to, że można się czegoś dobrego dowiedzieć, nawet od kogoś, kto prezentuje skrajnie różne poglądy na wszystko.

Nawet jeśli wrzucanie ludzi do szuflady z określonym napisem, jest jakąś naturalną tendencją naszego umysłu - to warto się nad tym trochę zastanowić. Heurystyki mają to do siebie, że wydają się niezwykle przekonujące, ale po 5 minutach zastanowienia się nad nimi, można dojść do wniosku, że nie mamy podstaw, by tak myśleć. Jeśli umiesz być trochę poza światem, to doskonale odnajdziesz się również w nim. Dlatego, że nie będziesz wytracać energii, na porównania, czy gierki, które nie tylko nic nie dają, a wręcz ranią dzieci, które mogą stać się pionkami w tej okrutnej grze.

Mądre kobiety potrafią się dogadać

Nie tylko z własnym odbiciem w lustrze. Uwagę skupianą na rywalizacji, która jest niezdrowa, warto przenieść w dobrym, pozytywnym sensie, na własne dziecko. Na jego potrzeby, obserwowanie i wspieranie rozwoju - ale nie w porównaniu do innych. Tylko w ukochaniu tego, co w nim najpiękniejsze, w jego predyspozycjach, możliwościach i talentach. W pomaganiu i wspieraniu w sprawach trudnych. Niezależnie od tego, którą matką na placu zabaw jesteś - każda z nas chce jak najlepiej dla swojego dziecka. I to jest najpiękniejsza wartość, która łączy nas wszystkie.

Trzymaj się zdrowo, 

Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Homeschool, edukacja domowa: jak się robi naukę przez zabawę?

Mój Tata zawsze mi powtarzał, że najlepsza improwizacja to zaplanowana improwizacja. Być może brzmi to nieco przewrotnie, ale sprowadza się to do tego: aby dobrze improwizować, trzeba wiedzieć co się robi i po co. W edukacji domowej sprawa wygląda bardzo podobnie. Nauka przez zabawę osiąga najwyższą skuteczność, gdy wiesz co robisz i po co. A jak to wygląda w praktyce?

Dwa tygodnie w kołowrocie i nauczanie domowe

Przez ostatnie dwa tygodnie byliśmy w prawdziwym kołowrocie pracy i domowych obowiązków, zarówno ja, jak i mój Mąż. Trzymaliśmy co prawda swoją kreatywność na zdrowym poziomie i wyciągaliśmy z doby, co tylko się da. Jednak po minie naszego Syna zaczynałam widzieć, że musimy się trochę bardziej wszyscy rozbujać. Bo chociaż jest dobrze, to przecież może być lepiej. Co oczywiście nie jest łatwe, jeśli prowadzisz firmę, dom, robisz homeschool - i pociągasz tak naprawdę za wszystkie sznurki równocześnie.

Edukacja domowa potrzebuje planu i w tym, nie różni się od edukacji szkolnej. Różni się jedynie wykonaniem. Nasz Syn wchodzi w nowy etap, więc przyszła pora na nowy plan. I tak też zrobiłam. W sobotę wieczorem rozpisałam tygodnie tematyczne, które będziemy sobie realizować. Wbrew wielu stereotypom nauczanie dzieci w domu, wcale nie wiąże się z wielogodzinnym siedzeniem dzieci przy biurku i smutną miną. Zdrowa edukacja domowa to nauka poprzez zabawę. Ale jak ją robić i po co ten plan?


Edukacja domowa i wymyślanie zajęć na bieżąco

Generalnie nie widzę nic złego w takim luźnym podejściu i dobieraniu zajęć na bieżąco. Jednak jeżeli zdarzy się coś nieprzewidzianego, albo nagle inne rzeczy wymagające kreatywności zaczną nam tą kreatywność obniżać - warto mieć plan. Coś, za czym będziemy mogli pójść jeśli nie będziemy mieli siły na wymyślanie na bieżąco. Mój niespełna trzylatek jest już dość wymagający, ostatnio pytał mnie np. czym jest skutek, a czym przyczyna (odpowiecie na to pytanie korzystając z włącznika światła). Nie należy gasić takiej dociekliwości, a wręcz przeciwnie - wkładać jeszcze większe zaangażowanie w rozwój dziecka.

I tak podzieliłam nasze tygodnie, na konkretne tematy. A tematy rozpisałam na możliwe aktywności, to, czego przy okazji można się nauczyć, z jakich narzędzi korzystać i dzięki temu zyskałam coś, co każdego dnia daje mi operacyjną pewność siebie. Wiemy, że mamy pomysł - niezależnie od tego, jak bardzo i czy jesteśmy zmęczeni. Rzadko wspominam o swojej prywatności, ale warto zaznaczyć, że ja i mój Mąż rezonujemy podobnie. Zdarza się, że on ubiera moją wyobraźnię w konkrety przy większych projektach, wymagających np. wkrętarki.


Czy plan jest potrzebny tylko w edukacji domowej?

Nie. Jeśli nawet macie zamiar kształcić dzieci w klasyczny sposób, posyłając do przedszkola, czy szkoły - plan też się przydaje. Dzieci w domu to cała masa energii, którą ciężko będzie okiełznać bez jakichś choćby hipotetycznych pomysłów na zabawę. A przy okazji tej zabawy, można czegoś się nauczyć. Z całym szacunkiem dla wszystkich wielkich miłośników podstawy programowej - choćby nie wiem jak była cudowna, nie oddaje wspaniałości świata. I nigdy nie odda. Nie chodzi o to, żeby wklepać w małe umysły jakieś minimum. Tylko żeby zaszczepić ciekawość i radość świata - której... próżno szukać w szkolnej ławce.

Edukacja domowa w praktyce to przeciwieństwo nudy. Ale przede wszystkim to zgoda rodziny na wspólny rozwój. To świadomość, że ok - będziemy czasem zmęczeni, ale są rzeczy ważniejsze niż jakaś wygoda. To od nas tak naprawdę zależy, czy chcemy być rodzicami, którzy wyciągną nóżki i wcisną noski w telefonik, czy chcemy się rozwijać pełną piersią i doświadczać nowych rzeczy. Co przydaje się nie tylko w życiu rodzinnym, ale również w zawodowym. Większość domowych doświadczeń jestem w stanie wykorzystać w swojej pracy.


Edukacja domowa - jak opracować plan na tydzień?

Podrzucę Wam narzędzie, które znalazłam na blogu The Organized Mom Life. O ile u nas materiały do edukacji domowej trochę leżą i kwiczą, o tyle w Ameryce sprawa wygląda zupełnie inaczej. W Polsce dużą nadzieję daje np. Pritnoteka albo blog przedszkolanki Pani Moni - uwielbiam! Ze źródeł anglojęzycznych polecam Wam również 123homeschool.

Wspomnianym narzędziem jest organizer edukacji domowej dla preschoolersów. Czyli dla rodziców dzieci w wieku przedszkolnym. Używając drukarki, kartki i długopisu w prosty sposób zaplanujecie tygodnie tematyczne dla swoich pociech. Podkreślam, że nie jest to żaden wpis sponsorowany. Po prostu sama korzystam z tych materiałów na swój prywatny użytek.

Z każdego kołowrotu jest wyjście, trzeba wziąć tego byka za rogi i wytargać. Pomoże Wam w tym dobry plan.

Trzymajcie się zdrowo,

Cześć!


PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Czemu to nieprawda, że dzieci nie chcą się uczyć?

Jaką Ty jesteś szczęściarą, że Twoje dziecko chce się uczyć - usłyszałam jakiś czas temu. Zamyśliłam się. Motywacji do nauki nie nabieramy wcale poza domem, tylko w nim. Na późniejszą aktywność dziecka w szkole wpływa wiele czynników, między innymi... Jego poczucie własnej wartości. Co zrobić, gdy dziecko nie chce się uczyć?



Podejście do nauki - zależy od rodziców

Moje dziecko ma niespełna 3 lata, jest bardzo ciekawe świata i razem z Mężem podtrzymujemy tę ciekawość. Kiedy pojawiają się trudności - motywujemy. Opowiadamy o radości, jaką daje samodzielne wykonanie zadania. Dziecko chce się uczyć, kiedy nie jest to dla niego nudne. Problemy w nauce nie biorą się z niemożliwości, ale z braku metody.

Wszystkie dzieci (i wszyscy dorośli) mają predyspozycje do nauki pewnych rzeczy, a do innych nie. Trudności i problemy, które się pojawiają - zniechęcają, jeżeli za każdym razem podchodzimy do ich rozwiązania nieskuteczną metodą. W szkole często brakuje czasu na zajęcia poświęcone samej metodologii uczenia się, a już tym bardziej... gdy chodzi o naukę przez zabawę.

Homeschool - czemu dziecko chce się uczyć? 

To szansa na stworzenie odpowiedniego podejścia do nauki. Można zmotywować dziecko dobierając metody odpowiednie do jego zainteresowań. Udzielając wsparcia na każdym możliwym poziomie. Dzieci często potrzebują pomocy - rzadziej o nią proszą, jeśli przyzwyczaja się je do tego, że reakcją na ich pytania jest krzyk lub skrzywiona mina. Nie ma głupich pytań, a w nauce chodzi o to, by poszukiwać odpowiedzi. Wyniki w nauce (te znane ze szkoły) nie odzwierciedlają podjętego wysiłku i rozumiejącej postawy wobec danego tematu. 

Dziecko może uczyć się efektywnie pod warunkiem, że dostarczy się mu metod, które są dostosowane do niego. A to znaczy, że są dla niego ciekawe i umożliwiają naukę poprzez zabawę. To ostatnie, jest najbardziej skutecznym sposobem zdobywania wiedzy. Nie chodzi o suchą znajomość tematów, ale o to, czy dziecko czuje te tematy i zagadnienia. 

Poczucie własnej wartości i nauka

Często dzieci nie chcą się uczyć, ponieważ nie wierzą, że dadzą sobie radę z daną rzeczą.  Boją się zadać pytanie - z lęku przed oceną, krzykiem lub krzywą miną. Wzbudzanie poczucia własnej wartości nie jest zadaniem nauczycieli. To rodzice mają za zadanie kształtować w dziecku stan bezpieczeństwa i gotowość podejmowania nowych wyzwań, bez zważania na czyjeś miny. W warunkach szkolnych nie jest to możliwe.

Warto pamiętać też o tym, że dzieci uczą się obserwując dorosłych. Jeżeli wkurzasz się na dziecko, bo jest niecierpliwe - a sam nie jesteś ostoją spokoju i cierpliwości, trudno oczekiwać, że Twoje dziecko cierpliwie podejdzie do nauki. Przypomnij sobie wszystkie krzywe miny, które Ciebie powstrzymały kiedyś przed pójściem w swoje pasje i rozwojem w najlepszym znaczeniu tego słowa.

Co zrobić, gdy dziecko nie chce się uczyć?

Jeśli Twoje dziecko nie chce się uczyć, to oznacza, że czas na burzę mózgów. Możesz przeprowadzić ją sam, możesz przeprowadzić ją z dzieckiem. Zastanówcie się nad następującymi rzeczami:

  • Co  najbardziej sprawia trudności? 
  • Czy problemem jest nauka, czy podejście do niej?
  • Jakie umiejętności i mocne strony posiada dziecko, jak można je wykorzystać podczas rozwiązywania problemu?
  • Czy problem polega na trudności zagadnienia, czy na niskiej samoocenie dziecka?
  • Jak dopingować zamiast strofować?
  • Twoje dziecko nie chce, czy nie wie jak?
  • Jak uprościć dany temat? 

Odpowiedź na te pytania pozwoli uwypuklić pewne problemy i je rozwiązać. Wspólne rozwiązywanie trudności sprawi, że dziecko poczuje satysfakcje. A jego samoocena także wzrośnie.

Antyprzykład: nie rób tego, gdy dziecko nie chce się uczyć

Jeśli Twoje dziecko ma trudności z nauką, nie krytykuj go. Nie wbijaj szpili. Być może dzisiaj jesteś mistrzem mnożenia, czy kolorowania - ale kiedyś nie potrafiłeś policzyć do 3 i utrzymać w rękach długopisu. Klątwa wiedzy polega na tym, że zbyt często zapominamy, jak to jest być na początku. A nasze wymagania są często nieproporcjonalne do etapu rozwoju, na którym dziecko się znajduje.

Dajmy naszą miłość i nasze wsparcie. Dziecko chętnie uczy się i zdobywa wiedzę, w dobrej i przyjaznej atmosferze. W takich warunkach można się nauczyć nawet czegoś trudnego i pokonać bariery, które są niemożliwe do pokonania w atmosferze złości i krzyku. 

Trzymaj się zdrowo, 

Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Jak opowiadać dzieciom bajki na życzenie?

Wyobraźnia to moje narzędzie pracy, a mój Synek doskonale wie, jak to wykorzystać. Co wieczór opowiadam bajki na życzenie, a on wybiera bohaterów. Wiem, że nie dla każdego rodzica opowiadanie bajek na życzenie jest proste. Ale spokojnie! Mam dla was kilka wskazówek jak sobie pomóc w takiej sytuacji. Jak opowiadać bajki na życzenie?



Poproś dziecko o wybranie bohatera

Może to być jakieś zwierzątko, bohater ulubionej bajki, albo realnie istniejąca osoba. Wszystko zależy od upodobań Twojej pociechy. Podczas opowiadania możecie razem kreować akcje zadając sobie na wzajem pytania i odpowiadając na nie. Pamiętajcie, to tylko (i aż) bajka - nie ma głupich pytań i odpowiedzi! A tak opowiadana historia pewnie nie raz doprowadzi Was do śmiechu.

Zacznij od tego, co znasz

Jeśli nie wiesz, jak zacząć i co opowiadać... Przypomnij sobie swój dzień. Może to być sytuacja z domu, z pracy, ze sklepu lub nawet rozmowa telefoniczna. Jeśli przemierzałeś supermarket w poszukiwaniu świeżego szpinaku, możesz opowiedzieć historię o odważnym zającu, który samodzielnie przemierzał dziką dżunglę w poszukiwaniu liści magicznej sałaty, które miały moc dodawania odwagi. Po zdobyciu sałaty, okazało się jednak, że nie ma ona żadnych magicznych właściwości, a odwagę zajączek zdobył po drodze. Przeżywając przygody i odbywając rozmowy z dzikimi zwierzętami.

Wykorzystaj sytuacje ze swojej pracy, opowiedz historię zmieniając imiona bohaterów i otoczenie. Jeśli przydarzyło Ci się coś niemiłego opowiedz o tym, zamieniając sytuację w historię z morałem. Zmień złe zakończenie w dobre, taka bajka nie tylko będzie ciekawa, ale również poprawi Twój nastrój.

Magia bajek na dobranoc

Jeśli bajka ma doprowadzić Twojego malucha do spania i wyciszenia, skorzystaj z mądrości technik relaksacyjnych i tego, co wiesz o świecie. Nie bez powodu w pociągu chce nam się spać, a miarowe, powtarzające się dźwięki wprowadzają nas w pewien rodzaj transu. W Twojej opowieści pewne rzeczy mogą się powtarzać, jak w historii o Syzyfie, który próbował wtoczyć kamień na górę, a ten cały czas spadał. Pętle usypiają. Niezależnie od tego, czy chodzi o Syzyfa, czy pająka wchodzącego po rynnie i spadającego na dół przez padający deszcz. Choć droga może być ta sama, w czasie jej pokonywania mogą wydarzać się różne rzeczy.

Opowiedz bajkę o procesie zasypiania. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby Misio z bajki, zjadł kolację, umył zęby i wziął prysznic, a potem położył się do łóżka. Jeśli nie może spać, może zacząć liczyć barany. Które skaczą z różną śmiałością, są różnokolorowe (przecież są z wyobraźni) i czasem są energiczne, a innym razem ospałe. Zgub się w liczeniu, bo przecież Misiu zaczął już zasypiać i przegapił kilka skoków.

Twoją bajką na dobranoc, może być też historia o wiewiórce, która nieustannie się gdzieś spieszyła i denerwowała tak bardzo, że postanowiła skorzystać z pomocy leśnego psychologa, który doradził jej, w jaki sposób oddychać, żeby się uspokoić. Zademonstruj takie oddychanie i poćwicz je razem z dzieckiem. Kontrolując oddech, można uspokoić się najszybciej. Nie zaszkodzi też, wspólnie poćwiczyć ziewanie. Taki trening z przyspieszy sen.

Trzymaj się zdrowo,
Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Wspieraj, nie odbieraj. Jak nie przelewać na dziecko swoich negatywnych emocji?

Agresja wywołuje agresję - każdy z nas zna to hasło na pamięć. A jednak wiele osób wciąż uważa, że ta maksyma nie stosuje się do dzieci. Czemu nie warto krzyczeć? Jak sobie radzić z emocjami wobec dzieci na co dzień? Co mówić, a czego unikać?



Wspieraj, nie odbieraj! 

Rola rodziców polega na dawaniu wsparcia, łatwo o tym zapomnieć w kieracie różnych obowiązków. A jednak ta prosta prawda, jest znacznie ważniejsza, niż wszystkie inne zobowiązania i "poważne rzeczy". Dawaj miłość, zaufanie i wsparcie. Krzyk, nerwy i obraźliwe teksty - nie tylko bolą, ale również podcinają skrzydła.

Antyprzykład z życia

Dawno temu, przed pandemią byłam świadkiem pewnej sytuacji. Wyobraźcie sobie sytuację, w której matka siedzi przy stole, a obok niej siedzą jej dzieci. Dzieci są w wieku przedszkolnym, doskonale rozumieją co się mówi. Z ust matki pada zdanie: Czemu nasi znajomi mają normalne dzieci? A my nie możemy takich mieć.

Ta mama, zamiast wskazywać palcem na swoje dzieci, powinna wsadzić go sobie w oko. Być może ten prosty, acz dotkliwy zabieg pozwoliłby jej zauważyć, jak sabotuje takimi tekstami najpiękniejszą z istniejących relacji. Dzieci od rodziców uczą się stawiania granic. Mogą od nich otrzymać poczucie, że są wartościowymi i kochanymi ludźmi. Albo poczucie beznadziei, świadomość, że są do niczego i depresję w dojrzałym wieku. 

W przeciągu pół godziny jednemu z chłopców wylał się sok. Wściekła mama wypowiedziała wówczas słowa: Nie wytrzymam z Tobą! Zaraz cię chyba zabiję! Oczywiście nie zakładam, że chciała to zrobić faktycznie, ale pewnych słów nie warto wypowiadać choćby nie wiem co. Pewnych granic nie wolno przekraczać. To nieprawda, że rodzicowi wolno wszystko i należy mu się szacunek, za to, że jest rodzicem. O wiele piękniej jest zasłużyć na szacunek własnego dziecka.

Unikaj tych tekstów, jak ognia

  • Czemu nie możesz być jak inne dzieci?
  • Jaś już potrafi to, a ty co...
  • Nie dasz rady
  • Co ty za głupoty opowiadasz?
  • Dzieci moich koleżanek... A ty wciąż nie...
  • Wolno wojewodzie, a nie Tobie, smrodzie
  • Dzieci i ryby głosu nie mają
  • Ja to zrobię, bo ty nie umiesz
  • Czy ty musisz mnie ciągle denerwować?

Dobre słowo czyni cuda, a złe sieje spustoszenie

Nieuważność rodzica w mówieniu i komunikacji, prowadzi do ogromnych problemów w przyszłości. Człowiek dorosły, który nie wyniósł z domu miłości i przekonania o własnej wartości, będzie wciąż szukał jego potwierdzenia na zewnątrz. Co oczywiście do niczego nie prowadzi, a może wpędzić w depresję. To nie inni mają nam dawać poczucie własnej wartości, lecz ta wartość powinna wypływać z nas.

Dzieci rodziców, którzy wypowiadają się w sposób nieumiarkowany, nieuważny i powiedzmy sobie jasno... Krzywdzący, mogą mieć problem w dorosłym życiu ze zrozumieniem, że coś im się od tego życia należy, i że mogą po to sięgnąć własnymi rękami. Przed takimi osobami stoi ogrom psychologicznej pracy, uświadomienia sobie swojej wartości, ważności itd. Praca z fałszywymi przekonaniami jest bardzo długa i żmudna, a niejednokrotnie zaczyna się od uświadomienia sobie tego, czego zabrakło w dzieciństwie.

Jak nie krzyczeć na dzieci?

Warto sobie uświadomić, że jeśli dziecko zachowało się w jakiś sposób, to prawdopodobnie nie mogło/nie umiało w danym momencie zachować się inaczej. Rolą rodzica w takiej sytuacji nie jest wrzask, ale rozmowa, dojście do przyczyn i wskazanie drogi. 

Dobrze jest znać swoje granice, jeśli czujesz, że do tych granic dochodzisz, zrób coś, co pozwoli Ci się uspokoić:
  • Powiedz "muszę ochłonąć" i wyjdź z pomieszczenia
  • Daj dziecku jakąś zabawę, powiedz, że później wrócicie do rozmowy - idź pomedytować
  • Pomódl się (w duchu, po cichu, bez żadnej celebry wyglądaj Bogu wszystkie swoje emocje)
  • Weź kilka głębokich wdechów, kontrola nad oddechem i nad ciałem, pomaga odzyskać kontrolę nad umysłem
  • Akceptuj siebie w tym, kim jesteś. Nie bierz na siebie więcej, niż jesteś w stanie ogarnąć, bo Twoje frustracje wyleją się niczym wiadro pomyj na Twoją rodzinę

Nie ma idealnych rodzin

Pamiętaj, że nie ma idealnych rodzin. Przepraszaj za błędy, ucz się na nich i staraj się ich nie powielać. Ale jeśli się wydarzą okaż skruchę, przeproś swoje dziecko i wytłumacz sytuację. Nie katuje się jednak tym, że w środę o 16stej zdarzyło Ci się krzyknąć, żeby nie wpaść w pętlę ciągłego powtarzania tych samych błędów. Twoje dziecko, niezależnie od charakteru, zasługuje na to, aby słyszeć:

  • Jak bardzo je kochasz
  • Jak bardzo doceniasz jego starania
  • Jak cieszysz się jego sukcesami
  • Jak wspierasz jego zmagania
  • Jak ufasz mu i pozwalasz na samodzielne działania
  • Jak wierzysz w jego możliwości
  • Jak dodajesz otuchy przy trudniejszych zadaniach
Trzymajcie się razem,
Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter! 

Pomysły na warzywny posiłek dla malucha

Dzieci i warzywa to skomplikowane połączenie. Są dzieci, które nie mają z nimi problemu, ale są i takie, które na widok warzyw reagują oburzeniem. Jak łatwo się domyślić, pełna rezygnacja z warzyw nie jest najlepszym pomysłem. Co robić?

Nie bądź hipokrytą

Jeśli krzywisz się na widok warzyw, nie oczekuj, że Twoje dziecko będzie je obdarzać szerokim uśmiechem. Jeśli w Twoim domu je się warzywa, a dziecko wciąż kręci nosem - okaż mu cierpliwość i daj czas, spróbuj różnych sposobów na warzywa. 

Pomysł 1: warzywne placuszki

Placki nie są wymagającym daniem, a jednak mogą być szybkie, zdrowe i napakowane warzywami. Marchewka dobrze łączy się z ziemniakiem, ale możesz dorzucić do tego zestawu też selera, pietruszkę, buraka i tak naprawdę wszystkie warzywa, jakie masz w domu.

Pomysł 2: warzywne smoothie

Warzywa można jeść, ale można je również wypić. Wiele zielonych koktajli smakuje wyśmienicie w połączeniu z cytryną i miętą. To porządna dawka warzyw, a każdy przepis można dowolnie dopasować do preferencji dziecka. Wszystko zależy od Waszej wyobraźni.

Pomysł 3: tosty z jajkiem i warzywami

Żeby je zrobić, wystarczy rozlać jajko na tost i obsypać je warzywami. Możecie takie tosty zrobić na patelni, w piekarniku, a nawet w tosterze. Efekt osiągany w tosterze jest najfajniejszy, ponieważ warzywa przywierają mocno do tosta tworząc kolorową całość.

Niekoniecznie tradycyjne

Jedzenie warzyw wcale nie musi polegać tylko i wyłącznie na tradycyjnej wizji talerza. W warzywach nie chodzi przecież o formę, ale o wartości, które możemy z nich pozyskać. Nie przywiązuj się koniecznie do jednej wizji, dzieci kręcą nosem na warzywa niekoniecznie ze względu na ich smak. Czasem chodzi o sposób podania lub wygodę jedzenia. Spróbuj pomyśleć o tym od innej strony.

Trzymaj się zdrowo,
Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Czym się wspierać w edukacji domowej?

Edukacja domowa to świetna przygoda dla dziecka i rodzica, pod warunkiem, że wiemy z jakich źródeł można i warto korzystać. Świat to ciekawe miejsce, a różne (nawet codzienne) zajęcia z łatwością można zamienić w naukę. Czym się wspierać?



Coraz więcej rodziców przekonuje się do ED

I nie zawsze chodzi o to, że wirus, że pandemia. Często zdarza się, że negatywne doświadczenia dzieci w szkole, wpływają na decyzję rodziców, którzy ostatecznie stwierdzają, że edukacja domowa jest najlepszym rozwiązaniem. Jeszcze inną stroną medalu jest edukacja zdalna w szkole, która w wielu przypadkach po prostu zawiodła. Nie dlatego, że jest niemożliwa do zrobienia, ale dlatego, że wymaga zmiany modelu, dopasowania się do technologii, a nie technologii do tego, co było przed pandemią. O ile niektóre szkoły, poradziły sobie z tym tematem świetnie, to wciąż są one raczej w mniejszości. Często nie jest to wina szkół, złej woli nauczycieli, ale pewnego modelu edukacji, który musiałby najpierw runąć i zostać całkowicie przewartościowany, aby odrodzić się jak feniks z popiołów w bardziej nowoczesnej i przyjaznej postaci.

Stan ducha rodzica w ED

Ma ogromne znaczenie dla powodzenia całego procesu. Miłość, cierpliwość i wyrozumiałość to podstawa relacji rodzicielskich, ale trzeba wykazać się tymi cechami jeszcze bardziej w procesie edukacji domowej. A całość przyprawić porządną dawką kreatywności. 

Dzieci uwielbiają uczyć się tego, co świetnie im wychodzi. Jak wiadomo, są jednak takie rzeczy, których powinniśmy się nauczyć nawet jeśli nie sprawiają nam one przyjemności. I właśnie to wymaga najwięcej elastyczności i kreatywności od rodziców, którzy decydują się na edukację domową.

Rodzice mają tę przewagę, że bardzo dobrze znają swoje dzieci. A jeśli tak jest, mogą wykorzystać wiedzę o nich, aby stworzyć sposób na naukę rzeczy z kategorii tych trudnych, dając dzieciom metodę która będzie dla nich przyjemna i ukazująca, jak fajnie jest stawiać czoła wyzwaniom. A przede wszystkim, będzie spełniała swoje zadanie. To jednak wymaga postawy otwartości od rodzica i przyzwolenia na różne eksperymenty. 

Czym się wspierać w ED?

Wszystkim! Nie żartuję, sposobów jest mnóstwo, a to, co wyłowimy z morza możliwości zależy tylko od nas. Wiele rodziców mówi: Nie wyobrażam sobie tego. Nie dał/dałabym rady w edukacji domowej.

To nie do końca prawda. Jako Mama, lub jako Tata masz za sobą różne doświadczenia. Życiowe, zawodowe i to jest Twoja baza, od której możesz zacząć budować. Możesz wykorzystać nabyte w życiu umiejętności, żonglować nimi i tworzyć nowe jakości, skupiając to, co już potrafisz w poszukiwaniu rozwiązań dla domowej edukacji.

Nie jesteś oderwany od świata. Skoro czytasz te słowa, masz internet. Możesz inspirować się innymi rodzicami, ich pomysłami na edukację i czerpać z nieograniczonego oceanu pomysłów, inspiracji i motywacji. Możesz wymieniać się doświadczeniami z innymi rodzicami, pytać o rady, albo ich udzielać.

Przydatne narzędzia

Istnieje taki stereotyp, że edukacja domowa jest dla bogaczy. To nie do końca prawda. Rzeczywiście może być droga jeśli nie masz siły/nie chcesz/nie możesz trochę pogłówkować, a zamiast tego korzystasz z samych gotowych rozwiązań. Chociaż sama otwarcie przyznaję się, że sympatyzuję z metodą Montessori (ale nie skupiam się TYLKO na niej), to gdy usłyszałam o drewnianym alfabecie za 200 zł moje brwi zmarszczyły się bardzo.

Choć wspomniany alfabet wyglądał naprawdę prześlicznie, nie powiedziałabym, że jest to rzecz, którą trzeba mieć. Nauka alfabetu to ważna sprawa, ale nie ma on takiej wartości sam w sobie jak np. rzeczy, które będą miały używanie przez dobrych kilka lat. Drewniany alfabet ma wartość operacyjną, ale jego używalność kończy się dosyć szybko.

Większość narzędzi do edukacji domowej można stworzyć samodzielnie w kilka minut, lub razem z dzieckiem - co daje jeszcze więcej frajdy. Można wykorzystać wiele różnych przedmiotów obecnych w domu. Można ułożyć literki z klocków, z piłek, albo przygotować papierowe modele. Wszystko jest drogie i bezsensowne, jeżeli chcemy tak myśleć. Ale to używanie niezwykłego narzędzia, jakie mamy pomiędzy uszami, czyni nas ludźmi zdolnymi do robienia fantastycznych i niekonwencjonalnych rzeczy, również w edukacji domowej. Bo, jak mówi jeden z moich ulubionych cytatów biblijnych: moc w słabości się doskonali!

Wszystko zależy od perspektywy

Na przykładzie białej kartki papieru... Możesz ją zarysować, zgiąć, podrzeć i wyrzucić, możesz napisać na niej historię, przerobić ją na samolot lub łódź. Możesz pokazać na niej, jak wygląda nieskończoność. Wyjaśnić, czym jest pion oraz poziom. Opowiedzieć o prostokącie i wyjaśnić, co to znaczy, że jedna krawędź jest krótsza a druga dłuższa. Możesz pokazać jak zachowuje się papier w wodzie, albo jak kolory rozchodzą się po mokrej kartce...

Opisałam Ci jeden przedmiot, który bywa mocno niedoceniany, a jednak wciąż nie wymieniłam wszystkich jego zastosowań. Rzecz w tym, że świat sam w sobie jest elastyczny, podobnie jak nasz umysł. Ale to my jesteśmy źródłem tego usztywnienia, a nie świat. Aż chce się powiedzieć, wyciągnij tego kija i przerób go na gwizdek. Będzie weselej.

Trzymajcie się zdrowo i kreatywnie,
Cześć! 
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Czemu to nieprawda, że macierzyństwo ogranicza?

Co jakiś czas słyszę takie oklepane teksty, jak "jestem matką, nie mam życia". Mam wrażenie, że to takie ludowe prawdy, które powtarzane bez żadnego pomyślunku zaczynają żyć swoim życiem. A najgorzej, gdy świadkami ich wygłaszania są dzieci, które... zaczynają czuć się ciężarem swoich rodziców. Czemu to nieprawda, że macierzyństwo ogranicza?


To żonglerka czasem

Lubię myśleć o macierzyństwie, jako o żonglerce czasem i potrzebami mojej rodziny. Są dni, w których jest to ogromnym wyzwaniem, ale to również świetna zabawa i ogromna okazja do rozwoju osobistego. Ale jak to? Nie sztuką jest wrzasnąć, gdy coś idzie nie po naszej myśli, ale sztuką jest opanowywać emocje i wyzwolić je w sposób konstruktywny. To także lekcja dla dziecka i pokazanie, jak można sobie radzić w sytuacjach, gdy kłębią się w nas różne emocje, oczekiwania i plany. 

Ostre cięcie od negatywności

Bycie matką wymaga siły w wielu sferach życia. Niedobrze jest ją sobie odbierać, np. ludźmi, którzy traktują nas jak śmietnik na własne emocje. Nie chodzi mi o bliskich, którzy potrzebują się zwierzyć lub porozmawiać. Ale widzicie chyba różnicę pomiędzy empatyczną rozmową o trudnościach, a wyrzucaniem na Was śmieci z kubła własnego życia?

Różnica jest bardzo łatwo dostrzegalna. Ten pierwszy rodzaj rozmowy dotyczy dobrego związku i wzajemnej przyjaźni. Po takich rozmowach zazwyczaj nie zostaje w nas żaden ciężar. Ten drugi śmiało można przypisać osobom toksycznym. Po rozmowach z nimi, nie wiemy dlaczego, ale... czujemy się źle. Toksyczny nie będzie zważał na to, w jakiej jesteś aktualnie sytuacji, ale wyleje na Ciebie wszystko, co ma do wylania, żeby sam mógł mieć spokojniejszy dzień. 

Mniej telefonu, więcej życia

Od matek z przeszłości wyróżnia nas to, że mamy telefony. Z jednej strony fajnie, możemy zadzwonić do przyjaciółki w każdej chwili. Z drugiej strony, to machina do marnowania czasu, jeśli nie zwracamy uwagi na to, jak wiele go spędzamy w telefonie. Staram się kontrolować czas spędzany w telefonie. Tak się składa, że służy mi on zarówno do rozrywki, jak i do pracy. Dlatego balans jest taki ważny. 

Zainstalowałam sobie aplikację YourHand, która ma mi w tym pomagać. I jak na razie, sprawdza się świetnie. Ustawiłam sobie limity na poszczególne aplikacje i dbam o to, żeby nie przeginać w żadną ze stron. I wiecie co, z 5 godzin na telefonie, zrobiło się 1,5. Zyskałam czas na nową pasję i dzielenie się nią z moim dzieckiem.

Zamiast dzielić, łącz

To mój przepis na szczęśliwe macierzyństwo. Nie musisz oddzielać czasu "ja i moja pasja" od czasu "ja i moje dziecko". Zamiast rozkładać ręce, po prostu je złącz i zobacz, jakie cudowne rzeczy z tego wyjdą. To nieprawda, że dzieci nie chcą się uczyć, albo nie chcą czerpać z doświadczenia rodziców. Bardzo często to rodzice po prostu rezygnują z tych możliwości. Bo wydaje im się, że coś będzie szybciej, coś będzie wygodniej... A przecież, szybciej i wygodniej to nie zawsze znaczy lepiej. Bardzo często jest wręcz przeciwnie. 

Dzieci pragną być dorosłymi. Dlatego naśladują swoich rodziców, bawią się w różne poważne zawody i odgrywają scenki, które tak naprawdę są normalnymi scenkami z codzienności dorosłego. Większość granic nie istnieje w świecie obiektywnie, ale są tam dlatego, że sami je tam postawiliśmy. Zamiast się ich kurczowo trzymać, warto zwinąć swój ostrokół i zobaczyć co się stanie.

Jestem mamą, mogę wszystko!

Prawda, czy fałsz? Moim zdaniem to prawda. Droga do różnych celów, może być oczywiście mniej lub bardziej skomplikowana, ale nie przestaje być fascynująca. Dajmy sobie te możliwości, spróbujmy coś inaczej, z innym sposobem, z innym podejściem. Jesteśmy mamami, umiemy znajdować zagubione rzeczy, zwalczać choroby, zarywać noce i stawać na rzęsach, dlaczego coś miałoby być dla nas niemożliwe?

Ach, no i przepraszam, że wczoraj nie było #copyśrody. Miałam dużo zawodowej pracy i zamiast siedzieć dłużej przy komputerze, wybrałam czas z moim Synem.

Trzymajcie się zdrowo i idźcie po marzenia,
Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Twój krzyk to tylko Twoja porażka. Jak nie krzyczeć na dzieci?

Wielu ludzi słysząc frazes "bezstresowe wychowanie" wciąż wzdryga się, jakby było to coś złego. Brak krzyku oznacza według nich brak wszelkich zasad. To nieprawda. Dlaczego nie warto krzyczeć na dzieci i co zrobić, żeby tego nie robić?


Na mnie krzyczeli i wyszedłem na ludzi

To wspaniale, ale czy mając do wyboru dorastanie w atmosferze miłości lub dorastanie w atmosferze wrzasku, wybrałbyś to drugie? Nie sądzę. To, że makabryczne tortury "sprawdzały się" w średniowieczu, nie oznacza, że powinniśmy do tego wracać. Krzyk to nie tortura, ale trudno nie zgodzić się z tym, że agresja rodzi agresję. Niezależnie od tego, gdzie i w jakiej sytuacji jest stosowana. 

Moje dziecko się mnie boi, tak powinno być

Mówisz? Ja bym chciała, żeby moje dziecko wiedziało, że jestem domem, do którego zawsze może wrócić. Chciałabym, aby czuło, że może zwrócić się do mnie z każdym problemem i chciałabym, aby wiedziało, że zawsze będę je kochać niezależnie od różnych sytuacji, wyborów i okoliczności. Chciałabym żeby moje dziecko nie bało się żyć po swojemu i dokonywać własnych wyborów. Chciałabym aby czuło, że ma moje wsparcie i troskę.

Dzieci są po to, by słuchać rodziców

Och, naprawdę? Myślałam, że po to, by żyć w świecie, jako samodzielni, mądrzy ludzie, którzy będą w przyszłości podejmować własne decyzje i nie będą się bali być tym, kim są. A co najważniejsze, dzięki tej odwadze zrobią ze swoim życiem niezwykłe i piękne rzeczy. A my, rodzice, będziemy ich wspierać w tej drodze. Bo rodzice są dla dzieci...

Czemu nie warto krzyczeć na dzieci?

Każdy z nas jest czasami out of control. Nie jest to powód ani do dumy, ani do przesadnego umartwiania się nad sobą. Dopóki zdarza się bardzo rzadko, nie masz powodów do zmartwienia. Ale jeśli tracisz kontrolę przez cały czas, to nie z Twoim dzieckiem jest coś nie tak, tylko z Tobą.

Rodzic to człowiek zestresowany, ma na swoich barkach cały świat tej konkretnej rodziny, którą tworzy. Ale stres nie może być dla nas usprawiedliwieniem na złe zachowania. Co się dzieje w Twoim dziecku, gdy krzyczysz i tracisz kontrolę nad sobą?

  • Twoje dziecko czuje, że traci z Tobą kontakt. Może nawet myśli, że Wasza relacja się psuje - a to olbrzymi wyzwalacz stresu u dziecka
  • Jeśli Twoje dziecko pod wpływem Twojego krzyku na chwilę się uspokoi i przestanie robić to, co robi, to bynajmniej nie jest to powód do radości, bo wcale nie wynika to z rozumienia sytuacji, ale stresu, który wyzwalasz
Jeśli dziecko ciągle spotyka się z Twoim krzykiem i wiecznym niezadowoleniem, może się tak zdarzyć, że pewnego dnia zabraknie czasu i energii na regenerację Waszej relacji. 

Jak nie dać się emocjom?

Dzieci są jak gąbka, chłoną wszystko z Waszego wspólnego otoczenia. Dotyczy to nie tylko pozytywnej, ale również negatywnej energii. To, jak rodzice radzą sobie ze stresem, jest niezwykle ważne dla rozwoju dziecka. Jak zatrzymać się w błędnym kole stresu?

1. Weź głęboki oddech

Znajdź w ciągu dnia moment na chwilę ciszy, medytację, modlitwę - cokolwiek, co doprowadzi Cię do głębszej samoświadomości. W czasie nerwowej sytuacji, weź kilka wdechów, jeżeli potrzebujesz wyjdź z pomieszczenia, z sytuacji i znajdź swój wewnętrzny spokój. Czasami wystarczy nie podjudzać emocji i dać sobie chwilę czasu.

To samo stosuj względem swojego dziecka. Kiedy się denerwuje, przytul, okaż zrozumienie. Pokaż sposoby na bezpieczne i konstruktywne wyładowywanie złości, np. pobiegajcie lub poskaczcie razem. Kontrola nad własnym ciałem pomaga odzyskać kontrolę nad emocjami.

2. Zreinterpretuj zachowania dziecka

Większość dzieci wcale nie chce postępować na złość rodzicom, którzy są dla nich ważni. Jeżeli dziecko zachowuje się nie tak, jak Ty to sobie wyobrażasz, to prawdopodobnie nie jest w stanie zachować się inaczej - to trudne do przyjęcia, ale dzieci w reakcji na stres (podobnie jak dorośli, którzy nie opanowali tej sztuki) nie mają kontroli nad tym, co robią.

Chociaż dzieci potrafią na poczekaniu znaleźć "racjonalne" wyjaśnienie własnego zachowania, często jest to historia stworzona na potrzeby rodzica, który o coś pyta. Dlatego warto sięgać głębiej, przyglądać się temu jaka część naszych emocji wynika z rzeczywistych zachowań dzieci, a jaka z innych wydarzeń, naszych przekonań na swój temat, a także na temat świata i innych, oraz tego, co się powinno. Zamiast ulegać przesadnemu poczuciu winy lepiej spojrzeć łagodniej na siebie i na dziecko.

3. Znajdź źródło swojego stresu

Jak często zdajesz sobie sprawę z własnych emocji, w momencie gdy osiągnęły już punkt krytyczny? Trochę późno, prawda? Nic nie dzieje się nagle, a uleganie złym emocjom to proces, który zaczyna się na długo przed tym, zanim zaczniesz wyrywać sobie włosy z głowy.

Zadaj sobie dwa pytania: dlaczego i dlaczego teraz? Myśl nad odpowiedzią nie tylko wtedy, gdy chodzi o Twoje własne emocje i stany nerwowości, ale również wtedy, gdy chodzi o stany emocjonalne Twojego dziecka. Pierwsze pytanie pozwala cofnąć się do ostatnich wydarzeń i znaleźć przyczynę stresu, drugie pomaga znaleźć kroplę, która przelała czarę. 

4. Zredukuj stres u dziecka

Zastanów się , co możesz zrobić by zredukować stres swojego dziecka. Kiedy dziecko jest nastawione na walkę lub ucieczkę, to dobry moment by je przytulić, zapytać dlaczego jest mu ciężko a przy okazji wyciszyć różne dźwięki w domu, przygasić światła i fizycznie zmienić panującą atmosferę. Innym rozluźniaczem jest śmiech, wspólna zabawa, czy spokojny ton głosu.

Rodzice także powinni redukować swój poziom stresu. Jak to robić? Być dla siebie dobrym. Nie stawaj na rzęsach, kiedy czujesz, że nie masz na to siły - zamiast tego, szczerze rozmawiaj z domownikami. Mów jak się czujesz, i z czego to wynika. Jeśli tego nie robisz, nie dajesz im szansy na okazanie Ci wsparcia i sama/sam wpadasz w koło frustracji.

Uwierz mi, nawet dwulatek potrafi zrozumieć, co to znaczy "mieć gorszy dzień", jeżeli odpowiednio mu to wytłumaczysz, np. powołując się na sytuacje z jego życia, w których to on miał akurat gorszy humor. Zanim założysz, że Twoje dziecko czegoś nie zrozumie, daj mu realną szansę na zrozumienie i dopiero wtedy oceniaj sytuację, a nie zanim ona nastąpi. 

5. Pracuj nad świadomością stresu

Zarówno u siebie, jak i u dziecka pracuj nad świadomością stresu. Szybciej zauważony stres pozwala na szybsze reakcje. Daje się łagodzić zanim dojdzie do kulminacji i utraty kontroli. Rozmawiaj o emocjach z dzieckiem, pytaj o to, jak się wtedy czuje i co się dziele w jego ciele. 

Stres i nerwy to nie tylko krzyki, to również wszelkie napięcia, jakich nasze ciało doświadcza. Czasami wyrażają się w postaci bólu brzucha, czasami w postaci pocących się dłoni. Jeżeli szybciej zrozumiemy, jak reagujemy na stres, będzie nam łatwiej nad nim zapanować. 

Najgorzej jest, gdy nie wiemy co i dlaczego się z nami dzieje. Nie jest to coś, co dotyka tylko dorosłych. Dzieci również nie czują się dobrze, kiedy nie rozumieją co i dlaczego się z nimi dzieje, dlatego tak ważne jest rozwijanie inteligencji emocjonalnej i samoświadomości.

6. Pokazuj drogi odzyskiwania spokoju

Trudności i problemy możemy postrzegać albo jako wyzwanie, albo jako paraliżujące ograniczenie. Nasze postrzeganie zależy jednak w dużej mierze od posiadanych zasobów energii i duchowego nastawienia. Skąd brać energię?

Przede wszystkim z dbania o: dobrą dietę, dobry sen i ruch fizyczny. Nawet ćwiczenia na dywanie w towarzystwie aplikacji na telefon mogą sprawić, że poczujesz się o wiele lepiej. Czerp radość z miłych emocji, naucz się je wytwarzać i szukaj ich w codziennych sprawach. 

Ostatecznie... Czy nie lepiej jest po prostu cieszyć się wspólnym życiem, zamiast krzyku, łez i kar? 

Trzymajcie się zdrowo, 
Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Daję Słowo