Dlaczego nie możesz wystartować w copywritingu? 3 powody

Kiedy przechodzi się tę magiczną granicę i staje się copywriterem z prawdziwego zdarzenia? Czy taka granica w ogóle istnieje? W tym wpisie porozmawiamy o przekonaniach, przez które nie możesz wystartować. 


Granice są w Twojej głowie

Większość granic, to granice, które istnieją w Twojej głowie. Nikt ich przed Tobą nie postawił i nie powiedział, że będąc w tym punkcie nie zostaniesz copywriterem, ale w innym, już będziesz mógł się tak tytułować. Jeżeli natomiast ktoś tak Ci powiedział, przykro mi to mówić, ale zostałeś oszukany.

Granica pomiędzy webwritingiem a copywritingiem jest dosyć płynna. Nie bez znaczenia są tutaj jednak finanse. Jeżeli nie piszesz "za drobne", a zlecenia, które bierzesz pozwalają Ci na swobodę bytu - to znaczy, że w zasadzie już jesteś copywriterem. Nie ma jednak wyraźnej granicy, ponieważ byłeś nim także wtedy, kiedy po nocach pisałeś teksty za grosze, tylko po to, by wyrobić sobie doświadczenie i pewnego dnia nie musieć się tak napinać. Czemu wielu osobom tak trudno jest wystartować?

1. Są lepsi ode mnie

Oczywiście, że istnieją lepsi od Ciebie. Istnieją i będą istnieli. Można się z tym pogodzić i brać się z życiem za bary, albo zrezygnować z własnych marzeń. Jak myślisz, która opcja jest lepsza?

Rynek jest zróżnicowany, konkurencja duża, ale to plus. Każdy Klient ma dzięki temu szansę znaleźć copywritera odpowiedniego dla siebie. Jeśli dla tego konkretnego Klienta nie okażesz się odpowiedni, znajdziesz innego, który chętnie skorzysta z Twoich usług.

2. Nie umiem jeszcze tak dobrze pisać

A kiedy będziesz umiał? To nieprawda, że musisz najpierw się nauczyć, a dopiero później wyjść do ludzi (pod warunkiem, że ogarniasz ortografię i potrafisz wypowiedzieć się pisemnie). Tańca uczysz się tańcząc, copywritingu uczysz się pisząc. Kontakt z drugim człowiekiem, a w tym wypadku z Klientem daje Ci szansę zrozumienia własnego miejsca w copywritingu. Odkrywasz dzięki temu, na czym Ci zależy, czego chcesz, a czego nie chcesz. Im szybciej wejdziesz w zlecenia, tym szybciej ocenisz, czy to zajęcie dla Ciebie i co chcesz z nim zrobić.

3. Nie rozumiem tej branży

Zrozumienie branży przychodzi z czasem i trzeba się go ciągle uczyć, ponieważ branża jest zmienna. Każde zajęcie wykonywane po raz pierwszy, nie od razu przychodzi płynnie. Nie musisz się katować tym, że zbyt długo zajmuje Ci napisanie dobrego tekstu. Zobaczysz, jak wraz z regularną praktyką ten czas będzie się skracał. 

Jeśli masz w sobie chęć nauki, chcesz rozumieć branżę copywritingu i sprawnie pisać, wiedząc co robisz, musisz w tym siedzieć. Jasne, może się tak zdarzyć, że kilka razy zrobisz z siebie kretyna, ale nie ma sensu brać sobie tego do głowy, lepiej potraktować to jako cenną lekcję na przyszłość.

Każde doświadczenie tworzy nas takimi, jakimi jesteśmy więc warto je doceniać, nawet jeśli nie zawsze wiąże się z pozytywnymi emocjami.

Trzymaj się zdrowo,
Cześć! 
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Jak ogarniać domową edukację? Homeschool dwulatka

Domowa edukacja formalnie nie istnieje dla dzieci w tym wieku. Jednak uczyć warto się przez całe życie, od very first beginning po grobową deskę. Jak radzić sobie z edukowaniem malucha i pracą w domu? Jak łączyć dom, pracę, edukację i nie zwariować? 


Edukacja Domowa, czy Homeschool

Co prawda te pojęcia są stosowane zamiennie, ja jednak wolę określenie Homeschool. Edukacja domowa brzmi poważnie, i choć wielu kreatywnych rodziców stara się zmienić stereotypy wokół niej narosłe, wciąż wielu ludzi słysząc edukacja domowa myśli: samotne dziecko w pokoju przy biurku przez parę godzin dziennie. Czy muszę mówić, że to tak nie wygląda?

Wolę określenie Homeschool, brzmi bardziej swobodnie i nie straszy tak bardzo, jak edukacja domowa. W ogóle odnoszę wrażenie, że w naszym języku wiele jest takich "ciężkich słów", którym brakuje swobody, luzu, pozytywnego nastroju. Edukacja domowa oberwała nieco przez panującą pandemię. Niektórym rodzicom zaczęło się wydawać, że edukacja domowa polega na wielogodzinnym siedzeniu przed komputerem lub sianiu trawy razem z TVP.

Edukacja zdalna to stosunkowo nowy konstrukt wywołany pandemią i warto go oddzielić grubą kreską od edukacji domowej, czy homeschoolingu. Szkoła przeniesiona do Internetu nie jest tym samym, co edukacja domowa. A ta druga ma zdecydowanie więcej zalet. 

Była dygresja, czas na konkrety

Jestem olbrzymią pasjonatką edukacji, nie tylko jako mama, ale również jako ja - Monika. Często biorę udział w różnych kursach online, próbuję nowych rzeczy, oglądam ciekawe i inspirujące programy naukowe. Zgłębiam tajniki psychologii, marketingu, rozwoju osobistego, czy konkretnych kompetencji branżowych. Uwielbiam się uczyć i nie zakończyłam tego procesu z chwilą zakończenia studiów. Rajcuje mnie wiedza i ciekawi mnie świat. Dlatego uczenie mojego dziecka, dla mnie samej jest olbrzymią frajdą.

Rozwój to nie tylko siedzenie z nosem w książkach, to doświadczanie świata wszystkimi zmysłami. Sprawdzanie jak coś działa, jak jest zrobione. To także spacery do lasu i zdobywanie nowej wiedzy o przyrodzie, oraz interesowanie się technologiami i zawodami przyszłości, które w tej chwili nawet jeszcze nie istnieją. Rozwój to stawianie sobie wyzwań, też tam, gdzie idzie nieco ciężej. Nie każdy jest dobry we wszystkim, ale każdy cieszy się z własnych sukcesów - a tym, może być samodzielne rozwiązanie zadania, które dotąd sprawiało trudność. Wszechstronny rozwój kompetencji sprawia, że wyobraźnia i praktyka, tworzą niezwykły duet. Zdolny do robienia absolutnie fantastycznych rzeczy.

Jak planować homeschool dwulatka?

Dwulatki to dzieci wystarczająco duże, by już zajmować się czymś w skupieniu, ale wciąż zbyt małe by zadręczać je wtłaczaniem wiedzy na siłę. Zresztą, nikt tego nie lubi. Trzydziestolatki również. Jak działać w przypadku dwulatków?

Zacznij od ogólnych obszarów, a później przechodź do szczegółów. Nasz plan nauki na każdy dzień dzieli się na pięć bloków. Są to:
  1. Czytanie
  2. Pisanie
  3. Kodowanie
  4. Matematyka
  5. Angielski
Brzmi poważnie, prawda? Spokojnie! Te wszystkie rzeczy robimy poprzez zabawę, a nasza edukacja sięga często znacznie dalej, niż podane obszary. O ile nie jestem zwolenniczką sztywnych schematów, o tyle uważam, że ogólny plan przydaje się zawsze. Wyznacza tory naszego postępowania, które wciąż cechują się pewną elastycznością. 

Jak wygląda nauka czytania u dwulatka?

Przede wszystkim czytajcie dużo pięknych książek dla dzieci, takich, które dziecku się podobają. Nie próbujcie na siłę zachęcać dzieci do książek, które ich kompletnie nie interesują. W sposób płynny czytania i mówienia uczy seria książek o Puciu. Zdecydowanie warto do niej sięgnąć. Jednak pamiętajcie o tym, że nie potrzebujecie wymyślnych materiałów.

Tak naprawdę, każda książka, która podoba się dziecku jest dobra. W przeszłości miałam kolegę, który nauczył się czytać poprzez lekturę programu telewizyjnego (kiedyś wydawanego w postaci gazety, nie wiem czy dzisiaj nadal można go kupić w kiosku, bo nie korzystam z "dobrodziejstwa" telewizji. Wybieram Netflix). Nie jest to może wybitna lektura, a jednak dzięki temu, że to właśnie lubił robić, nauczył się czytać. 

Warto zaglądać także na strony przedszkoli, które często za darmo udostępniają karty do nauki czytania. Wystarczy je wydrukować i zalaminować, by korzystać z nich długo. Bawiąc się różnymi kartami edukacyjnymi, miej na względzie, że nawet jeśli Twoje dziecko nie potrafi jeszcze czytać, rozpoznaje kształty, widzi różnice pomiędzy literami. Nawet jeżeli nie umie jeszcze o tej różnicy opowiedzieć, uczy się za każdym razem gdy obcuje z literami i wyrazami.

Pozwalaj dziecku na swobodę i naturalność. Jeśli nie chce powtórzyć jakiegoś wyrazu, możesz lekko dodać mu odwagi, mówiąc: wiem, że sobie poradzisz. Ale jeśli Twoje dziecko nadal nie chce, nie naciskaj, daj spokój - przyjdzie jego czas i powtórzy ten wyraz, po prostu wyjdzie to z niego naturalnie, w którymś momencie zabawy.

Jak wygląda pisanie dwulatka?

Pisanie nie zaczyna się od liter. Wystarczy pomyśleć o początkach pisma i malowaniu prostych rysunków na skałach jaskiń. Myślicie, że pierwsi ludzie między polowaniem na mamuty, a radosnym "ugabuga" uprawiali kaligrafię? Początki są proste i nie ma co się ich czepiać, zamiast tego, warto cieszyć się każdą kreską i każdym kształtem. 

Pozwalaj dziecku na bazgroły. Na pisanie, rysowanie, jak najczęściej. Kredkami albo ołówkiem. Taka prosta ekspresja artystyczna doskonale ćwiczy dłoń. Uczy także różnych stopni nacisku. Dziecko widzi przecież, jak zachowuje się kredka, kiedy lekko dociska ją do kartki, a jak, gdy wkłada w nacisk całą swoją siłę. Nie musisz od razu przelewać na dziecko całej swojej trzydziestoletniej wiedzy o piśmie. Zaufaj mu i daj czas, wspieraj w poszukiwaniach.

Pierwsze kroki w pisaniu przy użyciu liter warto stawiać wspierając się kartami edukacyjnymi. Np. karty do nauki pisania z serii Kapitan Nauka. Jeżeli nie chcecie ich kupować, możecie wydrukować je samodzielnie. Przygotujcie karty z literami alfabetu i wydrukujcie je na kartkach A4 albo A5. Zalaminuj wszystkie kartki, a następnie ćwicz z dzieckiem obrysowywanie liter przy użyciu mazaka do tablic. Dzięki temu rozwiązaniu, po skończonej nauce, będzie można z łatwością zetrzeć rysowane obrysy i używać kart wielokrotnie. 

Czy dwulatki mogą kodować?

No jasne! Jednak nie ma to żadnego związku z komputerem. Kodowanie to np. powtarzanie określonego wzoru lub rozwiązywanie wzoru i układanie klocków tak, by utworzyły wybrany kształt. W kodowanie można bawić się używając klocków Duplo, kolorowych karteczek, albo gier typu "mozaika". Pierwsze zadania z kodowania polegają na umiejętności powielenia określonego wzoru. Przy czym nie musi to być zawsze proste powtarzanie kolorów, można układać takie wzory, w których zadaniem dziecka jest odnalezienie sensu i dołożenie odpowiedniego elementu.

Zabawy w kodowanie to równocześnie kształtowanie logicznego myślenia, a także postawy umysłu nastawionej na: zadanie i rozwiązanie. Zabawa w kodowanie zwykle później zamienia się w kreatywną burzę i tzw. wolną Amerykankę. To też jest OK. Pokazujmy schematy, ale też dawajmy swobodę dziecku na jego własne myślenie.

Jak wygląda matematyka dwulatka?

To liczenie na palcach, powtarzanie cyfr, pierwsze próby ich pisania. Ale także dodawanie i odejmowanie na paluszkach. Liczyć można wszystko: ciastka, krzesła, płatki śniadaniowe, klocki danego koloru, albo misie. Wszystko zależy od naszej wyobraźni. Do liczenia można używać też kolorowych patyczków, foremek i tak naprawdę wszystkiego. Można ćwiczyć matematykę w domu, na spacerze i podczas jazdy samochodem. Nie jest to wcale trudny i nieprzyjemny obowiązek, bo wszystko odbywa się w miłej atmosferze zabawy.

Angielski dla dwulatków?

Nie twierdzę, że każdy z nas powinien cisnąć koniecznie dwujęzyczność. Jednak, nie oszukujmy się. Angielski to język bardzo przydatny zarówno w środowisku pracy, jak i na co dzień. Znając angielski będziemy w stanie dogadać się z każdym. Do angielskiego zachęca również wielość darmowych materiałów dla miłośników homeschoolingu. Z łatwością znajdziecie je na Pintereście lub na blogach mam i rodziców uczących w domu.

Nauka angielskiego u dwulatków może polegać na nazywaniu rzeczy w tym języku, lub czytaniu książek. Później może zamienić się w zabawę w anglojęzyczne konwersacje. Warto też oglądać bajki w języku angielskim, czy programy przygotowane specjalnie dla maluchów. 

Jak to ogarniam?

Lubimy zajęcia kreatywne i dowiadywanie się nowych rzeczy. Nauka nie jest jakimś szczególnym momentem w naszym dniu, ponieważ uczymy się właściwie przez cały czas. To tak normalne, jak mycie zębów po śniadaniu, czy kolacji. Wybieramy takie zajęcia, które nie tylko bawią ale również uczą. Próbujemy różnych rzeczy i sprawdzamy, co przypadnie do gustu naszemu synkowi.

I wydaje mi się, że to jest klucz. Sprawienie, że nauka i kreatywna zabawa stają się elementem codzienności, tak samo normalnym, jak inne zajęcia. Nie czujemy, że musimy się do czegoś specjalnie przygotować, po prostu robimy to wtedy, kiedy jest na to czas. Często zdarza mi się wieczorem szukać inspiracji do edukacyjnych zabaw na Pinterest, na blogach mam i na blogach pań przedszkolanek.

Bardzo często wspieram się też różnymi zeszytami ćwiczeń, czy pomocami dydaktycznymi. Dodam, że są to zazwyczaj rzeczy, które kosztują grosze (na czytam.pl czy taniaksiazka.pl - znajdziecie takie pomoce w cenie: 1,50 zł). Niektóre pomoce uda Wam się też dostać na Vinted w bardzo korzystnej cenie (kupiłam całą szufladę foremek do ciastoliny za jedyne 15 zł - serio).

Zeszyt Homeschool

Jeśli chcecie zacząć zabawę z homeschoolingiem polecam Wam założenie zeszytu, w którym każdego dnia będziecie odnotowywać te wszystkie super rzeczy, które już zrobiliście z dzieckiem. Dzięki takiemu spojrzeniu "wstecz", Wasza głowa stworzy nowe połączenia, a pomysły na kolejne zabawy edukacyjne zaczną znajdować się same. Nasz umysł robi niesamowite rzeczy, jeśli uchylimy trochę furtkę własnej wyobraźni.

Posiadanie zeszytu na homeschool sprawi, że wszystkie pomysły i inspiracje będziecie mogli zapisywać w jednym miejscu. A przy okazji stworzycie super pamiątkę na przyszłość. W zeszycie możecie przecież odnotowywać różne sukcesy swojego dziecka lub wklejać naklejki w nagrodę za owocną naukę.

Dobra, ale co robi Twoje dziecko, kiedy pracujesz?

Kiedy pracuję mój Synek albo bawi się ze swoim Tatą, albo pracuje. Gdzie? Np. w swoim Montessori warsztacie, albo w ciastolinowej piekarni/ciastkarni, albo akurat przeprowadza badania lekarskie na misiach. Nie chodzi o to, żeby skazywać dziecko na nudę w czasie, kiedy Ty musisz zająć się pracą.

Spróbuj znaleźć swojemu maluchowi takie zajęcia, które będą dla niego równie ważne i poważne. Zamiast zwykłego powiedzenia baw się, bo mamusia musi pracować, daj dziecku jakieś możliwości do wyboru i zaprezentuj je jako fantastyczne.

A co robię, kiedy mój Synek potrzebuje mojej obecności? Albo robię przerwę w pracy, albo biorę laptopa i kawę, a następnie siadam w jego pokoju, radośnie dziękując za wszelkie herbaty, ciastka, czy zupy przyrządzone na dziecięcej kuchence. Praca jest ważna, ale nigdy nie będzie dla mnie ważniejsza od naszej relacji, a sprawy, nie zawsze muszą toczyć się po mojemu, aby toczyły się dobrze.

Trzymajcie się razem i pamiętajcie, by każdego dnia ze sobą pobyć. Niezależnie od tego, co robicie, jak trudne wyzwania przed Wami. Czasu nikt nam nie cofnie.

Cześć!

PODPIS
Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Strach ma wielkie oczy

Na rynku wydawniczym coraz częściej można zauważyć książki dotyczące uczuć i trudnych emocji. Dzięki temu nawet maluchy wiedzą dziś, że złość sama w sobie nie jest zła, ale złe mogą być sposoby jej okazywania. A jak to jest ze strachem? 


Nie taki straszny strach

Książka Strach ma wielkie oczy została napisana po to, by oswajać dzieci ze strachem. Dokładnie tłumaczy, co dzieje się z naszym ciałem, gdy się boimy i jakie wrażenia towarzyszą strachowi. Jednak dokładność opisów może być tutaj zarówno wadą i zaletą. Skuteczność książki zależy od wrażliwości dziecka.


Wszystko zależy od perspektywy

Głęboko wierzę, że autorce książce przyświecały dobre idee podczas pisania tej publikacji. Niestety niekoniecznie jestem przekonana co do tego, że ta książka na pewno się sprawdzi. Niektóre ilustracje, choć są ładne, mogą przestraszyć kolorystyką. Tu warto zauważyć też fakt, że nie wszystkie dzieci personifikują swój strach. W dziecięcej wyobraźni nie zawsze przybiera on postać potwora lub jakiejś postaci. Jeżeli podpowiemy wyobraźni malucha takie rozwiązanie, to niechcący możemy mu wyrządzić krzywdę.

To warto, czy nie?

To zależy od Waszego dziecka i jego wrażliwości. Jeżeli samo mówienie o strachu, napawa je strachem, to ta książka nie spełni swojego zadania, a może stać się przykrym doświadczeniem. Jeśli Wasze dziecko nie personifikują strachu, ta książka też może nie być dobrym rozwiązaniem i podpowiadać maluchowi wizję potwora z szafy. Ale jeśli Wasze dziecko personifikuje strach, a mówienie o strachu nie wywołuje w nim strachu - to ta książka na pewno spełni swoje zadanie i dokładnie wyjaśni, co dzieje się z naszym ciałem, gdy się boimy i podpowie, jak pokonać strach.

Książka od strony merytorycznej jest bardzo dobrze napisana, a jej odbiór zależy przede wszystkim od wrażliwości czytającego.

Trzymajcie się ciepło i rozmawiajcie o emocjach,
Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Jak napisać tekst sprzedażowy? 5 wskazówek

Aby Twoje teksty sprzedawały (idee, treści, czy konkretne przedmioty) samo ich zaistnienie nie wystarczy. Jak pisać teksty, które zaangażują Twoich odbiorców? Jak zwiększać swoje szanse na pisanie dobrych tekstów sprzedażowych?


Zawsze coś sprzedajesz

Niezależnie od tego, jak wielkie idee Ci przyświecają, jako copywriter zawsze coś sprzedajesz. Ideę, sposób postępowania, wiedzę, usługę lub przedmiot. Teksty sprzedażowe to nie tylko opisy produktów na stronach sklepów internetowych, co więcej... Bardzo często faktyczna sprzedaż odbywa się zupełnie gdzie indziej. W artykułach, we wpisach i różnego rodzaju tekstach, które wskazują drogę rozwiązania pewnych problemów.

1. Przykładaj wagę do nagłówków

Dobry, krótki i konkretny nagłówek zachęci do dalszej lektury. Nagłówek na pół strony sprawi, że nikt nie będzie chciał czytać takiego tekstu. Chwytliwy nagłówek o czymś mówi, intryguje, albo stanowi uczciwą lecz konkretną zapowiedź tego, co dalej wydarzy się w tekście.

2. Pisz konkretnie

Szanuj człowieka, który znajduje się po drugiej stronie ekranu. To człowiek, który nie ma czasu, ma bilion swoich spraw i problemów, bardzo możliwe też, że jest zmęczony. A skoro tak... To nie będzie poświęcał swojego cennego czasu na treści, które nie mówią nic konkretnego. Nie dają wiedzy, rozwiązań, nie są w żaden sposób pomocne.

3. Nie wciskaj copy crap

Podstawowa copywriterska bzdura, której należy szczególnie unikać to: "jesteśmy najlepsi z najlepszych na całym rynku i w ogóle w galaktyce". A jedyne wnioskowanie jakie za tym stoi to: "jest jak jest, bo tak jest". Czujesz już, że to bzdura? Bo ja tak. Na kilometr. Chcesz pisać dobre teksty, to pisz prawdę, o faktycznych zaletach. Pieśni pochwalne mają zerową wartość, gdy zbudowane są na niczym.

4. Pokaż zalety

Prawdziwe zalety, alternatywne możliwości wykorzystania jakiejś rzeczy, usługi, czy wiedzy. Przykład? Białą kartkę możesz wykorzystać na wiele różnych sposobów, możesz ją zapisać, coś narysować. Możesz złożyć z niej samolot, podrzeć ją, zrobić z niej zakładkę, wymyślić twórczą zabawę dla dziecka, możesz jej użyć jako tła fotograficznego. Czy muszę Cię przekonywać co do tego, że zwykła biała kartka ma niezwykle wiele zalet? Wspomniałam tylko o kilku, a przecież to nie koniec listy.

5. Sprawdzaj swoje teksty

Samozachwyt w copywritingu nie ma żadnego sensu. To nie Tobie teksty mają się podobać. Jeśli uważasz, że to, co zrobiłeś jest najlepsze i bezdyskusyjnie wyjątkowe, to znaczy, że pora wyciągnąć kija z... No wiesz, tam, gdzie światło nie dochodzi. Zamiast zachwycać się sobą, zacznij weryfikować efektywność swoich treści, np. pytając Klientów co jakiś czas o poziom ich zadowolenia lub efekty konkretnych zleceń.

Pamiętaj, że przekonanie o własnej idealności odbiera szansę na rozwój. Świat się nie zatrzymuje w jednym punkcie, Ty też tego nie rób. ;) 

Trzymaj się zdrowo, 
Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Woreczki sensoryczne: 3 pomysły

Zabawa sensoryczna jest równie ważna, jak każda inna. Pozwala na aktywne doświadczanie różnorodności świata poprzez dotykanie różnego typu tekstur i materiałów. Pozwala na poznawanie różnych typów powierzchni i dowiadywanie się, co można z nimi zrobić. 


Klasyczne woreczki sensoryczne

Zwykle klasyczne woreczki sensoryczne wykonane są z materiału i różnią się zawartością. Mogą zawierać groch, kaszę lub cokolwiek chcecie. Na początku zabawa przybiera postać poznawania, jak dany materiał się zachowuje. W przyszłości można zrobić z nich narzędzie do ćwiczeń korekcyjnych.

Zimowe woreczki sensoryczne

Zimowe woreczki sensoryczne mają na celu wychwycenie przez dziecko różnicy ciepłe/zimne. Można wykorzystać je również do pokazania, jak wygląda łamiący się lód.  Żeby to zrobić, będziecie potrzebowali następujących materiałów:
  • Niewielki, foliowy woreczek
  • Przezroczysty żel pod prysznic
  • Brokaty, kolorowe płaskie ozdoby
  • Taśma do zabezpieczenia woreczka
Wlejcie żel do foliowego woreczka, a następnie wrzućcie do niego wszystkie ozdoby. Wypełniony woreczek zamknijcie i pamiętajcie, aby zabezpieczyć go taśmą. Tak przygotowaną zabawkę włóżcie do zamrażalnika. Po jakimś czasie wyjmijcie zabawkę i wspólnie z dzieckiem sprawdźcie, co dzieje się z lodem i brokatami pod wpływem nacisku. 

Woreczek sensoryczny ze slime

Wszelkie masy slime doskonale nadadzą się do wypełnienia woreczka sensorycznego. Tutaj również polecam Wam używanie przeźroczystych woreczków foliowych. Możecie je wypełnić kolorowymi masami, uzupełnić cekinami, brokatami lub drobnymi silikonowymi ozdobami, które będą doskonale się prezentować i sprawią dużo radości dziecku. Można również wspólnie sprawdzać jak kolory poszczególnych mas przechodzą w siebie wzajemnie. W tej wersji woreczka nie zamrażamy. 

Po co to robić?

Nawet jeśli żyjesz na tym świecie już 30 lat i do pewnego stopnia, wydaje Ci się on oczywisty. Nie jest taki dla Twojego dziecka. Rozwój maluchów przebiega wieloetapowo i na różnych płaszczyznach, dlatego tak ważne jest dostarczanie różnego rodzaju bodźców. 

Trzymajcie się radośnie i kreatywnie,
Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Daję Słowo