Niezdrowa rywalizacja matek - czemu warto rozluźnić pośladki?

Jeśli jesteś mamą jedynaka, koleżanki wieloródki powiedzą, że nie masz prawa do zmęczenia, ani nic sensownego do powiedzenia w temacie macierzyństwa. Jeśli jesteś mamą, która pracuje, powiedzą, że nie dbasz o dzieci. Jeśli mamą, która nie pracuje, powiedzą, że nic nie robisz. Czy kobiety naprawdę nie potrafią być dla siebie wsparciem? Po co się tak spinać? 

Karl Popper dla matek - zanim zaczniesz obrabiać koleżankę

W wyniku niezdrowej rywalizacji cierpią przede wszystkim dzieci, które w przyszłości mogą mieć wrażenie, że  muszą być od kogoś w czymś lepsze, aby na samego siebie spojrzeć z życzliwością. Poczucie własnej wartości leży u podłoża niezdrowej rywalizacji matek. A dokładniej, jego brak. W ten sposób rodzice przenoszą na dzieci własne, błędnie przyjmowane schematy. A przecież każdy z nas jest wyjątkowy i jedyny - to naprawdę wystarczy by mieć poczucie własnej wartości i cenić to, kim jesteśmy jako my. Rywalizacja jest do pewnego stopnia naturalna, wpisana w genetykę i naturę - ale nie musi zamieniać się w chory wyścig, czy bestialską degryngoladę. 

Ja mogę się mylić, ty możesz mieć rację, i wspólnym wysiłkiem możemy zbliżyć się do prawdy. -to zdanie Karla Poppera można zastosować nie tylko do niezdrowej rywalizacji matek, ale również do wszelkich innych sporów społecznych, czy ideologicznych. Tylko żeby wejść w czyjeś buty trzeba się trochę wysilić, a w zdecydowanej większości łatwiej jest skakać sobie do gardeł. Zamiast panować nad energią, lepiej ją tracić na rzeczy, które i tak w naszym życiu nic nie zmieniają. 

Sisterhood & Motherhood czy to się da połączyć?

Wierzę, że tak. Pod warunkiem, że mamy dość oleju w głowie, aby zauważyć, że inna mama zna swoje dziecko jak najlepiej i rady, które stosują się do mojego dziecka, nie mają przełożenia na dziecko mojej przyjaciółki. Jasne, pewne rzeczy mogą być uniwersalne, jak maść majerankowa na katar, czy śliwki na zaparcia. Ale przekładanie całych schematów własnego życia, na życie drugiej osoby, nigdy nie będzie dobrym pomysłem. Każda mama jest najlepsza na świecie - ale dla SWOJEGO dziecka i właśnie dlatego, rywalizacje matek nie mają żadnego sensu. Moim zdaniem jest to najgłupsza rzecz jaką możemy zrobić. 

Po pierwsze, na takiej rywalizacji zawsze cierpi dziecko. Po drugie, skoro jesteś najlepszą mamą dla swojego dziecka, to po co stajesz w konkursach o to, kto szybciej nauczy się czytać, albo stawiać pierwsze kroki? Na wszystko przyjdzie czas i jeśli dziecko Twojej koleżanki zaczęło coś robić szybciej, niż Twoje - to też jest w porządku. Każdy człowiek rozwija się własnym rytmem i powinno się to odbywać w atmosferze miłości i bezpieczeństwa. Zamiast sapać dziecku nad uchem, że dziecko sąsiadki już coś potrafi - wspieraj jego rozwój. Wspieraj, a nie porównuj. Jeśli zadbasz o poczucie własnej wartości, to takie rodzicielskie potyczki w ogóle nie będą Ci potrzebne. 

Mamo, jesteś super  - dbaj o poczucie własnej wartości

Często zabieramy się do umoralniania, wychowywania innych, a najczęściej robimy to wtedy, gdy nie uporządkowaliśmy spraw własnej psychiki. Żaden dorosły nie lubi jak się go wychowuje, a każdy z nas ma za sobą jakąś historię. Zapewne wydarzyły się różne rzeczy zanim zostaliśmy rodzicami, nie wszystkie pewnie były miłe, niektóre wywróciły nasze życia, inne odbiły się na psychice. Ale hej, cokolwiek się działo w Twoim życiu - to przeszłość, a dzisiaj jesteś tym, kim jesteś, również dzięki wydarzeniom, które miały miejsce w przeszłości. Nie potrzebujesz się ścigać z innymi matkami, czy ojcami. Dla swojego dziecka jesteś najlepszym rodzicem i tylko to się liczy, a nie to, by do kogoś doskoczyć. 

Każda z nas ma jakąś wiedzę i jakiś bagaż doświadczeń, z których mogłybyśmy wzajemnie czerpać, gdybyśmy nie skupiały się tak bardzo na czubku własnego nosa. Gdyby zastąpić wszechwiedzę, chęcią zdobywania wiedzy - relacje międzyludzkie wyglądałyby zupełnie inaczej. Możesz wielu rzeczy nie lubić w drugim człowieku, możesz się z nimi nie zgadzać, ale każdy ma w sobie coś takiego, czego mógłbyś się od niego nauczyć.

Mamy ofiarami niezdrowej rywalizacji

Często mamy, które mają wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia i wartości do przekazania, stają się ofiarami niezdrowej rywalizacji. Jeśli piejesz nie tak głośno, jak pozostałe koleżanki, może się zdarzyć, że zostaniesz zakrzyczana przez stado wron, które sporo się nakraczą, ale niekoniecznie coś pozytywnego z tego wyniknie. A częściej nic z tego nie wyniknie, bo skrajności mają to do siebie, że są niezdrowe po prostu i dzielą ludzi zamiast łączyć. Na każdym krańcu, najważniejsze są przecież różnice, a nie to, że można się czegoś dobrego dowiedzieć, nawet od kogoś, kto prezentuje skrajnie różne poglądy na wszystko.

Nawet jeśli wrzucanie ludzi do szuflady z określonym napisem, jest jakąś naturalną tendencją naszego umysłu - to warto się nad tym trochę zastanowić. Heurystyki mają to do siebie, że wydają się niezwykle przekonujące, ale po 5 minutach zastanowienia się nad nimi, można dojść do wniosku, że nie mamy podstaw, by tak myśleć. Jeśli umiesz być trochę poza światem, to doskonale odnajdziesz się również w nim. Dlatego, że nie będziesz wytracać energii, na porównania, czy gierki, które nie tylko nic nie dają, a wręcz ranią dzieci, które mogą stać się pionkami w tej okrutnej grze.

Mądre kobiety potrafią się dogadać

Nie tylko z własnym odbiciem w lustrze. Uwagę skupianą na rywalizacji, która jest niezdrowa, warto przenieść w dobrym, pozytywnym sensie, na własne dziecko. Na jego potrzeby, obserwowanie i wspieranie rozwoju - ale nie w porównaniu do innych. Tylko w ukochaniu tego, co w nim najpiękniejsze, w jego predyspozycjach, możliwościach i talentach. W pomaganiu i wspieraniu w sprawach trudnych. Niezależnie od tego, którą matką na placu zabaw jesteś - każda z nas chce jak najlepiej dla swojego dziecka. I to jest najpiękniejsza wartość, która łączy nas wszystkie.

Trzymaj się zdrowo, 

Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Copywriting i wygląd stron internetowych - jak się ma piernik do wiatraka?

Mogłoby się wydawać, że copywriting to tylko tekst. Tylko i AŻ! Jednak źle wyeksponowany tekst nie przyciągnie ludzkiego oka, nawet jeśli będzie skutecznie przyciągał wyszukiwarki. Ostatecznie chodzi przecież nie tylko o ruch z wyszukiwarek, ale również o zdobycie uwagi potencjalnego Klienta, czy grupy docelowej. Dlaczego wizualny układ treści stron internetowych jest taki ważny?

Pisanie tekstów pod stronę internetową

Nie jest wielką tajemnicą, że inaczej pisze się książki, artykuły naukowe, a inaczej treści na witrynę internetową. Dobry copywriter nie tylko potrafi pisać różne typy tekstów, ale również wie, jak wyeksponować pewne treści. Nawet jeżeli sam copywriter nie zajmuje się ekspozycją tekstu na stronie internetowej, już po pliku dostarczonym w dokumencie tekstowym, można poznać, że jest to treść, która ma swój porządek. Ścieżka copywritingu nie jest najłatwiejsza dla tych, którym się wydaje: usiądę, napiszę i koniec.

Pisanie nie jest wbrew pozorom początkiem pracy, lecz jej zwieńczeniem. Żeby treść mogła pojawić się w edytorze potrzebne jest: 
  • zrozumienie filozofii firmy, z którą współpracujemy
  • wzajemny flow - jeśli nie czujesz tego, co robisz, nie zrobisz tego dobrze
  • wydobycie istotnych informacji
  • pierwszy research
  • pogłębiony research
  • pomysł/koncept na ułożenie treści i opracowanie ich w odpowiedni sposób
Im lepiej wykonamy każdy z tych punktów, tym lepszy będzie efekt końcowy pracy. Jednak nie należy zapominać o sprawach takich, jak: formatowanie tekstu, czyli: wygląd czcionki, rozmiar, odpowiednie wyodrębnienie nagłówków od reszty treści. Zastosowanie wypunktowań w miejscach, w których tekst zaczyna popadać w przecinkową nudę. 

Wygląd strony internetowej a przypadek

Jeżeli zaglądasz na moją stronę, zauważyłeś z pewnością, że publikowane treści są do siebie wizualnie podobne. To nie przypadek. Czytelnik otwierając moją stronę wie, czego mniej więcej może się spodziewać, gdzie znajdzie konkretne treści i jak poruszać się po moich nagłówkach. Nie bez powodu moja czcionka jest dosyć prosta i przejrzysta. Ozdobne czcionki być może ładnie wyglądają, ale przy dłuższych tekstach utrudniają czytanie i przeszkadzają w odbiorze treści. 

SEO to tylko jedna strona medalu. Teksty dzięki niemu zyskują siłę w wyszukiwarkach, ale jeżeli skupisz się tylko na słowach kluczowych i metaopisach, a zapomnisz całkowicie o estetyce i dobrej wizualizacji treści - nie zatrzymasz Czytelnika. Można to oceniać żaląc się jak ten świat gna i jacy Czytelnicy są źli. Ale po pierwsze to nieprawda, po drugie zawracanie kijem Wisły zawsze będzie kretyńskim pomysłem. W dobrym copywritingu nie ma miejsca na przypadek, nie ważne czy piszesz dla firm, dla osób prywatnych, czy dla agencji reklamowych. 

Copywriter dostarczył mi tekst, co dalej?

Jeśli copywriter dostarczył Ci tekst w edytorze tekstowym, to warto założyć, że formatowanie nie jest przypadkowe. Jeżeli zbyt wiele zmienisz w konstrukcji tekstu lub jego wizualnej formie, możesz na tym stracić. Bycie copywriterem to nie tylko wystukiwanie literek, ale świadomość tego, co się robi i po co. Jeżeli copywriter dostarczył Ci tekst, który równie dobrze sam mógłbyś napisać w notatniku - zmień copywritera. 

Odpowiedni wygląd tekstu jest kluczowy w świecie, w którym częściej scrollujemy niż czytamy. Specyfika treści zmienia się nieustannie i należy płynąć z prądem, Czytelnik też ma prawo oczekiwać konkretów, których przyswojenie nie zajmie mu zbyt wiele czasu. Jeżeli jesteś copywriterem, nie poczułeś flow ze swoim Klientem i musieliście się rozstać - nie szkodzi. On ma prawo do tego by znaleźć kogoś, kto poczuje jego myśl/ideę/dynamikę. A Ty także wykonasz swoją pracę najlepiej, jeśli będziesz czuł się dobrze z tym, co robisz. W każdym tekście da się zauważyć, co zostało zrobione na siłę, a co wychodzi naturalnie. 

Trzymaj się zdrowo,

Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Szczęście - 3 lekcje od Mojego Dziadka

Mój Dziadek dawniej był bosmanem. Kilka razy próbował przejść na emeryturę, a kiedy w końcu to zrobił - wiem, że z trudem mu to przyszło. Dzisiaj morskie przygody są wspomnieniem, ale kiedy potrzebna jest mi prostota i mądrość, wiem, że zawsze mogę z nim porozmawiać. Skąd bierze się szczęście? Oto 3 rzeczy, których można nauczyć się od mojego Dziadka.

To, jak mówimy wpływa na nasze poczucie szczęścia

Zadowolenie z życia nie jest przypadkiem i szczęśliwą liczbą wygraną na loterii. To świadoma postawa, zespół nawyków, które wpływają na to, kim jesteśmy i jak postrzegamy świat. Mój Dziadek wychodząc ze sklepu zawsze życzy ludziom miłego dnia. Tak było zawsze, odkąd pamiętam i dzisiaj ja robię to samo. To tak niewiele. Czasem miła rozmowa lub życzliwe spojrzenie, mogą sprawić, że na twarzy drugiego człowieka pojawi się uśmiech. 

Zbyt często patrzymy na szczęście, jako na coś, co możemy osiągnąć, gdy spełnione zostaną odpowiednie warunki. Gdy nazbieramy odpowiednią ilość pieniędzy, osiągniemy pozycję zawodową, znajdziemy się w innym miejscu - warunki można mnożyć, ale ta drabina nigdy się nie kończy. A szczęście nie zbliża się do nas wraz z nowym samochodem, czy domem. Dlaczego? Bo nie ważne ile masz, nie ważne, co masz - jeśli nie będziesz szczęśliwy ze sobą, z tym kim dzisiaj jesteś, to nowe auto tego nie zmieni. Nawet jeśli przez chwilę poczujesz się lepiej.

Pozytywne myślenie to zadowolenie z życia

Mój Dziadek pływał po wodach w czasach, gdy nie było takiej komunikacji jak dziś. Na morzu działy się różne rzeczy, z którymi trzeba było sobie radzić w takich warunkach, jakie akurat były. Kontakt z rodziną był bardzo sporadyczny i większość energii trzeba było skupiać na tym, że będzie dobrze a Dziadek wróci cały i zdrowy. Do dzisiaj mam jego listy i telegramy, a także kartkę, którą przysłał z Nowej Zelandii po moich narodzinach.

Dziadek pokazał mi, że poczucie szczęścia to świadoma decyzja. Problemów nie jest wcale mniej, liczba wyzwań nie maleje, ale wciąż możemy myśleć pozytywnie i trzymać się tego, co dobre w życiu. Większość osób upatruje szczęścia w pieniądzach, bądź w karierze - bywa, że takie historie kończą się ogromnymi tragediami. A przecież nie trzeba być profesorem psychologii, żeby ucieszyć się dniem, dobrą herbatą, czy miłą wymianą zdań z przypadkowo napotkanym przechodniem. Myśl pozytywnie - Dziadek do dzisiaj powtarza mi to, jak mantrę i wiem, że ma rację.

Czujemy się szczęśliwi, gdy zdecydujemy tak się czuć

Mój Dziadek ma w swoim domu różne egzotyczne pamiątki ze swoich rejsów. Każda z nich, jest wyjątkowa. Ma swoją historię. Za tymi historiami kryje się także mądrość, którą mój Dziadek zebrał z całego świata. Bo był dosłownie wszędzie i poznał wielu ludzi, również takich, których w tamtych czasach, wielu uznałoby za oszołomów. Mój Dziadek zdecydował się być szczęśliwy i wierzę, że jest taki do dziś. Mimo różnych, zdrowotnych przeciwności - z których się podniósł, a nie małe znaczenie miało pozytywne myślenie.

Kiedy jesteś szczęśliwy wiatr nie przestaje wiać. Rzecz w tym, że czasem trzeba postać z uśmiechem na twarzy i poczekać aż się uspokoi, lub zmieni kierunek. Szczęście to decyzja, wysiłek wart podjęcia. Jasne, że takie rzeczy jak zdrowie, dobrobyt - mają znaczenie. Ale ludzie, którzy podnoszą się z ciężkich sytuacji, podnoszą się z nich dlatego, że kiedyś nauczyli się myśleć pozytywnie. Jedna zapałka wystarczy do tego, aby rozproszyć ciemność. 

Kiedy czujesz szczęście, nie przestajesz być człowiekiem

Do dzisiaj pamiętam, jak mój Dziadek potrafił wkurzać się w samochodzie na innych kierowców. Ale gdy tylko sytuacja mijała, miał dobry humor a Leonard Cohen wychrapywał kolejne pieśni z kasety w samochodowym radiu. I dalej mieliśmy dobry dzień. Sztuka nie polega na tym, żeby cały czas latać nad ziemią - choć pewnie, są i tacy, którym to odpowiada. Jesteśmy ludźmi i mamy różne emocje, ale warto umieć je wyrazić, a potem zamknąć sprawę i dalej cieszyć się dniem.

Bycie szczęśliwym potrafi zarażać innych, podobnie jak życie swoją pasją. Miłość potrafi góry przenosić, również te lodowe. Nie przestają się pojawiać, ale przy dobrym nastawieniu da się je otulić i rozpuścić. W każdej chwili naszego życia dzieje się coś, co możemy zauważyć i docenić. Rzadko jednak skupiamy się na tym, czego chcemy i o wiele łatwiej nam poświęcać się zmartwieniom, troskom. 

Tymczasem, jeśli to wszystko puścisz, okaże się, że niemożliwe wcale takie nie jest. A różne warunki, które wydają Ci się konieczne do osiągnięcia jakiegoś celu - wcale takie nie są. Pozytywne myślenie otwiera oczy na szanse i ludzi, których dotąd nie widziałeś.

Trzymaj się dobrych myśli, 

Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Czy dobry copywriter nie odmawia?

To kwestia szczególnie ważna dla copywriterów, którzy są na początku swojej drogi. Jeżeli nie chcesz pozostać tanią maszyną do pisania, nie możesz nastawiać się na realizowanie każdego zlecenia. Zaraz powiesz: ale ja jestem na początku i nie mam z czego wybierać - spokojnie. Każdy był kiedyś na początku, ja zaczynałam 16 lat temu. Czy dobry copywriter to taki, który nie odmawia? Przekonam Cię, że nie.

Dużo pracy, mało zysku

Copywriter, który znajduje się na początku swojej drogi bardzo często ściera się z dwoma problemami. Po pierwsze, chce robić to, co kocha. Po drugie, chce mieć z czego żyć. Początki w copywritngu nie są wcale łatwe, ale warto traktować je jako pewien etap, który przechodzi w inny, wraz z systematyczną pracą. Czasami jednak, nie przechodzi. Wynika to z przyjęcia niewłaściwej strategii biznesowej, a nie z tego, że jest to niemożliwe. Co zrobić, aby nie utknąć w jednym punkcie?

Ludzie, którzy są przekonani, że nie mają żadnego wyboru zatrzymują się w rutynie. Dotyczy to każdej pracy i każdej życiowej sytuacji. Tymczasem, to, że nie da się lub nie można inaczej, nie jest obiektywną prawdą. To ograniczenie, które nakładają na nas nasze własne umysły. Jeśli już zdamy sobie z tego sprawę - można z tym pracować. Jeżeli nie chcesz dostarczać wysokiej jakości treści za byle grosze, to nie rób tego. Niezależnie od tego, w którym momencie życia jesteś. 

Żywot copywritera: to nie takie proste

Kiedy piszę o tym, że da się, że można, zawsze znajdzie się ktoś, kto mi zarzuca, że on jest na początku, a ja nie, więc nie wiem jak to jest. Tymczasem, żeby być tu gdzie jestem - musiałam kiedyś być na początku. Mało tego, w czasach, w których zaczynałam, mój zawód praktycznie nie istniał. Wiedza nie była tak dostępna, ponieważ Internet raczkował. Całość opierałam na swoim wyobrażeniu, o swoim przyszłym zawodzie, bo w tamtych czasach wykonywanie pracy przez Internet - brzmiało jak fikcja. Obietnice prędkiego zysku i szybkich przepisów na szczęście, to plaga dzisiejszych czasów, ale jak mówi stare przysłowie: kto drogę skraca, do domu nie wraca. 

Nagroda czeka jednak na tych, którzy pracują konsekwentnie i inwestują czas, energię, czasem pieniądze (choć da się bez tego) we własny rozwój. Jeśli szukasz prostych i szybkich pieniędzy, to możesz je znaleźć na drodze przestępstwa i występku, domyślam się jednak, że nie o to Ci chodzi. Jako copywriter musisz nastawić się na ciągły rozwój, nie bać się SEO, ani innych pojęć (np. AIDA), które teraz nie kojarzą Ci się z niczym. Przy konsekwentnej pracy i rozwoju będziesz operować nimi po mistrzowsku.

Copywriterska prostytucja

Jeśli pisząc teksty na samym początku założysz, że Twoje treści są dla wszystkich, a współpraca ma się układać ze wszystkimi - to możesz się obudzić z ręką w nocniku. Ludzie są różni, również w tej pracy. Co jakiś czas, trafi się ktoś, kto będzie chciał Cię wykorzystać. Jeżeli piszesz artykuły lub inne teksty na strony, a druga strona chcę Cię docenić równowartością Big Milka, to coś tu jest grubo nie tak. Masz prawo odmówić realizacji zleceń, które są poniżej Twojej godności i czasu włożonego w napisanie tekstu. 

To prawda, że umiejętności wzrastają w miarę pisania. Ale nawet jeśli jesteś na początku, stwórz sobie jakiś rodzaj etycznego kodeksu własnej pracy. Ustal jakieś granice współpracy z innymi. Nie musisz zgadzać się na wszystko, nie musisz robić wszystkiego i za wszelką cenę. Jeżeli zaczynasz z podejściem, które daje pole do popisu wszystkim wykorzystywaczom - możesz pozostać w tym kluczu. A po co?

Odmawiać, czy nie odmawiać?

Czasem zdarza się, że różne oferty nie są najkorzystniejsze finansowo, ale np. pozwolą Ci na satysfakcjonujący rozwój i dobry start, co zaowocuje z czasem zwiększeniem stawek. Nie namawiam Cię do ignorancji, ale do zdrowego szacunku dla własnej wiedzy i umiejętności. Szukaj odpowiedzi na to, jak to zrobić - przede wszystkim w sobie samym. Możesz wygooglać, jak cenią się inni copywriterzy, ale nie jest to do końca dobra taktyka. Każdy ma trochę inną wizję biznesu i sposobu pracy, dlatego najlepiej porządnie przemyśleć temat na wielu wymiarach własnej rzeczywistości.

To nieprawda, że jeśli komuś odmówisz, w to miejsce nie pojawi się nikt inny. Takie myślenie jest ograniczające i sabotuje rozwijanie skrzydeł. Przykład? Idziesz do sklepu, a tam masz różne rodzaje napojów. Możesz kupić sok pomidorowy, przynajmniej od 3 różnych firm. Wracasz po jakimś czasie do sklepu a ten wybór ciągle jest. Co znaczy, że każda z tych firm zapracowała na swoje miejsce na półce i może dawać radość różnym Klientom. Kiedy Kowalski sięgnie po sok pomidorowy od firmy X, a Nowak po sok od firmy Y - świat się nie zawali.

Trzymaj się zdrowo, 

Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Homeschool, edukacja domowa: jak się robi naukę przez zabawę?

Mój Tata zawsze mi powtarzał, że najlepsza improwizacja to zaplanowana improwizacja. Być może brzmi to nieco przewrotnie, ale sprowadza się to do tego: aby dobrze improwizować, trzeba wiedzieć co się robi i po co. W edukacji domowej sprawa wygląda bardzo podobnie. Nauka przez zabawę osiąga najwyższą skuteczność, gdy wiesz co robisz i po co. A jak to wygląda w praktyce?

Dwa tygodnie w kołowrocie i nauczanie domowe

Przez ostatnie dwa tygodnie byliśmy w prawdziwym kołowrocie pracy i domowych obowiązków, zarówno ja, jak i mój Mąż. Trzymaliśmy co prawda swoją kreatywność na zdrowym poziomie i wyciągaliśmy z doby, co tylko się da. Jednak po minie naszego Syna zaczynałam widzieć, że musimy się trochę bardziej wszyscy rozbujać. Bo chociaż jest dobrze, to przecież może być lepiej. Co oczywiście nie jest łatwe, jeśli prowadzisz firmę, dom, robisz homeschool - i pociągasz tak naprawdę za wszystkie sznurki równocześnie.

Edukacja domowa potrzebuje planu i w tym, nie różni się od edukacji szkolnej. Różni się jedynie wykonaniem. Nasz Syn wchodzi w nowy etap, więc przyszła pora na nowy plan. I tak też zrobiłam. W sobotę wieczorem rozpisałam tygodnie tematyczne, które będziemy sobie realizować. Wbrew wielu stereotypom nauczanie dzieci w domu, wcale nie wiąże się z wielogodzinnym siedzeniem dzieci przy biurku i smutną miną. Zdrowa edukacja domowa to nauka poprzez zabawę. Ale jak ją robić i po co ten plan?


Edukacja domowa i wymyślanie zajęć na bieżąco

Generalnie nie widzę nic złego w takim luźnym podejściu i dobieraniu zajęć na bieżąco. Jednak jeżeli zdarzy się coś nieprzewidzianego, albo nagle inne rzeczy wymagające kreatywności zaczną nam tą kreatywność obniżać - warto mieć plan. Coś, za czym będziemy mogli pójść jeśli nie będziemy mieli siły na wymyślanie na bieżąco. Mój niespełna trzylatek jest już dość wymagający, ostatnio pytał mnie np. czym jest skutek, a czym przyczyna (odpowiecie na to pytanie korzystając z włącznika światła). Nie należy gasić takiej dociekliwości, a wręcz przeciwnie - wkładać jeszcze większe zaangażowanie w rozwój dziecka.

I tak podzieliłam nasze tygodnie, na konkretne tematy. A tematy rozpisałam na możliwe aktywności, to, czego przy okazji można się nauczyć, z jakich narzędzi korzystać i dzięki temu zyskałam coś, co każdego dnia daje mi operacyjną pewność siebie. Wiemy, że mamy pomysł - niezależnie od tego, jak bardzo i czy jesteśmy zmęczeni. Rzadko wspominam o swojej prywatności, ale warto zaznaczyć, że ja i mój Mąż rezonujemy podobnie. Zdarza się, że on ubiera moją wyobraźnię w konkrety przy większych projektach, wymagających np. wkrętarki.


Czy plan jest potrzebny tylko w edukacji domowej?

Nie. Jeśli nawet macie zamiar kształcić dzieci w klasyczny sposób, posyłając do przedszkola, czy szkoły - plan też się przydaje. Dzieci w domu to cała masa energii, którą ciężko będzie okiełznać bez jakichś choćby hipotetycznych pomysłów na zabawę. A przy okazji tej zabawy, można czegoś się nauczyć. Z całym szacunkiem dla wszystkich wielkich miłośników podstawy programowej - choćby nie wiem jak była cudowna, nie oddaje wspaniałości świata. I nigdy nie odda. Nie chodzi o to, żeby wklepać w małe umysły jakieś minimum. Tylko żeby zaszczepić ciekawość i radość świata - której... próżno szukać w szkolnej ławce.

Edukacja domowa w praktyce to przeciwieństwo nudy. Ale przede wszystkim to zgoda rodziny na wspólny rozwój. To świadomość, że ok - będziemy czasem zmęczeni, ale są rzeczy ważniejsze niż jakaś wygoda. To od nas tak naprawdę zależy, czy chcemy być rodzicami, którzy wyciągną nóżki i wcisną noski w telefonik, czy chcemy się rozwijać pełną piersią i doświadczać nowych rzeczy. Co przydaje się nie tylko w życiu rodzinnym, ale również w zawodowym. Większość domowych doświadczeń jestem w stanie wykorzystać w swojej pracy.


Edukacja domowa - jak opracować plan na tydzień?

Podrzucę Wam narzędzie, które znalazłam na blogu The Organized Mom Life. O ile u nas materiały do edukacji domowej trochę leżą i kwiczą, o tyle w Ameryce sprawa wygląda zupełnie inaczej. W Polsce dużą nadzieję daje np. Pritnoteka albo blog przedszkolanki Pani Moni - uwielbiam! Ze źródeł anglojęzycznych polecam Wam również 123homeschool.

Wspomnianym narzędziem jest organizer edukacji domowej dla preschoolersów. Czyli dla rodziców dzieci w wieku przedszkolnym. Używając drukarki, kartki i długopisu w prosty sposób zaplanujecie tygodnie tematyczne dla swoich pociech. Podkreślam, że nie jest to żaden wpis sponsorowany. Po prostu sama korzystam z tych materiałów na swój prywatny użytek.

Z każdego kołowrotu jest wyjście, trzeba wziąć tego byka za rogi i wytargać. Pomoże Wam w tym dobry plan.

Trzymajcie się zdrowo,

Cześć!


PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Daję Słowo