O chłopcach, których wychowujemy na „nie-bycie”
O chłopcach, których wychowujemy na „nie-bycie” 📌
Wchodzisz do szkoły, a tam – w ramach lekcji nowoczesności – grupa dwudziestokilkuletnich pedagożek właśnie przeprowadza operację na otwartym sercu męskości. Pacjentem jest dziesięciolatek, który zbyt głośno biega po korytarzu. Diagnoza? „Toksyczny wzorzec”. Wyrok? Poczucie winy podane w sosie z pseudopsychologicznych przypraw.
Obserwuję to i zastanawiam się: czy my naprawdę wyleczyliśmy się z patriarchatu, czy po prostu zamieniliśmy jedną formę opresji na drugą, tylko tym razem w ładniejszym, bardziej „świadomym” opakowaniu?
Kiedy „bycie chłopcem” staje się błędem systemu: To fascynujące, jak szybko naturalna energia chłopca została skatalogowana jako „awaria”. Widzę te pełne politowania spojrzenia kobiet, które – nierzadko same będąc matkami chłopców – zachowują się, jakby natura ich własnych dzieci była jakimś fatalnym błędem w kodzie.
Czy naprawdę potrzebujemy systemu, w którym każda próba asertywności u chłopca jest tłumiona w zarodku? Jeśli dzisiaj „postępowość” oznacza, że chłopiec ma być bezpiecznym, przewidywalnym konsumentem własnych emocji, to gratuluję – właśnie projektujemy pokolenie mężczyzn, którzy w dorosłym życiu nie będą umieli nawet zawalczyć o własne zdanie.
Celebrycki teatr wyższości: A potem włączasz telewizor i widzisz to samo w wersji premium. Wystarczy być kobietą, by móc bezkarnie, w świetle fleszy, rozjechać mężczyznę za cokolwiek. To się sprzedaje. To daje laury. Obserwujemy, jak normalizuje się destrukcyjne decyzje jako „wybór godny celebracji”. W jakim świecie wylądujemy za dekadę? W świecie, w którym bycie kobietą wygrywa każdy spór, a bycie mężczyzną wymaga przepraszania za sam fakt istnienia?
Tinder, pies i wielka pustka: Zamiast budować relacje, które z natury bywają trudne i kanciaste, instalujemy Tindera i kupujemy psa, żeby wozić go w wózku. Relacja stała się zbyt kosztownym przedsięwzięciem – zbyt wiele w niej ryzyka, zbyt mało „bezpiecznych przestrzeni”.
Może czas przestać udawać, że bycie „postępowym” oznacza zawsze posiadanie racji? Wróćmy do akceptacji tego, że ludzie są różni, mają prawo do błędów i wcale nie potrzebują nadzorcy, który w każdej minucie będzie tłumaczył im, jak mają czuć i kim mają być.
Wszyscy jesteśmy uwikłani w te same płaszcze uprzedzeń, ale dopóki będziemy wierzyć, że jedynym sposobem na naprawienie świata jest „dojeżdżanie” płci przeciwnej, będziemy tylko kręcić się w kółko, czekając, aż tinderowy algorytm w końcu dopasuje nam kogoś, kto nie będzie nas drażnił swoją obecnością. Czas najwyższy zejść z tej ścieżki, zanim zrobimy sobie krzywdę, z której nie będzie już odwrotu.
Chcesz zgłębić temat kondycji ludzkiej i egzystencjalnych rozterek?

Komentarze
Prześlij komentarz