TRYB JASNY/CIEMNY

O tym, jak nie uzyskałam zawodu fotografa i nie podjęłam pracy w bibliotece

Czas spędzony w szkole foto to jeden z najciekawszych okresów w moim życiu. Podobnie jak praktyki w Gdańskiej Galerii Fotografii oraz przeglądanie i archiwizowanie albumów Czesława Adamowicza. Po przejrzeniu sześciu czy siedmiu albumów Czesława naprawdę miałam poczucie, że znam człowieka.

Lubiłam ten niespieszny czas w moim życiu, poranne wstawanie, dojeżdżanie do Gdańska Głównego i panią Lucynę, która pracowała jako dozorczyni. Dodam, że nigdy w życiu nie spotkałam bardziej radosnej kobiety i od momentu, kiedy ją spotkałam, wiedziałam, że w jej wieku chcę być radosna jak ona.

Raz zapytałam, jak ona to robi. Odpowiedź była prosta: herbata z cytryną i romanse. Boże... tak bardzo chciałabym umieć ekscytować się życiem jak ona. Znajomi mówią, że jestem pozytywna, ale w porównaniu do Pani Lucyny nie jestem nawet w połowie drogi.

Aparat fotograficzny w stylu retro
Przez obiektyw zawsze lubiłam patrzeć na to, czego inni nie widzą...

📎 Życie Czesława Adamowicza to była jakaś nieziemska przygoda

Facet oprócz tego, że miał wprawne oko, zwłaszcza do piersi Grażyny, która ewidentnie nie wstydziła się ciała niezależnie od okoliczności, to potrafił fantastycznie rysować, więc jego albumy to była wspaniała przygoda estetyczna. Rozrysowane morskie wyprawy, mapy z oznaczeniami – uwielbiam zanurzać się w historie, a to była jedna z nich.

Przez tę krótką przygodę w Gdańskiej Galerii Fotografii, Czesław stał się częścią mojego życia, za co faktycznie jestem wdzięczna. Grażyna musiała być dla niego kimś ważnym, bo choć nie brakowało kobiet w jego albumach, na nią patrzył inaczej i było to widać w obiektywie.

📌

Nie poszłam do szkoły foto po pozwolenie na bycie fotografką. Nigdy nie potrzebowałam pozwolenia do tego, co lubię robić. Niepotrzebne mi były tytuły czy certyfikaty. Może gdyby nie to, że zdawałam egzamin zawodowy w zaawansowanej ciąży, wróciłabym do tematu i dokończyła kwalifikację.

Może to kiedyś zrobię, ale miałam już wtedy dyplom z filozofii... A poza tym wiedziałam, że nie chcę być fotografką z zawodu, bo pewnie straciłabym pasję do tego, by w ogóle to robić. Tak samo jak nie poszłam na filologię polską, choć się dostałam – czułam, że stracę serce do pisania, jeśli zrobię sobie z tego obowiązek.

Filozofia była fantastycznym kierunkiem dla mnie, choć nie brakowało ludzi, którzy mniej i bardziej wprost mówili mi, że mnie popieprzyło i nigdy nie będę miała pracy. W rzeczywistości całe swoje życie zawsze miałam pracę i to w różnych, bardzo ciekawych miejscach. Od ponad dekady pracuję zdalnie, ale nie zawsze tak było i to też są ciekawe i cenne doświadczenia.

✏️ Lubię inaczej

Choć mam na swoim koncie sesje plenerowe i kilka studyjnych, to w zasadzie wszystko, co można o mnie powiedzieć, sprowadza się do zdania: „Lubię inaczej”. Nie zrobiłam sobie nigdy rodzinnej pozowanej sesji, ani sesji ciążowej, ani narzeczeńskiej.

Dodam, że nie byłam narzeczoną mojego męża, bo też i wprost mu powiedziałam, że narzeczoną już byłam (kogoś innego) i po prostu nie chcę być narzeczoną, bo to męczące, więc mogę być żoną i już. Sesje studyjne szanuję, choć nie lubię sztuczności. Nie czuję potrzeby przebierania się za renifera i pajacowania z rodziną przed obiektywem dlatego, że są święta. Tym bardziej że pozowane sesje nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Choć potrafię je robić, nigdy nie poczułam bluesa.

📎

Na mojej to-do liście była praca w bibliotece. I już... już byłam o włos od tego miejsca. Pani, która decydowała o zatrudnieniu, była mną zachwycona i bardzo długo rozmawiałyśmy na wiele tematów. To był czas, kiedy prowadziłam bloga recenzenckiego i czytałam 60 książek miesięcznie.

Oczywiście nie jestem w tym momencie życia w stanie osiągnąć tych wyżyn czytelniczych, ale to był niezwykły czas. Pozytywna energia tej rozmowy z lekka się odmieniła, kiedy okazało się, że biblioteka będzie przechodziła remanent i znaczna część tej pracy będzie polegała na przenoszeniu zbiorów bibliotecznych w zatrważającej ilości. I wtedy powiedziałam, że nie mogę podjąć tej pracy, ponieważ jestem w ciąży i nie mogę dźwigać. Pożegnałyśmy się ze łzami w oczach i było szalenie miło.

📌 Księgarnia, ezo-kolega i marketing

Wcześniej jednak pracowałam w księgarni. Bardzo lubię film „Masz wiadomość”, więc moja wizja pracy w księgarni nie miała wiele wspólnego z rzeczywistością, ale bardzo fajnie było tego doświadczyć. Praca w obsłudze klienta dużo daje, zwłaszcza potem, kiedy robisz coś innego, np. siedzisz w biurze w bebechach marketingowych. ;)

Dzięki temu nie jestem odklejona od potrzeb człowieka, który każdego dnia może mieć inny humor i milion pretensji wywołanych czymkolwiek. Niestety złote czasy księgarni skończyły się, zanim osiągnęłam dojrzałość, więc zdawałam sobie sprawę, że to, co mnie czeka w pracy, to niekoniecznie sklepik za rogiem, uśmieszki i herbatki.

Poznałam tam szalonego ezo-kolegę, który w którymś momencie dziwnie zniknął z mojego życia, ale wspominam go bardzo dobrze, podobnie jak wszystkich znajomych z filozofii czy z mojego liceum. Zawsze lubiłam tzw. dziwne środowiska i tak mi zostało do tej pory.

✏️

Wydaje mi się, że „układanie życia do przodu” to mit. Te pytania „kim chcesz zostać w przyszłości”. To są sprawy, które układają się w całość, gdy patrzysz wstecz. No nie wiem, może są ludzie, którzy wiedzą, kim będą. Ale ja mam 34 lata i dalej nie wiem, kim będę. Jestem mną, w różnych rolach i kontekstach, lubię uczyć się nowych rzeczy i to jest taki rdzeń, który się nie zmienia mimo zmieniających się zajęć. No i pisanie – które jest ze mną od początku.

Interesują Cię głębokie, życiowe i filozoficzne przemyślenia?

Sprawdź moją książkę „Czy moje plecy istnieją?”, w której piszę o tym, jak odnaleźć siebie w świecie pełnym narzuconych ról, definicji i oczekiwań.

Zobacz moje książki

Komentarze

Wybrane dla Ciebie

Copyright © Monika Pawelec