Edukacja domowa: jak uczyć angielskiego dzieci w wieku 3 lat?

Dzieci w tym wieku nie potrafią się skupić, ja uważam, że uczenie ich angielskiego jest bez sensu. - usłyszałam od mojej koleżanki anglistki, kiedy zapytałam ją o możliwość lekcji online dla mojego Syna.  Dodam, że jest to osoba, która pracuje w zawodzie nauczyciela w różnych grupach wiekowych. Nie uwierzyłam jej oczywiście, dlatego dzisiaj mój Synek (w lipcu skończy 3 lata) w sposób naturalny podśpiewuje sobie Fire Truck. Jak uczyć 3latki angielskiego i czy w ogóle ma to sens?

Dobro dziecka - traktujmy dzieci poważnie!

Miłośnicy świadomego wychowania doskonale wiedzą kim był np. Janusz Korczak. Pan Doktor, który opierał wychowanie dzieci na partnerstwie, wzajemnym szacunku i rozbudzania czegoś takiego, jak samowychowanie (nie mylić z pozostawianiem samemu sobie). Opiekował się dziećmi, którymi nie interesował się nikt. Zginął w czasie II wojny światowej razem z nimi. W komorze gazowej. Poszedł z nimi w tragicznym pochodzie. Wiedział, że nie ocali swoich wychowanków, a jedyne co może dla nich zrobić to dać im swoją obecność. Czy ktoś z Was potrafi znaleźć piękniejszy przykład tego, jak się powinno traktować najmłodszych?

To nie dzieci nie potrafią, lecz dorośli nie umieją

Kiedy dorosły zakłada, że dziecko nie da sobie rady i nie warto próbować, w rzeczywistości wskazuje to na pewną ułomność umysłu dorosłego. Przykład? Jeśli dziecko przychodzi do Ciebie z informacją o potworze w szafie, to dla niego jest to absolutnie poważna sprawa. Jeśli Twoją jedyną odpowiedzią jest: daj spokój - okazujesz mu brak szacunku i traktujesz niepoważnie problem, który w umyśle dziecka jest poważny i realny. Nie jest zadaniem dziecka wchodzenie w buty trzydziestolatka, ale jest zadaniem trzydziestolatka wejście w buty dziecka. Potwory w szafie masz już w kategorii przeszłość, ale Twoje dziecko jeszcze nie, więc okaż szacunek tej sytuacji i temu problemowi.

To nieprawda, że dzieci nie potrafią się skupić, uczyć się, czy wyciągać wniosków. Mało tego, robią to znacznie lepiej niż dorośli, którzy już zdążyli przyjąć sobie różne wygodne i niekoniecznie prawdziwe schematy funkcjonowania. To nie wszystko! Dzieci chłoną wiedzę jak gąbka i robią to chętnie, tak długo, aż dorośli tego nie zepsują. Naturalną rzeczą jest podążanie za własnymi zainteresowaniami i pogłębianie wiedzy, jeśli ktoś tego nie robi lub nie chce robić - bardzo często świadczy to o tym, że zawiódł kiedyś ktoś dorosły. To nie musi być rodzic, czy babcia, równie dobrze może to być nauczyciel-biurokrata. 

Jak z tym angielskim? Ma to sens?

Nigdy nie lubiłam takiego nienaturalnego podejścia do uczenia się języków. Jeśli ktoś się dziwnie wygina i mówi Ci słowa po angielsku, ale tak generalnie to wszystko kupy się nie trzyma, to niezależnie czy masz 30 lat, czy 3 - poczujesz się trochę jak w cyrku. I generalnie nie będziesz wiedział, czy ktoś robi idiotę z Ciebie, czy z siebie samego. Nie ulega jednak wątpliwości, że nie jest to normalna sytuacja i raczej ciężko będzie wynieść z niej cokolwiek poza ogólnym niesmakiem. 

A teraz ukryta prawda: najłatwiej się uczymy wtedy, kiedy przychodzi nam to naturalnie. To się tyczy wszystkiego, od matematyki po uczenie się języków. Naukę najłatwiej zaczynać od tego, co znane i lubiane. Dlatego łatwiej zrozumieć dodawanie i odejmowanie, kiedy narzędziami do nauki są ciastka. Na torcie, czy na pizzy z łatwością wytłumaczycie ułamki. Na piłkach, które na co dzień służą do zabawy możecie pokazać, jak funkcjonują planety w układzie słonecznym. Naprawdę nie jest to ani trudne, ani wymagające, jeśli tylko dorosłych chce się to robić. 

Moje sposoby na angielski

Jest ich przynajmniej kilka. Zdarza się, że w czasie zabawy zaczynam mówić do mojego Syna tylko po angielsku i staram się, aby rozumiał to przez kontekst. Według starej szkoły należałoby tłumaczyć słowo w słowo każdą wypowiedź - to jest moim zdaniem totalnie bez sensu. Wiecie dlaczego? Ojczystego języka również uczymy się przez kontekst. Jasne, że warto tłumaczyć i dopowiadać, ale nie tak, żeby zanudzić małego człowieka, zanim ten zdąży się zainteresować tematem. Dlatego mając na względzie naturalność życia i uczenia się języka, korzystam z następujących rzeczy:

  • puszczam bajki w języku angielskim (ulubione bajki mojego dziecka, a nie jakieś przypadkowe)
  • czytam książki obrazkowe po angielsku
  • pokazuję angielskie materiały przygotowane przez mamy zza oceanu
  • jako circle time focus pokazuję mojemu Synkowi Martę Mitschke, która robi absolutnie faktastyczne domowe przedszkole dla dzieci
  • pracujemy na angielskich kartach pracy
  • za jakiś czas, prawdopodobnie będziemy szukać penpal friend - żeby poćwiczyć angielski, nawiązać ciekawą relację i przy okazji zapoznać się z inną kulturą

Czego na razie nie ma w naszej nauce?

Jak na razie nie korzystam z aplikacji na telefon i gier na komputer. Zakładam, że jest cała masa innych sposobów na aktywizację trzylatka. Nie mamy nic przeciwko puszczaniu bajek, czy materiałów z YouTube, ale w naszym przekonaniu ekrany trochę rozleniwiają. Nie widzimy nic złego w tym, żeby korzystać ze wszystkich dobrodziejstw tego świata, również z technologii (podczas nauki i rozrywki), ale chcemy to robić stopniowo. Dlatego u nas nie istnieje jeszcze temat gier i jako takich aplikacji dla dzieci. Absolutnie nie krytykuję rodziców, którzy już je wprowadzają - każdy powinien w swojej rodzinie stosować swoje podejście.

O czym warto pamiętać podczas uczenia dzieci angielskiego?

W przypadku uczenia się języka szczególnie ważna jest powtarzalność i systematyczność. Choć te dwie wartości są ważne dla każdej dziedziny wiedzy, nie zapominajcie o tym, że język nieużywany jest zapominany. Żeby był żywy musi być stałym elementem, czyli musicie go używać, osłuchiwać się w nim i mówić też w tym języku. A to znaczy, że raz na tydzień to zdecydowanie za mało.

Polski jest piękny, po co się spinać z tym angielskim? Zgadzam się co do tego, że nasz język jest piękny, ale umówmy się nie jest językiem międzynarodowym. Trudno oczekiwać, że na drugim końcu świata ludzie będą mówić po polsku - no chyba, że spotkacie akurat polskich emigrantów lub turystów. Wiecie kiedy ostatnio przydał mi się angielski? Gdy 2 Japonki potrzebowały pomocy przy kupnie biletów na pociąg, a samotna pani w budce nie umiała nic im powiedzieć w tym języku. Angielski przydał mi się też, gdy dostawca pizzy okazał się indyjskiego pochodzenia i po polsku nie byłby mi w stanie wytłumaczyć dlaczego przyniósł 4 pudełka pizzy, a nie 2. Angielski przydaje mi się codziennie, gdy szukam rozwiązań dla mojej pracy, materiałów dla Syna, kształcę się, gdy słucham wykładów akademickich w tym języku a nawet gdy szukam przepisu na placek dyniowy. 

Czy warto uczyć dzieci angielskiego?

Pewnie, że tak! Ale naturalnie, po ludzku i normalnie. Bez szkolnego spinania się, ale z wykorzystaniem metod znanych i lubianych przez to konkretne dziecko. Uniwersalne metody są niczym przepisy na szczęście, każdy czyta - ale gdyby każdy z nich sprawdzał się u każdego, to każdy byłby szczęśliwy. Edukacja domowa to fascynująca droga prowadząca do wypracowania własnych metod na rozliczne sprawy - ale to właśnie ten rodzaj pracy przynosi najlepsze owoce.

Trzymajcie się zdrowo, 

Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Jakie rośliny wybrać do dziecięcego ogródka? Czyli jak rozmnożyłam seler naciowy

Dzieci uwielbiają być odpowiedzialne i samodzielne - nic dziwnego, to przecież domena dorosłych.  Każdy lubi mieć poczucie kontroli nad własnym życiem lub jakąś jego częścią. To dotyczy również dzieci. Nie każdy rodzic chce się od razu pakować w psa, czy chomika - ale własny ogródek to również pole do popisu dla dziecięcej samodzielności i odpowiedzialności. Jakie rośliny można posadzić w takim ogrodzie?


Dziecięcy ogródek - czyli co?

Choć ogród brzmi dość poważnie, w naszym przypadku zajmuje jedną długą donicę na balkonie, która nie została jeszcze w pełni uzupełniona. Oczywiście można wybrać się do marketu, kupić gotowe rośliny, wsadzić i po sprawie. Jednak rozwój roślin to okazja do nauki. Dlatego zdecydowałam się na przerobienie z moim dzieckiem całego procesu ukorzeniania i wyczekiwania na pojawienie się pierwszych pędów.

Bez udziwnień. Zacznij od tego, co znasz!

Można się oczywiście bawić w egzotyczne rośliny i jestem pewna, że jest to również olbrzymia frajda. Jednak należy pamiętać też o tym, że niektóre rośliny są trujące, a niektóre mogą być wręcz zabójcze. Ale nasze polskie roślinki i warzywa mają potrójną moc! Po pierwsze, wiedza. Po drugie, dziecko zapoznając się z procesem ich rozwoju, być może chętniej będzie oglądać je na swoim talerzu. Po trzecie, od selera jeszcze nikt nie umarł, więc jest family friendly.

Skąd wziąć warzywa/rośliny do dziecięcego ogródka?

Z tego miejsca, w którym kupujecie warzywa. Ja kupiłam nasze w Biedronce. Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że z selera paczkowanego udało się nam wyhodować bardzo obiecujący pęd. A to feler - myślałam sobie na początku, no bo ten seler był jednak dla mnie mało wiarygodny, choć filmik na YouTube pokazywał, że można. I rzeczywiście można - sprawdźcie na moim instagramie.

Jak zrobić hodowlę czosnku?

Aby magicznie rozmnożyć czosnek i wyhodować z niego roślinę z bujnym szczypiorem, należy... kupić czosnek. Obrać kilka ząbków i włożyć je do kieliszków z wodą na parę dni. Niech sobie dryfuje na tych spokojnych wodach przez parę dni, aż do momentu, gdy zobaczycie jak z mocą huraganu wybijają się pierwsze korzenie i pędy. Wtedy śmiało, można go wsadzić do ziemi.

Jak rozmnożyć miętę?

Patent z miętą jest równie prosty i także pozwala na codzienną obserwację. Kupujecie miętę doniczkową i urywacie kilka gałązek. Wkładacie je do szklanki z wodą i czekacie, aż na łodyżkach pojawią się korzenie. Kiedy będą dłuższe, możecie wsadzić miętę do doniczki i cieszyć się wzrastającą rośliną.

Seler naciowy - nie taka wielka tajemnica

Kupiłam seler paczkowany z Biedronki i przysięgam, że trochę nie wierzyłam w całe to rozmnażanie w tym przypadku. A jednak udało się. Żeby rozmnożyć seler trzeba odkroić łodygi w miejscu, które pozwoli korzeniowi swobodnie dryfować w misce z wodą. Po paru dniach zauważycie, że na selerze pojawiła się mikropalma, która wskazuje na to, że cud rozmnożenia selera miał miejsce.

Nasze ogrodnicze cele...

Obecnie mamy w planach również wyhodowanie cytryny z pestki, a także jabłonki. W dłuższej perspektywie będziemy się bawić także w papryczki chili, ale to już wymaga większego zachodu i będzie zabawą bardziej dla mnie, ponieważ chili i trzylatek to nie jest najlepsze połączenie. W ogrodzie mojego Synka znajduje się również rumianek, który wyrósł sobie samoistnie. Mamy w planach powiększenie plantacji o większą ilość ziół. A jak dobrze pójdzie, będziemy rozdawać rośliny po rodzinie.

Po co to robić?

To świetna okazja do twórczego spędzenia wspólnego czasu. Można również porozmawiać o rozwoju roślin i procesach mających miejsce w przyrodzie. To także szansa dla dziecka, na bycie odpowiedzialnym za swój ogródek i dbanie o niego.

Trzymajcie się zdrowo,

Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Jak zrobić sól do kąpieli?

Pracuję w zawodzie kreatywnym, ale to nie znaczy, że moja przygoda z kreatywnością kończy się gdy zamykam komputer. Domowa sól do kąpieli to nie tylko przyjemny, ale również zdrowy sposób na relaks i co najważniejsze, możecie przygotować ją razem ze swoimi dziećmi. To świetna okazja do wspólnego spędzenia czasu i nabycia nowych umiejętności. Jak przygotować sól do kąpieli?

Domowa sól do kąpieli: czego potrzebujesz

Soli! Badabum tsy. A tak na serio, zerknij na listę i koniecznie uzupełnij brakujące produkty, zanim weźmiesz się za rodzinną produkcję soli:
  • 1 szklanka soli (może być sól himalajska, może być sól morska, dla mnie hitem jest sól EPSOM )
  • pół szklanki suszonych ziół lub kwiatów (może być suszona lawenda, róża, rumianek, tak naprawdę co tylko chcecie)
  • 2 łyżki oliwy z oliwek, albo oleju kokosowego, albo masła shea, albo innego oleju (warto jednak mieć na uwadze, że olej kokosowy może powodować zbrylanie się soli, dlatego ja polecam oliwę z oliwek)
  • ulubiony olejek eteryczny (ale małe BHP! Olejki eteryczne powinny być stosowane zawsze z olejem nośnym, nigdy samodzielnie, ponieważ mogą poparzyć)
  • barwnik spożywczy jeśli chcesz się kąpać na kolorowo
Przedwczoraj wypróbowałam połączenie soli EPSOM z suszonymi kwiatami rumianku i zielem lucerny, które ze względu na zawartość izoflawonów jest bardzo fajne dla pań. Wspiera gospodarkę hormonalną kobiety. Dodałam do tej mieszanki oliwę z oliwek z olejkiem rozmarynowym.

Sól do kąpieli diy, czyli jak to zrobić?

Przepis jest bardzo prosty. Jeśli do robienia soli chcecie zaangażować dzieci, warto użyć dużej miski do wymieszania wszystkich składników. Wybierz odpowiednią dla siebie sól. Jeśli padnie na sól EPSOM, pamiętaj, że szklanka na 1 kąpiel to dobra porcja dla dorosłych, lecz nie dla dzieci (tutaj trzeba zastosować 1/2 szklanki na 1 kąpiel albo mniej w zależności od wieku dziecka). Jak zrobić sól do kąpieli krok po kroku?

  1. Wsyp do miski 1 szklankę wybranej soli
  2. Dodaj 1/2 szklanki suszonych ziół i wymieszaj, dla klimatu możesz dodać suszone kwiaty
  3. W osobnym naczyniu wymieszaj kilka kropel ulubionego olejku eterycznego z wybranym olejem nośnym (najlepiej z oliwą z oliwek)
  4. Jeśli chcesz się kąpać na kolorowo dodaj odrobinę wybranego barwnika
  5. Wszystko dokładnie wymieszaj łyżką
  6. Przełóż do odpowiedniego naczynia i gotowe :) 
  7. Po co się bawić w robienie soli do kąpieli?
Jasne, że można ją kupić w sklepie, ale wszelkie projekty diy to świetna okazja do wspólnej rodzinnej zabawy. Kosmetyki domowej roboty to również gwarancja jakości, masz kontrolę nad tym, co znajduje się w środku. Co w przypadku alergików i osób o szczególnie wrażliwej skórze, ma ogromne znaczenie. A co najważniejsze, nie trzeba wtedy rezygnować z chwili przyjemności i można urządzić sobie domowe spa bez obawy o stan własnej skóry lub skóry dziecka. 

Dobór składników, jak widać jest bardzo indywidualny. A ten prosty przepis może być bazą do różnych Waszych wariacji. Możecie stosować różne olejki eteryczne, wzbogacać przepis o nowe składniki, a także stworzyć swoje własne rytuały, które pomogą Wam się pięknie zrelaksować niewielkim kosztem i stosunkowo niewielkim nakładem pracy.

Sól do kąpieli - pomysł na prezent

Naturalny kosmetyk o pięknym zapachu to również doskonały prezent dla rodziny i przyjaciół. Taki domowy produkt opakowany w ozdobny słoik z własnoręcznie zrobioną (lub zaprojektowaną w Canvie etykietą) to miły gest. A także chwila relaksu dla bliskiej Ci osoby. Tak przygotowanej soli można używać na wiele sposobów. Wystarczy 1 łyżka, aby przynieść ulgę zmęczonym stopom.

Warto używać domowej soli do kąpieli, bo proces produkcji nigdy się nie nudzi, a gwarantuje coraz to nowsze pomysły na relaks. U dorosłych, łagodzi zmęczenie wynikające z pracy. Dzieciom pomaga się wyciszyć i przygotować do snu, z użyciem kolorów. To proste, wystarczy spróbować.

Trzymaj się zdrowo!

Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Homeschool, edukacja domowa: jak się robi naukę przez zabawę?

Mój Tata zawsze mi powtarzał, że najlepsza improwizacja to zaplanowana improwizacja. Być może brzmi to nieco przewrotnie, ale sprowadza się to do tego: aby dobrze improwizować, trzeba wiedzieć co się robi i po co. W edukacji domowej sprawa wygląda bardzo podobnie. Nauka przez zabawę osiąga najwyższą skuteczność, gdy wiesz co robisz i po co. A jak to wygląda w praktyce?

Dwa tygodnie w kołowrocie i nauczanie domowe

Przez ostatnie dwa tygodnie byliśmy w prawdziwym kołowrocie pracy i domowych obowiązków, zarówno ja, jak i mój Mąż. Trzymaliśmy co prawda swoją kreatywność na zdrowym poziomie i wyciągaliśmy z doby, co tylko się da. Jednak po minie naszego Syna zaczynałam widzieć, że musimy się trochę bardziej wszyscy rozbujać. Bo chociaż jest dobrze, to przecież może być lepiej. Co oczywiście nie jest łatwe, jeśli prowadzisz firmę, dom, robisz homeschool - i pociągasz tak naprawdę za wszystkie sznurki równocześnie.

Edukacja domowa potrzebuje planu i w tym, nie różni się od edukacji szkolnej. Różni się jedynie wykonaniem. Nasz Syn wchodzi w nowy etap, więc przyszła pora na nowy plan. I tak też zrobiłam. W sobotę wieczorem rozpisałam tygodnie tematyczne, które będziemy sobie realizować. Wbrew wielu stereotypom nauczanie dzieci w domu, wcale nie wiąże się z wielogodzinnym siedzeniem dzieci przy biurku i smutną miną. Zdrowa edukacja domowa to nauka poprzez zabawę. Ale jak ją robić i po co ten plan?


Edukacja domowa i wymyślanie zajęć na bieżąco

Generalnie nie widzę nic złego w takim luźnym podejściu i dobieraniu zajęć na bieżąco. Jednak jeżeli zdarzy się coś nieprzewidzianego, albo nagle inne rzeczy wymagające kreatywności zaczną nam tą kreatywność obniżać - warto mieć plan. Coś, za czym będziemy mogli pójść jeśli nie będziemy mieli siły na wymyślanie na bieżąco. Mój niespełna trzylatek jest już dość wymagający, ostatnio pytał mnie np. czym jest skutek, a czym przyczyna (odpowiecie na to pytanie korzystając z włącznika światła). Nie należy gasić takiej dociekliwości, a wręcz przeciwnie - wkładać jeszcze większe zaangażowanie w rozwój dziecka.

I tak podzieliłam nasze tygodnie, na konkretne tematy. A tematy rozpisałam na możliwe aktywności, to, czego przy okazji można się nauczyć, z jakich narzędzi korzystać i dzięki temu zyskałam coś, co każdego dnia daje mi operacyjną pewność siebie. Wiemy, że mamy pomysł - niezależnie od tego, jak bardzo i czy jesteśmy zmęczeni. Rzadko wspominam o swojej prywatności, ale warto zaznaczyć, że ja i mój Mąż rezonujemy podobnie. Zdarza się, że on ubiera moją wyobraźnię w konkrety przy większych projektach, wymagających np. wkrętarki.


Czy plan jest potrzebny tylko w edukacji domowej?

Nie. Jeśli nawet macie zamiar kształcić dzieci w klasyczny sposób, posyłając do przedszkola, czy szkoły - plan też się przydaje. Dzieci w domu to cała masa energii, którą ciężko będzie okiełznać bez jakichś choćby hipotetycznych pomysłów na zabawę. A przy okazji tej zabawy, można czegoś się nauczyć. Z całym szacunkiem dla wszystkich wielkich miłośników podstawy programowej - choćby nie wiem jak była cudowna, nie oddaje wspaniałości świata. I nigdy nie odda. Nie chodzi o to, żeby wklepać w małe umysły jakieś minimum. Tylko żeby zaszczepić ciekawość i radość świata - której... próżno szukać w szkolnej ławce.

Edukacja domowa w praktyce to przeciwieństwo nudy. Ale przede wszystkim to zgoda rodziny na wspólny rozwój. To świadomość, że ok - będziemy czasem zmęczeni, ale są rzeczy ważniejsze niż jakaś wygoda. To od nas tak naprawdę zależy, czy chcemy być rodzicami, którzy wyciągną nóżki i wcisną noski w telefonik, czy chcemy się rozwijać pełną piersią i doświadczać nowych rzeczy. Co przydaje się nie tylko w życiu rodzinnym, ale również w zawodowym. Większość domowych doświadczeń jestem w stanie wykorzystać w swojej pracy.


Edukacja domowa - jak opracować plan na tydzień?

Podrzucę Wam narzędzie, które znalazłam na blogu The Organized Mom Life. O ile u nas materiały do edukacji domowej trochę leżą i kwiczą, o tyle w Ameryce sprawa wygląda zupełnie inaczej. W Polsce dużą nadzieję daje np. Pritnoteka albo blog przedszkolanki Pani Moni - uwielbiam! Ze źródeł anglojęzycznych polecam Wam również 123homeschool.

Wspomnianym narzędziem jest organizer edukacji domowej dla preschoolersów. Czyli dla rodziców dzieci w wieku przedszkolnym. Używając drukarki, kartki i długopisu w prosty sposób zaplanujecie tygodnie tematyczne dla swoich pociech. Podkreślam, że nie jest to żaden wpis sponsorowany. Po prostu sama korzystam z tych materiałów na swój prywatny użytek.

Z każdego kołowrotu jest wyjście, trzeba wziąć tego byka za rogi i wytargać. Pomoże Wam w tym dobry plan.

Trzymajcie się zdrowo,

Cześć!


PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Czemu to nieprawda, że dzieci nie chcą się uczyć?

Jaką Ty jesteś szczęściarą, że Twoje dziecko chce się uczyć - usłyszałam jakiś czas temu. Zamyśliłam się. Motywacji do nauki nie nabieramy wcale poza domem, tylko w nim. Na późniejszą aktywność dziecka w szkole wpływa wiele czynników, między innymi... Jego poczucie własnej wartości. Co zrobić, gdy dziecko nie chce się uczyć?



Podejście do nauki - zależy od rodziców

Moje dziecko ma niespełna 3 lata, jest bardzo ciekawe świata i razem z Mężem podtrzymujemy tę ciekawość. Kiedy pojawiają się trudności - motywujemy. Opowiadamy o radości, jaką daje samodzielne wykonanie zadania. Dziecko chce się uczyć, kiedy nie jest to dla niego nudne. Problemy w nauce nie biorą się z niemożliwości, ale z braku metody.

Wszystkie dzieci (i wszyscy dorośli) mają predyspozycje do nauki pewnych rzeczy, a do innych nie. Trudności i problemy, które się pojawiają - zniechęcają, jeżeli za każdym razem podchodzimy do ich rozwiązania nieskuteczną metodą. W szkole często brakuje czasu na zajęcia poświęcone samej metodologii uczenia się, a już tym bardziej... gdy chodzi o naukę przez zabawę.

Homeschool - czemu dziecko chce się uczyć? 

To szansa na stworzenie odpowiedniego podejścia do nauki. Można zmotywować dziecko dobierając metody odpowiednie do jego zainteresowań. Udzielając wsparcia na każdym możliwym poziomie. Dzieci często potrzebują pomocy - rzadziej o nią proszą, jeśli przyzwyczaja się je do tego, że reakcją na ich pytania jest krzyk lub skrzywiona mina. Nie ma głupich pytań, a w nauce chodzi o to, by poszukiwać odpowiedzi. Wyniki w nauce (te znane ze szkoły) nie odzwierciedlają podjętego wysiłku i rozumiejącej postawy wobec danego tematu. 

Dziecko może uczyć się efektywnie pod warunkiem, że dostarczy się mu metod, które są dostosowane do niego. A to znaczy, że są dla niego ciekawe i umożliwiają naukę poprzez zabawę. To ostatnie, jest najbardziej skutecznym sposobem zdobywania wiedzy. Nie chodzi o suchą znajomość tematów, ale o to, czy dziecko czuje te tematy i zagadnienia. 

Poczucie własnej wartości i nauka

Często dzieci nie chcą się uczyć, ponieważ nie wierzą, że dadzą sobie radę z daną rzeczą.  Boją się zadać pytanie - z lęku przed oceną, krzykiem lub krzywą miną. Wzbudzanie poczucia własnej wartości nie jest zadaniem nauczycieli. To rodzice mają za zadanie kształtować w dziecku stan bezpieczeństwa i gotowość podejmowania nowych wyzwań, bez zważania na czyjeś miny. W warunkach szkolnych nie jest to możliwe.

Warto pamiętać też o tym, że dzieci uczą się obserwując dorosłych. Jeżeli wkurzasz się na dziecko, bo jest niecierpliwe - a sam nie jesteś ostoją spokoju i cierpliwości, trudno oczekiwać, że Twoje dziecko cierpliwie podejdzie do nauki. Przypomnij sobie wszystkie krzywe miny, które Ciebie powstrzymały kiedyś przed pójściem w swoje pasje i rozwojem w najlepszym znaczeniu tego słowa.

Co zrobić, gdy dziecko nie chce się uczyć?

Jeśli Twoje dziecko nie chce się uczyć, to oznacza, że czas na burzę mózgów. Możesz przeprowadzić ją sam, możesz przeprowadzić ją z dzieckiem. Zastanówcie się nad następującymi rzeczami:

  • Co  najbardziej sprawia trudności? 
  • Czy problemem jest nauka, czy podejście do niej?
  • Jakie umiejętności i mocne strony posiada dziecko, jak można je wykorzystać podczas rozwiązywania problemu?
  • Czy problem polega na trudności zagadnienia, czy na niskiej samoocenie dziecka?
  • Jak dopingować zamiast strofować?
  • Twoje dziecko nie chce, czy nie wie jak?
  • Jak uprościć dany temat? 

Odpowiedź na te pytania pozwoli uwypuklić pewne problemy i je rozwiązać. Wspólne rozwiązywanie trudności sprawi, że dziecko poczuje satysfakcje. A jego samoocena także wzrośnie.

Antyprzykład: nie rób tego, gdy dziecko nie chce się uczyć

Jeśli Twoje dziecko ma trudności z nauką, nie krytykuj go. Nie wbijaj szpili. Być może dzisiaj jesteś mistrzem mnożenia, czy kolorowania - ale kiedyś nie potrafiłeś policzyć do 3 i utrzymać w rękach długopisu. Klątwa wiedzy polega na tym, że zbyt często zapominamy, jak to jest być na początku. A nasze wymagania są często nieproporcjonalne do etapu rozwoju, na którym dziecko się znajduje.

Dajmy naszą miłość i nasze wsparcie. Dziecko chętnie uczy się i zdobywa wiedzę, w dobrej i przyjaznej atmosferze. W takich warunkach można się nauczyć nawet czegoś trudnego i pokonać bariery, które są niemożliwe do pokonania w atmosferze złości i krzyku. 

Trzymaj się zdrowo, 

Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Czym się wspierać w edukacji domowej?

Edukacja domowa to świetna przygoda dla dziecka i rodzica, pod warunkiem, że wiemy z jakich źródeł można i warto korzystać. Świat to ciekawe miejsce, a różne (nawet codzienne) zajęcia z łatwością można zamienić w naukę. Czym się wspierać?



Coraz więcej rodziców przekonuje się do ED

I nie zawsze chodzi o to, że wirus, że pandemia. Często zdarza się, że negatywne doświadczenia dzieci w szkole, wpływają na decyzję rodziców, którzy ostatecznie stwierdzają, że edukacja domowa jest najlepszym rozwiązaniem. Jeszcze inną stroną medalu jest edukacja zdalna w szkole, która w wielu przypadkach po prostu zawiodła. Nie dlatego, że jest niemożliwa do zrobienia, ale dlatego, że wymaga zmiany modelu, dopasowania się do technologii, a nie technologii do tego, co było przed pandemią. O ile niektóre szkoły, poradziły sobie z tym tematem świetnie, to wciąż są one raczej w mniejszości. Często nie jest to wina szkół, złej woli nauczycieli, ale pewnego modelu edukacji, który musiałby najpierw runąć i zostać całkowicie przewartościowany, aby odrodzić się jak feniks z popiołów w bardziej nowoczesnej i przyjaznej postaci.

Stan ducha rodzica w ED

Ma ogromne znaczenie dla powodzenia całego procesu. Miłość, cierpliwość i wyrozumiałość to podstawa relacji rodzicielskich, ale trzeba wykazać się tymi cechami jeszcze bardziej w procesie edukacji domowej. A całość przyprawić porządną dawką kreatywności. 

Dzieci uwielbiają uczyć się tego, co świetnie im wychodzi. Jak wiadomo, są jednak takie rzeczy, których powinniśmy się nauczyć nawet jeśli nie sprawiają nam one przyjemności. I właśnie to wymaga najwięcej elastyczności i kreatywności od rodziców, którzy decydują się na edukację domową.

Rodzice mają tę przewagę, że bardzo dobrze znają swoje dzieci. A jeśli tak jest, mogą wykorzystać wiedzę o nich, aby stworzyć sposób na naukę rzeczy z kategorii tych trudnych, dając dzieciom metodę która będzie dla nich przyjemna i ukazująca, jak fajnie jest stawiać czoła wyzwaniom. A przede wszystkim, będzie spełniała swoje zadanie. To jednak wymaga postawy otwartości od rodzica i przyzwolenia na różne eksperymenty. 

Czym się wspierać w ED?

Wszystkim! Nie żartuję, sposobów jest mnóstwo, a to, co wyłowimy z morza możliwości zależy tylko od nas. Wiele rodziców mówi: Nie wyobrażam sobie tego. Nie dał/dałabym rady w edukacji domowej.

To nie do końca prawda. Jako Mama, lub jako Tata masz za sobą różne doświadczenia. Życiowe, zawodowe i to jest Twoja baza, od której możesz zacząć budować. Możesz wykorzystać nabyte w życiu umiejętności, żonglować nimi i tworzyć nowe jakości, skupiając to, co już potrafisz w poszukiwaniu rozwiązań dla domowej edukacji.

Nie jesteś oderwany od świata. Skoro czytasz te słowa, masz internet. Możesz inspirować się innymi rodzicami, ich pomysłami na edukację i czerpać z nieograniczonego oceanu pomysłów, inspiracji i motywacji. Możesz wymieniać się doświadczeniami z innymi rodzicami, pytać o rady, albo ich udzielać.

Przydatne narzędzia

Istnieje taki stereotyp, że edukacja domowa jest dla bogaczy. To nie do końca prawda. Rzeczywiście może być droga jeśli nie masz siły/nie chcesz/nie możesz trochę pogłówkować, a zamiast tego korzystasz z samych gotowych rozwiązań. Chociaż sama otwarcie przyznaję się, że sympatyzuję z metodą Montessori (ale nie skupiam się TYLKO na niej), to gdy usłyszałam o drewnianym alfabecie za 200 zł moje brwi zmarszczyły się bardzo.

Choć wspomniany alfabet wyglądał naprawdę prześlicznie, nie powiedziałabym, że jest to rzecz, którą trzeba mieć. Nauka alfabetu to ważna sprawa, ale nie ma on takiej wartości sam w sobie jak np. rzeczy, które będą miały używanie przez dobrych kilka lat. Drewniany alfabet ma wartość operacyjną, ale jego używalność kończy się dosyć szybko.

Większość narzędzi do edukacji domowej można stworzyć samodzielnie w kilka minut, lub razem z dzieckiem - co daje jeszcze więcej frajdy. Można wykorzystać wiele różnych przedmiotów obecnych w domu. Można ułożyć literki z klocków, z piłek, albo przygotować papierowe modele. Wszystko jest drogie i bezsensowne, jeżeli chcemy tak myśleć. Ale to używanie niezwykłego narzędzia, jakie mamy pomiędzy uszami, czyni nas ludźmi zdolnymi do robienia fantastycznych i niekonwencjonalnych rzeczy, również w edukacji domowej. Bo, jak mówi jeden z moich ulubionych cytatów biblijnych: moc w słabości się doskonali!

Wszystko zależy od perspektywy

Na przykładzie białej kartki papieru... Możesz ją zarysować, zgiąć, podrzeć i wyrzucić, możesz napisać na niej historię, przerobić ją na samolot lub łódź. Możesz pokazać na niej, jak wygląda nieskończoność. Wyjaśnić, czym jest pion oraz poziom. Opowiedzieć o prostokącie i wyjaśnić, co to znaczy, że jedna krawędź jest krótsza a druga dłuższa. Możesz pokazać jak zachowuje się papier w wodzie, albo jak kolory rozchodzą się po mokrej kartce...

Opisałam Ci jeden przedmiot, który bywa mocno niedoceniany, a jednak wciąż nie wymieniłam wszystkich jego zastosowań. Rzecz w tym, że świat sam w sobie jest elastyczny, podobnie jak nasz umysł. Ale to my jesteśmy źródłem tego usztywnienia, a nie świat. Aż chce się powiedzieć, wyciągnij tego kija i przerób go na gwizdek. Będzie weselej.

Trzymajcie się zdrowo i kreatywnie,
Cześć! 
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Przepis na domowe kule do kąpieli

Kule do kąpieli to ogrom frajdy dla dzieci. Niestety większość produktów tego typu zawiera całą masę szkodliwych substancji. Czy to oznacza, że trzeba zrezygnować z dobrej zabawy podczas kąpieli? Oczywiście, że nie. 

Turbo prosty przepis

Z tej okazji mam dla Was super prosty przepis na kule, które przygotujecie razem ze swoimi dziećmi. Skład w stu procentach naturalny, a przy tym ogromna radość ze wspólnego tworzenia i wspólnego spędzania czasu. Do przygotowania musujących kul kąpielowych potrzebujecie:

  • 2 szklanek sody oczyszczonej
  • 1 szklanki kwasku cytrynowego
  • 5 łyżek oliwki dla dzieci (albo oleju kokosowego lub dowolnego innego tłuszczu)
  • Kilku kropel ulubionego olejku zapachowego
  • Suszonej lawendy, róży lub czegokolwiek innego, co będzie miłym elementem kul
  • wody w spryskiwaczu
  • silikonowych foremek do lodu lub babeczek

Jak zrobić kule do kąpieli?

Z podanych proporcji przygotowaliśmy 12 małych kul (z foremek do lodu w kształcie kulek) oraz 4 duże (foremki do babeczek). Suche składniki należy wsypać do miski i dobrze wymieszać. Następnie można dodać tłuszcz i olejek zapachowy. Po każdym dodaniu tłuszczu dobrze jest masę dokładnie ugnieść. Jej konsystencja powinna przypominać mokry piasek.

Od czasu do czasu należy spryskać masę wodą, właśnie po to, aby zachowała mokrą, piaskową konsystencje. Jeżeli soda zacznie się pienić - to znak, że dodaliście za dużo wody. Dlatego lepiej spryskiwać masę wodą stopniowo. Jeżeli za mało się lepi, należy dolać trochę więcej tłuszczu. 

Kiedy już masa będzie na tyle wygnieciona, że będzie można coś z niej "ulepić", należy ją upakować ciasno do foremek. Najlepiej ugnieść po kilka razy, tak, żeby naprawdę nie pozostała żadna szczelina. Kule w foremkach należy odłożyć na kaloryfer lub w jakieś ciepłe miejsce. Po czym poznacie, że kule są już wysuszone? Zwiększą nieco swoją objętość i zobaczycie, że spuchły. Przy dobrze wyrobionej masie, kule są gotowe już po godzinie. 

Czy to bezpieczne?

Tak, sody używamy nie tylko do sprzątania, ale również w kuchni. Ma dodatkowo różne właściwości lecznicze, jest pomocna przy alergiach i likwidowaniu różnych opuchlizn. Kwasek cytrynowy, podobnie jak soda ma wielorakie zastosowanie. O tłuszczu, chyba nie muszę wspominać, bo to zależy od tego, jaki sobie wybierzecie.

Dla starszych dzieci możecie przygotować kolorowe kule dodając np. barwnik spożywczy. Jak na razie robiłam tylko kule w naturalnym, białym kolorze, więc nie mam pewności co do tego, jak na barwniki spożywcze reaguje skóra dwulatka i jak na razie nie będę tego sprawdzać.

Trzymajcie się zdrowo i bawcie się świetnie, 
Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Arka Noego na wesoło

Dzieci uwielbiają historię o Arce Noego. Nie bez powodu, to chyba jedyny taki fragment Biblii, w którym znajdziemy tak wiele zwierząt. Atutem tej wersji są piękne, humorystyczne ilustracje i otwierane okienka.


Wyluzowany Noe i banda uśmiechniętych zwierzaków

Ilustracje zawarte w książce, poczucie humoru i krótkie, trafne teksty, tworzą doskonałą całość. Moc zabawy i śmiechu gwarantowana. Z kolei dla ciekawskich maluchów niemałą frajdę będą stanowić otwierane okienka, od których aż roi się w tej książce.


Na prezent i bez okazji

Arka Noego to świetna książka zarówno na prezent, jak i bez okazji. Pozytywna, wesoła i przepełniona dobrymi wartościami. A to wszystko w ładnej, kolorowej oprawie. Każda postać zachwyca tutaj swoim własnym charakterem. Od śpiącego królika po roztrzepane biedronki. 

Trzymajcie się razem i czytajcie książki,
Cześć! 

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Jak ogarniać domową edukację? Homeschool dwulatka

Domowa edukacja formalnie nie istnieje dla dzieci w tym wieku. Jednak uczyć warto się przez całe życie, od very first beginning po grobową deskę. Jak radzić sobie z edukowaniem malucha i pracą w domu? Jak łączyć dom, pracę, edukację i nie zwariować? 


Edukacja Domowa, czy Homeschool

Co prawda te pojęcia są stosowane zamiennie, ja jednak wolę określenie Homeschool. Edukacja domowa brzmi poważnie, i choć wielu kreatywnych rodziców stara się zmienić stereotypy wokół niej narosłe, wciąż wielu ludzi słysząc edukacja domowa myśli: samotne dziecko w pokoju przy biurku przez parę godzin dziennie. Czy muszę mówić, że to tak nie wygląda?

Wolę określenie Homeschool, brzmi bardziej swobodnie i nie straszy tak bardzo, jak edukacja domowa. W ogóle odnoszę wrażenie, że w naszym języku wiele jest takich "ciężkich słów", którym brakuje swobody, luzu, pozytywnego nastroju. Edukacja domowa oberwała nieco przez panującą pandemię. Niektórym rodzicom zaczęło się wydawać, że edukacja domowa polega na wielogodzinnym siedzeniu przed komputerem lub sianiu trawy razem z TVP.

Edukacja zdalna to stosunkowo nowy konstrukt wywołany pandemią i warto go oddzielić grubą kreską od edukacji domowej, czy homeschoolingu. Szkoła przeniesiona do Internetu nie jest tym samym, co edukacja domowa. A ta druga ma zdecydowanie więcej zalet. 

Była dygresja, czas na konkrety

Jestem olbrzymią pasjonatką edukacji, nie tylko jako mama, ale również jako ja - Monika. Często biorę udział w różnych kursach online, próbuję nowych rzeczy, oglądam ciekawe i inspirujące programy naukowe. Zgłębiam tajniki psychologii, marketingu, rozwoju osobistego, czy konkretnych kompetencji branżowych. Uwielbiam się uczyć i nie zakończyłam tego procesu z chwilą zakończenia studiów. Rajcuje mnie wiedza i ciekawi mnie świat. Dlatego uczenie mojego dziecka, dla mnie samej jest olbrzymią frajdą.

Rozwój to nie tylko siedzenie z nosem w książkach, to doświadczanie świata wszystkimi zmysłami. Sprawdzanie jak coś działa, jak jest zrobione. To także spacery do lasu i zdobywanie nowej wiedzy o przyrodzie, oraz interesowanie się technologiami i zawodami przyszłości, które w tej chwili nawet jeszcze nie istnieją. Rozwój to stawianie sobie wyzwań, też tam, gdzie idzie nieco ciężej. Nie każdy jest dobry we wszystkim, ale każdy cieszy się z własnych sukcesów - a tym, może być samodzielne rozwiązanie zadania, które dotąd sprawiało trudność. Wszechstronny rozwój kompetencji sprawia, że wyobraźnia i praktyka, tworzą niezwykły duet. Zdolny do robienia absolutnie fantastycznych rzeczy.

Jak planować homeschool dwulatka?

Dwulatki to dzieci wystarczająco duże, by już zajmować się czymś w skupieniu, ale wciąż zbyt małe by zadręczać je wtłaczaniem wiedzy na siłę. Zresztą, nikt tego nie lubi. Trzydziestolatki również. Jak działać w przypadku dwulatków?

Zacznij od ogólnych obszarów, a później przechodź do szczegółów. Nasz plan nauki na każdy dzień dzieli się na pięć bloków. Są to:
  1. Czytanie
  2. Pisanie
  3. Kodowanie
  4. Matematyka
  5. Angielski
Brzmi poważnie, prawda? Spokojnie! Te wszystkie rzeczy robimy poprzez zabawę, a nasza edukacja sięga często znacznie dalej, niż podane obszary. O ile nie jestem zwolenniczką sztywnych schematów, o tyle uważam, że ogólny plan przydaje się zawsze. Wyznacza tory naszego postępowania, które wciąż cechują się pewną elastycznością. 

Jak wygląda nauka czytania u dwulatka?

Przede wszystkim czytajcie dużo pięknych książek dla dzieci, takich, które dziecku się podobają. Nie próbujcie na siłę zachęcać dzieci do książek, które ich kompletnie nie interesują. W sposób płynny czytania i mówienia uczy seria książek o Puciu. Zdecydowanie warto do niej sięgnąć. Jednak pamiętajcie o tym, że nie potrzebujecie wymyślnych materiałów.

Tak naprawdę, każda książka, która podoba się dziecku jest dobra. W przeszłości miałam kolegę, który nauczył się czytać poprzez lekturę programu telewizyjnego (kiedyś wydawanego w postaci gazety, nie wiem czy dzisiaj nadal można go kupić w kiosku, bo nie korzystam z "dobrodziejstwa" telewizji. Wybieram Netflix). Nie jest to może wybitna lektura, a jednak dzięki temu, że to właśnie lubił robić, nauczył się czytać. 

Warto zaglądać także na strony przedszkoli, które często za darmo udostępniają karty do nauki czytania. Wystarczy je wydrukować i zalaminować, by korzystać z nich długo. Bawiąc się różnymi kartami edukacyjnymi, miej na względzie, że nawet jeśli Twoje dziecko nie potrafi jeszcze czytać, rozpoznaje kształty, widzi różnice pomiędzy literami. Nawet jeżeli nie umie jeszcze o tej różnicy opowiedzieć, uczy się za każdym razem gdy obcuje z literami i wyrazami.

Pozwalaj dziecku na swobodę i naturalność. Jeśli nie chce powtórzyć jakiegoś wyrazu, możesz lekko dodać mu odwagi, mówiąc: wiem, że sobie poradzisz. Ale jeśli Twoje dziecko nadal nie chce, nie naciskaj, daj spokój - przyjdzie jego czas i powtórzy ten wyraz, po prostu wyjdzie to z niego naturalnie, w którymś momencie zabawy.

Jak wygląda pisanie dwulatka?

Pisanie nie zaczyna się od liter. Wystarczy pomyśleć o początkach pisma i malowaniu prostych rysunków na skałach jaskiń. Myślicie, że pierwsi ludzie między polowaniem na mamuty, a radosnym "ugabuga" uprawiali kaligrafię? Początki są proste i nie ma co się ich czepiać, zamiast tego, warto cieszyć się każdą kreską i każdym kształtem. 

Pozwalaj dziecku na bazgroły. Na pisanie, rysowanie, jak najczęściej. Kredkami albo ołówkiem. Taka prosta ekspresja artystyczna doskonale ćwiczy dłoń. Uczy także różnych stopni nacisku. Dziecko widzi przecież, jak zachowuje się kredka, kiedy lekko dociska ją do kartki, a jak, gdy wkłada w nacisk całą swoją siłę. Nie musisz od razu przelewać na dziecko całej swojej trzydziestoletniej wiedzy o piśmie. Zaufaj mu i daj czas, wspieraj w poszukiwaniach.

Pierwsze kroki w pisaniu przy użyciu liter warto stawiać wspierając się kartami edukacyjnymi. Np. karty do nauki pisania z serii Kapitan Nauka. Jeżeli nie chcecie ich kupować, możecie wydrukować je samodzielnie. Przygotujcie karty z literami alfabetu i wydrukujcie je na kartkach A4 albo A5. Zalaminuj wszystkie kartki, a następnie ćwicz z dzieckiem obrysowywanie liter przy użyciu mazaka do tablic. Dzięki temu rozwiązaniu, po skończonej nauce, będzie można z łatwością zetrzeć rysowane obrysy i używać kart wielokrotnie. 

Czy dwulatki mogą kodować?

No jasne! Jednak nie ma to żadnego związku z komputerem. Kodowanie to np. powtarzanie określonego wzoru lub rozwiązywanie wzoru i układanie klocków tak, by utworzyły wybrany kształt. W kodowanie można bawić się używając klocków Duplo, kolorowych karteczek, albo gier typu "mozaika". Pierwsze zadania z kodowania polegają na umiejętności powielenia określonego wzoru. Przy czym nie musi to być zawsze proste powtarzanie kolorów, można układać takie wzory, w których zadaniem dziecka jest odnalezienie sensu i dołożenie odpowiedniego elementu.

Zabawy w kodowanie to równocześnie kształtowanie logicznego myślenia, a także postawy umysłu nastawionej na: zadanie i rozwiązanie. Zabawa w kodowanie zwykle później zamienia się w kreatywną burzę i tzw. wolną Amerykankę. To też jest OK. Pokazujmy schematy, ale też dawajmy swobodę dziecku na jego własne myślenie.

Jak wygląda matematyka dwulatka?

To liczenie na palcach, powtarzanie cyfr, pierwsze próby ich pisania. Ale także dodawanie i odejmowanie na paluszkach. Liczyć można wszystko: ciastka, krzesła, płatki śniadaniowe, klocki danego koloru, albo misie. Wszystko zależy od naszej wyobraźni. Do liczenia można używać też kolorowych patyczków, foremek i tak naprawdę wszystkiego. Można ćwiczyć matematykę w domu, na spacerze i podczas jazdy samochodem. Nie jest to wcale trudny i nieprzyjemny obowiązek, bo wszystko odbywa się w miłej atmosferze zabawy.

Angielski dla dwulatków?

Nie twierdzę, że każdy z nas powinien cisnąć koniecznie dwujęzyczność. Jednak, nie oszukujmy się. Angielski to język bardzo przydatny zarówno w środowisku pracy, jak i na co dzień. Znając angielski będziemy w stanie dogadać się z każdym. Do angielskiego zachęca również wielość darmowych materiałów dla miłośników homeschoolingu. Z łatwością znajdziecie je na Pintereście lub na blogach mam i rodziców uczących w domu.

Nauka angielskiego u dwulatków może polegać na nazywaniu rzeczy w tym języku, lub czytaniu książek. Później może zamienić się w zabawę w anglojęzyczne konwersacje. Warto też oglądać bajki w języku angielskim, czy programy przygotowane specjalnie dla maluchów. 

Jak to ogarniam?

Lubimy zajęcia kreatywne i dowiadywanie się nowych rzeczy. Nauka nie jest jakimś szczególnym momentem w naszym dniu, ponieważ uczymy się właściwie przez cały czas. To tak normalne, jak mycie zębów po śniadaniu, czy kolacji. Wybieramy takie zajęcia, które nie tylko bawią ale również uczą. Próbujemy różnych rzeczy i sprawdzamy, co przypadnie do gustu naszemu synkowi.

I wydaje mi się, że to jest klucz. Sprawienie, że nauka i kreatywna zabawa stają się elementem codzienności, tak samo normalnym, jak inne zajęcia. Nie czujemy, że musimy się do czegoś specjalnie przygotować, po prostu robimy to wtedy, kiedy jest na to czas. Często zdarza mi się wieczorem szukać inspiracji do edukacyjnych zabaw na Pinterest, na blogach mam i na blogach pań przedszkolanek.

Bardzo często wspieram się też różnymi zeszytami ćwiczeń, czy pomocami dydaktycznymi. Dodam, że są to zazwyczaj rzeczy, które kosztują grosze (na czytam.pl czy taniaksiazka.pl - znajdziecie takie pomoce w cenie: 1,50 zł). Niektóre pomoce uda Wam się też dostać na Vinted w bardzo korzystnej cenie (kupiłam całą szufladę foremek do ciastoliny za jedyne 15 zł - serio).

Zeszyt Homeschool

Jeśli chcecie zacząć zabawę z homeschoolingiem polecam Wam założenie zeszytu, w którym każdego dnia będziecie odnotowywać te wszystkie super rzeczy, które już zrobiliście z dzieckiem. Dzięki takiemu spojrzeniu "wstecz", Wasza głowa stworzy nowe połączenia, a pomysły na kolejne zabawy edukacyjne zaczną znajdować się same. Nasz umysł robi niesamowite rzeczy, jeśli uchylimy trochę furtkę własnej wyobraźni.

Posiadanie zeszytu na homeschool sprawi, że wszystkie pomysły i inspiracje będziecie mogli zapisywać w jednym miejscu. A przy okazji stworzycie super pamiątkę na przyszłość. W zeszycie możecie przecież odnotowywać różne sukcesy swojego dziecka lub wklejać naklejki w nagrodę za owocną naukę.

Dobra, ale co robi Twoje dziecko, kiedy pracujesz?

Kiedy pracuję mój Synek albo bawi się ze swoim Tatą, albo pracuje. Gdzie? Np. w swoim Montessori warsztacie, albo w ciastolinowej piekarni/ciastkarni, albo akurat przeprowadza badania lekarskie na misiach. Nie chodzi o to, żeby skazywać dziecko na nudę w czasie, kiedy Ty musisz zająć się pracą.

Spróbuj znaleźć swojemu maluchowi takie zajęcia, które będą dla niego równie ważne i poważne. Zamiast zwykłego powiedzenia baw się, bo mamusia musi pracować, daj dziecku jakieś możliwości do wyboru i zaprezentuj je jako fantastyczne.

A co robię, kiedy mój Synek potrzebuje mojej obecności? Albo robię przerwę w pracy, albo biorę laptopa i kawę, a następnie siadam w jego pokoju, radośnie dziękując za wszelkie herbaty, ciastka, czy zupy przyrządzone na dziecięcej kuchence. Praca jest ważna, ale nigdy nie będzie dla mnie ważniejsza od naszej relacji, a sprawy, nie zawsze muszą toczyć się po mojemu, aby toczyły się dobrze.

Trzymajcie się razem i pamiętajcie, by każdego dnia ze sobą pobyć. Niezależnie od tego, co robicie, jak trudne wyzwania przed Wami. Czasu nikt nam nie cofnie.

Cześć!

PODPIS
Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Strach ma wielkie oczy

Na rynku wydawniczym coraz częściej można zauważyć książki dotyczące uczuć i trudnych emocji. Dzięki temu nawet maluchy wiedzą dziś, że złość sama w sobie nie jest zła, ale złe mogą być sposoby jej okazywania. A jak to jest ze strachem? 


Nie taki straszny strach

Książka Strach ma wielkie oczy została napisana po to, by oswajać dzieci ze strachem. Dokładnie tłumaczy, co dzieje się z naszym ciałem, gdy się boimy i jakie wrażenia towarzyszą strachowi. Jednak dokładność opisów może być tutaj zarówno wadą i zaletą. Skuteczność książki zależy od wrażliwości dziecka.


Wszystko zależy od perspektywy

Głęboko wierzę, że autorce książce przyświecały dobre idee podczas pisania tej publikacji. Niestety niekoniecznie jestem przekonana co do tego, że ta książka na pewno się sprawdzi. Niektóre ilustracje, choć są ładne, mogą przestraszyć kolorystyką. Tu warto zauważyć też fakt, że nie wszystkie dzieci personifikują swój strach. W dziecięcej wyobraźni nie zawsze przybiera on postać potwora lub jakiejś postaci. Jeżeli podpowiemy wyobraźni malucha takie rozwiązanie, to niechcący możemy mu wyrządzić krzywdę.

To warto, czy nie?

To zależy od Waszego dziecka i jego wrażliwości. Jeżeli samo mówienie o strachu, napawa je strachem, to ta książka nie spełni swojego zadania, a może stać się przykrym doświadczeniem. Jeśli Wasze dziecko nie personifikują strachu, ta książka też może nie być dobrym rozwiązaniem i podpowiadać maluchowi wizję potwora z szafy. Ale jeśli Wasze dziecko personifikuje strach, a mówienie o strachu nie wywołuje w nim strachu - to ta książka na pewno spełni swoje zadanie i dokładnie wyjaśni, co dzieje się z naszym ciałem, gdy się boimy i podpowie, jak pokonać strach.

Książka od strony merytorycznej jest bardzo dobrze napisana, a jej odbiór zależy przede wszystkim od wrażliwości czytającego.

Trzymajcie się ciepło i rozmawiajcie o emocjach,
Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Woreczki sensoryczne: 3 pomysły

Zabawa sensoryczna jest równie ważna, jak każda inna. Pozwala na aktywne doświadczanie różnorodności świata poprzez dotykanie różnego typu tekstur i materiałów. Pozwala na poznawanie różnych typów powierzchni i dowiadywanie się, co można z nimi zrobić. 


Klasyczne woreczki sensoryczne

Zwykle klasyczne woreczki sensoryczne wykonane są z materiału i różnią się zawartością. Mogą zawierać groch, kaszę lub cokolwiek chcecie. Na początku zabawa przybiera postać poznawania, jak dany materiał się zachowuje. W przyszłości można zrobić z nich narzędzie do ćwiczeń korekcyjnych.

Zimowe woreczki sensoryczne

Zimowe woreczki sensoryczne mają na celu wychwycenie przez dziecko różnicy ciepłe/zimne. Można wykorzystać je również do pokazania, jak wygląda łamiący się lód.  Żeby to zrobić, będziecie potrzebowali następujących materiałów:
  • Niewielki, foliowy woreczek
  • Przezroczysty żel pod prysznic
  • Brokaty, kolorowe płaskie ozdoby
  • Taśma do zabezpieczenia woreczka
Wlejcie żel do foliowego woreczka, a następnie wrzućcie do niego wszystkie ozdoby. Wypełniony woreczek zamknijcie i pamiętajcie, aby zabezpieczyć go taśmą. Tak przygotowaną zabawkę włóżcie do zamrażalnika. Po jakimś czasie wyjmijcie zabawkę i wspólnie z dzieckiem sprawdźcie, co dzieje się z lodem i brokatami pod wpływem nacisku. 

Woreczek sensoryczny ze slime

Wszelkie masy slime doskonale nadadzą się do wypełnienia woreczka sensorycznego. Tutaj również polecam Wam używanie przeźroczystych woreczków foliowych. Możecie je wypełnić kolorowymi masami, uzupełnić cekinami, brokatami lub drobnymi silikonowymi ozdobami, które będą doskonale się prezentować i sprawią dużo radości dziecku. Można również wspólnie sprawdzać jak kolory poszczególnych mas przechodzą w siebie wzajemnie. W tej wersji woreczka nie zamrażamy. 

Po co to robić?

Nawet jeśli żyjesz na tym świecie już 30 lat i do pewnego stopnia, wydaje Ci się on oczywisty. Nie jest taki dla Twojego dziecka. Rozwój maluchów przebiega wieloetapowo i na różnych płaszczyznach, dlatego tak ważne jest dostarczanie różnego rodzaju bodźców. 

Trzymajcie się radośnie i kreatywnie,
Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Historia św. Franciszka

Opowieści z serii Wielcy przyjaciele Jezusa to krótkie książeczki przedstawiające losy takich postaci jak: św. Mikołaj, św. Józef, czy Matka Boża. Tym razem jednak bohaterem książeczki jest św. Franciszek z Asyżu.


Święty Franciszek uczy optymizmu

Mam wrażenie, że największą wartością bijącą z tej książeczki i z tej postaci, jest optymizm. Święty Franciszek marzył o tym, aby zostać znanym rycerzem w lśniącej zbroi, a jednak z czasem zmienił podejście. Przywdział habit i został ubogim bratem zakonnym, kochającym Boga, ludzi i zwierzęta. 

Fakty z życia świętego

Ta książeczka to nie bajka, choć napisano ją w postaci bajki. Znajdziemy tutaj liczne fakty z życia Świętego Franciszka, dowiemy się jak żył na co dzień i jakie wartości prezentował swoim zachowaniem. W książeczce znalazły się również liczne ciekawostki, jak choćby ta, że na krótko przed śmiercią Franciszek napisał "Pieśń Słoneczną", czyli pieśń pochwalną dla Boga.

Edukacja, dobro i zabawa

Ta krótka książeczka doskonale nadaje się do szerzenia dobrych i pozytywnych wartości, lub do edukacji religijnej. Nauka dobra i uśmiechu łączy się tutaj z zabawą, a także kolorowymi, pięknymi ilustracjami.

Trzymajcie się zdrowo i czytajcie razem, 
Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Masy plastyczne, które warto mieć w domu

Zajęcia kreatywne ratują życie rodziny, kiedy akurat dorośli muszą zająć się swoimi sprawami, a dziecko może wkroczyć na nowe meandry twórczości. W tym wpisie opowiem Wam o masach plastycznych, które zawsze warto mieć w domu.


Ciastolina nigdy się nie nudzi

Ciastolina nigdy się nie nudzi. Nie ważne, czy kupujecie oryginalne Play-Doh, czy masę z trawy pszenicznej. Zabawa z ciastoliną może zaczynać się od ciastek i kończyć na dinozaurach. Można wykrawać kształty, budować zamki i wymyślać inne cuda. Należy jednak pamiętać o tym, aby po skończonej zabawie szczelnie zamykać tubki z ciastoliną, aby ta nie wysychała. Pod względem trwałości Play-Doh wciąż wygrywa z tańszymi zamiennikami.


Masa porcelanowa 

Masa porcelanowa to świetne rozwiązanie, kiedy trzeba zrobić własnoręczny prezent dla babci. Można z niej wykonywać magnesy na lodówkę lub piękne wisiorki, które po wyschnięciu będą przypominały porcelanę. Masa porcelanowa jest trwała, jednak na samym początku wałkowanie jej wymaga nieco siły. Dlatego warto zacząć zabawę wspólnie z dzieckiem. Masę można także malować i ozdabiać.


Masa piankowa

Piankolina nie jest tak popularną masą jak ciastolina, ale zdecydowanie dorównuje starszej koleżance pod względem ilości zabawy. Ta masa jest ciekawa, miła i puszysta a kreatywne zajęcia z jej udziałem intrygują nie tylko małych, ale również dużych. Wykonacie z niej interesujące prace 3D i pokażecie dziecku, jak zachowują się różne masy plastyczne.


Trzymajcie się zdrowo i bawcie się świetnie,
Cześć! 

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Poczytaj mi, dziecko. Jak uczyć czytania responsywnego?

Czytanie responsywne to coś więcej, niż "czytanie ze zrozumieniem". Rozumienie treści książki to jedno, a odnoszenie jej do własnych doświadczeń i przemyśleń, to zupełnie coś innego. Podobnie jak zabawa treścią i snucie własnych wyobrażeń. Czy wiesz, że nawet jeśli Twoje dziecko nie umie jeszcze czytać, już możecie ćwiczyć czytanie responsywne?

Photo by MI PHAM on Unsplash

Poczytaj mi, dziecko 

Czytanie rozwija wyobraźnię, poszerza słownictwo i podsuwa wiele inspiracji, które mogą stanowić zaproszenie do wspólnej zabawy. Pamiętacie słynne reklamy społeczne, w których non stop przewijało się hasło: czytaj dziecku 20 minut dziennie, codziennie? To prawda, że czytanie na głos stymuluje rozwój dziecięcego mózgu i daje bardzo wiele korzyści, tą podstawową jest przede wszystkim budowanie więzi rodzica z dzieckiem. 

Ale czy pomyśleliście o tym, że warto czasami odwrócić szyk? Czy nie jest fajnie usiąść sobie wygodnie w fotelu i odprężyć się, słuchając jak Twoje dziecko, czyta Tobie? Bardzo wiele dzieci na etapie szkolnym ma problem z płynnym czytaniem i składaniem zdań. Warto zacząć ćwiczyć tę umiejętność, jeszcze zanim dziecko osiągnie wiek szkolny.

Jak dwulatek może czytać książkę?

Nawet dwulatek, który nie przeczytał jeszcze żadnej książki (wyraz po wyrazie, zdanie to zdaniu) potrafi przeczytać książkę. Przykład? Wybierz książkę, którą często czytasz swojemu dziecku i poproś je o to, by przeczytało ją Tobie. Czytaliście ją już tyle razy, Twoje dziecko na pewno pamięta poszczególne części historii i zacznie Ci ją na swój sposób opowiadać, wspierając się obrazkami. 

Doskonałą serią do tego celu są opowieści o Puciu. Są to tradycyjne książki z tekstem i obrazkami, które zachęcają do pogłębionych interakcji z tekstem, działając mocno na wyobraźnię. Np. w książeczce Pucio mówi dzień dobry trzeba nalać wodę do kociej miski, czy zapiąć kurteczki dzieciom. 

Po co to robić

No dobrze, ale po co w ogóle odwracać szyk. Po co pozwalać dziecku na czytanie książki, kiedy rodzic zrobi to "lepiej" i szybciej? Po pierwsze, to bardzo miłe doświadczenie zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica. Dziecko może poczuć się ważne, dzięki temu, że wchodzi w rolę, która zwykle jest zarezerwowana dla rodzica. Po drugie, dziecko uczy się dobierać słowa i gesty, tak aby odpowiednio konstruować opowieść. Uczy się swobodnej komunikacji w przyjaznej i miłej atmosferze. Po trzecie, rozwija swoją dziecięcą wyobraźnię.

Na tym ostatnim opiera się dzisiejszy świat. Nawet programiści, chcąc stworzyć jakiś program muszą mieć pomysł na to, co ten program ma dać, na czym ma polegać. Zanim przejdą do kodowania, muszą użyć wyobraźni. Kto poradził sobie najlepiej, gdy w marcu dopadła nas epidemia koronawirusa? Ci, którzy przez cały czas żyli według pewnych utartych schematów, czy Ci, którzy użyli wyobraźni, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości?

Trzymajcie się zdrowo i czytajcie na zmianę, 
Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Edukacja domowa u dwulatka - czas start!

Chociaż edukację domową wdrażamy w zasadzie od początku, dopiero od tej niedzieli zaczęła przybierać formę bardziej ustrukturyzowaną. Najpierw opowiem Wam trochę na temat samej edukacji domowej i korzyści z niej płynących, a potem powiem jak to wygląda u nas.

Edukacja i nie edukacja

Człowiek zaczyna się uczyć od momentu pojawienia się na świecie. To nie jest tak, że przez dwa lata nie ma nauki w ogóle i nagle ona się pojawia. Dziecko tak naprawdę uczy się od momentu narodzin i przy dobrych wzorcach ten stan utrzymuje się przez całe życie. 

W naszym domu jest dużo zabawek edukacyjnych, czy samodzielnie wykonanych przedmiotów, które mają służyć rozwojowi naszego Syna. Edukacja domowa jest czymś, co od początku wrastało w nasze życie - a teraz zamienia się w nieco bardziej ustrukturyzowany styl nauki.

Edukacja domowa to nie szkoła

Dzieci siedzą przez parę godzin dziennie w szkolnej ławce i zazwyczaj robią rzeczy, które ich w żaden sposób nie ciekawią. Kiedy zapytają nauczyciela "do czego jest mi to potrzebne?" - nie uzyskują konkretnych odpowiedzi, lecz serię odburknięć. Wbrew pozorom autorytet nauczyciela nie jest bezdyskusyjny, podobnie jak autorytet kogokolwiek. 

Szkolna nauka w zasadzie zdaje się nie mieć końca. Po powrocie do domu na dzieci czeka seria prac domowych, których wykonanie zajmuje cały wieczór. Czy muszę mówić o efektach takiego podejścia do nauki? 

Zniechęcenie, znudzenie, zmęczenie, znużenie. I co najgorsze, realny brak czasu na rozwój własnych zainteresowań. Co w praktyce oznacza: brak czasu na rozwój tego, co czyni nas tym, kim jesteśmy.

Edukacja domowa daje wolność i swobodę, której nie ma w szkole. Pozwala rodzicom i opiekunom stosować rozwiązania dostosowane do ich dziecka. Jeśli Twoje dziecko potrzebuje mniej czasu na naukę, to będzie miało go więcej na własne zainteresowania. Jeśli Twoje dziecko potrzebuje więcej czasu na naukę i np. metod, których zastosowanie nie byłoby możliwe w szkole - masz szansę mu to wszystko dać.

Zmiana życia lub wybór drogi zawodowej

Edukacja domowa powinna odbywać się przez zabawę i być dostosowana do konkretnego dziecka, nie oznacza to jednak ciągłych wakacji. Wiele w tym wypadku zależy od rodzica, który musi mieć czas na przygotowywanie materiałów edukacyjnych, opracowywanie nowych strategii i pracę z dzieckiem nad konkretnymi materiałami. 

Jeżeli chcemy podejść poważnie do edukacji domowej, to tak naprawdę decyzję powinniśmy podjąć już na poziomie wyboru drogi zawodowej lub przygotować się na totalną rewolucję w życiu. Żeby edukacja domowa była owocna, konieczne jest aby przynajmniej jeden rodzic był w domu - co oczywiście nie wyklucza posiadania pracy zdalnej.

Jaka korzyść płynie z edukacji domowej?

Przede wszystkim to okazja do pogłębiania więzi i poznania swojego dziecka. Rodzice uczący dzieci w edukacji domowej, mają szansę szybciej rozpoznać zainteresowania swoich pociech i kształtować naukę w oparciu o nie. Nie jest też żadną tajemnicą, że człowiek łatwiej uczy się w przyjaznych warunkach i atmosferze miłości - co najłatwiej osiągnąć w rodzinnym domu. 

To także okazja do głębszego rozwoju dla rodzica. Nie zapominajcie, że rodzic, który uczy, sam nabywa różnych kompetencji, których nie miałby szansy nabrać, gdyby nie przygoda z edukacją domową. To lekcja cierpliwości, kreatywności, miłości, otwarcia serca i umysłu na siebie na wzajem.

Współcześnie to także bezpieczna odpowiedź na panującą pandemię. Na edukację domową może przejść każdy. W każdej chwili można też z niej zrezygnować, jeżeli uznacie, że nie jest to odpowiednie rozwiązanie dla Was i dla Waszego dziecka. Formalny obowiązek szkolny powstaje w wieku 6 lat. Jeśli chcecie edukować domowo, pamiętajcie by dograć wszelkie formalności ze szkołą i poradnią do tego czasu. 

Edukacja domowa dwulatka - mały uczeń w moim domu

Obowiązki to normalna część życia i nie ma sensu ich unikać. Warto traktować je jak wyzwania - tak staramy się podchodzić do różnych codziennych czynności, w których pomaga nam nasz Synek. Choć edukacja domowa powinna się odbywać przez zabawę, nauka to nie tylko zabawa i nie zawsze można się uczyć tylko tego, czego akurat się w danej chwili chce. Dlatego oprócz zabaw edukacyjnych, odbywają się u nas 20 minutowe lekcje każdego dnia. Tydzień nauki zostaje nagrodzony drobną nagrodą.

W tym ostatnim zainspirowało mnie zbieranie naklejek na Fajniaki. Zauważyłam, że mój Syn już chwyta tę ideę i wykorzystałam to do celów edukacyjnych. Mamy plan nauki, na którym wypisałam 6 zadań, które realizujemy każdego dnia w ciągu dwudziestu minut. Za każde zadanie mój Syn otrzymuje naklejkę, na końcu tygodnia czeka na niego nagroda w postaci drobnej niespodzianki. 

Zależało mi na tym, aby niespodzianki były drobne, ponieważ nie chcę, aby moje dziecko miało wrażenie, że uczy się dla nagród. Uczy się przede wszystkim dla siebie, a drobne upominki to forma docenienia wkładu pracy i zaangażowania. Jeżeli decydujecie się na edukację domową, pamiętajcie o tym, żeby podczas każdej nauki chwalić swoje dziecko za podjęty wysiłek, dostrzegajcie pozytywy i głośno o nich mówcie. A kiedy pojawi się jakaś trudność, wspierajcie i szukajcie rozwiązań, zamiast oceniać.

Co robimy w czasie lekcji? 

Dla mojego Syna 20 minut utrzymania uwagi to taki optymalny czas i  dosyć długi jak na dwulatka. Nie zalecam jednak sztywnego trzymania się harmonogramów, czy jakichś z góry wytyczonych czasów nauki. Skorzystajmy z tego, że jesteśmy w domu i możemy być elastyczni, dopasujmy czas i formę nauki do potrzeb dziecka. Czego uczymy się w czasie naszych 20 minut?

  • Czytania - w skład tych zajęć wchodzi: śpiewanie alfabetu, pokazywanie konkretnych liter, nazywanie zwierzątek na obrazkach lub układanie układanek, czytanie krótkiego wierszyka razem.
  • Pisania - ćwiczymy pisanie liter, pomagam i pokazuję Synkowi jak pisać daną literę. 1 litera przypada na jedną lekcję. Używamy do tego celu 1 wydrukowanego arkusza (np. takiego)
  • Matematyki i logiki - tu doskonale sprawdzają się klocki i gry logiczne, warto zostawić je sobie na koniec, bo zabawy manualne są mocno wciągające i potrafią odwrócić uwagę od pozostałych. Podczas tej zabawy również liczymy wspólnie, patrzymy na przedmioty z wielu perspektyw i staramy się je ustawić tak, jak widnieją na obrazkach.

Zauważyłam, że najlepszym czasem dla nas na naukę jest popołudnie. Rano stawiamy raczej na zabawy ruchowe, które też warto włączyć w edukację domową (polecam chodzenie jak zwierzaki, np. kicaj jak zajączek). 

Pudełko na edukację

Jakiś czas temu kupiliśmy wielkie przeźroczyste pudełka do przechowywania różnych rzeczy. Obecnie jedno z nich służy jako pudełko nauki. Wkładam tam wszystkie materiały, które będziemy przerabiać danego dnia. Dzięki temu mój Syn wie, kiedy zaczyna się nauka i kiedy się kończy. Kiedy widzę, że któryś z materiałów zaczyna się nudzić, podmieniam go na inny (uczymy się czytania na innym wierszyku, albo układamy inną układankę). 

Właśnie dlatego, że to nie jest szkoła, nie chodzi o to, aby upierać się koniecznie przy jakimś sposobie realizowania materiału lub przy jakimś konkretnym ćwiczeniu. Chodzi o to, aby utrzymywać uwagę dziecka na odpowiednim poziomie i uczyć się efektywnie, a przy tym zaciekawiać światem i budować chęć do wiedzy.

Czy edukacja domowa jest dla każdego?

Edukacja domowa jest dla każdego kto chce, by była dla niego i kto ma możliwości, aby o nią zadbać (nie chodzi tu o ilość ukończonych kursów, ale o możliwości poświęcenia własnego czasu i zaangażowania). 

Nauka w domu jest często świetnym rozwiązaniem dla rodzin wielodzietnych. Eliminuje problem rozwożenia dzieci na różnego typu zajęcia, o różnych godzinach, ponieważ nauka odbywa się w domu. Dodatkowo doskonale wpływa na kształtowanie więzi rodzinnych.

Trzymaj się ciekawości świata, 
Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Metoda Montessori: Bądź i pomóż mi to zrobić samodzielnie

Maria Montessori była jedną z pierwszych kobiet pośród lekarzy we Włoszech. Miała także doświadczenie antropologiczne i pedagogiczne. Przez ponad 50 lat pracowała z dziećmi różnych narodowości i o różnym statusie materialnym. Na czym polega fenomen jej metody?

Fenomen metody Montessori

Wszystkie dzieci od urodzenia są nastawione na własny rozwój. Chcą osiągnąć niezależność i przejść z dzieciństwa do dorosłości. Metoda Montessori ma za zadanie pomóc dzieciom i rodzicom w tym procesie. Jej podstawą jest szanowanie godności człowieka i jego indywidualności, oraz wspieranie go w rozwoju. Istotny jest rozwój fizyczny, umysłowy, duchowy a także emocjonalny.

Etapy rozwoju według Marii Montessori

Maria Montessori zauważyła, że rozwój dziecka można podzielić na 4 etapy.  Każdy z tych etapów zasługuje na inny rodzaj uwagi od rodziców, opiekunów i edukatorów. Jakie są to etapy?

  • od narodzin do 6 roku życia - dzieci są odkrywcami. Wykorzystują przede wszystkim zmysły w poznawaniu świata. Budują siebie i swój intelekt przyswajając to, co istnieje w ich otoczeniu. 
  • od 6 do 12 lat - to czas świadomego poznawania. Dzieci rozwijają wtedy zdolności abstrakcyjnego myślenia i wyobraźni. Wykorzystują również wcześniej zdobytą wiedzę do dalszych poszukiwań.
  • Od 12 do 18 lat - to czas, w którym młodzi ludzie poszukują własnego miejsca w społeczeństwie. Próbują wykorzystać swoje możliwości, aby w nim uczestniczyć.
  • Od 18 do 24 lat - to ostatni okres wkroczenia w dorosłość. Ludzie stają się specjalistami w pewnych dziedzinach i tak, poprzez pracę biorą udział w budowaniu świata i tworzeniu wzajemnego dialogu.

Rola rodzica w metodzie Montessori

W metodzie Montessori rolą rodzica jest obserwowanie dziecka i coraz rzadsza interwencja w miarę jego rozwoju. Ogromne znaczenie ma stworzenie atmosfery spokoju, bezpieczeństwa, porządku i radości. A także zbudowanie poczucia: "jestem dla Ciebie, pomogę Ci ZAWSZE gdy będziesz tego potrzebować". Najważniejsza jest tutaj wnikliwa obserwacja dziecka oparta na miłości i świadomość, kiedy zainterweniować, a kiedy dać dziecku trochę więcej wolności. 

Niezależnie od tego, jaką metodę przyjmujesz, pamiętaj, że jest ich wiele. Szanujmy się w różnorodności i róbmy to, co najlepsze dla naszych dzieci. Przecież każda Mama i każdy Tata wiedzą, co jest najlepsze dla ich pociech. 

Trzymajcie się razem, 
Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Czy koronawirus pokazał, że edukacja domowa w Polsce leży?

Wybuch pandemii spowodował, że uczniowie utknęli w domach, a rodzice zostali przymuszeni przez sytuację do nauczania w domu. W czasie narodowej kwarantanny dało się słyszeć narzekania na to, jak ciężkie jest to zadanie. Czy to znaczy, że edukacja domowa leży?


Edukacja domowa, a edukacja zdalna

Edukacja zdalna jest czymś zupełnie innym, niż edukacja domowa. Dlaczego? Pierwszy i podstawowy powód jest taki, że w edukacji domowej to rodzic ustala, w jakiej formie realizowany jest program nauczania dziecka.
 

Wielogodzinne zdalne nauczanie

Konstrukt, przed którym postawiła nas epidemia koronawirusa, nie ma nic wspólnego z edukacją domową. Wciąż mieliśmy do czynienia ze szkołą, choć odbywała się ona w innej formie. Od rodziców dało się słyszeć głosy zawodu, że nauka zajmuje kilkanaście godzin dziennie. Przed wyzwaniem "nowej szkoły" stanęli wszyscy. Nie tylko rodzice, ale też nauczyciele i uczniowie. W różnych szkołach, różnie poradzono sobie z nową rzeczywistością.

Czy edukacja domowa ucierpiała?

Ucierpiała tylko i wyłącznie z tego powodu, że wielu rodziców żyło w błędnym przekonaniu, że oto zostali postawieni przed przymusową edukacją domową. Nawet jeśli miejscem odbywania się szkolnych zajęć stał się dom, nie działo się to bez stałego, codziennego  nadzoru szkoły. Czegoś takiego nie ma w edukacji domowej. To rodzic ustala plan zajęć dziecka, a udziałem szkoły są ewentualne pomoce dydaktyczne i egzaminy, które dziecko musi zdać, by zaliczyć szkolny materiał.

Czy edukacja domowa w Polsce leży?

Oczywiście, że nie. Edukacja domowa nie polega na wielogodzinnym ślęczeniu w książkach i łączeniu się z nauczycielami przy pomocy Skype'a. Nauczając dziecko domowo dążymy do rozwinięcia jego twórczego potencjału. Podążamy za jego zainteresowaniami, ciekawością, doceniamy chęci i przekazujemy wiedzę w sposób aktywny. Nie w szkolnej ławce, ale poprzez eksplorację świata.

Edukacja jest przygodą, zabawą i ogromną frajdą. Pod warunkiem, że nie zamyka się jej w książce i nie odstawia na zakurzoną półkę.

Trzymajcie się zdrowo, 
Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Ulica - drukowana mata do zabawy!

Jakiś czas temu wpadliśmy na pomysł zakupienia maty z ulicami. Niestety prędko okazało się, że nie możemy znaleźć czegoś, co by nam w stu procentach pasowało, zwłaszcza jeśli chodzi o stosunek ceny do jakości i rozmiaru. I tak, postanowiłam wyszukać matę do druku...

DIY mata bez niszczenia podłogi

Na naszą matę składa się 15 kartek a4. W każdym momencie można ją powiększyć i pomniejszyć. W rzeczywistości jest to jedna kartka, wydrukowana w kilkunastu kopiach. Nasza mata pochodzi ze strony Be Fun Mom. Znajdziecie ją TUTAJ. Wydrukowaną mapę można albo nakleić na jakąś planszę, albo zrobić to tak jak ja i przy użyciu taśmy malarskiej przytwierdzić do podłogi. Taśma malarska to trwałe, a równocześnie bezpieczne rozwiązanie, które nie spowoduje żadnych zniszczeń na podłodze.


Dodawanie różnych elementów

Na naszej macie oprócz samochodzików i garażu, z czasem pojawiły się klocki i różne budowle, tworząc miasto, które każdego dnia zmienia swój wygląd. Z czasem, kiedy dziecko jest starsze można dorobić również znaki drogowe i wspólnie uczyć się zasad zachowania się na drodze.

Trzymajcie się ciepło i kreatywnie,
Ahoj!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Zabawa, która wciąga: Plastelinowe Wyklejanki!

Są takie chwile, w których rodzice marzą o tym, by ich dzieci choć przez chwilę znalazły sobie zajęcie. Nawet istota tak cierpliwa i wytrwała, jak kochający rodzic od czasu do czasu potrzebuje zebrać myśli. Na szczęście, z pomocą przychodzi bardzo wciągająca zabawa. A co to takiego?


Prosty przepis na zabawę

Plastelinowe wyklejanki są bardzo wciągające. Doświadczyłam tego, kiedy mój Syn przez dwie godziny w skupieniu wyklejał kolorowanki, które wydrukowaliśmy wcześniej z Internetu. Działania twórcze, lepienie, ugniatanie, przyklejanie dają dzieciom bardzo wiele możliwości i satysfakcji. Posługując się tą zabawą można uczyć dziecko między innymi kolorów i liczenia.

Niekoniecznie jedna technika

Pomysłów na wykonywanie tego typu prac jest tyle, ile zdoła udźwignąć rodzicielska wyobraźnia. Obrazków nie trzeba wyklejać kuleczkami, można wyklejać je paseczkami. Można mieszać ze sobą kolory i wspólnie sprawdzać jaki dadzą efekt. Można też połączyć taką pracę z malowaniem farbami, czy kredkami. Im więcej swobody twórczej zaoferujemy dziecku, tym bardziej wciągająca okaże się zabawa.

Szczerze? Ja niestrudzenie wyklejam razem z moim Synem. Uwielbiam wspólnie robić rzeczy i pogłębiać naszą więź. Myśli zbieram z podłogi o poranku, albo w nocy... z poduszki.

Bawcie się kreatywnie i ukochajcie swoje maluchy,
Ahoj!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Wielkopostne After Party - Książki dla malucha

Co prawda Wielki Post już za nami, ale przez koronawirusa książki do recenzji dotarły do mnie nieco później. Postanowiłam więc, że zrobimy tu sobie takie książkowe Wielkopostne After Party dla wierzących rodzin. W tym wpisie pokażę Wam dwie książeczki dla najmłodszych, właśnie na temat Wielkiego Postu oraz Drogi Krzyżowej. Do dzieła!


Modlitwy na Wielki Post

Zarówno Modlitwy na Wielki Post, jak i Droga krzyżowa dla dzieci to krótkie, ale bardzo bogate książeczki. I choć zazwyczaj nie przepadam za książeczkami, które mają formę broszurek, to w tym przypadku zupełnie mi ta forma nie przeszkadza. Modlitwy na Wielki Post są podzielone na cztery części:
  • Słucham Słowa Bożego
  • Rozważam Słowo Boże z rodzicami
  • Modlę się
  • Zobowiązuję się
Bardzo podoba mi się ten podział, ponieważ mamy tutaj do czynienia z takimi elementami jak:
  • Słuchanie (nastawienie się na odbiór tego, co Bóg chce nam powiedzieć)
  • Rozważanie (czyli element włączania się w rozmowę z Bogiem)
  • Modlenie się (to również jest forma rozmowy, w której możemy włączyć coś ponad rozważania biblijne)
  • Czyn (co mogę konkretnego zrobić, aby być bardziej jak Chrystus i być bliżej Niego)

Prostota jest na czasie

Bardzo podoba mi się prostota tej książeczki. Jestem pod dużym wrażeniem prześlicznych ilustracji i bogactwa, pomimo krótkich treści.To zachęta do pracy z Biblią, wstęp do modlitwy i dalszych rozważań. A także wspaniały argument do rodzinnej rozmowy z Bogiem.


Droga Krzyżowa

Droga Krzyżowa jest również świetną książeczką do tego, aby w przystępny sposób przybliżyć najmłodszym przebieg Męki Pańskiej. Tu, oprócz cytatów z Pisma Świętego znajdziemy również tłumaczenie historii na dziecięcy język, tak, aby była zrozumiała dla najmłodszych. Każdy cytat ze Słowa Bożego jest opatrzony komentarzem, który w jasny sposób przedstawia tę treść najmłodszym.

Z całego serca polecam

Co prawda Wielki Post już za nami, ale przed nami jeszcze wiele kolejnych, więc sądzę, że warto zaopatrzyć się w te książeczki. Przy okazji mogą one być pomocne podczas lekcji religii. 

Trzymajcie się zdrowo i bezpiecznie,
Ahoj!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Daję Słowo