5 postaw, które pomagają mi w życiu

Większość z tych postaw jest dla mnie oczywista, choć zdaję sobie sprawę, że nie dla wszystkich. Niektórym łatwiej zdać sobie sprawę z pewnych rzeczy, innym trudniej. U mnie zawsze wyglądało to, tak, że gdy w mojej głowie coś stawało się jasne, zrozumiałe i logiczne, byłam w stanie schować emocje (w jakiejś mierze) i przyjąć to na klatę.

Jak nie dać się kontrolować?

Nigdy nie lubiłam i nadal nie znoszę kiedy ktoś próbuje mnie kontrolować, albo za bardzo wchodzi w moje życie próbując dawać mi rady, o które nie proszę. Nie lubię również sprawdzania tego, co robię i czy coś robię, co czyimś zdaniem powinnam robić. A wierzcie, mi takich ludzi jest zawsze pełno i zawsze uważają, że nie wtrącają się w czyjeś życie, tylko "dają rady".

Jak polubić jesień? Trzy sposoby

Oczywiście łatwo jest lubić jesień kiedy za oknem świeci słońce, a kolorowe liście odbijają jego promienie. Jednak nie co dzień jesień tak wygląda. Są i szare, smutne dni w niczym nie przypominające tych instagramowych. W tym wpisie postaram się Wam dać trzy pomysły na to, jak polubić tę trudną porę roku.

Autopromocja. Podstawy i ćwiczenia praktyczne

Temat autopromocji jest dla mnie z wiadomych względów interesujący i właśnie dlatego postanowiłam przeczytać tę książkę. Okazało się jednak, że są to podstawy, które już znałam. Niemniej jednak Autopromocja, czyli jak wykorzystać swoje atuty to świetna książka dla osób, które są na początku drogi.

Można? Można! I warto.

Książka poradnikowa, ale na pewno nie jedna z tych napisanych przez piętnastolatków, którzy programują swój sukces jeszcze zanim on się wydarzy. ;) Napisana przez człowieka z życiowym doświadczeniem, z dystansem spoglądającego na własne doświadczenia.

Zaradnik domowy dla rozsądnych gospodyń


To prawdziwe must have każdej pani domu! Jestem absolutnie zachwycona książką „Gospodyna. Zaradnik domowy” i praktycznymi poradami, które zawiera. Zdecydowanie ułatwia domową egzystencję i wykonywanie codziennych obowiązków.

Czajnikowo – herbacianie

Znów porównam siebie do Patricka Jane’a, bo po obejrzeniu serialu The Mentalist, naprawdę oszalałam na punkcie tego bohatera, ku wielkiemu ubawowi mojego Męża. A zatem… tak samo jak Patrick Jane jestem miłośniczką herbaty i gdybym miała odpowiednią legitymację i powód, prawdopodobnie też wchodziłabym ludziom od razu do kuchni i robiłabym sobie herbatę.

Skarby - i jak ich traktować?


Zaraz się pewnie ktoś podniesie z oburzeniem, że zdeklarowana katoliczka czyta książki napisane przez protestantów. Nie bądźmy tacy ograniczeni, mądrość nie zna etykiet. Albo się jest mądrym, albo się nie jest – niezależnie od różnic poglądowych, kulturowych, religijnych, czy jakichś innych.

Słowo o autorze

Mark Gungor to jeden z najbardziej znanych mówców i doradców w relacjach damsko-męskich w Ameryce. Jest równocześnie pastorem, który w swojej posłudze bardzo często ucieka się do satyry i ironii, aby jeszcze bardziej zobrazować własny przekaz.

Wszystko bardzo pięknie

I choć ogólnie zgadzam się z autorem, że powinniśmy siebie nawzajem traktować jak największy skarb (nie ulega to wątpliwości), to też jestem przekonana, że konieczna jest jakaś równowaga. Co to dokładnie znaczy?



Nie ukrywam, że książkę tę czytało się miło i przyjemnie i znalazłam w niej kilka naprawdę trafnych konkluzji. Ale przez całą lekturę zastanawiałam się czy rzeczywiście mężczyźni tyleż samo wysiłku wkładają w komunikację z kobietami, ile kobiety w komunikację z mężczyznami? Z całym szacunkiem dla panów – szczerze wątpię :) .

W całym swoim życiu nie widziałam ani jednego faceta, który czytałby książkę o tym, jak porozumieć się z kobietą i jak zbudować z nią zdrową relację opartą na komunikacji. Oczywiście, to, że nie widziałam takiego faceta, nie znaczy, że taki nie istnieje. Być może np. robią to, ale się do tego nie przyznają – nie wiem.

Wysiłek

Jedno jest pewne, w każdą relację należy włożyć w jakiś wysiłek. Ludzie różnią się od siebie, niezależnie od tego, czy żyją w związku partnerskim, czy w małżeństwie. Cukierkowa propaganda komedii romantycznych, może w niektórych wywołać błędne wrażenie, że małżeństwo to taki magiczny płaszcz, który nagle przykrywa wszystkie różnice. Otóż nie.

I właśnie dlatego wielu ludzi nie decyduje się na założenie tego płaszcza. Żyjemy dzisiaj głównie bezwysiłkowo i perspektywa włożenia długofalowego wysiłku w cokolwiek jest coraz mniej atrakcyjna. Dlatego niektórzy wolą pozostawić sobie otwarte furtki. Nie oszukujmy się, relacja w której w każdej chwili możesz po prostu wstać i wyjść, ma zupełnie inną jakość niż ta związana węzłem małżeńskim. Choć oczywiście nie zamierzam tym twierdzeniem kwestionować niczyich uczuć.

Tymczasem im szybciej zrozumiemy, że świat zbudowany jest na różnicach, tym łatwiej nam będzie z nimi żyć. Coraz częściej słyszę historie o rozstaniach, które zaczynają się od braku rozmowy. Ona czeka aż on coś powie, a on czeka aż ona coś powie. Niewypowiedziane problemy urastają do niewiadomo jak wielkiej rangi… Często zaczyna się od takiej bzdury jak źle złożony ręcznik (o tym też w książce Gungora) i nagle okazuje się, że nie ma już o czym rozmawiać, bo balon napompował się tak bardzo, że jedyne na co czekamy to… wielki wybuch.

A jeszcze jak do tego wszystkiego wtrącać się zaczyna rodzina jednej lub drugiej strony, to już w ogóle – krzyżyk na drogę. Nie dziwi mnie wcale, że rozpadają się te małżeństwa, w których najwięcej do powiedzenia mają… teściowie. Znam takie przypadki, w których rozwód rozgrywa się na kanwie całej rodziny, wszyscy omawiają ze sobą najdrobniejsze szczegóły, a główni zainteresowani nie mogą się zdobyć na jedną szczerą rozmowę.

Kobiety uzależnione od matek

Ale nie zwalajmy wszystkiego na mężczyzn, bo z całym szacunkiem dla różnych ruchów feministycznych, girl power nie równa się od razu temu, że wszystkie jesteśmy kryształowe i zawsze bez winy. Znam takie kobiety, które przez całe swoje życie nie ucięły pępowiny z matką, nie potrafią jej się postawić ani wyraźnie zaznaczyć granic.

O ile masz lat dwadzieścia parę, to jeszcze nie jest tak źle, bo wciąż masz czas na zmianę. Ale jeśli kobieta ma lat 60 i o jej sprawach biznesowych decyduje matka, która wie o wszystkim w przeciwieństwie do męża, no to jest coś grubo nie halo. I np. są takie sytuacje, że cała rodzina szepcze „nie mów jej mężowi, on nie wie, że ona ma kredyt”. No błagam, takie małżeństwa to dla mnie fikcja.

Inny przypadek to kobiety, które nie mają własnego zdania i całe życie podporządkowują temu, że mama ma zawsze rację. Oczywiście nie zakwestionują tego, kiedy matki bez pardonu jadą po ich mężach a następnie przyklaskują rozprawie rozwodowej. Żadnemu mężczyźnie nie życzę takiej kobiety, podobnie jak żadnej kobiecie nie życzę takiego mężczyzny, który w ten sposób uzależniałby swoje życie od rodziców.

Kolejny przypadek to kobiety, które są same, bo każdy mężczyzna musi przejść przez mamusiowy filtr. Znam takich przypadków niestety dużo. Zamiast same się zastanowić w swoim sercu, pytają mamę co myśli na ten temat i ostatecznie matka wybiera im faceta, a jak można się domyślić… Żaden nie przechodzi przez ten restrykcyjny filtr. I później wielkie dramaty, że „jestem sama tyle czasu” a może wreszcie weź się w garść i z małej dziewczynki wyewoluuj w kobietę, która podejmuje własne decyzje i bierze na klatę ich konsekwencje? To nie twoja matka będzie żyła z twoim facetem, tylko ty.

Konkluzje

I znowu mi wyszło o książce, ale jakby trochę obok. Polecam tę książkę, bo nawet jeśli nie ze wszystkim się zgadzam, to rzuca światło na męski sposób myślenia. A dla nas kobiet, lepiej będzie po prostu przyjąć pewne rzeczy jako fakt i niekoniecznie wciskać się wszędzie ze swoimi analizami.

To samo można oczywiście powiedzieć do mężczyzn. Co więcej ten sam autor napisał poradnik dotyczący kobiet, skierowany do mężczyzn – będę chciała na pewno po niego sięgnąć i zobaczyć, co tam jest napisane ;)

Ciekawa jestem Waszych przemyśleń na ten temat, dajcie koniecznie znać w komentarzach.

Trzymajcie się ciepło i przytulnie <3

Magiczne odloty w związku z naturą


Jak łatwo się domyślić po tytule tego wpisu, książka nieszczególnie przypadła mi do gustu. O ile bardzo sobie cenię bliskość natury i zielone życie, to niekoniecznie należę do tych osób, które będą pisać rytualne listy o pełni księżyca.





Level hard





"Kobieta w związku z naturą" stoi często w sprzeczności z własnymi założeniami. O ile rozumiem różne działania psychologiczne mające na celu samoakceptację, to niekoniecznie jestem za tym, żeby wrzucać butelki z listami do morza. Śmiecenie nie jest zgodne z naturą. Cóż... Nie oszukujmy się, z punktu widzenia morskich stworzeń, nie ma znaczenia czy wrzucasz do morza butelkę po piwie, czy butelkę z listem.









Nie ma tego złego





Na uwagę na pewno zasługują przepisy zawarte w książce. I jakiś taki ogólny duch samoakceptacji i wyrozumiałości dla samego siebie. Niemniej jednak, gdybym miała tak bardzo i tak intensywnie skupiać się na sobie, jak zalecono w tej książce - to chyba nie miałabym życia poza tymi wszystkimi rytuałami.





Absolutnie nie oceniam autorki...





Każdy powinien robić to, co czuje i to, co uważa za słuszne, o ile oczywiście nikogo tym nie krzywdzi. Po prostu akurat ta książka nie trafia w moją racjonalność i w moje odczuwanie świata, ale kto wie, może okaże się odpowiednia dla Ciebie?































Czy warto sprzątać przy małym dziecku?


Dziwne pytanie prawda? Oczywiście, że warto sprzątać przy małym dziecku. Choć, rzeczywiście znam takie domy, gdzie rodzice uważają, że się nie da. No nie... Da się. Trzeba chcieć i nieraz potrzeba bardzo wiele samodyscypliny. Ale to kwestia wyrobienia się.