Miedziany listek na ocieplenie jesieni

Miedziany Listek  to książka autorstwa Emilii Kiereś. Okładka do złudzenia przypomina jednak musierowiczowską serię Jeżycjada. Przypadek? Ależ skąd. A wszystko to dlatego, że książka została zilustrowana przez Małgorzatę Musierowicz.

Jak nauczyć dziecko dzielić się z innymi?

To trudny temat, zwłaszcza na etapie, gdy na placu zabaw można zarobić w nos za próbę przejęcia zabawki. Rodzice wiedzą, że niejednokrotnie plac zabaw, to plac boju. Rywalizacja zaczyna się na etapie walki o foremkę, a rozkręca gdy chodzi o pogoń do ostatniej wolnej huśtawki. I gdzie w tym wszystkim miejsce na dzielenie się z innymi?

Zwierzęta wokół nas

Uwielbiamy kolorowe, wesołe książeczki dla dzieci. A przede wszystkim takie, w których jest na czym zawiesić oko. Z zachwycającą ilością szczegółów, o których możemy sobie porozmawiać i które możemy sobie wzajemnie pokazywać.

Śrubkowe szaleństwo montessori

Zanim odezwą się w Was normalne rodzicielskie odruchy, chciałabym zaznaczyć, że ta zabawa powinna się odbywać tylko pod nadzorem rodzica. Nie, nie zostawiamy naszego Synka ze śrubkami w rękach. Co nie zmienia faktu, że jest to jedna z jego ulubionych zabaw.

Cud Miód! Nowa ulubiona gra

Jeśli obserwujecie mnie od dłuższego czasu, to wiecie zapewne, że jestem miłośniczką gier od Granny. Wprost uwielbiam Super Farmera i mogłabym w niego grać godzinami.Od niedawna, mam też nową ulubioną grę. A jest nią Cud Miód.

Kropkowane obrazki. Prosta rozrywka dla rodzica i malucha.

Naszą przygodę z malowaniem rozpoczęliśmy tak naprawdę od kropkowanych obrazków. Inspirację znalazłam oczywiście na Pinterest, i w ten sposób powstało już kilka laurek na różne okazje. Nieważne, czy jesteś mamą chłopca, czy mamą dziewczynki. Jestem pewna, że znajdziesz sposób, by zainteresować tą zabawą swoje dziecko.

Cholera i inne choroby

Tym optymistycznym akcentem witam się z Wami we wpisie w czwartkowy wieczór. To specyficzna książka, której zadaniem jest wyjaśnienie najmłodszym specyfikacji niektórych chorób. Temat wydaje się osobliwy, z pierwszego wrażenia być może trochę nie dla dzieci, ale nie dajcie się zwieźć.

Jesienne spacery z dzieckiem, jak uprzyjemnić sobie to wyjście?

Jesień to dla wielu trudna pora roku kojarząca się głównie z depresją i bezsensem życia. Tak jednak być nie musi, jeśli odpowiednio się przygotujemy i spróbujemy ze swojej strony to przełamać. Jesienna pogoda też często zniechęca rodziców do spędzania czasu na dworze ze swoimi dziećmi. To również warto przełamać, opiszę Wam jak możecie to zrobić ;)

Słodka bajka Joanny Jagodzińskiej

Szczerze mówiąc podczas lektury bardzo obawiałam się o morale głównej bohaterki Laury. Na końcu, okazała się być ona jednak całkiem cwana, ale niekoniecznie w dobrym sensie. Czytaliśmy tę bajkę dzisiaj rano i był to jeden z najdziwniejszych poranków mojego życia.

Balansujące drzewko, bo lubimy bawić się klasycznie



Przemysł zabawkowy w dzisiejszych czasach szaleje, wymyślając coraz to nowe zabawki z milionem funkcji, świszczące, tańczące, a nawet pachnące określonym zapachem. Tymczasem, często okazuje się, że to właśnie proste rozwiązania najbardziej cieszą najmłodszych.

Jesienne zabawy na dworze. W co i jak się bawić z najmłodszymi?

W tym wpisie opowiem Wam co robimy, kiedy w jesienne dni wychodzimy na dwór. Mam nadzieję, że pomoże Wam to nieco w obmyślaniu zabaw dla najmłodszych. Pamiętajcie, że nasz Synek ma w tej chwili kilkanaście miesięcy - więc wypowiadam się z punktu widzenia tej grupy wiekowej.

Skarpetkowe love i Banda Czarnej Frotte

Mój Mąż regularnie śmieje się ze mnie, że jego skarpety są zjadane przez naszą pralkę. Bardzo możliwe, że nasz Bosch uważa je za wyjątkowo smaczne. Jeszcze bardziej prawdopodobne, że przeżywają niezwykłe i emocjonujące przygody!

Zabawa w detektywów

Widząc różne zainteresowania naszego Synka staram się je później wykorzystywać w naszych zabawach. Ostatnio jesteśmy w fazie chowania rzeczy w różnych miejscach. Niektórych rodziców ta faza pewnie trochę drażni, ja natomiast uważam, że zamiast się denerwować, lepiej się zastanowić jak to twórczo wykorzystać.

Z każdej perspektywy

Oczami dziecka, oczami mamy  to świetna książka ukazująca sytuacje z życia codziennego z różnych perspektyw. Skrótowo, acz konkretnie wprowadzająca w emocjonalny świat dziecka. Niesamowicie mądra i przenikliwa.

Mały Atlas Zwierzaków Ewy i Pawła Pawlaków i radość uczenia się świata

Uwielbiam edukacyjne książki dla dzieci, a zwłaszcza takie, które swoją formą pokazują, że nauka może być przyjemna i naprawdę da się z niej zrobić świetną zabawę. Mały Atlas Zwierzaków z pewnością zalicza się do tej puli. Pochylmy się wspólnie nad tą lekturą.

Tęcza w probówce

Jestem miłośniczką edukacji poprzez zabawę i naprawdę uwielbiam eksperymentować. Już teraz zarażam tą pasją swojego Synka. Tym razem sięgnęliśmy po zabawkę Tęcza w Probówce od Funiversity. Zabawka jest przeznaczona dla dzieci powyżej szóstego roku życia, ale już teraz postanowiłam pokazać naszemu Synkowi to niezwykłe zjawisko.

Jak pokonać domową nudę u roczniaka? 5 pomysłów na spędzanie czasu z dzieckiem


Dorośli się nudzą i dzieci również. Nie ma w tym nic zaskakującego, że najbardziej zwariowane pomysły przychodzą im do głowy z powodu nudy. Nie zawsze są to jednak mądre pomysły, więc dobrze abyśmy jako rodzice mieli dla nich jakąś alternatywę.





5 pomysłów





Moje pomysły będą dotyczyły zabaw dla roczniaków, bo w takim wieku jest mój Synek. Część z nich wymaga większego zaangażowania ze strony rodzica, a część mniejszego.





#01 Zabawa w chowanego





Tak, już z takim brzdącem da się bawić w chowanego, choć oczywiście nie w taki sam sposób, jak bawią się dzieci w przedszkolu. Jak to wygląda u nas? Wyciągam duży kosz z zabawkami i chowam się za nim. Raz wyglądam z jednej strony, raz z drugiej, a innym razem wcale nie wyglądam i czekam aż mój poszukiwacz przygód mnie dopadnie. Jego to szalenie bawi i kiedy wystawiam kosz już się niecierpliwi, bo wie, co będzie działo się dalej.





#02 Zapoznawanie z przedmiotami kuchennymi





Zawsze znajdzie się jakaś drewniana łyżka, której Wasz maluch jeszcze nie widział. U nas najbardziej sprawdza się wałek do ciasta, sitko, oraz (o zgrozo - dla niektórych z Was) końcówki od miksera. Oczywiście jest to zabawa, która powinna odbywać się pod okiem rodzica. I nie polecam dopuszczać do sytuacji, w której dziecko w samopas chodzi po domu z końcówkami od miksera, bo to się może skończyć różnie.





#03 Smaki





Nowe doznania to coś, co maluchy lubią najbardziej. Świat jest przecież taki ciekawy! Zabawa w jego smakowanie może być świetną okazją do nauki. Jak przeprowadzić taką zabawę? Posadźcie dziecko w foteliku do karmienia i przygotujcie całą gammę nowych smaków do poznania. Możecie także obserwować jego miny i je przedrzeźniać. Np. krzywić się mówiąc "ale kwaśne, nie dziwię się, że się tak krzywisz". :D









#04 Basen dla zabawek





Dzieci uwielbiają zabawy z wodą, ale wcale nie potrzeba dużej ilości wody do wspólnej zabawy. Znajdźcie płytkie, najlepiej prostokątne naczynie, wrzućcie do niego zabawki i zobaczcie, jak Wasz maluch będzie badał tę sytuację. Bądźcie jednak gotowi na to, że mały poszukiwacz może sam zechcieć zażyć takiej kąpieli. Tak było też w naszym przypadku, więc może od razu ubierzcie go w strój plażowy i zadbajcie o dobrą temperaturę w pokoju.





#05 Szelesty i inne cuda





Ułóżcie przed dzieckiem przedmioty, które wydają różne dźwięki. Pokażcie jak to zrobić, aby te dźwięki wydały. U nas jest to zabawa, która pochłania na długo. Najlepiej jeśli są to przedmioty codziennego użytku.





Zauważyłam, że Pierniczek szczególnie lubi szelesty i rzeczywiście zabawki z grupy szeleszczących mają u nas branie. Zabawą w szelesty i inne cuda, naprawdę możecie zaciekawić swoją pociechę, ale też dowiedzieć się czegoś o niej. Jakie dźwięki lubi, a jakie wprawiają ją w rozdrażnienie. To ważna informacja dla Was jako rodziców, bo dźwiękami także jesteście w stanie wpływać na trudy dziecięcej codzienności.





To by było na tyle...





Ale nie martwcie się, na tym blogu będzie więcej pomysłów na wspólne zabawy. Wystarczy, że klikniecie w tagi załączone do wpisu i na pewno przekieruje Was w odpowiednie miejsce.





A jakie są Wasze pomysły na zabijanie nudy w domu?





Trzymajcie się ciepło i przytulnie <3 !





































[REC] Montessori od I roku życia


Jeśli obserwujecie bloga regularnie, wiecie, że mam niemałą fazę na “Montessori”. Miałam od zawsze, jeszcze zanim zrobiło się głośno o metodzie Montessori. Wzorem jeśli chodzi o to podejście, są dla mnie moi rodzice. Moja mama nie poddawała się, gdy z trudem przychodziło mi zapamiętywanie wierszyków. Zauważyła, że jestem wzrokowcem, więc rozrysowywałyśmy je. Ta metoda była trafiona w punkt. Mój tata z kolei dbał o część growo-logiczną i dzięki temu z moją logiką nie jest tak źle, jakby mogło być. :D Pamiętam też, że miałam zwykłe drewniane klocki z książeczką, w której pokazane były różne figury, które trzeba było ułożyć z różnej perspektywy. Świetna zabawa i bardzo edu.





Montessori w I roku życia





Wiem, że szastam tym pojęciem na prawo i lewo, ale robię to tylko dlatego, że dzisiaj rzucam hasło “Montessori” i wszyscy wiedzą o co chodzi. To, o wiele łatwiejsze, niż wprowadzanie swojego nazewnictwa na wszystko. Choć wiecie, że mogę. Nie mam problemu ze słowotwórstwem :D





Mogłoby się wydawać, że Montessori w I roku życia to wyzwanie. Jeżeli rodzic ma odpowiednie podejście, nie jest to takie trudne. O co chodzi? O to, żeby pozwalać. I generalnie potrzebny jest do tego odpowiedni charakter. Jeżeli jesteś rodzicem, który swój dom traktuje jak muzeum, to raczej nie jest metoda dla Ciebie.





Metoda Montessori służy kształtowaniu samodzielności. Czasami kosztem zniszczeń i tego typu rzeczy, chociaż jeśli chodzi o Pierniczka to naprawdę nie narzekam. Jest grzecznym chłopcem i jeżeli coś zbroi, to tylko z ciekawości. Trudno się o to gniewać, cieszę się tym, że jest ciekawy świata.





Jak to u nas wygląda?





Pierniczek nie skończył jeszcze roku, ale już potrafi sam:





  • stać
  • zrobić dwa kroki bez trzymanki
  • siedzieć z prostymi pleckami
  • odkręcić kran
  • zapalić/zgasić światło
  • pić ze słomki
  • samodzielnie wziąć sobie bidon ze słomką (bez uchwytów)
  • bawić się piłką, kulać ją do innych i samemu sobie
  • chętnie się wspina (ale z tym raczej uważamy, bo chociaż uwielbiam IKEĘ to nie mam aż takiego zaufania do regałów)
  • Klaskać
  • Robić miny
  • Bawić się w ganianego, co ciekawe tę zabawę zainicjował sam
  • I wiele innych




Jak uczymy go samodzielności?





Nie wyręczamy go z codziennych czynności. Wie, że aby zjeść śniadanie musi podczworakować do kuchni. Wie, że kiedy biorę go na ręce i idziemy do łazienki musi sam zapalić światło i odkręcić kran. Czasami mycie rąk trwa długo, bo Pierniczek wie już jak zakręcić kran. Kiedy akurat nie chce mu się myć rąk, to czasami sprawdza moją cierpliwość :D Ale… cieszę się, że ma swój charakter i że potrafi robić różne rzeczy ;)





Książka “Montessori w I roku życia” jest bardzo ciekawa i polecam Wam ją szczerze, chociaż to wszystko zależy od predyspozycji Waszego dziecka i od dynamiki z jaką się rozwija. Nie ma lepszych/gorszych dzieci. Każde dziecko ma swój indywidualny tok rozwoju i my jako rodzice powinniśmy to szanować i wspierać.





U nas ta książka szybko wyszła z mody, dlatego, że Pierniczek dosyć szybko znużył się zabawami z kolorowymi wstążeczkami i chustkami. Też dosyć szybko przeszliśmy od oglądania kart kontrastowych do ich jedzenia. W tej chwili jesteśmy na etapie oglądania książeczek dla dzieci powyżej I roku życia. Ale polecam Wam obczytać się w temacie Montessori jeszcze zanim urodzi Wam się maleństwo.





Co znajdziecie w książce?





Przede wszystkim porady dotyczące aktywności z dziećmi, które nie ukończyły jeszcze I roku życia. Przeczytacie też wiele na temat rozwoju dzieci i poszczególnych jego etapów. Z tego, co pamiętam znajdziecie tam także informacje o tym dlaczego rozwój dziecka w naturze jest ważny.





Na pewno warto przemyśleć, czy ta metoda wychowawcza jest dla Was, czy nie. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że wymaga wiele cierpliwości. Wiele zaangażowania i przede wszystkim przyzwalania na sytuacje “przyczyna-skutek”. Oczywiście chodzi mi o kontrolowane w granicach zdrowego rozsądku przyzwalanie. Trzeba też zdecydować, czy priorytetem dla Was są czyste lustra, czy wielopoziomowy rozwój dziecka. Uwierzcie mi, nie zawsze, ale czasami jednego z drugim nie da się pogodzić ;)





Co Wy na to?





  • Co sądzicie o metodzie Montessori?
  • Jakie macie metody wychowawcze?
  • Co dla Was jest ważne w wychowywaniu dziecka?
































[NM #12] Czy mleko modyfikowane to samo zło?


Dzisiaj w Niezbędniku Matki kilka słów na temat mleka modyfikowanego. Jak wiecie, jestem propagatorką wszystkiego co naturalne, zdrowe itd. Jednak, są różne sytuacje i uważam, że nie należy potępiać matek, które dają dziecku mleko modyfikowane. Co więcej... Sama jestem jedną z nich ;)





Zaczęło się jeszcze w szpitalu





Pierniczek jadł nad wyraz dużo, w związku z czym był dokarmiany już w szpitalu. Ta tendencja się utrzymała. Obiady, które mu w tej chwili robię wsunąłby przedszkolak. Tak duże są to porcje, choć nie widać tego po jego sylwetce. W szpitalu dostawał mleko Nestle Nan Optipro i zdecydowaliśmy się przy nim pozostać.





Na temat mlek modyfikowanych i ich składów krążą różne opinie. Tak naprawdę jest to wybór indywidualny każdego rodzica i wszystko zależy od preferencji. Dla nas od początku wybór był jasny. Nasze dziecko takie mleko otrzymywało dodatkowo w szpitalu, więc nie chcieliśmy mu robić chaosu w żołądku podając coś innego.





O mleku Nestle Nan Optipro mogę powiedzieć same dobre rzeczy. Pierniczek przyjmuje je już prawie od 10 miesięcy i po mleku nie zarejestrowaliśmy żadnych problemów z brzuszkiem. Dziecko czuje się dobrze i ma się świetnie. Jedyne problemy z brzuszkiem jakie były, były spowodowane przez słoiczki. A nie według powszechnej opinii, która głosi, że winą należy obarczyć mleko. ;)





Co ja jako mama cenię w tym mleku?





Dla mnie bardzo ważny jest zestaw witamin. Mleko zawiera witaminę C, E, A, B1, B6, B2, kwas foliowy, biotynę, B12, K1 oraz dla mnie bardzo ważną, witaminę D3. Oprócz witamin zawartych w mleku Pierniczek przyjmuje też witaminę D3 w kropelkach, więc mleko jest dla mnie takim dodatkowym zabezpieczeniem. :)





Nie wiem czy ma to związek z mlekiem modyfikowanym, czy nie, ale Pierniczek nigdy nie miał kolek. Ten temat w zupełności nas ominął i nadal, gdy ktoś mówi o kolkach, dla nas jest to zupełna abstrakcja. Mleko zapewnia prawidłowy przyrost masy ciała przy odpowiednim dawkowaniu (mówię o wcześniejszym okresie, teraz już Pierniczek je wiele "dorosłych" produktów). Gdybyśmy mieli drugie dziecko i gdyby zaszła taka potrzeba to prawdopodobnie też byśmy się na nie zdecydowali.





Podsumowując





Nie uważam, żeby mamy karmiące/dokarmiające dzieci mlekiem modyfikowanym zasługiwały na piętnowanie, czy wytykanie palcami. Może się zdziwicie... Ale to się czasem zdarza. ;) Pamiętajmy, że każda mama chce jak najlepiej dla swojego dziecka i wrzućmy na luz. Trzymajmy zdrową dietę u siebie i dziecka, ale też nie bójmy się produktów powszechnie dostępnych w sklepach ;)





Jeszcze taka drobnostka...









Jest to wpis sponsorowany, który powstał we współpracy z Ceneo oraz Nestle Nan Optipro. Zdecydowałam się polecać Wam produkty, które sama sprawdziłam lub chcę sprawdzić. Dlatego nie znajdziecie na blogu pustych recenzji napisanych "pod publiczkę". Na koniec dodam, że Nestle przygotowało dla Was specjalne zestawy mlek modyfikowanych w promocyjnej cenie, a do tego - super prezenty. Więcej informacji otrzymacie klikając w ten link ;)



























[NM#08] Wychowanie dziecka i wiara. Kiedy i jak zacząć opowiadać o Jezusie?


Mamy niewierzące niech sobie po prostu pominą ten odcinek Niezbędnika. Bez spiny :) . Jezus jest ważną osobą w moim życiu i nie chcę żeby dla mojego dziecka był tylko pustą figurą retoryczną. Chrzest zobowiązuje rodzica do wychowania dziecka w wierze. Jest to bardzo fajne zobowiązanie. Nakłada na rodzica częstsze myślenie o Bogu. Niektórzy rodzice jednak mylą wychowanie w wierze, ze zmuszaniem do niej. A przecież są to dwie zupełnie różne rzeczy.





Jezus w życiu kilkumiesięcznego dziecka





Moje podejście do Pierniczka zawsze jest takie samo, staram się go obserwować i dopasowywać różne czynności do jego możliwości. Do niedawna każdy dzień kończyłam wypowiadaniem nad nim modlitwy "Aniele Boży" i zrobieniem mu krzyżyka na czole, na ustach i na piersi. Teraz trochę zmodyfikowaliśmy ten proceder.





Kiedy byliśmy u moich teściów Pierniczek zainteresował sie dużą figurą przedstawiającą Jezusa. Podczworakowywał do niej, podciągał się i patrzył. Wtedy pomyślałam sobie: dobra, to już czas na coś więcej.





Zamówiłam Jezusa





U mojego dziadka, który jest rzeźbiarzem. Całe życie rzeźbi różne figury zahaczające o folklor ale przede wszystkim zajmuje się sztuką sakralną. Mój dziadek był także jednym z artystów, którzy rzeźbili figury na ołtarz papieski w Sopocie. Zresztą mój teść również. Nie przesadzam mówiąc, że znam Pana Męża całe życie. ❤😊





Widząc jak Pierniczek reaguje na teściowego Chrystusa od razu zadzwoniłam do dziadka. I złożyłam zamówienie. Okazało się, że dziadek miał w zanadrzu niedokończonego Chrystusa, który przez wiele lat czekał na swój moment.





-Wiesz dziadek, to musi być taki dziecięcy Jezus. Uśmiechnięty z ramionami wyciągniętymi do przytulania. - i mój niezawodny dziadek takiego Jezusa zrobił.





Pierniczkowe zapoznanie





Pierniczek od razu poczuł ten flow z Jezusem. Złapał go za głowę i dokładnie zbadał rączkami Jego kształt. Trochę się z Jezusem posiłował (w sympatycznym sensie) i znowu się wpatrzył. Niektóre osoby starsze zaraz powiedziałyby, że to brak szacunku itd. No serio? Myślicie, że prawdziwy Jezus, kochający nas wszystkich i kochający dzieci, nie dałby się wyczochrać za włosy takiemu wesołemu brzdącowi?





Modlitwa poranna i wieczorna





Do modlitwy wieczornej dorzuciliśmy modlitwę poranną. Rano, zanim wstaniemy, pokazuję Pierniczkowi Pana Jezusa, dziękujemy za spokojną noc i prosimy o dobry dzień. Codziennie rano przedstawiam mu Pana Jezusa i mówię co teraz będziemy robić.





Wieczorem modlimy się w ten sam sposób, co zwykle i dołożyliśmy do tego podziękowanie za dzień. Znowu pojawia się rzeźba przedstawiająca Jezusa, patrzymy, dziękujemy za dzień i prosimy o spokojną noc. A potem odmawiamy Aniele Boży.





W praktyce znaczy to tyle, że robię to ja a Pierniczek się wpatruje. Ale widzę, że jakoś mu się ten Pan Jezus podoba i to jest dobry znak. Zresztą wiecie, nie ma co oczekiwać od dziecka, które jeszcze nawet za wiele nie mówi, że będzie recytować Koronkę do Miłosierdzia Bożego :D .





Modlitwa dzieci jest super





Dlatego, że modlitwą jest właściwie każdy gest, ciekawość świata, każde spojrzenie z zaciekawieniem. Dzieci potrafią cieszyć się tym, co dostały. Mają w sobie naturalną radość życia, której my dorośli powinniśmy się uczyć.





Chciałabym żeby Pierniczek miał poczucie, że Jezus jest kimś takim, do kogo zawsze może się zwrócić. Choćby się waliło, paliło, choćby się pokłócił ze wszystkimi ważnymi dla siebie osobami. Chciałabym żeby miał takie poczucie, że jak np. pokłóci się ze mną, albo ze swoim tatą - to jest Jezus i wystarczy się do Niego zwrócić, a wszystko naprawdę może się dobrze ułożyć. I nie mówię tutaj o nie wiadomo jakich problemach, ale o takich codziennych sprawach.





Ale w punkcie wyjścia nie myślę w kategoriach "musisz" lecz "możesz". Jasne, że chciałabym aby Pierniczek wierzył, chciałabym bo wiem ile moje nawrócenie zmieniło w moim życiu. Badabum tsy! To było nawrócenie? A no było, bo chociaż wierzyłam zawsze, chociaż jestem z domu, w którym wiara była zawsze obecna, to ja jestem taką osobą, która chodzi i zawsze chodziła własnymi drogami. I własną drogą też musiałam do pewnych rzeczy dojść.





Często mówię o sobie, że jestem wolnościowcem, bo tak właśnie jest. Obserwuję Pierniczka i staram się dopasować jego czynności, do jego możliwości i zainteresowań. Ale na pewno nie próbowałabym go zmuszać, sama nie lubię zmuszania do czegokolwiek i nie chciałabym zachowywać się wobec niego w ten sposób.





A Wy jakie macie do tego podejście? W jaki sposób pokazujecie swoim dzieciom swoją wiarę? W jaki sposób pokazujecie im swoje wartości?





Jeżeli cenisz moje teksty i mnie jako twórcę...





Expecto Patronum! :) Zajrzyj proszę na moje konto na Patronite. Przygotowałam specjalne nagrody dla tych, którzy zdecydują się mnie wesprzeć. Moim Patronem możesz zostać już od 3 złotych miesięcznie. Dla Ciebie to niedużo? A dla mnie to może być grosik, który przeważy szalę. :) <3