Pyszne ciasto dyniowe na umilenie jesieni

W ramach jesiennych aktywności z dzieckiem, postanowiłam, że weekendy wykorzystamy na wypróbowywanie nowych przepisów. I tak zrobiliśmy pyszne ciasto dyniowe. Bardzo proste i nie pochłaniające wiele czasu. 

Photo by Ben Libby on Unsplash

Czego potrzebujesz by zrobić ciasto z dyni?

  • 1 i 1/2 szklanki cukru
  • 1 i 3/4 szklanki mąki tortowej
  • 1  łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3/4 łyżeczki soli
  • 3/4 szklanki startej dyni
  • 2 duże jajka
  • 1/3 szklanki wody
  • 2  łyżeczki przyprawy do dyni

Jak zrobić ciasto z dyni?

  1. Wszystkie składniki umieść w misce i porządnie wymieszaj używając miksera. Najlepiej zacząć od średnich obrotów, stopniowo zwiększając na najwyższe. 
  2. Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 stopni.
  3. Zmiksowane ciasto przełóż do formy wysmarowanej tłuszczem. 
  4. Piecz godzinę w temperaturze 180 stopni.

Jak zrobić przyprawę do dyni?

Zmieszaj ze sobą sproszkowane przyprawy w następujących proporcjach:
  • 2 łyżeczki goździków
  • 1/2 łyżeczki chilli
  • 1/2 łyżeczki imbiru
  • 1/2 łyżeczki cynamonu

Smacznego!

Choć koronawirus szaleje dostarczając wielu trosk, umilmy sobie codzienność doskonałym smakiem i pozytywnymi emocjami. Wspólne pieczenie i wypróbowywanie nowych przepisów to doskonały pomysł na aktywność z dzieckiem. 

Trzymajcie się ciepło i smacznie, 
Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Jak to jest być mamą dwulatka w czasie epidemii?

Wszyscy znaleźliśmy się w ciekawym punkcie w historii. Codzienność wygląda inaczej, chociaż niby nie zmieniło się wiele. Każdy ma nadzieję, że to wszystko wkrótce się skończy, ale nikt tak naprawdę nie jest w stanie podać dnia i godziny. Jak to jest być mamą dwulatka w czasie epidemii?
Photo by Dan Meyers on Unsplash
Photo by Dan Meyers on Unsplash

Nikt nam nie doradzi

Wszyscy rodzice znaleźli się w trudnej sytuacji, bo tak naprawdę nikt nam nie doradzi. Nie możemy zadzwonić do mamy, czy babci i zapytać: "hej, powiedz mi, jak pogodzić wychowanie dziecka z panującą epidemią?". Nikt nam nie doradzi, bo nikt nie był w takiej sytuacji. Dzisiejsza rzeczywistość generuje problemy, które nie mają prostych rozwiązań. Nie wystarczy koper włoski, czy mąka ziemniaczana.

Brak interakcji na placu zabaw

Zabawa na placu zabaw wciąż nie jest najlepszym pomysłem. Mimo tego, można zobaczyć przypadki ludzi, którzy nie stosują się do zaleceń i zakazów. Co musi dziać się w dziecku, które widzi, że inni się bawią a ono nie może? Jak będą wyglądały społeczne relacje naszych dzieci, które są jeszcze na tyle małe, że nie zdążyły zapoznać wielu stałych kolegów i koleżanek? I kiedy my, jako rodzice będziemy  mieli takie poczucie, że nasze dziecko może bezpiecznie bawić się z innymi? 

Nie wytłumaczysz

Jasne, jestem za rozmowami z dziećmi i uważam, że dzieci trzeba traktować poważnie. Ale umówmy się, pomimo wielokrotnego tłumaczenia, czym jest koronawirus i epidemia, trudno wymagać od maluchów, że będą zachowywały się tak, jak dorośli (choć warto zauważyć, że i niektórzy dorośli nie zachowują się specjalnie ostrożnie). Rodzice jak najdłużej chcieliby uniknąć takiej sytuacji, w której są zmuszeni pokazywać swoim dzieciom trudność otaczającego ich świata, czy jego złą stronę. W czasie epidemii jesteśmy do tego poniekąd zmuszeni sytuacją. Nie możemy pozwolić naszym dzieciom na tak swobodne dzieciństwo, jakie mieliśmy sami.

Niewiele da się przewidzieć

Rzeczywistość nie jest tak zupełnie przewidywalna i tak naprawdę w każdej chwili może wydarzyć się coś, co będzie dla nas zupełnie niespodziewane. Jednak w czasie epidemii tych niewiadomych jest znacznie więcej,  i sprawy, które wydawały się dotąd oczywiste, dziś już takie oczywiste nie są. A nasz wpływ na nie jest mocno ograniczony.

Inaczej, nie znaczy gorzej

Wszyscy coraz bardziej przygotowujemy się do myśli o świecie, który wygląda nieco inaczej. Nawet jeśli nie wszystkie zmiany z nami pozostaną, to koronawirus zmienił myślenie o codzienności i życiu. Da się to odczuć nie tylko w relacjach międzyludzkich, ale również w sytuacji gospodarczej. Jednak, to wszystko nie oznacza, że powinniśmy dać się zapędzić na meandry zmartwień. Żeby zacząć się martwić wystarczy wstać z łóżka i wcale nie potrzeba do tego koronawirusa. Rzeczywistość to wyzwanie, jakakolwiek by nie była, zawsze ma swoje uroki i cienie.

Podsumowując...

Jako podsumowanie przychodzi mi do głowy cytat z Księgi Psalmów, który znajduje się na jednym z moich T-shirtów:
Be still and know that I am God
PSALM 46:10
I tyle, trzymajcie się ciepło i z nadzieją patrzcie w przyszłość,
Ahoj! 
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Subiektywnie. Co się kryje za Mamą Kapitan?

Być może ktoś z Was zastanowił się, dlaczego nie użyłam własnego zdjęcia do tego wpisu. Odpowiedź, jest banalna. Byłoby zbyt subiektywnie. To, co się kryje za Mamą Kapitan?
Photo by Yanapi Senaud on Unsplash

Ogrom pracy

Nie zawsze używam swoich zdjęć, ale niezależnie od tego, za każdym wpisem stoi ogrom pracy. Przemyśleń, edycji technicznych, czasami grzebania w kodach i w rzeczach, w które nie zawsze chcę się zagłębiać. Czasami za Mamą Kapitan kryje się zmęczenie, dużo więcej zmęczenia, niż mogłoby się wydawać przy lekturze wpisów. Czasami mieszają się uczucia, bardzo różne. Nie zawsze radość i uśmiech, choć nad tym ostatnim zawsze pracuję. Bo wierzę, że uśmiech jest najprostszym dobrem, jakie możemy z siebie wygenerować więc powinniśmy robić to jak najczęściej.

Niepewność

Jestem takim samym człowiekiem, jak Wy i mam takie same obawy jak wszyscy, a przynajmniej większość. Dziś jest dziś - i tym hasłem żyję od wybuchu epidemii. Nie patrzę dalej, jeśli nie muszę. Nawet jeśli czasami z różnych powodów bywa to trudne. Ale jak zostało napisane:
Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy. - Mt 6: 24 - 34

Staranie, by się nie zgubić

Idąc przez życie staram się siebie nie zgubić. Z różnym skutkiem. Czasami muszę iść pod wiatr i znosić to, że nie wszystko, nie wszystkim pasuje. Staram się być wierna swoim przekonaniom ale umiem je zmienić, kiedy się mylę. Nie jestem jednak chorągwią i nie zmieniam kierunku za każdym podmuchem wiatru. Chodzenie własnymi ścieżkami bywa trudne. Człowiek, który idzie swoją drogą jest częściej uznawany za dziwoląga, niż ten który szuka grup wzajemnej adoracji. Ale przyjdzie kiedyś taki moment, w którym moje życie będzie się kończyć i chciałabym mieć wtedy poczucie, że żyłam życiem naprawdę swoim. Nie mam ochoty płacić za cudze błędy, wolę płacić za własne.

Nie mam idoli

W żadnej postaci. Nie uważam, że rodziców należy czcić bo są rodzicami. Ale swoich szanuję i bardzo kocham za to kim są, co robią i jak mnie wychowali. Moja relacja z Rodzicami nie wynika z żadnego przykazania, czy społecznej normy. To praca jaką włożyli i wszyscy włożyliśmy, żeby mieć fajną i kochającą się rodzinę. I właśnie dlatego ta relacja jest dla mnie taka cenna, bo wynika z naszych doświadczeń i codziennego życia, a nie z jakiegoś odgórnego założenia. Mam nadzieję i w swojej rodzinie zrealizować to zadanie przynajmniej tak dobrze, a jeśli to możliwe to nawet i lepiej.

Bywam przytłoczona

Nadmiarem myśli, nadmiarem tekstu, nadmiarem tematów. Nadmiarem. Uwielbiam swoją pracę, uwielbiam prowadzić bloga, uwielbiam pisać, ale miewam takie chwilę, w których mam ochotę się wyłączyć i czasami to robię. Dlatego zdarza się, że np. znikam z Instagrama na jakiś czas. Ciągłe myślenie, ciągłe planowanie i organizowanie, powoduje, że jeszcze bardziej doceniam te momenty, kiedy mogę sobie po prostu usiąść i popatrzeć przez okno. Nie myśleć o zadaniach, terminach i różnych elementach, na które muszą się złożyć.

Ale chcę

Były w moim życiu takie chwile, kiedy nie chciało mi się chcieć. I chociaż tamten czas już dawno jest za mną, to wciąż składa się na bagaż moich doświadczeń. Dzisiaj mi się chce, bardzo chce mi się chcieć. Ciągle sprawdzać siebie w nowych rzeczach i nie przejmować się tym, że nie zawsze wychodzi. Chcę i idę po to wszystko, po swojemu. A co z tego będzie, to się okaże.

To tyle, subiektywnie.
Trzymajcie się po swojemu, 
Ahoj!

PODPIS


Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Charmomile. Czemu warto pić rumianek?

Możecie wierzyć lub nie, ale wielorakie zastosowanie rumianku sprawdziłam na sobie samej. To zioło kupuję na kilogramy. Marzy mi się w przyszłości ziołowy ogród, nie wiem czy to możliwe, bo ja i rośliny to raczej ciężkie połączenie. Co takiego jest w rumianku?
Photo by Rodion Kutsaev on Unsplash

Moc tkwiąca w rumianku

Rumianek ma działanie przeciwskurczowe i bywa powszechnie wykorzystywany przy skurczach przewodu pokarmowego, a także przy bólach miesiączkowych i wzdęciach. Często bywa zalecany dzieciom. Rumianek pomaga również na sen. Wycisza i uspokaja. 

Jeszcze więcej zastosowań

Rumianek ma również działanie przeciwzapalne i antyseptyczne. Wykazuje również działanie bakteriobójcze i przeciwgrzybicze. Jego właściwości są najczęściej wykorzystywane przy stanach zapalnych przewodu pokarmowego oraz dróg moczowych. Jest szczególnie pomocny przy kobiecych dolegliwościach.

Przepyszne zdrowie

Rumianek można stosować zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie. Ale napar smakuje przepysznie i kojąco wpływa na naszą odporność. A oprócz tego wpływa pozytywnie na stan psychiczny człowieka. Dom pachnący ziołami to moje marzenie i staram się spełniać je codziennie.

Trzymajcie się ciepło i korzystajcie z dóbr natury,
Ahoj!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Jak to jest mieć swoją rodzinę?

Wiem, że na mojego bloga zaglądają różne osoby o różnych potrzebach. Nie chciałabym być na nie obojętna i stąd taki właśnie temat wpisu. Wiem, że zaglądają tu nie tylko osoby, które mają już własną rodzinę, ale również te, które o niej marzą. A także te, które być może pewne rzeczy wyobrażały sobie jakoś inaczej...

Własna rodzina to coś wspaniałego

I chciałabym to wyraźnie podkreślić na początku, bo jak się zapewne domyślacie, nie będę tutaj tylko i wyłącznie słodzić. Ale niezależnie od tego, co napiszę w dalszej części tego wpisu, jestem absolutnie przekonana, że własna rodzina to wspaniały dar. Równocześnie jestem też przekonana o tym, że nie każdy jest powołany do tworzenia rodziny, podobnie jak nie każdy jest powołany do małżeństwa, czy do kapłaństwa. I nic w tym złego, bo piękno świata polega na tym, że jest różnorodny.

Kiedy minie pierwszy lukier

Na początku jest super, winne wieczory, wspólne radości, filmiki i Netflix, podróże małe i duże, plany podboju świata i tak dalej. I generalnie bardzo dobrze, bo jest to wspaniały czas. W tym czasie jeszcze wydaje Ci się, że pewne ogólne prawdy dotyczące małżeństwa, czy posiadania rodziny, Ciebie nie dotyczą. I zawsze będziesz tylko ponad to. Ale i z tego puchu łatwo bardzo szybko spaść.

Pierwszy lukier mija wtedy, kiedy przychodzi codzienność. I tutaj wcale nie mam na myśli tego, że wstajesz i idziesz do pracy bla bla bla. Ale wszystkie nieprzewidziane problemy, z którymi nagle trzeba sobie radzić. I nawet jeśli ludzie są bardzo zgodni i bardzo się kochają, to prawda jest taka, że każdy radzi sobie z tymi problemami nieco inaczej. I nic w tym złego, bo każdy z nas jest inny. 

Wysiłek pamiętania o tym, co dobre

Wydaje mi się, że rodziny chrześcijańskie mają o tyle "łatwo", że jeśli ponad tymi wszystkimi codziennymi komplikacjami stoi Jezus, to w zasadzie i tak patrzymy zawsze we wspólną stronę. Nawet jeśli po zachowaniu którejś z osób w danej chwili tego nie widać. Ale niezależnie od tego, czy w swojej rodzinie kultywujesz wiarę, czy nie, to ważne aby umieć spojrzeć we wspólnym kierunku nawet wtedy, kiedy jest to trudne. 

A zdecydowanie są takie momenty i zdarzają się w każdej, nawet w najbardziej kochającej się rodzinie. W chwili, w której pojawiają się dzieci, pojawia się bardzo wiele spraw, o których trzeba myśleć, które trzeba rozwiązać i rzeczywiście trzeba umieć sobie na wzajem dawać pewien margines błędu. A równocześnie mieć świadomość, że nie da się rozprawiać nad każdym drobiazgiem bo np. brakuje na to czasu, sił, energii. Ta wiedza jednak przychodzi z czasem i doświadczeniem, nie wystarczy lektura jakiegoś tam artykułu. Pewne rzeczy trzeba wypracować sobie wspólnie, a jeśli się tego nie zrobi to może być bardzo źle. Ale całkiem dobrą metodą, niezależnie od doświadczenia, wydaje mi się, umieć pogodzić się ze sobą przed pójściem spać i zacząć nowy dzień z czystą kartą.

Dziecko to też inny człowiek

Bycie w rodzinie to nieustanna praca zespołowa. Jeżeli tak nie jest, to można szarpać się ze sobą przez całe życie i koniecznie forsować swoje racje. O ile racje mogą być różne, warto ponad nimi wspólnie poszukiwać prawdy. Rodzina składa się z różnych ludzi. Dziecko nie jest jakimś produktem, który odzwierciedla swoich rodziców w stosunku 1:1. Ono także ma prawo mieć inne zdanie, inne poglądy, różnie przeżywać różne sytuacje. I widać to już na etapie rozszerzania diety dziecka. Dlatego zamiast wpychać dziecku na siłę kolejną łychę czegoś, co w Twoim przekonaniu jest niesamowicie dobre, znajdź z tym nowym człowiekiem wspólny język. Nastaw się na poznanie.

Wiem, że niektórzy pewnie łapią się za głowę. Jak można sądzić, że dziecko już jest jakieś skoro ono dopiero co przyszło na świat? Ale Ci sami, którzy łapali się za głowę i wmawiali mi, że dziecko nic nie rozumie, dzisiaj łapią się z innych powodów. Są zaskoczeni tym, jak wiele rzeczy potrafi mój niespełna dwuletni Syn. Tymczasem jest tak właśnie dlatego, że od początku traktowaliśmy nasze dziecko jak istotę rozumną. I kiedy inni gęgali, stękali i robili jakieś tam "ciuciuciucie" my pokazywaliśmy mu świat i robimy to konsekwentnie nadal. Z całych sił staramy się go poznać i rozwijać jego zainteresowania. 

Rodzina to level up

Posiadanie własnej rodziny nabija punkty rozwoju osobistego. Naprawdę. Życie sprowadza różne sytuacje, różne historie i wydarzenia. Ale jeśli masz swoje dzieci, to wiesz, że nieustannie spotykają Cię nowe sytuacje i tak naprawdę do końca życia uczysz się siebie w roli rodzica. Własna rodzina jest super a radość z radości własnych dzieci bije na głowę wszystko inne. 

Trzymajcie się ciepło i rodzinnie,
Ahoj!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Jakie zioła na ból głowy?

Ból głowy to częsta przypadłość, mnie osobiście również dotyka całkiem często. Choć znacznie rzadziej odkąd zadbałam o odpowiednie nawodnienie organizmu. Po leki przeciwbólowe sięgam zawsze w ostateczności, najpierw próbuję sobie pomóc ziołami. Jakie zioła są dobre na ból głowy?


Źródło bólu ma znaczenie

Niektórzy piszą o tym, że zioła nie działają nigdy lub prawie nigdy. Nie do końca tak jest, źródło bólu ma znaczenie. Jeśli np. powodem bólu głowy jest to, że coś stanęło nam na żołądku to nie pomogą ani zioła, ani tabletki przeciwbólowe, a skończy się to najpewniej nieprzyjemnym spotkaniem z toaletą.

Kiedy zioła działają?

Zioła są skuteczne w walce z bólem głowy tylko wtedy, gdy stosujemy je regularnie. I pod warunkiem, że staramy się wyeliminować te czynniki, które sprzyjają pojawieniu się bólu głowy. Warto jednak zapamiętać sobie raz na zawsze, że każdy organizm jest inny. Nie u każdego zadziałają w taki sam sposób.

Jakimi ziołami zwalczać ból głowy?

  • mięta i melisa - pomogą na ból wywołany stresem oraz zwyrodnieniem kręgosłupa. Te zioła zmniejszają napięcie mięśni.
  • miłorząb - pomaga przy bólach głowy spowodowanych niedotlenieniem
  • rumianek - ma właściwości przeciwbólowe i przeciwzapalne, świetnie sprawdzi się przy bólach występujących z powodu przeziębienia.
  • imbir - pomoże przy migrenie spowodowanej niestrawnością
  • szałwia - wpływa kojąco na układ hormonalny, przyniesie ulgę przy bólach głowy towarzyszących miesiączce, menopauzie, oraz tych, które wywołane są zmianami pogody.

Trzymajcie się zdrowo,
Ahoj!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Czemu postanowiłam wspierać się stockowymi zdjęciami?

W nadchodzących dniach zobaczycie na moim blogu pewną zmianę. Długo walczyłam ze sobą, ale w końcu decyzja zapadła. Postanowiłam wspierać się stockowymi zdjęciami. Dlaczego?

Wielkanocne dzień dobry


Po pierwsze, dziękuję, że jest Was coraz więcej. Nigdy nie zwracałam szczególnej uwagi na numerki i wciąż nie bardzo obchodzi mnie miejsce w tabeli, ale cieszę się, że jesteście. Blog to moja pasja, chętnie tu jestem i dzielę się przemyśleniami oraz różnymi lifehackami. Wasza obecność daje mi poczucie sensu i bardzo za to dziękuję.

Po drugie chcę Wam życzyć...

Spokoju i pozytywnego, pełnego nadziei spojrzenia pomimo tego, co dzieje się w Polsce i na świecie. Nikt z nas nie spodziewał się tego, że Święta będą wyglądały tak, jak wyglądają. Ale uwierzcie mi, że wciąż może być pięknie i jeszcze będzie.

Nasze zachowanie zależy od nas. To czy będziemy zachowywać się odpowiedzialnie, czy nie. Ale na sam przebieg epidemii nie mamy żadnego wpływu. Jednak to, co zrobimy z dzisiejszym, czy jutrzejszym dniem, zależy od nas. Zadbajmy o każde swoje dzisiaj, dla nas i dla naszych najbliższych.

Nawet koronawirus nie powstrzyma Jezusa przed zmartwychwstaniem, i nas nie powinien powstrzymywać przed cieszeniem się pięknem dnia i dziękowaniem za dobro. ♡

Jam Alfa i Omega,
Pierwszy i Ostatni,
Początek i Koniec.
(Ap 22:13) 
Miejcie się pięknie w te Święta,
Ahoj!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Wielkanoc 2020 na kwarantannie, jak przygotuję nasze Święta?

W tym roku mieliśmy mieć gości. Gdyby nie epidemia i narodowa kwarantanna przyjechaliby do nas Rodzice.  Chciałam przyrządzić jedzenie spontanicznie, chociaż pewnie kombinowałabym nieco bardziej, niż w obecnej sytuacji. Co ostatecznie znajdzie się na naszym stole?

Jak wygląda sytuacja w Gdańsku? Zapiski z kwarantanny #02

Do napisania tego wpisu skłoniła mnie świadomość faktu, że wiele osób zaglądających na mojego bloga poszukuje takich informacji. Nie będę pisać o ilości osób chorych i stanie gdańskich szpitali, od tego są kanały informacyjne. Nakreślę sytuację ze swojej perspektywy.

Jak spędzam czas na kwarantannie narodowej?

W sobotę na Instagramie poprosiłam Was o podanie tematów, które chcielibyście zobaczyć na moim blogu. Pytanie o to, co robię w czasie narodowej kwarantanny pojawiało się najczęściej. A skoro tak, to... Już odpowiadam!

Zapiski z kwarantanny #01 Początek

Długo zastanawiałam się nad tym, czy wchodzić bardziej w temat kwarantanny i koronawirusa. Jak wiecie, raczej nie robię zbyt wielu prywatnych wpisów pomimo tego, że mój blog zawiera sporą część życia i naszych codziennych zajęć. Na moją decyzję o tej (mam nadzieję krótkiej) serii, wpłynęły dwie rzeczy. Wasze pytania z Instagrama i boom w statystykach, którego doświadczyłam praktycznie z dnia na dzień. 

Jak zrozumieć mężczyznę?

Sięgnęłam po tę książkę targana różnymi emocjami. Jestem już po lekturze, ale wciąż ciężko jest mi o jednoznaczną ocenę. Były takie rzeczy, które mi się podobały, oraz takie, z którymi totalnie się nie zgadzam. Zacznijmy od początku...
Walter Trobisch przedstawia mężczyznę w pryzmacie różnych sfer jego życia. Oczywiście są pewne dobre, trafne spostrzeżenia, które można z tej książki wyciągnąć, niemniej po lekturze całości, książka wydaje się tendencyjna a momentami wręcz pompatyczna.

Rzuca jakieś światło

Książka rzuca jakieś światło na męską naturę poruszając trudną wrażliwość męskiego charakteru i zwracanie się do wewnątrz w trudniejszych chwilach. Ale mam nieodparte wrażenie, że idąc tropem myślenia autora można dojść do wniosku, że wszystko jest czymś uwarunkowane, a co za tym idzie jest usprawiedliwione męską naturą. Potrzeba w takim razie tylko wyrozumiałości i w zasadzie tyle.

Ja osobiście mam wrażenie, że nikt nie rozdaje medali za czyjeś istnienie i są takie rzeczy, absolutnie podstawowe, które są ponadpłciowe. Jak choćby szacunek do drugiego człowieka i jego uczuć, a szczególnie do tego, którego sami sobie wybraliśmy na towarzysza życia.

Ups! Samotność w związku, ale jak to?

Autor pisze o mężczyznach narzekających na samotność w związku, a także o tych, którzy wodzeni własnymi namiętnościami, czy zranieniami w jakiś sposób ranią swoje żony pokazując im "gdzie jest ich miejsce w szeregu". Warto zwrócić jednak uwagę na to, że jedni i drudzy to są w istocie ci sami mężczyźni.

Czy ktoś mi wyjaśni dlaczego mężczyzna, który na co dzień nie szanuje swojej żony, kiedy tylko może podważa jej autorytet i kompetencje, oraz nie liczy się z jej uczuciami,  jest w pewnym momencie życia zszokowany samotnością w związku? Naprawdę? To takie szokujące? 

Przesadnie psychologizując można użyć nawet przebitej opony w aucie, aby usprawiedliwić zdradę (w książce jest taki przykład). Freud już wiele lat temu pokazał, a Jung uwydatnił, że wszystko da się sprowadzić do sfery seksualnej i przy zręcznej argumentacji da się wszystko usprawiedliwić problemami z dzieciństwa i ciężkim życiem. Rzecz jednak w tym, że każdy ma na swój sposób ciężkie życie a tłumaczenie się w dorosłości dzieciństwem, czy relacją z rodzicami, na dłuższą metę brzmi żałośnie. Zwłaszcza, gdy np. pada z ust pięćdziesięciolatków.

Kultura vs. natura

Każdy z nas ma jakąś naturę, ale po to mamy kulturę żeby nad tą naturą panować. Inaczej nadal biegalibyśmy z dzidami i uganiali się za mamutami. Jeśli wszystkie zachowania mężczyzny można wytłumaczyć na każdy możliwy sposób, no to w takim razie gdzie może być mowa o jakimś wzajemnym szacunku, skoro jedna strona ma na wszystko mieć wytłumaczenie, a rolą drugiej jest jedynie wykazywanie zrozumienia.

Idąc tropem skojarzeń związanych z naturą męską, czy żeńską, można powiedzieć, że kobieta to stworzenie wybitnie hormonalne i wariujące. Czy to oznacza, że w takim razie mamy prawo zachowywać się jak wariatki dlatego, że tak buzują w nas hormony? Albo odstawiać jakieś historie z powodu chorej tarczycy? Oczywiście, że nie. I nikt mi nie powie, że nad hormonami nie da się zapanować (to jest mit naszych czasów, który jeszcze bardziej infantylizuje społeczeństwo), bo panuję nad nimi za każdym razem, gdy mam ochotę trzaskać szafkami, a jednak tego nie robię.

To warto, czy nie warto?

Mimo wszystko uważam, że warto tę książkę przeczytać. Może być fajnym pretekstem do rozmowy z mężem lub partnerem. Dyskutując na tematy opisane w książce, można dojść do własnych poglądów na poruszane kwestie i dowiedzieć się więcej na temat tego, co nas z drugą osobą łączy, a co dzieli.

Trzymajcie się ciepło i zdrowo, 
Ahoj!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Co zmieniło się w moim życiu po wybuchu epidemii?

Epidemia koronawirusa zmieniła różne rzeczy w moim życiu. Przede wszystkim jako mama malucha jestem w ciągłym napięciu, choć staram się korzystać z różnych technik wspomagających w tym trudnym czasie. 

Co to jest kwarantanna? #zostańwdomu

Wokół koronawirusa krąży bardzo wiele mitów. Niektóre z nich biorą się stąd, że język, którym operują specjaliści bywa niezrozumiały. Czym jest kwarantanna? A czym dozór epidemiologiczny?

Siedzę w domu i co dalej? #zostańwdomu

Wiele kryzysowych sytuacji wywołało mnóstwo fantastycznych pomysłów i tym razem nie musi być inaczej. Stanie w dwudziestoosobowych kolejkach w sklepach nie jest najlepszym pomysłem zwłaszcza w czasie epidemii. Nieustanne czytanie informacji i nakręcanie się podczas siedzenia w domu - też nie jest metodą. Co w takim razie robić?

5 rzeczy, dzięki którym się relaksuję

Każdy z nas potrzebuje odpoczynku i pewnych rzeczy, dzięki którym czujemy się lepiej. Dzisiaj postanowiłam zdradzić Wam moje patenty na dobre samopoczucie. Wszystkie są proste i w zasadzie kompletnie niewymagające, dlatego mam na nie czas. Nie tylko w weekend, ale też w tygodniu.

Koronawirus, co to jest i jak się bronić?

Już od jakiegoś czasu media ostrzegają nas przed koronawirusem, którego przypadki odnotowano już w różnych częściach świata. Jak podaje Dziennik Bałtycki, w niedzielę 01.03.2020 do Szpitala Zakaźnego w Gdańsku przyjęto dwie osoby przybyłe z Izraela z podejrzeniem koronawirusa. Decyzja wysłania próbek do laboratorium została podjęta. Póki co, wyniki testu są nieznane. Czym charakteryzuje się koronawirus i jak długo się utrzymuje?

Czy dalej chodzę z Bogiem?

Są takie osoby, które przyprowadziło na mój blog moje otwarte mówienie o Bogu i wierze. Wiem, że mam grono Czytelniczek na Śląsku, a ostatnio niewiele było na blogu w temacie wiary. Teraz opowiem Wam z czego to wynika i co dalej.

Puk. Puk. Otwórz drzwi, a powiem Ci czemu warto czytać Biblię

Kiedy Dawid i Konrad zapukali do naszych drzwi z chęcią odpalenia filmu mówiącego o tym, że warto czytać Biblię, pomyślałam sobie: Spoko, idą z duchem czasu.
Copyright © Daję Słowo