Odpuśc sobie: nie musi być idealnie żeby było dobrze🙊

Inspiracją do dzisiejszego wpisu jest wczorajsza sytuacja z kremem do karpatki. Wiem, że jeszcze jakiś czas temu doprowadziłoby mnie to do rzucania gromów w kuchni. Zamiast tego, dałam sobie spokój. Czemu to takie ważne żeby umieć odpuścić? I dlaczego taka postawa pomaga w życiu?

Jest jak jest, a będzie jak będzie

Warto świadomie podchodzić do własnej rzeczywistości, do dokonywania wyborów i do gospodarowania czasem, ale równocześnie dobrze jest pamiętać, że nawet jeśli to wszystko jest na właściwym poziomie, rzeczy mogą potoczyć się zupełnie inaczej niż planowaliśmy. I to też jest OK.

Wczoraj zajmowałam się robieniem tortu urodzinowego dla mojego Syna. Miałam wszystkie dodatki i potrzebne rzeczy, poza... Proszkiem do pieczenia i margaryną, co spowodowało podwójną wycieczkę do sklepu. Potem zrobiłam krem do karpatki, który wyglądał tak, jakby miał się zamienić w strasznego stwora i mnie pożreć. Przed 22 wybrałam się na szybki wypad do Biedronki w celu znalezienia produktów na nowy krem do karpatki i ustawiłam w 20sto osobowej kolejce. Jak w końcu wydostałam się ze sklepu, udało mi się skończyć tort w okolicach 23. Niby nie tak późno, ale inaczej się na to patrzy, gdy masz perspektywę pobudki o 4:50. Mimo tego, nie byłam wkurzona ani przez chwilę.

Zamiast trwonić energię na emocje, lepiej skumulować ją na rozwiązaniach

Jasne, że emocje to część życia i mogłabym ciskać gromy i głosić hasła końca świata. Tylko po co tracić resztki energii na emocje, zamiast przeznaczyć ją na poszukiwanie rozwiązania? Lepiej jest wreszcie sobie odpuścić. Najczęściej nikt nie wymaga od nas doskonałości, poza nami samymi. A takie wymaganie i tak jest z góry skazane na fiasko, bo jesteśmy niedoskonali. Bada Bum Tsy - wszyscy to wiemy, a jednak wciąż udajemy, że nie. Inny przykład, nie ma znaczenia za którym razem zdałeś egzamin na prawo jazdy, jeśli zdawałeś go 10 lat temu i nadal jeździsz. Takie rzeczy mają tylko pozorne znaczenie w tych momentach, w których się dzieją. Później stają się wspomnieniem, i to na dodatek jednym z wielu.

Jeśli czujesz się przemęczony - odpuść sobie. Jest różnica pomiędzy po prostu trzymaniem się planu, a kurczowym trzymaniem się planu. Możesz znieść jajo z nerwów, a możesz po prostu dać sprawom się toczyć, jak się toczą i zrobić to, co możesz zrobić, aby toczyły się lepiej. Bez ciśnienia i obwiniania się za własną wyobraźnię.

Porady, książki i uwagi - jak być powinno, a jak jest

Warto nieustannie się rozwijać, ale w rozwoju osobistym również można uwikłać się w pewne pułapki. Jeśli nieustannie czytasz o tym, jak być powinno, a nie doświadczasz tego w swoim życiu, bardzo możliwe, że zaczynasz popadać w skrajność narzucania sobie jakiegoś modelu, który "być musi". Tymczasem znalezienie balansu pomiędzy tym, jak być powinno, a tym jak wyglądają nasze życia to też swego rodzaju sztuka.

Nikt nie przeżyje życia za Ciebie, dlaczego ktoś w takim razie miałby pisać za Ciebie ten scenariusz? Wszystkie metody, sposoby i porady warto przetwarzać we własnym pryzmacie. Nawet najlepszy autor nie napisze Ci idealnego przepisu, ponieważ nie ma Twoich doświadczeń. Dopiero łącząc mądrość z książek z własnym kontekstem i możliwościami, jesteś w stanie przestać trzymać się kurczowo schematów i wypracować własną jakość.

Daj wreszcie spokój - wujek dobra rada prawdy przepowiada

Każdy w rodzinie ma takiego wujka, który ma swoje złote rady na wszystko. Choć w swoim życiu może nie robić absolutnie nic, to jest pierwszym, który Ci powie, co Ty masz robić ze swoim. Rzecz w tym, że gdyby tak gnać za opiniami innych ludzi, to można by było siedzieć i nic nie robić, bo każdy ma jakieś "ALE".

Opinie innych osób mają największą wartość wtedy, kiedy sam o nie prosisz, a nie wtedy, kiedy ktoś wygłasza je z piedestału własnego ego. Poza tym, czym innym jest konstruktywna krytyka, a czym innym kwestionowanie Twojego życia, wybranych celów, czy drogi, którą wybrałeś. Słuchając różnych historii mam wrażenie, że obawa przed opinią wciąż jest problemem wielu ludzi. A rezygnacja z siebie to najwyższa cena, jaką można zapłacić.

Życie pisane kremem do karpatki: działaj dalej i bądź - po swojemu

Nawet nie wiem, jak od kremu do karpatki przeszłam przez przynajmniej kilka życiowych historii i to, jak być powinno, jak być może, i jak będzie. Krem to tylko jeden z wielu drobiazgów, z których składają się naszą codzienność. Czy naprawdę warto przejmować się nimi ponad miarę? Odpuść sobie wreszcie, sprawdź co się stanie, a zobaczysz, że z czasem ta postawa bardzo Ci się spodoba.

Trzymaj się zdrowo i zadbaj o siebie,

Cześć!


PODPIS
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Jeśli Twoje dziecko zmienia się nie do poznania: JEST JAKIŚ POWÓD🙄

Wczoraj podczas oglądania jednego z dość znanych seriali, zastanawiałam się nad tym, gdzie jest granica troski. Dlaczego do pewnego momentu rodzice interesują się swoim dzieckiem, a w pewnym  momencie stwierdzają: "jesteś niegrzeczny", "masz złe towarzystwo" i to by było na tyle z okazania wsparcia i zainteresowania. Co się dzieje i gdzie jest ten trigger, który sprawia, że nagle zaczynasz wymyślać scenariusze dla własnego dziecka zamiast zadawać pytania?



Tak, mój Syn ma 3 lata a ja nie mam doświadczenia z nastolatkami


Ale mój Syn też kiedyś będzie nastolatkiem. Nie będziemy zgadzali się we wszystkim, już się nie zgadzamy w pewnych sprawach, więc co w tym dziwnego, że kiedyś tych różnic pewnie będzie więcej? Nie jestem mamą, która na siłę próbuje przeforsować swoje zdanie. Jeżeli widzę, że mojemu dziecku po spróbowaniu rosołu zbiera się na wymioty, nie będę mu wciskać tego rosołu - tylko zrobię placki warzywne, które mają takie same wartości w sobie. Nie chodzi mi tutaj o uleganie wybrzydzaniu, tylko o reakcje na to, że coś FAKTYCZNIE nie smakuje aż do tego stopnia.

Jeśli w czymś się nie zgadzamy, zadaję pytania. Staram się dowiedzieć, co tak naprawdę nas różni i często okazuje się, że kryje się tam coś, czego nie wiedziałam lub z czego nie zdawałam sobie sprawy. Znam ludzi, którzy codziennie używają sformułowania "dziecięce fanaberie" i trzymają własne dzieci na wieczny dystans z obawy, że "wejdą im na głowę" albo, że jak się na nie zwróci za dużą uwagę to "staną się narcyzami". Tymczasem nie bez znaczenia jest to, jaki typ uwagi poświęcamy naszym dzieciom. Przecież nie chodzi o to, żebyśmy byli bezrefleksyjnie wpatrzeni w nasze dzieci albo żebyśmy przestali je zauważać, żeby przypadkiem nie pomyślały sobie, że są ważne. A przecież są ważne, więc dlaczego miałyby myśleć, że nie są?

Nie bądź jak stołek, którego nie da się przesunąć


Dziecko od początku swojego życia napotyka na różne opory, które stara się zwalczać. Pierwszy i najbardziej dotkliwy opór, na który dziecko napotyka z mocą oczywistości to grawitacja. Rzeczy potrafią wypaść z ręki, nawet jeśli tego nie chcesz. Latanie fajnie się śni, ale nie jest taką łatwą sprawą w rzeczywistości, a niektóre przedmioty nie chcą się przesuwać nawet jeśli się na nie napiera z całą swoją siłą. Dlaczego wydaje nam się, że w pewnym momencie to się zmienia?

Później napotykamy na inne rodzaje oporu, które zdarzają się również w życiu dorosłym. Rodzic, który nie stara się zrozumieć, jest jak ten stołek, który w dalekiej przeszłości nie chciał się przesunąć, kiedy się go pchało (bo miało się za mało siły i stołek nie chciał współpracować). Pisząc to zakładam, że mogę kiedyś być dla mojego Syna, jak ten stołek, który nie chce się przesunąć. Tylko, że rodzic w takiej sytuacji ma większe możliwości niż faktyczny stołek, który stoi na drodze kilkumiesięcznego dziecka. W sytuacji konfliktu może stawiać pytania i rozmawiać - podtrzymywać relację w sposób adekwatny do rozwoju dziecka. Tzn. jeśli Twoje dziecko ma lat 13 czy 15, to nie traktujesz go jak dwulatka, któremu czasem trzeba wytrzeć buzię. 

Dziecko ma się starać dla mnie, czy ja dla dziecka?


Niektórzy wychodzą ze skąd inąd bardzo krzywdzącego założenia, że dzieci są po to, aby podać rodzicom szklankę wody na starość. I już. Tyle ze starań z dbania o relację, bo przecież to dziecko przychodząc na świat jest coś winne rodzicowi - no serio? Jeśli już ktoś myśli w ten sposób, bardzo często nie bierze pod uwagę tego, że być może jego dziecko nie tylko nie będzie chciało mu podać szklanki wody na starość, ale np. ciśnie w niego tą szklanką, wyjedzie i nie będzie się kontaktować z tym rodzicem przez następnych 20 lat swojego życia. Ten sam rodzic, zamiast wziąć odpowiedzialność za siebie w tej relacji i przemyśleć swoje własne zachowanie, powie... nie udało mi się dziecko. Czy coś w ten deseń.

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego niektórzy ludzie zakładają, że relacja rodzic-dziecko ma tylko jedną stronę i jest nią to, co należy się rodzicowi od dziecka. Dziecko nie jest dodatkiem do zdjęć, czy eksponatem do noworodkowej sesji, ale człowiekiem, który zasługuje na troskę i miłość, najbliższych sobie osób na tym świecie. Jeśli rodzice są tylko nastawieni na branie, a nie idzie to w parze z dawaniem, prędzej, czy później dochodzą do wniosku, że "ich dziecko się popsuło" lub "że mają popsute dzieci". Rodzic stawia siebie w pozycji ofiary, a to nie on w takiej relacji jest stroną, która cierpi najbardziej.

Nie miałem pojęcia, że dzieje Ci się krzywda - mówią rodzice, którzy zbyt szybko wrzucili dziecko w kategorię "niegrzeczny" lub "złe towarzystwo"


Jeśli człowiek, którego bardzo dobrze znasz, niemal z dnia na dzień zmienia swoje zachowanie, ma jakiś powód. Powiedzieć "niegrzeczny" i zwalić winę na towarzystwo to najłatwiejsze rozwiązanie. Jest ono jednak bardzo krzywdzące i często się w ogóle nie sprawdza. Dlaczego rodzice skrzywdzonych nastolatków/nastolatek bywają w szoku, że nie zauważyli krzywdy, jaką ktoś wyrządził ich dziecku? Bo w pewnym momencie przestają się zastanawiać, zadawać pytania, zbyt wcześnie przyjmują "moje dziecko tak się zmieniło i takie jest", albo "to bunt". Zgoda, że różne graniczne emocje buzują w człowieku, który jest w nastoletnim wieku. Ale potrzebuje on w tym wieku wsparcia i potrzebuje dokładnie takiego wsparcia, jakiego ON/ONA potrzebuje, a nie takiego, jakiego TY MYŚLISZ, że potrzebuje.

Wymaga to gimnastyki i chęci podjęcia wysiłku zrozumienia, zejścia do tego samego poziomu rozmowy, zamiast "mądrości z wyżyn". Zdarza się, że to nie bunt zmienił zachowanie dziecka, ale np. bullying, hejt, mobbing, gwałt, molestowanie, albo Bóg jeden wie co jeszcze. Wiedzą o tym doskonale osoby, które na co dzień pracują w fundacjach dających wsparcie rodzinom, które zmagają się z takimi tragediami. Zanim przyczepisz etykietę, poszukaj porozumienia - nie narzucaj swojej wizji rzeczywistości, ale zrób przestrzeń na swoje dziecko, z czymkolwiek do Ciebie przychodzi i jakkolwiek to wyraża.

Czasem jedno pytanie może uchronić Waszą rodzinę przed tragedią lub przerwać krąg wzajemnego cierpienia.

Trzymajcie się razem, 
Cześć!

PODPIS
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Wakacje z małym dzieckiem - kilka wskazówek

Wakacje z dzieckiem to zupełnie inny rodzaj podróżowania. Samochód, gorąc, bagażnik pełen rzeczy, a jeśli na dodatek popsuje się klima, może się szybko okazać, że piosenki i gry samochodowe to za mało. Rodzinne wakacje to świetna zabawa - pod warunkiem, że nie kręcisz nosem na trudności i masz w zanadrzu swoje strategie.

Wakacje z niemowlakiem, czyli jak to się zaczyna

Nasz Synek miał 3 miesiące, kiedy po raz pierwszy pojechaliśmy na dłuższy wyjazd. Od samego początku nie ograniczaliśmy się szczególnie, tylko dalej robiliśmy to, co lubimy robić. Zawsze wymagało to strategii - takie rzeczy jak przystanek pielucha lub zapas mleka modyfikowanego, odpowiednia ilość rzeczy na przebranie - gdyby coś. To wszystko trzeba było wpisać w plan.

Moim sposobem była lista rzeczy do zrobienia, którą zaalaminowałam i za każdym razem skreślałam punkty mazakiem do tablic. To sprawiło, że lista była listą wielokrotnego użytku, a ja nie musiałam przy każdym wyjeździe pisać jej od nowa.

Wakacje z dzieckiem - level up!

Obecnie wakacje z dzieckiem w naszym wykonaniu oznaczają wakacje z ciekawym świata trzylatkiem. Nasz Syn mówi pełnymi zdaniami, lubi gry samochodowe i gromkie śpiewy - więc nudy nigdy nie ma. A kiedy się pojawi, robimy przerwę w jeździe i odkrywamy nowe miejsca na spacer lub rower.

Staram się ograniczyć ilość naszych rzeczy do minimum i pakujemy się zwykle tego samego dnia, którego wyjeżdżamy. Nie lubię całodziennych pakowań i rozpakowywań, dlatego nie robię tego.

Must have każdej podróży

Chociaż lista rzeczy do zabrania jest zmienna, są takie rzeczy, które warto mieć przy sobie zawsze. Po pierwsze, przekąski - bez nich lepiej nie wychodzić z domu. Po drugie, ważniejsze - książeczka zdrowia, paracetamol i termometr. Jadąc na wakacje raczej nie myśli się o choróbskach, co nie zmienia faktu, że mogą się zdarzyć.

Jeśli jedziecie gdzieś dalej i na dłużej, też możecie zabrać ze sobą np. testy na COVID. Zwłaszcza jeśli planujecie dłuższy wyjazd i to np. w miejsce, którego głównym atutem jest las i brak łatwego dostępu do sklepów.

Wakacje z dziećmi - strategia i plan

Tak, jak wspominałam wakacje z dzieckiem to super sprawa, ale wymagają odrobiny kreatywności posypanej dobrą strategią. Jeżeli planujesz pierwsze wakacje z dzieckiem:

  • Zdobądź jak najwięcej informacji o miejscu, w które jedziesz. Sprawdź dostępność sklepów, ewentualnych lekarzy i przychodni (w razie gdyby)
  • Oceń możliwości jakie daje to miejsce i ewentualne trudności
  • Zrób sobie listę rzeczy do spakowania/zrobienia przed wyjazdem - najlepiej wielokrotnego użytku, która będzie Twoim drogowskazem, przed każdym wyjazdem
  • Zabierz termometr, książeczkę zdrowia dziecka, miej pod ręką PESEL dziecka - jeśli go nie pamiętasz, nie wykupisz z apteki żadnych leków z e-recepty, chyba, że w aptece dadzą radę zczytać kod kreskowy (z tym jest różnie)
  • Weź dobry humor i nie martw się, nie ma takiego wyzwania, któremu mama nie podoła.

A jak wyglądają nasze wakacje z dzieckiem?

Wakacje to moim zdaniem stan ducha i przemyślana strategia. Wakacje mam w zasadzie cały czas, bo moja praca mieści się w kieszeni. Mogę ją wykonywać z dowolnego miejsca i korzystam z tego w pełni. Praca mojego Męża jest nieco mniej elastyczna, ale wciąż na tyle, aby wycieczki były normą przez cały rok, a nie tylko latem.

Dlatego wakacje to u nas bardziej określenie "lata", a niekoniecznie określenie jakiegoś stanu odpoczynku od czegoś. Czy przełomu w którym dzieją się rzeczy, które normalnie nie wydarzają się w ciągu roku.

Trzymajcie się zdrowo,

Cześć!


PODPIS
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Jak zrobić krochmal?

Ten niespodziewany wpis wziął się stąd, że jako miłośniczka oszczędzania poprzez zakupy hurtowe, kupiłam 50 ścierek. Założyłam, że będą świetne i okazało się, że absolutnie żadna z nich nie spełnia moich oczekiwań. Wszędzie zostawiają mikro-nitki a na dodatek są cieńsze, niż można by było się spodziewać po zdjęciu. Postanowiłam sięgnąć po dawną deskę ratunku, czyli po... Krochmal.


Cuda z mąki ziemniaczanej i kąpiel w krochmalu - do czego służy/ł krochmal?

Nie jestem dinozaurem, po prostu korzystam z dobrodziejstwa domowych sposobów, które wiele razy wsparły mnie tam, gdzie zawiodły wszystkie inne. Krochmal ma zastosowanie wielorakie. Nadaje kształt obrusom, serwetkom, czy robótkom ręcznym. A przy okazji utrwala ich świeżość.

Krochmal pozwala także tkaninom zyskać świeży połysk, a także uczynić je odpornymi na brud i bakterie. W przypadku ścierek sprawia też, że przestają wszędzie zostawiać nitki. Krochmal stosowano kiedyś również do kąpieli. Kąpiel w krochmalu to babciny sposób na jedwabiście gładką skórę, a także na niemowlęce podrażnienia.

Przepis na krochmal na bazie mąki ziemniaczanej

Krochmal na bazie mąki ziemniaczanej jest najpopularniejszym i zarazem najczęściej stosowanym rodzajem krochmalu. Jak zrobić krochmal?

  • Z litra zimnej wody odlej szklankę wody, a resztę zagotuj
  • Wymieszaj 1 łyżeczkę mąki ziemniaczanej z odlaną wodą
  • Gdy woda zacznie wrzeć, połącz ją z roztworem mąki, tak, aby nie powstały grudki
  • Kiedy krochmal zgęstnieje, oznacza to, że jest gotowy do użycia

Co można zrobić z tym krochmalem?

Tak przygotowany krochmal można podobno wlać do pralki na wyprane rzeczy i ustawić pranie na dodatkowe płukanie. Podobno jest to bardzo praktyczna i szybka wersja krochmalenia rzeczy. Nie mogę jednak brać pełnej odpowiedzialności za to rozwiązanie, ponieważ zastanawiam się co na to pralka. Czy roztwór z mąki ziemniaczanej nie odbije się źle na tym sprzęcie? Nie wiem. Jeśli macie jakąś wiedzę na ten temat, możecie podzielić się nią w komentarzach.

Nie trzeba wlewać krochmalu do pralki, możecie po prostu wymoczyć w nim wyłącznie te rzeczy, które mają zostać wykrochmalone. Pamiętajcie jednak o tym, że nie wszystkie rzeczy nadają się do krochmalenia. Ścierki, serwetki, obrusy, czy robótki ręczne nadają się do tego świetnie. Ale bardzo delikatne tkaniny już niekoniecznie.

Trzymajcie się zdrowo,

Cześć!


PODPIS
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Mama copywriter - jak wygląda moje życie od kuchni?

Na różnych moich mediach wielokrotnie otrzymywałam pytania o to, jak godzić pracę w domu z wychowaniem dziecka, a później - jak godzić to wszystko z edukacją domową? Są przecież jeszcze takie rzeczy jak pranie, sprzątanie i inne sprawy. Jak wygląda moje życie od kuchni?

Złoty przepis nie istnieje

Chciałabym wyraźnie zaznaczyć, że to nie jest tak, że mam jakiś złoty przepis na wszystko, a perfekcja objawia się z każdej strony. W rzeczywistości do wszystkiego możesz dojść swoją drogą i ważne, abyś to robiła.

To, co ja konsekwentnie robię to tak naprawdę dopasowywanie rzeczywistości do wiedzy, którą mam o sobie samej. Np. wiem, w jakich godzinach moja praca jest najbardziej efektywna i jednocześnie znam swoje dziecko, więc wiem kiedy i jak zaplanować jego aktywności, żebyśmy mogli się spotkać w realizowaniu i jego, i moich planów.

W tym wpisie nie podam Ci jakiegoś obiektywnego cudownego zestawu reguł, które będą miały coś spowodować. To, co piszę możesz jednak potraktować jako wskazówki lub inspirację. Co do jednego jestem pewna, jeżeli znasz siebie i wiesz, jak funkcjonujesz, to poradzisz sobie z dobieraniem środków do celu. Jeśli znasz swoje dziecko i wiesz, jak funkcjonuje, to również jesteś w stanie skomponować dobry plan, który będzie działał dla Was. Jeśli wiesz, jak funkcjonujecie wszyscy razem jako rodzina, to będziesz wiedziała jak balansować pomiędzy potrzebami wszystkich, aby zgrać je we wspólnej drodze do celów.

Mama Copywriter - zawsze w pracy z dzieckiem

Odkąd byłam w ciąży, zawsze jestem w pracy z moim dzieckiem. Nie mam niani, dziadkowie mieszkają daleko - a ja sama też nie jestem jakoś szczególnie spragniona pomocy. Lubię moje życie takie, jakim jest i nie jestem zmęczona tym, że spędzamy razem tyle czasu. Co więcej, po prostu się tym cieszę, bo dzieciństwo nie trwa wiecznie i wiadomo, że kiedyś się skończy. A raczej zmieni, w inny i zupełnie nowy etap.

Obydwoje z Mężem aktywnie pracujemy, co w praktyce oznacza, że czasami mojego Męża nie ma przez np. 2-3 doby w tygodniu. W tym czasie jesteśmy sami, więc musimy razem się wspierać. Mój Synek wie, że mama pracuje i w tym czasie albo robi jakiś nowy projekt w swoim pokoju, albo np. wymyślam mu różne rysunki na zamówienie. Ja też wiem, czego on potrzebuje, dlatego na każdy dzień, w którym jesteśmy tylko we dwoje wymyślam jakąś "super rzecz do wspólnego robienia". Nie chcę żeby był stratny przez to, że mojego Męża nie ma w domu i nie może bawić się z Tatą w czasie, kiedy Mama pracuje.

Mama Copywriter - nie zaczynam dnia od pracy

Mogłoby się wydawać, że pracując w domu z dzieckiem, trzeba tę pracę upychać wszędzie gdzie się da, aby w ogóle móc ją wykonać. To nieprawda! Lepiej wrzucić na luz i pozwolić sobie na pracę wtedy, kiedy jest to najbardziej efektywne. Jeśli masz zadanie, aby napisać tekst - warto zrobić to wtedy, gdy Twój mózg pracuje na najwyższych obrotach.

Możesz zażynać się myślowo przez pół dnia i ciągle myśleć o tym, co masz do zrobienia albo możesz po prostu to zrobić, kiedy Twój umysł jest w odpowiednim do tego stanie. Każdy z nas ma takie godziny, w których lepiej mu się pracuje i są to inne godziny, niż te wyznaczane przez standardowy etat. Co więcej, u każdego będzie to wyglądało trochę inaczej.

Mój dzień zaczyna się w okolicach 5:15 (mój Mały Podróżnik wstaje o tej porze) i nie zaczynam go od pracy. Moje dziecko to mały podróżnik, więc... Jest śniadanie, poranna kawa w dłoń i idziemy poszukiwać nowych placów zabaw, albo ciekawych miejsc po prostu. W praktyce wychodzimy około 6-7 i potrafimy wrócić nawet o 11:00.

Czas na pracę - czyli kiedy

Powrót ze spaceru zależy od kilku rzeczy, od ilości zleceń, naszych sił, albo od tego czy mój Mąż jest w domu i może przejąć inicjatywę. W praktyce dwie wycieczki dziennie są u nas normą. 3 razy w tygodniu dochodzą do tego zajęcia, na które uczęszcza nasz Synek. Ale nie są to zajęcia w czasie których zdążyłabym np. wrócić do domu i popracować, więc to również ma wpływ na plan i kształt dnia.

Zabieram się do pracy zazwyczaj po przyrządzeniu drugiego śniadania dla mojego dziecka. Dla Synka jest to czas na nabranie energii i odpoczynek, dla mnie czas wzmożonej koncentracji. Nie rozpraszam się w tym czasie, nie gadam przez telefon. Wychodzę z social mediów i wyciszam dźwięki powiadomień. Skupiam się tylko na tym, co mam do zrobienia. Po skończonej pracy przychodzi czas na homeschool. Wtedy robimy razem różne, bardziej ukierunkowane aktywności. Później obiad, czasem drzemka i drugi spacer lub wycieczka.

Pracuję o różnych godzinach choć generalnie przez 5 dni w tygodniu. Dostosowałam swoją pracę do tego, kiedy moje moce przerobowe są najwyższe. A także planuję ją tak, aby każdy Klient mógł mieć pewność, że dostanie teksty na czas. Często nawet wysyłam teksty przed czasem. Nigdy nie zostawiam sobie pisania na ostatnią chwilę, zawsze planuję pracę tak, aby mieć swobodę. Najpierw swobodę napisania, a potem sprawdzenia tego pod różnymi kątami.

Edukacja domowa w naszym domu

Są różne style prowadzenia edukacji domowej. Jedni się przygotowują specjalnie, inni lecą na całkowitym spontanie. My łączymy obydwa te style. Czasem przygotowuję się do naszych zajęć, czasem nie, ale mamy swoje codzienne rutyny, które realizujemy konsekwentnie. Jest czas na swobodną zabawę i na zabawę zaplanowaną w ramach domowej edukacji.

Ale tak naprawdę edukacja domowa jest naszym stylem życia. Nauka odbywa się ciągle i nie tylko w specjalnie wyznaczonych do tego momentach dnia. Nie przychodzi nam to ze szczególnym trudem, a raczej jest okazją do wspólnej zabawy, spędzenia czasu i poznania czegoś ciekawego. Jeśli planuję zajęcia na cały tydzień, zwykle zajmuje mi to pół niedzieli, ale też lubię to robić, więc trudno powiedzieć żebym się przy tym specjalnie męczyła. Tak samo mam w stosunku do pozostałych rzeczy, które opisuję Wam w tym wpisie. Nikt mnie do nich nie zmusza, a to co robię, robię dlatego, że chcę.

Gdzie Twój Mąż?

Jest, ale czasami macie wątpliwości, przez to, że nie piszę zbyt wiele o naszym prywatnym życiu. Dlatego podkreślam raz jeszcze, że nie jestem zainteresowana matrymonialnymi propozycjami, które czasem dostaję. Miło mi, dziękuję, ale ja już swoją drugą połówkę mam i wierzę, że Wy również znajdziecie. Nie piszę zbyt wiele na temat naszej prywatności tylko dlatego, że jest nasza po prostu. Z tych samych powodów nie pokazuję mojej rodziny na Instagramie. Cenię sobie naszą prywatność i to, kim jesteśmy dla siebie na wzajem.

Nigdy nie uznawałam tradycyjnego podziału ról. Każdy z nas ma dwie ręce i mieszkając w domu, każdy powinien dbać o jego dobry stan. Nie należę do kobiet, które wezmą na siebie wszystko. A mój Mąż nie należy do mężczyzn, którzy usiądą wygodnie w fotelu i tyle. Na co dzień wymieniamy się obowiązkami, ale też są takie rzeczy, które robi tylko on i takie, które robię tylko ja. Każdy z nas jest odpowiedzialny za wspólną rzeczywistość i nie jest tak, że spada to tylko na jedną osobę. Czasem jedno z nas tych obowiązków ma więcej, czasem drugie, ale to też zależy od aktualnej sytuacji zawodowej i możliwości.

W obowiązkach domowych uczestniczymy wszyscy. Nie wynika to z żadnego przymusu, ale z rzeczywistości, jaką sobie zbudowaliśmy wspólnie. Synek pomaga nam np. podczas rozwieszania prania, czy wyjmowania niektórych rzeczy ze zmywarki. Nigdy nie trzeba go do tego namawiać, bo traktuje to jako zabawę i okazję do pomocy. Lubi czuć się odpowiedzialny i wspólne obowiązki dają mu takie poczucie.

Elastyczny plan i dobre nawyki

Nigdy nie podchodzę na sztywno do swojego planu dnia. Myślę, że gdybym tak do tego podchodziła, to ciągle byłabym sfrustrowana. Kurczowe trzymanie się czegokolwiek jest o tyle bez sensu, że rodzicielstwo niesie ze sobą wiele niespodzianek i często zdarzają się wydarzenia nieplanowane, które wymagają od nas obecności i zaangażowania. Ale w swojej pracy i podczas planowania tekstów dbam o to, aby zaplanować nieplanowane. Dzięki temu, niezależnie od okoliczności zewnętrznych moi Klienci wiedzą, że dostaną teksty na czas.

Większą rolę w naszej codzienności odgrywają nawyki, niż lista zadań. Piję dużo wody, przeważnie jem zdrowo, a jak jestem fizycznie zmęczona to odpoczywam. Jeśli boli mnie kręgosłup, robię jogę na kręgosłup. Jeśli mam migrenę i światłowstręt, nie udaję, że nic mi nie jest, tylko biorę leki i się kładę. Mówię o swoich uczuciach, bo żeby inni mogli je uszanować, trzeba dać im na to szansę. Umówmy się, przy wielości codziennych zajęć, naprawdę ciężko jest prowadzić domysły. Lepiej jest jasno i otwarcie się komunikować, a także stawiać granice własnej wytrzymałości. Przed moim dzieckiem też nie udaję herosa, jak jestem zmęczona albo potrzebuję chwili ciszy - też o tym mówię. Jak nie mam siły na spacer i wycieczkę, też o tym mówię, nie zmyślam i nie podaję powodów innych niż te rzeczywiste.

Zgoda na to, że jest dobrze a idealnie być nie musi

Ideały i białe blaty to mity Instagrama. Pięknie wyglądają na zdjęciach, ale w rzeczywistości nie ma sensu dążyć do ideałów pod każdym względem i w każdej sferze życia. Fajnie jest wzrastać i być coraz lepszym, ale to nie znaczy, że powinniśmy narzucać sobie perfekcję i popadać w depresję za każdym razem, gdy nie udaje nam się być idealnymi.

Jestem freelacerem więc swój model pracy dopasowałam do potrzeb swoich i swojej rodziny. A to znaczy, że czasem muszę komuś odmówić, jeżeli istnieje ryzyko, że wypracowana równowaga zostanie poważnie zachwiana. Nieczęsto zdarzają się takie zlecenia, ale od czasu do czasu tak bywa, że odmawiam. Czy mnie to boli? Nie, bo jeżeli nie mogę danemu zleceniu oddać się w taki sposób, żeby czuć w stosunku do tego entuzjazm i radość, to lepiej nie robić tego wcale. Klient, który zwraca się do mnie z prośbą o teksty zasługuje na "pełne wczucie się" w temat i zrozumienie jego potrzeb.

Słucham się swojej intuicji

Na co dzień słucham się swojej intuicji i szczerze mówiąc nigdy mnie nie zawiodła. Ale zawiodłam się zawsze wtedy, kiedy próbowałam jej nie słuchać. Życie nie polega na tym, aby je sobie układać "tak, jak ktoś". Ale na tym, by układać je po swojemu. W szacunku do tego, kim jesteśmy i czego potrzebujemy. U każdego wygląda to nieco inaczej.

Zdecydowałam się w końcu odpowiedzieć na Wasze pytania dotyczące życia od kuchni i zaspokoić Waszą ciekawość, ale nie po to, żebyście na siłę przybierali mój plan i wdrażali go w życie. Dlatego, że moje sposoby, mogą się po prostu u Was nie sprawdzić ze względu na to, że jesteście osobami z zupełnie innymi potrzebami. Warto obserwować siebie, swoją rodzinę i zastanowić się nad tym, jak organizować dzień i życie, żeby odpowiadało to Waszym potrzebom. Nie ma jednego wzoru, a jeśli coś działa - to najważniejsze, że działa. Jak przestaje działać to znaczy, że trzeba coś zmienić.

Trzymajcie się zdrowo,

Cześć!


PODPIS
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Skąd się wziął zielony przycisk?

Wczoraj na mojej stronie pojawił się zielony przycisk z napisem "postaw mi kawę". O co chodzi i w jakim celu pojawiło się to na stronie? Czy jest to zobowiązujące i na czym to polega?

Kawa na wsparcie twórczości

Zielony przycisk pozwala na wspieranie mojej twórczości. Jeśli podoba Wam się to, co robię na blogu i uważacie moje teksty za użyteczne, pomocne - możecie wesprzeć mnie stawiając mi kawę. Bardzo często przy tym napoju piszę moje wpisy. 

Postawienie kawy nie jest w żadnym stopniu zobowiązujące. Nie jest to żadna subskrypcja ani zobowiązanie do cyklicznych opłat. Postawienie kawy ma charakter jednorazowy. Jeśli cenicie moją pracę i chcecie mnie wesprzeć, możecie postawić mi kawę. Istnieją 3 kwoty wsparcia: 5,10 i 15 zł.

Po co mi takie coś?

Blog jest moją pasją i nie wykorzystuję go do celów zarobkowych. Jak się pewnie domyślacie, moim głównym źródłem dochodu jest copywriting (pasja, która stała się pracą), który w całości rozgrywa sie poza blogiem. Mimo tego, staram się regularnie dostarczać Wam wpisów 3 razy w tygodniu (zazwyczaj są to poniedziałki, środy i piątki).

Będę niezmiernie wdzięczna tym osobom, które zechcą wesprzeć moją twórczość nawet najdrobniejszą kwotą. Każde wsparcie się liczy i każde będzie miało duży i realny wpływ na rozwijanie strony.

Nie jest to w żaden sposób zobowiązujące

Okazanie wsparcia jest opcją dla chętnych. W żadnym razie nie oznacza, że te osoby, które wsparcia nie okażą - będą otrzymywały czegoś mniej. Strona będzie prowadzona na tych samych zasadach, co do tej pory.

Trzymajcie się zdrowo,
Cześć!

PODPIS
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Edukacja domowa: To od września do przedszkola? Jak odpowiadam na takie pytania?

Edukacja domowa wciąż jest nieszczególnie popularna w Polsce i dla większości ludzi w ogóle nie istnieje jako jakaś alternatywa dla standardowego nauczania. Za granicą jest dosyć często spotykana, u nas wciąż generuje zdziwienie i szeroko otwarte oczy. Mit samotnego dziecka ślęczącego nad biurkiem ze łzami w oczach, wciąż jest bardzo żywy, chociaż nie ma wielu podstaw w rzeczywistości. Jak odpowiadać na kłopotliwe pytania i radzić sobie w takich sytuacjach?

Wyobrażenia napędzają świat a legendy miejskie tworzą się same

W tym przypadku legendy nie dotyczą Bazyliszka, czy Smoka Wawelskiego. Jest to pewien zestaw przekonań i mitów, na temat rodziny funkcjonującej w edukacji domowej. Warto zauważyć, że jeśli już rodzice decydują się na edukację domową, nie jest to sprawa tylko dziecka, ale całej rodziny. Nie chodzi tylko o fakt, że dziecko literalnie pozostaje w domu. Obowiązek szkolny nadal jest do zrealizowania, ale to w jaki sposób rodzice zarządzą czasem dziecka i sposobami na naukę - to kwestia istotna w zasadzie dla całej rodziny. Niezależnie od tego, czy jesteś mamą jedynaka tak, czy mamą wielodzietną, sposób funkcjonowania rodziny jest w pewnym sensie wyznaczany edukacją domową. Nie musisz być pedagogiem, aby realizować się w edukacji domowej, ale musisz posiadać do tego odpowiednie warunki.

Musisz mieć realne możliwości, aby ten tryb edukacji realizować. Największą rolę odgrywa czas i zaangażowanie. Nie jest to taka łatwa sprawa, jak z pozoru mogłoby się wydawać. Ale staje się dosyć prosta jeśli rodzice są na własnych działalnościach, albo jeśli jedno z rodziców nie pracuje. Kwestie finansowe nie są moim zdaniem aż tak istotne, ponieważ dostęp do wiedzy jest bardzo szeroki i wcale nie jest taki kosztowny, jak mogłoby się wydawać. Możesz kupić super piękne drewniane literki z napisem "Montessori" za 300 zł, a możesz kupić plastikowe literki za 8 zł lub wydać jeszcze mniej pieniędzy i zrobić je razem z dzieckiem.

Co ciekawe, rodzice realizujący obowiązek szkolny w trybie domowym, często spotykają się z dziwnymi spojrzeniami. Niektóre osoby są święcie przekonane, że edukacja domowa jest równoznaczna z nieszczęściem i samotnością dziecka. Próbują na siłę przekonywać, że rodzice edukujący domowo robią swojemu dziecku krzywdę i nie zależy im na maluchu. Jakby się zastanowić, jest to nawet zabawny mit. Edukacja domowa to przecież coś więcej, niż odwożenie i przywożenie dzieci z miejsca na miejsce, czy pilnowanie kalendarza narzuconego przez szkołę. W rzeczywistości to zadanie wymaga świetnej organizacji ze strony rodziców i zaangażowania większego, niż w przypadku dzieci standardowo uczących się w szkole. Naukę w domu trzeba zaplanować. Podstawa programowa to wsparcie, ale w rzeczywistości to na rodzica spada odpowiedzialność za kwestie organizowania nauki w taki sposób, aby była ona ciekawa i atrakcyjna.

Edukacja domowa, aktywni rodzice i dzieci otwarte na przygodę

Rodzice edukujący domowo są z reguły ludźmi bardzo aktywnymi na wielu płaszczyznach. Często edukacja domowa ma związek np. z podróżniczym trybem życia danej rodziny. Albo ze szczególnymi uzdolnieniami danego dziecka, które wykraczają znacznie poza szkolną normę. Edukacja domowa może być także powodowana tym, że dziecko potrzebuje większej uwagi i indywidualnego podejścia. Nie chcę używać sformułowania "dziecko z trudnościami", bo jest to moim zdaniem jakoś stygmatyzujące i na pewnym poziomie może być nawet obraźliwe. A każdy z nas jest inny i każdy z nas ma inne predyspozycje, możliwości, potrzeby itd. Edukacja domowa daje rodzicom ogromną szansę na odpowiadanie na indywidualne potrzeby dzieci. Bywa także rozwiązaniem dla rodzin zmagających się z różnymi niepełnosprawnościami. Bywa też świadomym wyborem, w naszym przypadku tak właśnie jest.

Jak widać jest to dość elastyczne rozwiązanie, które wymaga co prawda wysiłku i zaangażowania, ale też może okazać się korzystne dla rodzin znajdujących się w bardzo różnych sytuacjach. Znam też mamy singielki, które zdecydowały się wychowywać dziecko w edukacji domowej, także również w takich sytuacjach jest to możliwe. Wymaga zaangażowania, dobrej organizacji i świadomości, po co to robimy, dla kogo i z jakich powodów.

To kiedy do przedszkola? - jak odpowiedzieć na to pytanie

Przyjęłam sobie takie podejście, że nie tłumaczę się obcym ludziom. Nie jest to przecież sprawą sąsiada, czy przechodnia, w jakim trybie będzie uczyło się moje dziecko. Często nie chce mi się przerabiać tych samych schematów i słuchać od obcych ludzi, że skrzywdzę dziecko, więc po prostu odpowiadam "zobaczymy", albo zręcznie zmieniam temat. Mam wrażenie, że w naszym kraju nie jest to szczególnie ważne, pod jakimi względami się odróżniasz, ale jeśli się odróżniasz to za chwile znajdzie się jakiś złotousty mędrzec, który zacznie odkrywać przed Tobą swoje prawdy. Ja należę do ludzi, którzy zawsze się czymś odróżniali, więc generalnie - jestem do tego przyzwyczajona i to też pozwoliło mi na zbudowanie całkiem niezłego pancerza na takie sytuacje.

Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem antyprzedszkolna czy antyszkolna. Też warto zauważyć, że niektóre dzieci potrzebują takiego szkolnego standardowego trybu i to też jest OK. Rodzice mają prawo podejmować decyzje, które uważają za najlepsze dla swoich dzieci - nieważne czy to oznacza decyzję o pójściu do szkoły w standardowym sensie, czy o edukacji domowej właśnie. Jednak jeśli Wasza decyzja też jest/będzie niestandardowa, pamiętajcie że trzeba będzie zmierzyć się z różnymi społecznymi teoriami i stereotypami. Te, żyją w naszym społeczeństwie własnym życiem i generują nowe banialuki, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Trzymajcie się zdrowo,

Cześć!


PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Czas wolny: co robię kiedy nie pracuję?

Jako copywriter nie mogę narzekać na brak pracy, całość wplatam w homeschool, obiady i typowe domowe zajęcia, które po pracy przynoszą mi miły odpoczynek dla umysłu. Zdarza się nawet, że nie pozwalam niektórych rzeczy robić mojemu Mężowi, bo po prostu układając talerze w zmywarce, układam też swoje myśli. A co robię w tym czasie, który jest w stu procentach mój własny?

Szczęśliwa Mama to szczęśliwe Dziecko

Nawet jeśli brzmi to pompatycznie, to prawda. Nieustannie zmęczona kobieta po prostu nie jest w stanie wykrzesać z siebie tyle cierpliwości, ile wymagają codzienne rodzicielskie sytuacje. Przemęczony organizm potrafi zareagować nadwrażliwie w zasadzie na wszystko, a cierpi na tym przede wszystkim dziecko.

Prowadzenie własnej działalności w pewnym sensie zachęca do pracy 24 godziny na dobę. Jednak, nie robię tego. Mam swoje ramy na wszystko. Właśnie dlatego, że wiem jak się zachowuję, kiedy jestem przemęczona. Wiem równocześnie, że nikt w moim otoczeniu na to nie zasługuje i ja sama też nie muszę sobie tego robić. W dzisiejszych czasach gonitwa za pieniądzem jest jakoś wpisana w codzienność, ale jeżeli człowiek nie potrafi sobie powiedzieć "dość", to prędzej czy później usłyszy "dość" od życia w jakiejś jego sferze. Chcę mieć siły na bycie tym, kim jestem i pozwalam sobie na zwyczajność. Nie jestem instagramowym czystym blatem (choć bardzo lubię takie zdjęcia), rzeczywistość bywa zgoła odmienna - ale w czasach social mediów to też sztuka, by pozwolić sobie na niedoskonałość.

Zmień myślenie, zmienisz rzeczywistość

Jestem przekonana, że zmiana myślenia zawsze jest wysiłkiem woli, który warto podjąć, aby zmienić coś na lepsze. Kobietom, Mamom, często wydaje się, że wymaga się od nich doskonałości, perfekcji i różnych czynności, z racji posiadanej roli. A jednak te oczekiwania są często jedynie w naszych głowach, a niekoniecznie w głowach naszych bliskich. Dlatego warto przeanalizować własne schematy i wygospodarować sobie czas na sprawy po prostu nasze.

Czas dla siebie - to coś, czego potrzebuje każdy człowiek. Mamy i ich dzieci nie są tutaj żadnym wyjątkiem. Dlatego "czas dla siebie" wprowadzam też w życiu mojego dziecka, super jest to, że w tym czasie powstają zazwyczaj niezwykłe rakiety, koparki, czy place budowy. Gdyby mój Syn ciągle był czymś zajęty, albo ja w każdej minucie próbowałabym mu wypełnić czas, nie miałby przestrzeni na własne pomysły. A dzięki temu, że ją ma, pomysłów jest coraz więcej i na równi zaskakują mnie i mojego Męża.

Nie umiem robić nic, więc czas wolny zawsze wypełniam

Siedzenie i nicnierobienie to dla mnie stan tak samo męczący, jak drzemka w ciągu dnia dla mojego Dziecka. Nawet kiedy siedzę lubię mieć poczucie, że coś robię, czegoś się uczę albo w jakiś sposób się rozwijam. Dlatego wolę siedzieć z dobrą książką, niż z pustymi rękami patrzeć na czas przelatujący przez palce. Co nie znaczy, że nie mam skłonności do takich rozrywek jak np. gry komputerowe. Szczerze uwielbiam Minecraft i jest to dla mnie super relaks po ciężkim dniu. Chociaż po pracy nie zawsze mam ochotę siedzieć w komputerze.

Minecraft jest dla mnie ucztą wyobraźni i przypomina mi LEGO, które potrafiłam godzinami układać w swoim pokoju. Robię to do teraz, ale już w pokoju mojego Syna i razem z nim. Choć zdarzało mi się zostać dłużej przy zabawie, kiedy on już poszedł zajmować się czymś innym. Często zdarza się również, że grając w Minecrafta wymyślam projekty z Duplo, które realizuję następnego dnia z moim Synkiem.

Mam słabość do instrumentów wszelkich

Dlatego łatwiej mi wywalić pieniądze na keyboard niż np. na nowy komputer. Choć ten drugi jest równie ważny, bo bez niego ciężko by mi było pracować. Dziwne bębny, dzwonki i grające tybetańskie misy - to mój świat. Chociaż tych ostatnich jeszcze nie mam, ale się przymierzam. Instrumenty dają super relaks, zwłaszcza jeśli pozwalasz sobie grać spontanicznie, bez jakiegoś z góry narzucanego planu. Zamierzam się również na harfę, kalimbę i też do paru innych rzeczy.

Instrumenty to super zabawa dla całej rodziny, a przy okazji szansa na wspólne koncertowanie i liczne improwizacje, które mogą prowadzić w absolutnie niespodziewane strony. Dzięki temu, że instrumentów nie brakuje, zdarzył nam się już też międzypokoleniowy koncercik z dziadkami - jako spontaniczny pomysł przy ciastku i kawie, na dodatek w całości zainicjowany przez naszego Synka.

Planuję homeschool i robię małą drukarnię

W wolnym czasie przygotowuję też materiały do nauki dla mojego Synka, wymyślam co będziemy robić, w jaki sposób będziemy się uczyć i czego. Przeglądam Pinteresta w poszukiwaniu inspiracji, odkopuję materiały na Printotece (mam wykupiony abonament), patrzę na lekcje LingoKids i wybieram, co będziemy robili dalej. Przeszukuję Internety w poszukiwaniu lekcji muzealnych, słuchowisk edukacyjnych i absolutnie wszystkiego, co może nam się przydać. A potem drukuję wszystko, laminuję i układam w zestawy.

Cała moja rodzina żyje dosyć przygodowo. Taki model życia sobie wybraliśmy i konsekwentnie go realizujemy. Właściwie nawet nie musieliśmy specjalnie wybierać, po prostu wynika to z tego, jakimi ludźmi jesteśmy i jak podchodzinimy do życia. Raczej nie ma dla nas rzeczy niemożliwych, jak już wiemy, że chcemy to realizujemy. A czy to oznacza wypad na farmę (pozdrawiam lamę, która próbowała pocałować mojego męża) po to, żeby przez pół dnia głaskać króliki i oglądać strusie, czy do lasu na jakąś leśną przygodę - nie ma dla nas większego znaczenia. Lubimy żywo zwiedzać nowe okolice i nowe miejsca, pandemia też nam w tym nie przeszkodziła - bo np. pozwoliła nam poznać wiele lokalnych miejsc i alternatyw.

Robię jedzenie i śpię

Brzmi idiotycznie, ale jak większość mam, też trochę czasu spędzam w kuchni. Kiedy mój Synek był mniejszy miałam na to swoje strategie. Szkodziły mu kupne słoiczki, więc w każdy czwartek przez cały dzień robiłam produkcję własnych słoików na cały tydzień. Zupek, przecierków warzywnych i różnych takich. Zwykle było to kilkanaście słoików wyprodukowanych jednego dnia, które pozwalały nam np. na wspólne jeżdżenie w różne miejsca, bez obawy, że nasze dziecko nie będzie miało co zjeść. Z tego co wiem od swoich koleżanek, bardzo wiele innych dzieci, również ma problemy z brzuszkiem po gotowych obiadkach ze sklepu. W większości dzieci, którym dopiero rozszerza się dietę, mają niedobory żelaza. Okazało się jednak, że to nas nie dotyczy - prawdopodobnie dzięki temu, że ruszyłam z produkcją własną.

Sen to kwestia dosyć trudna, przynajmniej dla większości mam. Nie ukrywam, nie jestem mamą, która śpi w dzień. Jeżeli już to się wydarza, oznacza to zazwyczaj, że źle się czuję, albo coś mi jest i już naprawdę, nie ma na to innej rady. Jak nasz Synek był młodszy (a też nie lubił dużo spać), to miałam oczy na zapałki i ciągle byłam na pełnych obrotach. Nie żałuję tego, ale wiele razy słyszałam - połóż się i odpocznij. A ja w tym czasie sprzątałam, czytałam książki, pisałam własną książkę i pracowałam. Spałam naprawdę niewiele ale też nauczyłam się bardzo dużo. Z biegiem czasu bardziej szanuję sen, co objawia się tym, że zaczęłam zauważać kiedy jestem zmęczona. Bardzo długo w ogóle tego nie zauważałam i miałam w sobie tylko dwa tryby. On i Off. Teraz po prostu pozwalam sobie na sen, ale daleka jestem od osądzania innych, ponieważ wiem, że musiałam to sobie wypracować, że OK świat się nie zawali jak pójdę spać.

Dziwne spojrzenia i dziwne pytania

Przez to, że nasz tryb życia jest mocno niestandardowy, bo wszystko robimy po swojemu, zdarza się, że generujemy różne dziwne pytania i dziwne spojrzenia, nawet w obrębie rodziny. Ale prawda jest taka, że jeżeli chcesz żyć po swojemu, niekoniecznie schematycznie i drogą wybieraną przez wszystkich - musisz być na to gotowy. Ludzie mają prawo organicznie nie rozumieć tego sposobu życia, podejścia do wychowania, czy szkoły. To nie oznacza, że życzą Ci źle, czy uważają za dziwoląga, po prostu w ich własnych schematach myślenia, naprawdę nie ma miejsca na to, co Ty robisz w rzeczywistości.

Jasne, że czasem zdarzają się jakieś przykre teksty, czy sytuacje. Ale zauważam, że w dużej mierze wynika to z takiego polskiego braku wrażliwości. Choć wierzę, że ludzi wrażliwych jest coraz więcej, to jednak bardzo często, nawet w rozmowie z sąsiadem, czy ze współpracownikami można spotkać takie pytania, czy takie stwierdzenia, które są już o krok za daleko. Dlatego w zdecydowanej większości nie tłumaczę się z własnego życia, a niektórym ludziom po prostu pozwalam tkwić we własnych schematach myślowych na mój temat, czy na temat mojej rodziny. Robię swoje i nie bawię się w walczenie z kimkolwiek. Nie mam też obsesji na swoim punkcie, ani na punkcie swojej rodziny, więc każdy może myśleć co sobie chce. I to by było na tyle w tym luźnym sobotnim wpisie.

Trzymajcie się zdrowo i róbcie swoje,

Cześć!


PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Moda na brzydotę: Mamo, chodź na plażę!

Nie tak dawno temu internety obiegł wpis na Instagramie Agnieszki Kaczorowskiej o modzie na brzydotę. Choć autorka przeprosiła, hasło zrobiło swoje. Co myślę o ruchu Body Positive i dlaczego nie obchodzi mnie cellulit czy blizna po cesarce, kiedy idę na plażę?



Twoje ciało jest super

Nieważne, czy ma lat 20, 30, czy 50. Jest super, bo jest Twoje i opowiada Twoją historię. A jeśli ktoś ma z tym problem, no cóż... To jego problem. Mnie osobiście cieszy, kiedy widzę Panie 60+ na plaży cieszące się słońcem ze swoimi wnukami. Trudno powiedzieć czy Kaczorowska chciała uderzyć w naturalność, czy po prostu opublikowała wpis, który został odebrany jakoś inaczej, niż to sobie wyobrażała. 

Nie zrozum mnie źle, jeśli akurat masz w piersiach silikony, albo jesteś po jakimś innym zabiegu - też OK. Nie twierdzę, że coś tutaj jest lepsze, czy gorsze. Ja akurat stawiam na naturalność, ale Ty nie musisz. Zdarza się, że za licznymi zabiegami stoją kompleksy - wtedy warto je zwalczyć na terapii, zanim zdecydujesz się na jakieś inwazyjne zmiany w swoim ciele. Jednak uważam, że przesadą jest twierdzenie, że każdy zabieg wynika z kompleksów, bo uogólnienia generalnie są zgubne niezależnie od tego, czego dotyczą.

Pójdę na plażę, bo mam ochotę

Często się zdarza, że mamy mają po porodzie jakieś ale do swojego ciała i jest to powodem rezygnacji z plażowania. Tymczasem, zauważcie, że ciało zmienione po porodzie też opowiada pewną historię, a na dodatek jest to bardzo piękna historia. Sama nie mam figury modelki, a na plaży świecę światłem odbitym od mojego cellulitu - i co z tego. Rzecz w tym, że nawet jeśli komuś na plaży się nie spodoba ten widok, to zapomni.

A jeśli ja będę się katować własnym cellulitem, pandemicznymi boczkami, czy blizną po cesarce i będę z tego powodu rezygnować z pełni przyjemności rodzinnego pobytu na plaży, to będzie to dla mnie przykre doświadczenie. Choć zmienia się postrzeganie ciała i zdaje się, że kobiety już nie przejmują się tak bardzo swoimi "niedoskonałościami", to wciąż stanowczo zbyt wiele z nas rezygnuje z różnych zajęć z obawy przed czyjąś oceną. 

Agnieszka Kaczorowska - zachęta do rozwoju i sprzeciw wobec Body Positive?

Trudno powiedzieć o co rzeczywiście chodziło Agnieszce Kaczorowskiej, kiedy pisała o modzie na brzydotę. Z jednej strony starała się zachęcać do tego, by się nieustannie rozwijać, a z drugiej strony mogłoby się wydawać, że staje w opozycji do naturalności i naturalnego piękna. Jasne, każdy ma prawo do własnego kanonu estetycznego, ale ruch Body Positive robi moim zdaniem bardzo wiele dobrego.

Jeszcze kilkanaście lat temu słyszało się o nastolatkach otrzymujących operację nosa w prezencie urodzinowym, innym razem o dzieciach wyśmiewanych z powodu wyglądu, które upatrywały jakiegoś remedium w operacjach plastycznych. Czy nie lepiej jest po prostu cieszyć się tym, kim się jest i rozwijać się w pełni bycia sobą? Akceptacja własnego ciała to przecież kolejny krok na drodze do rozwoju. Dlaczego? Banalny przykład... Jeśli nie akceptujemy własnego ciała, rzucamy się w jakieś katorżnicze diety i próbujemy przymusem nakłonić siebie do zmiany wagi. Jeśli akceptujemy swoje ciało i lubimy siebie, to po prostu jesteśmy dla siebie dobrzy, dbamy o siebie, zaczynamy jeść zdrowo a w parze z tym faktem idzie często też zmiana wagi.

W modzie na brzydotę porusza nie tyle Kaczorowska, co pewien typ myślenia

Jak wiecie na tym blogu nie zajmuję się komentowaniem celebrytów i gwiazd, a jednak trochę nosiłam się z zamiarem napisania tego wpisu. Piszę o rzeczach dla mnie ważnych, jakoś synchronizujących z moją duszą i przekonaniami. Dlatego nie mogę przejść obojętnie wobec tego wpisu. Przeprosiny, przeprosinami - ale z drugiej strony, jeśli ktoś wygłasza w Internecie swoje poglądy, dlaczego miałby za nie przepraszać? Nie chodzi w tej sprawie o Kaczorowską, ale o pewien niebezpieczny typ myślenia. Coś na kształt "weź nie pokazuj mi się na oczy w takim stanie".

Nie ma czegoś takiego jak jeden kanon piękna, podobnie jak nie ma człowieka uniwersalnie pięknego, który byłby piękny w oczach wszystkich. Każdy z nas ma prawo do tego, żeby czuć się pięknie spoglądając w lustro i nieważne, czy komuś innemu to pasuje, czy nie. Zbyt często kobiety przywiązują wagę do możliwego spojrzenia obcych osób, których i tak mogą już nigdy więcej nie spotkać w swoim życiu.

Życie jest nowelą, ale wakacje są tylko raz w roku

Dlatego Kochane Mamy, nie wstydźcie się wyjść na plażę, bo epidemia Wam dorobiła boczki a poród zmienił wygląd Waszego ciała. A blizna po cesarskim cięciu? To uśmiech, który lekarz namalował Wam na pamiątkę najpiękniejszego dnia w Waszym życiu. A jeśli ktoś spojrzy się na Was krzywo, patrzcie mu długo w oczy tak długo, aż pierwszy mrugnie. Daję słowo, że takie przypadki nigdy nie wytrzymują napięcia. 

Trzymajcie się zdrowo,

Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Well-being: co na dobre samopoczucie?

Wybuch pandemii pokazał, jak cenną wartością jest zdrowie. Przy czym, to psychiczne jest niemniej ważne od zdrowia fizycznego. Wpływa na naszą aktywność, dobrostan i pozytywne myślenie. Jeśli nasza kondycja psychiczna ma się dobrze, będziemy gotowi na nowe wyzwania i będziemy mieli siłę, by stawić czoło rozmaitym trudnościom. Czym jest well-being i jak zadbać o pozytywne nastawienie?

Well-being - czym jest dla mnie?

First thing first! Najbardziej cenię sobie zdrowie oraz moją rodzinę. Swoje życie podporządkowuję tym wartościom. Nie jestem ani stereotypową kurą domową, ani życiową męczennicą. Czas spędzony z moim dzieckiem i z moim Mężem, to mój motor do działania i aktywności na wielu polach. Nie należę do mam, które narzekają, a jeśli ktoś próbuje mnie do takiej kategorii wrzucić,  czuję wręcz, że taka osoba mnie obraża. Jeśli ktoś mówi, że ma ciężko bo ma dzieci - organicznie tego nie rozumiem. Moim zdaniem dzieci to radość, a macierzyństwo to doskonałe pole do wyzwań, które również mają przełożenie na życie zawodowe.

Mało tego, kiedy przychodzi późny wieczór, zdarza mi się tęsknić za moim dzieckiem, które już śpi, bo wiem, że przed nami kolejny dzień pełen przygód. Wiem również, że wszystko ma swój czas i z czasem relacje się zmieniają, bo taka jest kolej rzeczy. Z tego powodu uwielbiam wykorzystywać ten czas, który mam na nasze różne aktywności i wspólne przygody. Macierzyństwo nie jest dla mnie żadnym poświęceniem, ale okazją do jeszcze pełniejszego wzajemnego rozwoju. I właśnie na tym mi zależy, dlatego model biznesowy, który sobie przyjęłam jest właśnie taki, jaki jest. Przeczytasz o nim we wpisie z moim Q&A.

Stres - dlaczego lepiej zapobiegać niż walczyć z jego konsekwencjami? 

Każdy z nas miał lub miewa takie momenty w życiu, w których poziom stresu sięga bardzo wysoko. Często stres dotyczy tego, jak zostaniemy odebrani przez inne osoby. Co ktoś pomyśli, czy będziemy dobrze ocenieni. Ale uwaga, najważniejsze jest to, co my sami czujemy w sobie w środku i czy jesteśmy zgodni z tym, co czujemy we własnym sumieniu. Polska dodatkowo jest takim krajem, który trochę się napędza wewnętrznymi sporami, klęskami i potrzebą narodowego wręcz umartwiania się. Dużo jest wśród nas hejterów, zazdrośników i osób, które wyrażą swoje zdanie tylko po to, żeby skrzywdzić drugą osobę - i nieważne czy taki komentarz ma jakąkolwiek wartość merytoryczną, czy nie. Krowy, które dużo muczą, nigdy nie przepuszczą okazji żeby się odezwać i wbić komuś szpilę. Jestem przekonana, że każdy z nas spotkał w życiu takie osoby, a pewnie część z nas spotyka je nadal. Jak w takich warunkach myśleć pozytywnie?

Stosuję zasadę ockhamowskiej brzytwy i nie mnożę bytów bez potrzeby, to samo tyczy się moich relacji z innymi ludźmi. Wiem, że różne są sposoby życia i większość ludzi po prostu trwa w jakichś relacjach, albo w jakimś stopniu rezygnuje z siebie dla relacji. I o ile do pewnego stopnia ma to sens, jeśli troszczymy się o kogoś nam bliskiego, kto takiej troski potrzebuje, o tyle zupełnie nie ma sensu stosowanie tego podejścia w stosunku do wszystkich ludzi. Pożeracze energii chodzą po tym świecie i przyczepią się do każdego, kto będzie sobie na to pozwalał. Mówię o toksycznych, którzy będą wspinać się po Twoich plecach lub załatwiać pewne rzeczy "dla siebie" Twoim kosztem. Asertywność i konkretyzm to obowiązkowe podejście do takich osób. Jeśli jakaś relacja nie przynosi Ci nic dobrego, lub tych dóbr jest zdecydowanie mniej, niż uśmiechu na Twojej twarzy, to po co Ci to?

Szkoda czasu na sen: zdrowie, którego nie odrobisz

Produktywność i efektywność to bardzo ważne cechy na współczesnym rynku pracy, nie pojawią się jednak, jeżeli zaniedbujesz swoje najbardziej podstawowe potrzeby. A te potrzeby to między innymi: sen, zdrowe i pełnowartościowe jedzenie, oraz ruch na świeżym powietrzu. Jeśli ich sobie odmawiamy, to w naszym organizmie dzieją się "cuda". Jesteśmy drażliwi, negatywnie myślimy i łatwo wyprowadzić nas z równowagi. Odbieramy świat zupełnie inaczej, a wszystko dlatego, że nie okazujemy sobie samym szacunku, w takim bardzo podstawowym wymiarze. Dbanie o siebie to podstawa dobrobytu, dotyczy to diety, aktywności fizycznej i umiejętności radzenia sobie ze stresem. To nieprawda, że świat dorosłych musi być wieczną gonitwą pozbawioną właściwej diety, a doba powinna redukować się do godzin spędzanych w pracy.

Najlepiej przyjąć podejście eksperymentalne i po prostu sprawdzić co się stanie, kiedy zaczniesz naprawdę o siebie dbać i zmienisz priorytety. Często stereotypowe podejście do pracy, związków, relacji, którego w jakimś sensie wymaga od nas społeczeństwo - jest bardzo szkodliwe. Jeżeli ktoś uważa, że jesteś nierobem dlatego, że o godzinie 13stej jesteś w lesie na spacerze, po efektywnie przepracowanym poranku, świadczy to tylko o pewnym ograniczeniu umysłowym takiej osoby. Pracowity człowiek, to nie ten, którego praca trwa całą dobę, ale ten, który potrafi się do niej zmobilizować w kluczowych momentach i wykonywać ją efektywnie. Efektywna praca to pracowitość na wielu polach, nie tylko na gruncie zawodowym. To również: dobra organizacja życia domowego, umiejętność oddzielania spraw najważniejszych od mniej ważnych, praca nad własnym rozwojem i szukaniem dobrych strategii. Pamiętajcie, że żeby chodzić z kawką po lesie o 13stej też trzeba umieć sobie na to zapracować. 

Świadome życie: uśmiechnięta zgoda na to, że różnie bywa

W moim odczuciu świadome życie to najwyższa wartość. Dzięki temu nie robimy z własnej głowy śmietnika na cudze stresy, czy informacje, które z perspektywy naszego własnego życia mają niewielkie znaczenie. Świadome życie to także piękno autentycznych relacji, które opierają się na czymś więcej niż follow za follow. Świadome życie to ciągłe podejmowanie wyborów, zamiast wieloletniej jazdy na autopilocie. Pozytywne nastawienie i well-being to wcale nie głupawy uśmiech do każdej sytuacji, która nas spotyka, ale świadomość tego, że jeśli zadbam o siebie w bardzo podstawowym wymiarze, to będę mieć siły również wtedy, gdy moja sytuacja życiowa z jakiegoś powodu się pogorszy. 

To wszystko są takie wartości, które zazwyczaj przekazujemy dzieciom. Dlaczego więc w dorosłym życiu o nich zapominamy? Przecież niezależnie od siwych włosów, czy rosnących łysin, każdy z nas w środku wciąż jest tym małym dzieckiem, które kiedyś nie miało takich problemów, z jakimi zmaga się dzisiaj. Z takim przemyśleniem pozostawiam Cię na początku tego tygodnia. 

Trzymaj się zdrowo, 

Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Daję Słowo