Wierszyki dla najmłodszych. Co wyszperałam w Biedronce?


Serio, tak często wspominam o tej Biedronce, że zaraz ktoś mnie posądzi o utajony wpis sponsorowany. Otóż nie. Ale ludzie mający władze w Biedronce mogą śmiało pisać na mail: przytulne.nieulotne@gmail.com :D Mogę zostać ambasadorką, nie ma problemu. Tylko poproszę rabaty i sensowne propozycje. :D





Super książka dla malucha









Jest to książka z serii "Wierszykowo" z Wydawnictwa Zielona Sowa. Czyli klasyka dla najmłodszych. Znajdują się w niej dwie bajki autorstwa Aleksandra Fredry. "Paweł i Gaweł" oraz "Wiatr i noc". Całość opatrzona ślicznymi, sympatycznymi ilustracjami. Wyłowiłam ją za niecałe 5 zł. Raczej nie znajdziecie jej już w Biedronce, ale na pewno da się ją wyszukać na Ceneo w dobrej cenie. W serii ukazały się jeszcze dwie książeczki z bajkami autorstwa Aleksandra Fredry, dwie książeczki z bajkami Marii Konopnickiej i jedna z bajkami Stanisława Jachowicza.









Jak dla mnie super sprawa, a najważniejsze jest to, że Pierniczek był bardzo zadowolony. Książkę na razie czytamy w biegu, bo Pierniczek narzuca całkiem niezłe tempo. Póki co, jest bardzo konkretny i nie lubi przesadnego certolenia się z tematem. :D





Postaram się częściej pokazywać Wam moje łupy. Naprawdę potrafię znaleźć nowe materiały/zabawki Montessori w bardzo okazyjnej cenie. Nie uznaję wydawania kilkudziesięciu złotych na zabawkę, która za chwilę wyląduje w kącie ;)





Trzymajcie się ciepło i przytulnie! <3

































[REC] Montessori od I roku życia


Jeśli obserwujecie bloga regularnie, wiecie, że mam niemałą fazę na “Montessori”. Miałam od zawsze, jeszcze zanim zrobiło się głośno o metodzie Montessori. Wzorem jeśli chodzi o to podejście, są dla mnie moi rodzice. Moja mama nie poddawała się, gdy z trudem przychodziło mi zapamiętywanie wierszyków. Zauważyła, że jestem wzrokowcem, więc rozrysowywałyśmy je. Ta metoda była trafiona w punkt. Mój tata z kolei dbał o część growo-logiczną i dzięki temu z moją logiką nie jest tak źle, jakby mogło być. :D Pamiętam też, że miałam zwykłe drewniane klocki z książeczką, w której pokazane były różne figury, które trzeba było ułożyć z różnej perspektywy. Świetna zabawa i bardzo edu.





Montessori w I roku życia





Wiem, że szastam tym pojęciem na prawo i lewo, ale robię to tylko dlatego, że dzisiaj rzucam hasło “Montessori” i wszyscy wiedzą o co chodzi. To, o wiele łatwiejsze, niż wprowadzanie swojego nazewnictwa na wszystko. Choć wiecie, że mogę. Nie mam problemu ze słowotwórstwem :D





Mogłoby się wydawać, że Montessori w I roku życia to wyzwanie. Jeżeli rodzic ma odpowiednie podejście, nie jest to takie trudne. O co chodzi? O to, żeby pozwalać. I generalnie potrzebny jest do tego odpowiedni charakter. Jeżeli jesteś rodzicem, który swój dom traktuje jak muzeum, to raczej nie jest metoda dla Ciebie.





Metoda Montessori służy kształtowaniu samodzielności. Czasami kosztem zniszczeń i tego typu rzeczy, chociaż jeśli chodzi o Pierniczka to naprawdę nie narzekam. Jest grzecznym chłopcem i jeżeli coś zbroi, to tylko z ciekawości. Trudno się o to gniewać, cieszę się tym, że jest ciekawy świata.





Jak to u nas wygląda?





Pierniczek nie skończył jeszcze roku, ale już potrafi sam:





  • stać
  • zrobić dwa kroki bez trzymanki
  • siedzieć z prostymi pleckami
  • odkręcić kran
  • zapalić/zgasić światło
  • pić ze słomki
  • samodzielnie wziąć sobie bidon ze słomką (bez uchwytów)
  • bawić się piłką, kulać ją do innych i samemu sobie
  • chętnie się wspina (ale z tym raczej uważamy, bo chociaż uwielbiam IKEĘ to nie mam aż takiego zaufania do regałów)
  • Klaskać
  • Robić miny
  • Bawić się w ganianego, co ciekawe tę zabawę zainicjował sam
  • I wiele innych




Jak uczymy go samodzielności?





Nie wyręczamy go z codziennych czynności. Wie, że aby zjeść śniadanie musi podczworakować do kuchni. Wie, że kiedy biorę go na ręce i idziemy do łazienki musi sam zapalić światło i odkręcić kran. Czasami mycie rąk trwa długo, bo Pierniczek wie już jak zakręcić kran. Kiedy akurat nie chce mu się myć rąk, to czasami sprawdza moją cierpliwość :D Ale… cieszę się, że ma swój charakter i że potrafi robić różne rzeczy ;)





Książka “Montessori w I roku życia” jest bardzo ciekawa i polecam Wam ją szczerze, chociaż to wszystko zależy od predyspozycji Waszego dziecka i od dynamiki z jaką się rozwija. Nie ma lepszych/gorszych dzieci. Każde dziecko ma swój indywidualny tok rozwoju i my jako rodzice powinniśmy to szanować i wspierać.





U nas ta książka szybko wyszła z mody, dlatego, że Pierniczek dosyć szybko znużył się zabawami z kolorowymi wstążeczkami i chustkami. Też dosyć szybko przeszliśmy od oglądania kart kontrastowych do ich jedzenia. W tej chwili jesteśmy na etapie oglądania książeczek dla dzieci powyżej I roku życia. Ale polecam Wam obczytać się w temacie Montessori jeszcze zanim urodzi Wam się maleństwo.





Co znajdziecie w książce?





Przede wszystkim porady dotyczące aktywności z dziećmi, które nie ukończyły jeszcze I roku życia. Przeczytacie też wiele na temat rozwoju dzieci i poszczególnych jego etapów. Z tego, co pamiętam znajdziecie tam także informacje o tym dlaczego rozwój dziecka w naturze jest ważny.





Na pewno warto przemyśleć, czy ta metoda wychowawcza jest dla Was, czy nie. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że wymaga wiele cierpliwości. Wiele zaangażowania i przede wszystkim przyzwalania na sytuacje “przyczyna-skutek”. Oczywiście chodzi mi o kontrolowane w granicach zdrowego rozsądku przyzwalanie. Trzeba też zdecydować, czy priorytetem dla Was są czyste lustra, czy wielopoziomowy rozwój dziecka. Uwierzcie mi, nie zawsze, ale czasami jednego z drugim nie da się pogodzić ;)





Co Wy na to?





  • Co sądzicie o metodzie Montessori?
  • Jakie macie metody wychowawcze?
  • Co dla Was jest ważne w wychowywaniu dziecka?
































[REC] Metoda Montessori na cztery pory roku - Brigitte Ekert


Dla stałych Czytelników tego bloga nie jest nowością, że uwielbiam metodę Montessori. Zanim zaczęto na prawo i lewo szastać nazwiskiem Marii Montessori, nazywałam to po prostu kreatywnym wychowaniem. Ale skoro ta nazwa jest teraz tak popularna, to pozwólcie, że również będę nią szastać.





Książki z wydawnictwa RM





Najpierw słówko o książkach z wydawnictwa RM. Przyznam szczerze, że wydawnictwo odkryłam niedawno, ale od razu zakochałam się w jego ofercie. Dlatego tym bardziej ucieszyłam się, że wydawnictwo zechciało podjąć ze mną współpracę recenzencką. Bardzo lubię polecać, a najbardziej lubię polecać wartościowe rzeczy i książki. :)





W ofercie wydawnictwa znajdziecie bardzo dużo książek dotyczących takich dziedzin jak: pasja, hobby i zdrowie. Ale również znajdzie się dużo książek edukacyjnych dla dzieci.





A teraz o książce









"Metoda Montessori na cztery pory roku" to zbiór zabaw dla dzieci w wieku od 3 do 6 lat. W książce umieszczono aż 70 zabaw tematycznych na wszystkie pory roku. Osobiście, myślę o tej książce jako o zabawowym przepiśniku. ;) Przy każdej zabawie opisano jej cele oraz wypisano rzeczy potrzebne do zorganizowania zabawy. Każda zabawa zawiera instrukcję obsługi i pozostawia szerokie pole dla wyobraźni.





Warto pamiętać o tym, że zabawy Montessori stoją w sprzeczności z tzw. leniwym rodzicielstwem. Angażują nie tylko dzieci, ale również rodziców. W większości są to zabawy, które najpierw trzeba przygotować, a potem poprowadzić. Pierniczek jest jeszcze za młody i nie możemy w tej chwili wspólnie przetestować zabaw, ale książka na pewno zostanie na naszej półce i będzie czekała na swój moment. <3





Podsumowując





Polecam świadome i zaangażowane rodzicielstwo, oraz "Metodę Montessori na cztery pory roku" Brigitte Ekert, która niewątpliwie wspiera tę postawę. Zalety opisanych zabaw to przede wszystkim: prostota, łatwość przygotowania i podkreślanie edukacyjnej roli zabawy z dzieckiem.





Mnie do gustu przypadł najbardziej mały warzywniak, dzięki któremu dziecko może uczyć się odróżniać od siebie warzywa. Inną zabawą zasługującą na uwagę są kształcące kamyki. Na kamykach możemy rysować alfabet, układać je w słowa, co więcej możemy uczyć dziecka śledzenia struktur rytmicznych, logicznie uporządkowanego myślenia, koncentrowania uwagi i przede wszystkim przygotowujemy dziecko do czytania.



























[NM#07] Karty emocji Montessori - jak z nimi pracować? 1 talia kart i 8 zabaw!


Niedawno otworzyłam Przytulny Sklepik. Moim pierwszym produktem są karty emocji Montessori. Jest to produkt w całości cyfrowy, który możecie sobie wydrukować i od razu rozpocząć zabawę z dzieckiem. Dzisiaj opowiem Wam trochę o tych kartach.





Dlaczego w ogóle postanowiłam je zrobić?





Nie wiem czy próbowaliście wpisać hasło Montessori w wyszukiwarki sklepowe, ale generalnie każdy produkt z łatą "Montessori" (może za wyjątkiem książek) jest bardzo drogi. Bywa, że za 60 zł można kupić układankę z trzech elementów (przypomina mi to tragiczną wiewiórkę, za którą 5 złotych bym nie dała).





Bardzo nie popieram tego trendu na drożyznę Montessori. Rozwój dzieci jest ważny i nie powinien być zarezerwowany dla tych, których stać na to, by co chwilę kupować zabawki za 60 zł. Uważam, że to przesada. Nie podoba mi się zbijanie kasy na idei, w której wcale tak naprawdę nie o to chodzi. Zdaję sobie również sprawę z tego, że nie każda mama jest w takiej sytuacji jak ja i może znaleźć czas na stuprocentowe, własnoręczne robienie materiałów dydaktycznych.





Planuję aby ceny w Przytulnym sklepiku oscylowały w okolicach 10 - 30 zł. Przy czym, nie widzę powodu aby sięgały tej górnej granicy. W praktyce pewnie będzie tak, że będą to ceny w okolicach 10 - 20 zł.





Dlaczego nie za darmo?





Przytulna Pobieralnia jest miejscem, w którym znajdziecie moje darmowe projekty. Nie rezygnuję z tego pomysłu i na pewno jeszcze nie raz się zdarzy, że dodam tam jakieś darmoszki do druku. Jaka jest różnica pomiędzy tym, co udostępniam za darmo, a tym, co możecie kupić na Etsy?





Przede wszystkim taka, że na Etsy będę wystawiała te projekty, które wymagają ode mnie większego nakładu pracy i nie są tylko i wyłącznie układaniem czegoś z gotowych, ogólnodostępnych elementów. Przykład? Ilustracje na kartach emocji Montessori narysowałam samodzielnie, wiecznym piórem na zwykłej kartce papieru.





Co wchodzi w cenę moich produktów? Po pierwsze, ilustracje mojego autorstwa. Po drugie czas, jaki włożyłam w ich przygotowanie. Po trzecie, pomysł i po czwarte, praca jaką włożyłam w ich przygotowanie.









Z czego składa się zestaw kart emocji Montessori i jak z niego korzystać?





Zestaw składa się z:





  • 24 karty emocji (9 kart z podpisanymi emocjami, 9 kart z miejscem na podpis, 6 kart z miejscem na rysunek dziecka).
  • 28 tabliczek (14 z podpisem emocji i 14 pustych)
  • Instrukcja (po wydrukowaniu kart proponuję je zalaminować)




Korzystanie z tego zestawu jest bardzo intuicyjne. Właściwie ogranicza nas tylko wyobraźnia. Karty służą do zapoznawania dziecka z emocjami, do pokazywania mu jak się one przejawiają w mimice.





[Etap wstępny] Zainteresuj dziecko kartami





Specjalnie nie zrobiłam tych kart w kolorze. Dzięki temu, że są czarno-białe możecie zachęcić dziecko do zabawy nimi już na etapie przygotowań. Jak? Możecie je wspólnie ozdobić i pokolorować. Dziecko będzie miało poczucie, że to są specjalne karty i nikt inny takich nie ma. To wspaniała okazja do stworzenia wyjątkowej zabawki i wyjątkowego materiału dydaktycznego.





[Zabawa nr. 1] Nauka emocji przez pokazywanie





Wspólne oglądanie kart może być bardzo kształcące. Wystarczy, że pokazując dziecku obrazki będziemy mówić "ten chłopiec jest zadowolony", "ten chłopiec jest smutny" itd.





[Zabawa nr. 2] Karty mogą być pretekstem do rozmowy





Podczas oglądania kart można zadawać dziecku różne pytania, np.: Jak myślisz, dlaczego ten chłopiec jest smutny? Dlaczego jest zadowolony? Kiedy ty czujesz się smutny, a kiedy jesteś zadowolony? Co trzeba zrobić, aby poprawić humor temu chłopcu? Co tobie poprawia humor?





Zauważcie, że tego typu pytania nie tylko kształtują dziecięcą inteligencję emocjonalną, ale przede wszystkim pogłębiają więź między rodzicami a dziećmi. Podczas zabawy zachęcacie dziecko do zwierzeń, pokazujecie, że wzajemne rozumienie swoich potrzeb jest możliwe jeśli się o nich mówi. Równocześnie budujecie zaufanie podczas takiej zabawy.





[Zabawa nr. 3] Pokaż mi emocje!





Polecam bawić się w tę zabawę przed lustrem, aby wzajemnie sprawdzać jak nam idzie. Zabawa polega na tym, że rodzic pokazuje dziecku albo rysunek z daną emocją, albo np. napis "znudzenie" i próbujemy odtworzyć te miny razem z dzieckiem przed lustrem. W ten sposób dziecko uczy się rozpoznawania emocji i wyrażania ich.





[Zabawa nr. 4] Narysuj swoje emocje!





Stworzyłam karty, które angażują uwagę dziecka na wielu poziomach. Są pomyślane tak, aby dziecko czuło się ich współtwórcą. Na 6 kartach zawarłam polecenie narysowania emocji. To wyzwanie dla dziecięcej wyobraźni, ale także zachęta do refleksji nad emocjami. Na 3 kartach zawarłam polecenia narysowania konkretnych emocji, a na kolejnych 3 tę kwestię pozostawiłam otwartą dla dziecka i rodzica.





[Zabawa nr. 5] Podpisywanie emocji





W zestawie są karty z ilustracjami bez podpisu oraz tabliczki będące podpisami dla tych kart. Był to zabieg celowy, żeby można było bawić się w podpisywanie i dopasowywanie tekstu do ilustracji. Zachęcam do zadawania pytań: a dlaczego myślisz, że ten podpis pasuje? Po czym stwierdzasz, że to jest smutek?





Dzięki temu dziecko uświadamia sobie po czym rozróżnia poszczególne emocje, uczy się je werbalizować i opisywać. Wierzę, że jest to ważne i może okazać się pomocne w wielu codziennych sytuacjach.





[Zabawa nr. 6] Memory





Jeśli wydrukujesz odpowiednią ilość kart, możecie zagrać nimi w memory. Jest to klasyczna i dobrze znana gra, więc nie będę jej tutaj szerzej opisywać.





[Zabawa nr. 7] Zgadujemy emocje





Rodzic robi do dziecka miny zamieszczone na kartach, a dziecko stara się dopasować kartę do miny rodzica. To zabawa, która zapewni obydwu stronom wiele śmiechu. Do tej gry również warto włączyć element rozmowy np.: Brawo! Po czym poznałeś tę emocję?





[Zabawa nr. 8] Empatyzowanie





Rodzic opowiada historyjkę o chłopcu na rysunku. Np. ten chłopiec się przewrócił i dlatego jest smutny. Co moglibyśmy zrobić aby go pocieszyć? Dziecko szukając odpowiedzi na pytanie uczy się myśleć o potrzebach innych.





Możliwości jest mnóstwo





Ogranicza Was tylko Wasza wyobraźnia. Zabawy, które podałam to po prostu moje propozycje, ale Wy możecie wymyślić swoje własne. Jeżeli zainteresowałam Was moją talią kart Montessori, zajrzyjcie do Przytulnego Sklepiku. Karty są gotowe do pobrania od razu po wpłacie.





Jeśli ciekawi Was temat Montessori, zapraszam do lektury wywiadu, który niedawno przeprowadziłam z Karoliną Duraj (mamą, miłośniczką tejże metody). :)





Jeżeli cenisz moje teksty i mnie jako twórcę...





Expecto Patronum! :) Zajrzyj proszę na moje konto na Patronite. Przygotowałam specjalne nagrody dla tych, którzy zdecydują się mnie wesprzeć. Moim Patronem możesz zostać już od 3 złotych miesięcznie. Dla Ciebie to niedużo? A dla mnie to może być grosik, który przeważy szalę. :) <3








Otworzyłam Przytulny Sklepik!


Wczoraj tak to jakoś wyszło, że spisałyśmy się z Mirą. Wyszła nam z tego niemała burza mózgów, kilka podobieństw charakterologicznych i pragnienie wirtualnej niezależności. :D Choć niby był to small talk, to powiedziałabym, że taki z przytupem. Dwie upierdliwe kobietki, co to spotkały się na Instagramie żeby pokrzyczeć sobie o swoich planach i motywacjach. Nie ukrywam, że nasza rozmowa dała mi kopa. I po kilku "Weź załóż firmę", "Załóż sklep! Załóż sklep!" wypowiedzianych przez Mirę, poczułam, że ta przedziwna mirowatość przedziera się do mojego mózgu jak niezła zaraza. :D Chyba nie muszę mówić, że jest to bardzo pozytywne doświadczenie. Zabawne, no nie... Bo to potrącanie wirtualnym kijem przez Mirę, przypomniało mi o jednym małym punkciku, który zapisałam sobie na liście celów. <3 Chciałam założyć sklep na Etsy! Dlaczego tam? Bo to raj dla wszystkich kreatywnych tworzących produkty cyfrowe. Bo każda szanująca się housewife (czytaj: gospodyni domowa - nie, nie kura! Kury są w kurniku) wystawia swoje prace właśnie tam. I wiecie co? W końcu założyłam. :)





To jak to będzie i co tam będzie można znaleźć w Przytulnym Sklepiku?





Będą tam różne moje prace graficzno-ilustratorskie, ale nie tylko. Przede wszystkim pomoce dydaktyczne do druku, plannery, kolorowanki i inne cuda, które lubię od czasu do czasu nagryzdać. Choć dzióbanie w programach graficznych jest bardzo pracochłonne, bardzo to lubię i od czasu, do czasu będę wrzucała nowe produkty do sklepiku.





Na pierwszy rzut, mam dla Was karty emocji Montessori. Zrobiłam je dzisiaj w przypływie montessoriańskiej inspiracji. Skąd ten przypływ? Oczywiście od Karoliny Duraj, mamy Filipka! Wywiad, który z nią przeprowadziłam bardzo mnie natchnął do tego, aby jeszcze bardziej wprowadzić metodę Montessori do naszej codzienności.





O propozycjach pracy z kartami, które zrobiłam napiszę Wam w #Niezbędniku Matki już wkrótce. Wariantów i pomysłów jest wiele, zresztą jak z każdą zabawką Montessori. Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia. <3 Na razie planuję, aby wszystkie moje produkty były cyfrowe. Dlaczego tak? Z prostej przyczyny kupujący płaci i produkt od razu jest gotowy do pobrania. To fantastyczne rozwiązanie. Nikt nie musi czekać na hasło dostępu, ani na przesyłkę, która zbyt wiele czasu spędza na poczcie. Co więcej, jeśli jesteś Polką/Polakiem mieszkającym za granicą, też z łatwością możesz kupić moje produkty. :)





Zapraszam do mojego przytulnego targowiska różności :D