Czy jestem już dorosła?

Kiedy jedna z moich koleżanek powiedziała: Jesteś jedyną spośród moich koleżanek, która jest naprawdę dorosła. No wiesz… masz rodzinę, chciało mi się śmiać, bo właśnie wtedy kiedy założyłam rodzinę zrozumiałam, że dorosłość to nie jest jakiś stan, do którego się dochodzi i on jest. To coś, co stale się staje.


Dlaczego tak myślę?

Bo w głębi duszy jestem tą samą osobą, którą byłam tyle tylko, że jestem bogatsza o pewne życiowe doświadczenia. Ale ja to wciąż ja. Moja babcia też jest tą samą uczennicą, która w kantorku z koleżanką poprawiała sobie oceny w dzienniku. Po prostu w swoim życiowym doświadczeniu przeszła od bycia uczennicą, do bycia mamą, potem babcią, a teraz prababcią. Trudno powiedzieć, kto kiedy jest bardziej dorosły, tak wiele czynników ma na to wpływ! Dlatego chyba lepiej mówić o życiowym doświadczeniu.

Dorosłość we własnej rodzinie

To wyzwanie. Niełatwe w czasach, w których jesteśmy tak bardzo nastawieni na własne potrzeby. Z reguły to, co w życiu najcenniejsze i najbardziej wartościowe wiąże się z jakimś poświęceniem. Też mam wrażenie, że poświęcenie to nie jest do końca odpowiednie słowo. Mogę być zmęczona, a mimo wszystko uśmiecham się do mojego dziecka, które łapie stan głupawki dokładnie wtedy, kiedy powinno spać, a ja powinnam się relaksować.

Czy to poświęcenie? Nie nazywałabym tego tak, nasz Syn sam nie pchał się na świat. My chcieliśmy żeby on się pojawił. Czy powinnam jego potrzeby wkładać w kategorię “poświęcenie”? Czy może uznać, że jego potrzeby są logiczną konsekwencją tego, że chcieliśmy aby pojawił się na tym świecie? A skoro chcieliśmy żeby się pojawił, to logicznie idą za tym jego potrzeby, które wcale nie muszą współgrać w danym momencie z naszymi. Nawet w “dorosłym życiu” tak nie jest. To, że mój Mąż ma akurat świetny dzień, to wcale nie znaczy, że mój dzień właśnie taki jest, i odwrotnie. Choć oczywiście to wspaniałe uczucie gdy akurat zsynchronizujemy się w dobrej energii.

Byle do przodu

A mam nieodparte wrażenie, że cała ta dorosłość bierze się z chwili, w której zdajesz sobie sprawę z tego, że pewnych rzeczy nigdy nie da się przewidzieć. I przestaniesz tak usilnie trzymać się tego, że coś powinno być jakieś. Dorosłość to sztuka balansowania w świecie niewiadomych, a równocześnie umiejętność brania na klatę własnych decyzji. Ale gdzieś pomiędzy tym, a rachunkami, płatnościami i poważnymi rzeczami, jest też miejsce na wewnętrzne dziecko, które siedzi w każdym z nas ;) 

Trzymajcie się ciepło i przytulnie,
Ahoj!
PODPIS



Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Mama Kapitan