Syndrom nagłego milczenia, czyli dlaczego otoczenie chce cię reanimować
Syndrom nagłego milczenia, czyli dlaczego otoczenie chce cię reanimować
Żyjesz w trybie przemiennym – od hyperfocusu, który wypala dziury w czasoprzestrzeni, po grobową ciszę monastyczną. I nagle całe miasto zaczyna odprawiać nad Tobą ciche modły za spokój duszy.
Zaczęło się niewinnie. Moja Ma. zadzwoniła zapytać, czemu zignorowałam niedzielę i nie zadzwoniłam. Odpowiedziałam z rozbrajającą szczerością: a miałam?. Logiczne, zdrowe pytanie, wręcz oszczędne energetycznie. Ale nie. Trafiło na mój anty-social moment, więc długa rozmowa z tego nie wyszła.
Przedwczoraj O. po przelotnym spotkaniu napisała do mnie, czy wszystko w porządku, bo brzmię jakoś tak smutno? Tu faktycznie, rozmawiałam przez telefon i do śmiechu mi nie było.
Przy trzecim razie zapaliła się czerwona lampka... Może faktycznie coś mi jest, skoro otoczenie tak żywo zwraca uwagę na mój stan. Może ludzie widzą coś, co jeszcze do mnie nie dociera.
Po firmowym callu dzwoni szefowa, żeby mnie pokrzepić, bo podobno brzmię tak niebardzo i może warto, żebym się zrelaksowała z książką. Pomyślałam: Boże, ale to miłe, ile mam wspaniałych ludzi wokół siebie.
Wystarczy, że trochę pomilczę jak grób i wszyscy już myślą, że spisuję testament. Co... Zajęłoby mi jakieś 3 minuty, gdybym faktycznie miała się tym zajmować.
Tak czy inaczej, postanowiłam w związku z tendencją troski o moje życie i zdrowie, odezwać się do pozostałych, którzy za chwilę zaczną mnie wskrzeszać.
Dałam znak życia na wspólnym czacie z E. i A. Żeby mnie przypadkiem nie uśmierciły zaocznie. Nagrałam się J., choć pewnie brzmiałam, jakbym miała wtórny autyzm: "W sumie to hej, ale właściwie to nie mam o czym mówić, więc pa".
Odezwałam się nawet do F., u którego czasem sprawdzam co tam przez wzgląd na filozoficzne dzieje i przez to, że był naocznym świadkiem moich różnych życiowych błędów, czego on nie pamięta przez ówczesny studencki alkoholizm – ale ja pamiętam i to wystarczy. Też byłam świadkiem jego licznych życiowych porażek, co może być wystarczającym powodem do tego, by sobie po prostu w życiu po ludzku z dystansu kibicować.
Odezwałam się też do A., która dzięki Bogu też ma lekki anty-social moment, więc idziemy razem na shopping już wkrótce z uwagi na podobny mikroklimat.
Spoiler: nie umieram. Po prostu druga strona hiperaktywności objawia się hiperciszą. Przerywaną pojedynczymi dźwiękami.
Skoro o tym mowa...
Jeśli też miewasz dni, kiedy wolisz zniknąć, a Twoje "dzień dobry" brzmi jak groźba, Damian Dętka może mieć dla Ciebie kilka absurdalnych rad.
Sprawdź Absurdalne Przygody Damiana Dętki
Komentarze
Prześlij komentarz