Ogniste domowe zacisze, czyli jak niemal spłonęłam we własnym salonie
🔥 Ogniste domowe zacisze, czyli jak niemal spłonęłam we własnym salonie
A. niechcący niemal podpaliła mi chatę.
Nieświadomie, ale żar tej przyjaźni z pewnością zostanie ze mną na długo. Dostałam piękny prezent urodzinowy, za co oczywiście jestem wdzięczna. Problem w tym, że żywica, z której wykonano podstawkę pod świecę, zapłonęła dzikim, niczym nieskrępowanym płomieniem. A że stawiam świeczki blisko głośnika i telewizora – jeszcze chwila, a o moim salonie mówiliby w lokalnych wiadomościach.
Lecz ludzie z mych rodzinnych stron słyną z tego, że zostają strażakami w najmniej spodziewanych momentach.
Kiedy jako dziecko czytałam lekturę pod tytułem Jak Wojtek został strażakiem, mój tata wspólnie z sąsiadami gasił pożar tak zwanego zsypu. (Założę się, że teraźniejsze pokolenia nie mają pojęcia, co to jest – wygooglajcie sobie). Notabene, mój tata też ma na imię Wojtek, więc to wspomnienie zachowało się we mnie na zawsze.
Innym razem zapytałam mamę, czy ten kurczak w piekarniku nie przypala się przypadkiem trochę za mocno, skoro w środku żarzy się żywe ognisko. Wyglądało to spektakularnie, ponieważ ówczesny piekarnik trzeba było odpalać zapalarką lub zapałką. Mama zapaliła, ale zapomniała wyciągnąć z wnętrza całe opakowanie zapałek. W efekcie kurczak skwierczał i smażył się jak grzesznicy w piekle.
W tym miejscu pozdrawiam mojego wykładowcę, który bardzo chciał się w tym piekielnym piecu znaleźć, ponieważ – jak twierdził – nie miałby z Matką Teresą absolutnie żadnego wspólnego tematu. Doskonale to rozumiem, choć mam też nadzieję, że nigdy więcej nie spotkam tego faceta, bo wyjątkowo go nie lubiłam. W przeciwieństwie do moich kolegów, których chętnie rozpijał, opowiadając przy okazji prywatne historie o swojej wazektomii. Środowisko filozofów to osobliwy twór, każdy, kto się z nim zetknął, doskonale o tym wie. Z drugiej strony, to przynajmniej niespożyte źródło wspomnień.
Wygląda więc na to, że generalnie pochodzę z ognistej rodziny. A. z tym prezentem trafiła w punkt, zwłaszcza że baran to ognisty znak zodiaku. Chociaż wolę o sobie mówić, że jestem zwierzęciem wodnym spod znaku ognia. To teoria, która sprawdza się idealnie, jeśli weźmiemy pod uwagę moją miłość do wody i równocześnie ogromną słabość do ognisk.
Przyznaję jednak bez bicia: nie miałam w planach rozpalania ogniska na własnej komodzie.
📚 Szukasz lektury na wieczór? Sprawdź tę pozycję:
Zobacz książki
Komentarze
Prześlij komentarz