TRYB JASNY/CIEMNY

Królicza nora, syndrom sprzątaczki i inne bajkowe pułapki

Królicza nora, syndrom sprzątaczki i inne bajkowe pułapki

Królicza nora, syndrom sprzątaczki i inne bajkowe pułapki, w które daliśmy się złapać

Esej o bezradności i poszukiwaniu idealnego sera

Kiedy byłam mała, karmiono mnie opowieściami o wielkich miłościach, odwadze i magicznych krainach, które miały czekać na mnie tuż za rogiem, jeśli tylko będę wystarczająco grzeczna. Nikt mi jednak nie powiedział, że te wszystkie klasyczne historie zostały skrojone pod dyktando totalnego bezwładu intelektualnego. Dorastałam, oglądałam, czytałam i w pewnym momencie – zderzając się z brutalną rzeczywistością dorosłego życia – zauważyłam coś niepokojącego. Czy tylko ja widzę, że te bohaterki miały poważny problem z logicznym myśleniem?

Weźmy na warsztat taką Alicję w Krainie Czarów. Dziewczyna trafia do uniwersum, gdzie logika nie istnieje, koty lewitują, a Szalony Kapelusznik serwuje herbatę w atmosferze wiecznej, psychodelicznej imprezy. I co robi Alicja? Podejmuje absolutnie durną decyzję. Wraca do realnego świata, do jakiegoś nudnego pajaca, z którym po ślubie nie będzie miała nawet o czym porozmawiać przy niedzielnym rosole. Zamiast urządzić się na stałe w bezpiecznej, fascynującej króliczej norze, wybrała podatki, konwenanse i faceta bez krztyny fantazji. Kto normalny zamienia gadające gąsienice na nudę XIX-wiecznego salonu? Lepiej było zostać w tej norze.

Dlaczego tak bardzo boisz się własnych króliczych nor, że wolisz wracać do ludzi, którzy śmiertelnie cię nudzą?

Ale dobrze, Alicja to jeszcze nic. Prawdziwy festiwal absurdu zaczyna się, gdy przyjrzysz się bliżej uniwersalnym pochwałom kobiecej bezradności. Roszpunka – dziewczyna uwięziona na szczycie wieży. Przez lata spuszcza z okna swoje absurdalnie długie włosy, żeby wiedźma mogła się po nich wspinać. Skoro te włosy były tak cholernie mocne, to dlaczego ta dziewczyna nie wpadła na to, żeby przywiązać je do ramy łóżka, zjechać po nich na dół, a po wylądowaniu po prostu je ściąć? Włosy nie ręka, odrosną. Ale nie, lepiej siedzieć na tyłku przez kilkanaście lat i czekać na jakiegoś randoma, który akurat podjedzie pod okno na koniu. Boże, co to za pochwała bezradności. To nie jest romantyzm. To jest kwintesencja lenistwa myślowego.

Wieża w lesie
Fot. Ilustracja samotnej wieży uwięzionej pośród gęstwiny popkulturowych mitów.

A Śnieżka? Trafia do lasu przed toksyczną macochą i natychmiast znajduje zatrudnienie na pełen etat jako nieopłacana pomoc domowa. Gotuje, sprząta i pierze gacie dla siedmiu chłopów – krasnoludków, ale jednak chłopów. Kiedy w końcu gryzie podejrzane jabłko i pada, jedyne, co potrafi zrobić, to leżeć w szklanej trumnie i czekać na pocałunek prawdziwej miłości. Dlaczego? Bo to jedyna szansa, żeby wreszcie przestać kucharzyć i szorować podłogi. Czy to naprawdę nikogo z nas wtedy nie raziło w oczy?

Od kiedy syndrom sztokholmski i darmowa usługa sprzątająca stały się w naszej kulturze synonimem życiowego spełnienia?

Ten schemat niestety nie umarł wraz z klasycznymi baśniami. Przetrwał i ewoluował w popkulturze dla nastolatek. Pamiętasz Dirty Dancing? Jako nastolatka widziałam ten film wiele razy, wzdychając do Patricka Swayze. Ale spójrz na to z perspektywy dorosłego człowieka. Do cholery, Baby ucieka przed autorytarną, despotyczną matką (przy której ojciec miał niewiele do powiedzenia) i na kogo ją wymienia? Na dużo starszego faceta, który na przyspieszonym kursie tańca będzie ją prowadził przez życie – przynajmniej przez tę krótką chwilę.

To nie jest żadne wyzwolenie. To jest klasyczna wymiana sera na ser. Z Masdamera na Goudę. Smakuje trochę inaczej, ale dziury w środku zostają dokładnie takie same.

Nauczeni tymi wszystkimi opowieściami, spędzamy dorosłe życie na czekaniu. Na księcia, na ratunek, na to, że ktoś przyjdzie i zorganizuje nam ucieczkę z naszej własnej, mentalnej wieży. Tymczasem klucz do wolności zazwyczaj masz w kieszeni – albo, jak u Roszpunki, rośnie ci prosto z głowy. Tylko z jakiegoś powodu łatwiej jest czekać na ślepy traf i pocałunek nieznajomego, niż po prostu wziąć nożyczki i odciąć to, co trzyma cię w miejscu.

My wszyscy panicznie boimy się radykalnych cięć, woląc znane klatki od nieznanej wolności. Zamiast szukać idealnego sera na wymianę, może czas wreszcie polubić własną kuchnię. Z wszystkimi jej dziwnymi potrawami i absolutnym brakiem krasnoludków do obsługi.

Komentarze

Wybrane dla Ciebie

Copyright © Monika Pawelec