Status: To skomplikowane
Znowu to zrobiłam. Usiadłam z T. przy stoliku, żeby przy klasycznym cappuccino tradycyjnie obgadać wszystkie kryzysy – te, które aktualnie nas czołgają, i te, które profilaktycznie zaplanowałyśmy sobie na najbliższą przyszłość. I nagle, gdzieś między kolejnym łykiem spienionego mleka a próżną próbą ogarnięcia rzeczywistości, dotarło do mnie, że dorosłość to ten moment, kiedy przestajesz czekać, aż świat stanie się czarno-biały. Wchodzisz w fazę, w której większość spraw w Twoim życiu ma status: to skomplikowane.
I – co najciekawsze – przestajesz widzieć w tym wadę. To po prostu stała zmienna.
Czy naprawdę musisz zostawić po sobie pomnik?
Ostatnio regularnie dostaję subtelne (i te nieco mniej subtelne) sugestie: „Monika, mogłabyś napisać kolejną książkę. Weź te teksty z bloga, zabierz się za to i wydaj”. No dobrze, ale po co? Żeby postawić kolejną cegłę na i tak już potwornie zalanym rynku?
Umówmy się – wartość strumienia świadomości jest chwilowa. Spada z każdą kolejną wypowiedzianą myślą. Mój Dziadek miał w sobie absolutną manię archiwizacji. Podpisywał wszystko, zbierał, skrupulatnie dokumentował rzeczywistość, jakby desperacko próbował wygrać wyścig z zapomnieniem. Stworzył mnóstwo pięknych rzeźb i obrazów. Szanuję to. Ale z drugiej strony, tak bardzo był skupiony na budowaniu pomników, że inne istotne rzeczy totalnie nie istniały w jego uniwersum. Ja? Ja zostałam całkowicie pozbawiona genu rywalizacji oraz potrzeby, by ktokolwiek pamiętał o mnie za sto lat i w przeciwieństwie do Dziadka, nie mam manii wielkości, ani parcia na szkło.
W ciągu życia napisałam bardzo wIele tekstów, które rozeszły się po najróżniejszych zakątkach świata. Ale największy hit polega na tym, że nigdy nie pisałam z zamiarem, żeby ktoś mnie czytał. Pisałam, bo to zawsze naturalnie ze mnie wychodziło. Ot, czysta fizjologia myślenia. Gdybym miała to wszystko teraz katalogować, układać na wirtualnych półkach i pilnować własnego dziedzictwa, prawdopodobnie nie starczyłoby mi czasu na samo... życie. Niemniej, zawsze jest mi miło jak się okazuje, że ktoś mnie czyta. Jestem zwykle tak samo zaskoczona. Mental szuflady z zeszytami wiecznie żywy - choć technologia od tego czasu poszła do przodu.
Krótka historia płaskiego kamienia
Zastanów się przez chwilę: dlaczego tak panicznie boisz się bycia pominiętym? Kto Ci wmówił, że każdy z nas musi być dorycką kolumną podtrzymującą gmach historii?
Każdy z nas jest tylko przecinkiem w zdaniu, które i tak pozostanie zdaniem, nawet jeśli ten przecinek zostanie wykreślony. Zdanie nie straci sensu, co najwyżej zmieni nieco swój kształt. Świat się nie zatrzyma.
Nie mam potrzeby robienia rzeczy wyłącznie wybitnych. I wiesz co? Uważam, że samo bycie tutaj i układanie sobie tego codziennego bałaganu po swojemu, zupełnie bez napinki, to już jest cholernie dużo.
Nie jestem monumentem. Jestem raczej płaskim kamieniem wrzuconym do wody. Odbiję się parę razy od powierzchni, zrobię kilka całkiem zgrabnych kaczek, a na koniec utonę tak jak wszyscy inni.
I to jest w porządku. Ta świadomość nie musi dołować. Wręcz przeciwnie – zdejmuje z pleców ten cały absurdalny ciężar oczekiwań. Skoro i tak wszyscy skończymy na dnie tego samego oceanu, to naprawdę nie zaszkodzi iść przez cały ten proces z w miarę pozytywnym nastawieniem.

Komentarze
Prześlij komentarz