TRYB JASNY/CIEMNY

Ostateczny upadek moich ideałów (i dlaczego to najlepsze, co mnie w życiu spotkało)

 

Ostateczny upadek moich ideałów (i dlaczego to najlepsze, co mnie w życiu spotkało)

Cztery lata temu oficjalnie i z hukiem pochowałam swój ideał zdrowego życia. Odszedł w ciszy, przykryty diagnozą stwardnienia rozsianego, która wjechała w moją codzienność jak rozpędzony spychacz w idealnie wypielęgnowany ogródek. W jednej sekundzie z planszy spadły wszystkie złudzenia o absolutnej kontroli nad własnym ciałem. Z którym... Jak miałam się z czasem dowiedzieć, w ogóle nie miałam żadnego kontaktu. Dzisiaj rozumiemy się całkiem dobrze. 

Paradoks? Dzisiaj, cztery lata po tym wyroku, czuję się o niebo zdrowiej niż wtedy, gdy myślałam, że jestem zdrowa, a prawdopodobnie byłam już chora. Byłam wtedy po prostu chora na perfekcję i cudze oczekiwania. Wyrywam się z tego błędnego koła tak długo, jak żyje. Z różnym skutkiem, ale zauważam, że starzeję się po prostu fantastycznie i w żadnym razie nie chciałabym się cofać do swojej młodości. A jeśli już miałabym się cofać to tylko po to, żeby otrzeźwić tę małolatę z kompleksów i poczucia niedopasowania - które z biegiem lat zamieniło się w tak ogromny atut, że ciężko w to uwierzyć. 

Przez lata żyłam w przekonaniu, że jeśli tylko wpiszę się w odpowiednie ramy, wprowadzę emocjonalny zamordyzm i zmuszę się do właściwego myślenia, to w nagrodę otrzymam od losu certyfikat Człowieka Pasującego do Społeczeństwa. Dzisiaj, kiedy w ogóle nie próbuję już stosować wobec siebie żadnego terroru, wreszcie oddycham. Nie zmuszam się do dobrych emocji, nie zmuszam się do złych emocji, nie przymuszam się do myślenia w określony sposób tylko dlatego, że „kiedyś wypadało tak myśleć”. Już mnie to totalnie nie interesuje. Skoro i tak nic w życiu nie jest pewne, to dlaczego, na litość boską, miałabym kurczowo trzymać się jednej, sztywnej wersji samej siebie?

Surowy, mglisty krajobraz natury
Bez sztucznych oczekiwań nie ma rozczarowań. Pojawia się czysta, bezwstydna ulga.

Dlaczego sałata chce mnie zabić, a chipsy dają mi żyć?

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego jako ludzkość wykazujemy tak głęboką, wręcz masochistyczną miłość do wizerunków, które sami sobie stwarzamy? Budujemy w głowach pomniki idealnego stylu życia, a potem rzeczywistość brutalnie nas demaskuje.

Jak to jest, że człowiek potrafi z godnością i humorem przyjąć potężny cios od losu, a prawdziwą walkę o przetrwanie i wewnętrzny kryzys egzystencjalny przeżywa dopiero wtedy, gdy musi wieczorem odmówić sobie paczki chipsów?

Moje ciało wykazuje absolutnie Pythonowski poziom absurdu. Jestem człowiekiem, który potrafi autentycznie cierpieć zażarte katusze i zatrucie żołądkowe po zjedzeniu... ekologicznej sałaty. Myślałam sobie po ostatnim zatruciu: Boże, ile jeszcze tych pieprzonych sałat muszę zjeść żebym poczuła, że to zdrowe. I zdecydowałam, pieprzę to, nie będę jadła. Rukola, ewentualnie, bo jeszcze nie próbowała mnie zabić. Tak, dobrze czytasz. Zielone liście, które w teorii mają przedłużać życie, moje ciało bezwzględnie odrzuca. Porzuciłam więc myśli o sałacie. Za to z pełną świadomością patrzę w kierunku moich trzech Jeźdźców Apokalipsy: cukru, chipsów i bezalkoholowego mohito.

Założyłam sobie plan: do czterdziestki pokonam te złe nawyki. Jak odstawię te trzy rzeczy, będę już niebezpiecznie blisko ideału. Ale – i mówię to z pełną, neurotyczną szczerością – na razie jeszcze nie jestem na tym etapie. Dzisiaj wieczorem bezalkoholowe mohito wygra, a ja nie zamierzam z tego powodu biczować się w kącie pokoju i leżeć krzyżem. Co najwyżej położę sie w corpse pose - mojej ulubionej.

Flara na gruzowisku relacji

Moje ideały dotyczące relacji upadały regularnie przez całe moje dorosłe życie, dziecięce w sumie też. Trzaskały o ziemię na różne sposoby, z częstotliwością godną kiepskiej telenoweli. A jednak, to, że po każdym takim tąpnięciu z tych zgliszcz w ogóle podnosi się i jakoś tam dycha jakakolwiek flara nadziei, jest dla mnie absolutnie szokujące.

To wręcz ironiczne. Wszystko runęło, wyobrażenia poszły z dymem, a ta mała, jaskrawa cholera wciąż tam dymi i migocze. Dlaczego? Bo dopiero kiedy przestajesz reanimować swoje wyobrażenia o ludziach i o tym, co „powinni”, zaczynasz widzieć świat bez filtrów.

Czy to nie fascynujące, że największą ulgę przynosi nam zazwyczaj nie to, co udało nam się z sukcesem zbudować, ale to, co z hukiem koncertowo upadło?

Dzięki temu dzisiaj z pełną premedytacją nie spełniam cudzych oczekiwań. Bardzo rzadko kiedy wpisuję się w czyjekolwiek wyobrażenia o mnie. Z założenia w oczach opinii publicznej wypadam dziwnie. I wiesz co? Zupełnie mnie to nie obchodzi. Wolność zaczyna się w miejscu, w którym z uśmiechem przyjmujesz rolę czarnego charakteru w czyimś idealnie zaplanowanym scenariuszu.

Fantastyczne zderzenie z rzeczywistością

Kiedy większość Twoich ideałów leży już pokonana na łopatkach i osiągnęła stabilne dno, dzieje się coś magicznego. Znika strach. Skoro prawie wszystko już upadło, to właściwie nie ma już z czego spadać.

I to jest najbardziej pocieszający wniosek z całej tej dorosłej egzystencji. Każde jedno kolejne zderzenie z rzeczywistością nie jest już bolesnym policzkiem – staje się fantastycznym, surowym, autentycznym doświadczeniem. Bez sztucznych oczekiwań nie ma rozczarowań. Pojawia się czysta, bezwstydna ulga.

Zamiast więc kurczowo trzymać się iluzji, pompować kolejne sztuczne wersje siebie i terroryzować się zakazami, może warto po prostu pozwolić tym ideałom umrzeć? Niech zdychają, a my odpuśćmy  przymus, wypijmy bezalkoholowe mohito i postawmy na intuicję łączoną z mądrością Wszechrzeczy. W końcu najpiękniejsze rzeczy zaczynają się dziać dokładnie wtedy, gdy wreszcie totalnie odpuszczamy kontrolę nad tym, jak bardzo idealni mieliśmy być.

Co ma się rozwalić, i tak się rozwali. Co ma przetrwać, i tak przetrwa. Co ma wisieć, nie utonie. Co ma się zdarzyć, i tak się zdarzy, co nie ma się zdarzyć - nie zdarzy się. Ciągłe mielenie tego w głowie jest męczące i szkoda energii życiowej. 

Więcej o zrzucaniu pancerza perfekcji, dziecięcym językiem

 Sprawdź moją książkę „Czy moje plecy istnieją?”

KUP KSIĄŻKĘ

Komentarze

Wybrane dla Ciebie

Copyright © Monika Pawelec