TRYB JASNY/CIEMNY

Kiedy twój własny kalendarz próbuje cię zabić śmiechem

Kiedy twój własny kalendarz próbuje cię zabić śmiechem

Wszyscy znamy ten moment. Stoisz w bibliotece, otoczona zapachem starego papieru, i patrzysz na regał z poczuciem, że jesteś boginią logistyki. Wypożyczyłam pięć grubych tomów. Moja wiara w to, że przeczytam je wszystkie w jeden weekend, była tak potężna, że mogłaby zasilać małe miasteczko.

Przecież czytam szybko – dwadzieścia lat pracy z tekstem zrobiło z mojego mózgu maszynę do pochłaniania liter. Co mogło pójść nie tak?

A potem nadchodzi weekend. Pięć książek leży na stole i patrzy na mnie z niemym wyrzutem. Nie byłam w stanie przebrnąć nawet przez Seks w wielkim mieście – lekturę tak lekką, że powinna sama się czytać, kiedy na nią mrugnę. Obok leży lista telefonów, których nie wykonałam, i spraw sprzed dwóch lat, które w mojej głowie wciąż mają status „na wczoraj”.

W tym samym czasie mój Instagram zalewa fala nowych obserwujących. Głównie terapeutów. Przypadek? Nie sądzę. Algorytm najwyraźniej uznał, że z moim poziomem optymizmu połączonego z neurozą stanowię dla nich idealny fundusz emerytalny. Zauważyli, że byłabym niezłym klientem na długie lata, do sterapeutyzowania na przynajmniej trzysta różnych sposobów.

📎 Pierwsze pytanie demaskujące: Dlaczego planujesz tak, jakby doba miała siedemdziesiąt godzin?

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego twój dorosły, racjonalny umysł bez mrugnięcia okiem wierzy w tak bezczelne kłamstwa? Czy wciskanie nierealnych celów w grafik to forma nowoczesnego masochizmu, czy po prostu desperacka próba udowodnienia sobie, że panujesz nad chaosem?

Wpychamy w kalendarz kolejne pozycje, budujemy piramidy z zadań, a potem rzeczywistość – niczym ekipa Monty Pythona – wchodzi na scenę i uderza nas w twarz gumową rybą. Zamiast wielkiej literatury jest życie. Zamiast nadrabiania zaległości jest nagły komunikat, że dziecko gra mecz, a ty lądujesz na ławce.

I nagle, zamiast zapowiadanego stresu, po prostu opalasz się w słońcu. Siedzisz. Nie musisz odpowiadać na pytania, nie musisz robić absolutnie nic. Piłka nożna okazuje się genialnym wehikułem czasu – gwarantuje dobrą zabawę dziecku, a matce święty spokój. Przez kilka godzin nikt od Ciebie nic nie chce.

Ta długa chwila totalnego odcięcia ratuje psychikę skuteczniej niż odhaczenie piętnastu punktów z listy zadań, którą przepisujesz z tygodnia na tydzień.

✏️ Drugie pytanie demaskujące: Czy lekkość to talent, czy niewidzialny pot?

Kiedy robisz coś od ponad dwóch dekad, ludzie wokół zaczynają mówić: „Och, tobie to przychodzi z taką łatwością, piszesz takie fajne teksty!”. Nie mam poczucia, że te komplementy odbierają mi kompetencje. Rozumiem mechanizm: kiedy człowiek z boku patrzy na gotowy produkt, po prostu nie widzi tych wszystkich godzin, które trzeba było przepracować, żeby tę lekkość osiągnąć.

Pierwszego bloga założyłam, mając jedenaście lat, opowiadania pisałam od podstawówki. Gdybym po dwukrotnym przeskoczeniu dekady praktyki pisała kiepsko, to dopiero byłoby niepokojące. Łatwość to po prostu zmapowany rzemieślniczy pot.

Ale ta łatwość rodzi też pewen specyficzny stan umysłu. Kiedy wchodzisz na poziom absolutnej pewności, że wszystko zrobisz – doba nagle zaczyna dziwnie pęcznieć. Rozciąga się jak guma. Podchodzisz do rzeczywistości z tak potężnym, niemal absurdalnym przekonaniem o własnej sprawczości, że upychasz tam rzeczy, które w danym momencie nie mają absolutnie żadnego sensu. Zrobisz je? Oczywiście, że zrobisz. Pytanie tylko: po co?

🐜 Cztery tygodnie czekania i zemsta mrówek

Najlepszym dowodem na to, jak bardzo bierzemy się za bary z niemożliwym, był mój dzisiejszy powrót do domu. W ogrodzie od bitego miesiąca czekał na mnie ziemny kopiec. Wielki, bezczelny symbol moich wiecznych zaległości. Dzisiaj uznałam, że nadszedł ten dzień. Rozprawię się z nim raz a dobrze.

Mrówki w ogrodzie
Natura wygrała ten proces logistyczny walkowerem...

Wbiłam łopatę i w tym momencie przyroda postanowiła przypomnieć mi, gdzie moje miejsce w szeregu. Z kopca wylała się armia wściekłych mrówek, które natychmiast mnie oblazły, dając jasno do zrozumienia, że naruszyłam ich suwerenne terytorium.

Tuż obok straszyły zwłoki róży, która nie przetrwała wcześniejszego przesadzenia. Miałam plan usunąć i ją, ale po starciu z mrówkami po prostu rzuciłam narzędzia. Nie starczyło mi sił psychicznych na dalszą walkę z żywiołem. Zwłoki róży pozostały nieruszone, a ja uznałam, że natura wygrała ten proces logistyczny walkowerem.

✨ Kiedy wszechświat skraca procedury

Najciekawsze dzieje się jednak wtedy, kiedy zamiast walczyć ze stadem owadów i napinać pośladki, po prostu mocno zakładasz, że coś jest możliwe. Kiedy masz czystą głowę – odkąd nie piję alkoholu i kawy (no dobra – kofeinową czasem zdarza mi się wypić, ale już nie w tych ilościach, co kiedyś), moja intuicja działa siedem razy mocniej, a przeżywanie świata jest genialnie ostre – rzeczywistość potrafi się dziwacznie nagiąć bez żadnego planu.

„Czasami największe sukcesy to te, których w ogóle nie musieliśmy organizować.”

Miałam przed sobą perspektywę ponownej walki przed komisją w sprawie orzeczenia o niepełnosprawności. Nastawiałam się na urzędniczy maraton, stres i marnowanie energii. I nagle, w jakiś absurdalny sposób, udało mi się wymanifestować zwrot akcji: dostałam informację, że komisja odbędzie się w trybie zaocznym. Coś, co dotąd się nie zdarzyło.

System bezdusznej machiny nagle uznał, że oszczędzi mi fatygi. Bo tak działa intuicja – kiedy jej słuchasz, rzeczywistość czasami sama usuwa kłody spod nóg.

📌 Po co nam ten cały teatr?

Po co więc wciąż piszemy te nierealne listy zadań, planujemy przekopywanie ogrodów i wypożyczamy po pięć książek, skoro los i tak zrobi swoje, a nasza wewnętrzna nawigacja wie lepiej, czego nam trzeba?

Może ten przeładowany kalendarz jest nam potrzebny tylko po to, żebyśmy mieli z czym przegrywać. Żebyśmy mieli co odpuszczać. Bo największa ulga nie płynie z faktu, że przeczytaliśmy wszystko, wykonaliśmy dwadzieścia zaległych telefonów i usunęliśmy zwiędłe krzaki.

Największa ulga pojawia się wtedy, gdy patrząc na stertę niezrobionych rzeczy, potrafimy z czystym sumieniem usiąść na ławce, wystawić twarz do słońca i dać sobie prawo do świętego spokoju.

Wszystko, co naprawdę ważne, i tak nas dogoni – cała reszta może poczekać. Nawet te mrówki w ogrodzie.

Walczysz z wiecznie puchnącym grafikiem? 📆

Jeśli Twoja doba też próbuje mieć 70 godzin, a Ty wciąż przepisujesz listy zadań z tygodnia na tydzień, czas okiełznać ten chaos bez poczucia winy. Sprawdź, jak zarządzać energią i głową przy neuroróżnorodności.

Dowiedz się więcej w mojej książce: "ADHD Money Mastery"

Zobacz moje książki 📚

Komentarze

Wybrane dla Ciebie

Copyright © Monika Pawelec