Kot w szufladzie i zimna podłoga, czyli dlaczego Excel nie przewidział kota Schrödingera
Kot w szufladzie i zimna podłoga, czyli dlaczego Excel nie przewidział kota Schrödingera
Zauważyłeś, że współczesny świat cierpi na paniczną fobię przed brakiem kontroli? Doszliśmy do momentu, w którym człowiek potrafi wstrzyknąć sobie w twarz jad kiełbasiany i całkowicie zamrozić mimikę tylko po to, żeby ustrzec się przed zmianami. Wolimy nie mieć wyrazu twarzy, byle tylko zyskać gwarancję, że czas nas nie dotknie, a nieprzewidywalność nie zaskoczy.
Architekci naszego codziennego sukcesu wmawiają nam, że życie to po prostu algorytm. Jeśli wstawisz odpowiednie zmienne do Excela, będziesz wstawać o piątej rano i bezrefleksyjnie odhaczać kolejne punkty z listy, wszechświat grzecznie zasalutuje i dostarczy Ci szczęście pod drzwi z darmową dostawą.
I wtedy wjeżdża rzeczywistość. Cała na biało, z ironicznym uśmiechem i planem awaryjnym, którego nie przewidział żaden podręcznik zarządzania czasem. Dlaczego tak panicznie boisz się momentu, w którym ten idealny scenariusz zaczyna się rwać?
Ostatnio moja znajoma, L., nie odpisywała mi przez cztery dni na pilne sprawy. Dla zdrowego człowieka cztery dni to po prostu „brak czasu” albo urwany kontakt. Ona zmaga się z SM, a do tego ma raka na raku i w tym roku dosłownie wyrwała się z gardzieli hospicjum – miejsca, które z założenia jest drogą w jedną stronę – te cztery dni to prawdziwy egzystencjalny thriller, zastanawiałam się, czy wszystko OK.
Kiedy w piątek w końcu nadeszła odpowiedź, odetchnęłam. Wiem, że L., nawet w swoim całym kosmosie problemów, ma święte prawo do urlopu od świata. Ma w sobie tyle pogodnego nastawienia, to tak niesamowicie silna kobieta. Ale to milczenie znowu przypomniało mi o czymś, o czym wszyscy usilnie staramy się zapomnieć: życie jest kruche, nielogiczne i ma głęboko w nosie nasze harmonogramy.
✏️ Wielka wojna o meble, w których mnie nie ma
Najbardziej bezczelnym kłamstwem, jakie sobie nawzajem sprzedajemy, jest przekonanie, że jeśli wszystko zaplanujesz, unikniesz twardego lądowania. Otóż nie unikniesz. Sama przebudziłam się do większej świadomości nie na mistycznych Polach Elizejskich w siadzie skrzyżnym, przy dźwiękach mis tybetańskich, ale na zimnej podłodze w łazience. Dokładnie tam, gdzie wszystko dookoła się sypie, a jedyne, co czujesz, to lodowaty, brutalny kontakt z kafelkami. Jeśli chcesz latać wysoko, musisz zgodzić się na to, że od czasu do czasu znajdziesz się na nizinach. Jak na górze, tak na dole.
Skoro rzeczywistość potrafi być tak drastycznie nieprzewidywalna, dlaczego wciąż próbujesz upchnąć drugiego człowieka w sztywnym arkuszu kalkulacyjnym?
Zauważyłam, że większość konfliktów w moich relacjach wcale nie dotyczy tego, kim naprawdę jestem. One dotyczą wyobrażeń o mnie. Ludzie mają niesamowitą, wręcz neurotyczną potrzebę włożenia mnie do szuflady z jakimś konkretnym napisem, a potem zaczynają z tą szufladą desperacko walczyć. Problem w tym, że mnie w tej szufladzie po prostu nie ma.
Moja płynność wywołuje silne tarcia w otoczeniu, bo nie daje się wygodnie skatalogować. J. twierdzi, że ludzie mają lęki i stwarzam w nich poczucie zagrożenia dla ich utartych przekonań, które sobie wyryli w kamieniu. Może tak jest. A może nie jest, i może J. też powinien zrobić sobie wolne od metafor.
W pewnym momencie postanowiłam sobie, że nie będę już walczyć z czyimś wyobrażeniem na mój temat i nieprzyjmowaniem rzeczywistości przez innych. Tak spotęgowałam własne milczenie i zaczęłam czuć niesamowitą siłę dzięki temu, a równocześnie do mojej codzienności o wiele częściej zagląda święty spokój. Oczywiście świat dalej się wali, jak się walił, kanałów informacyjnych sobie oszczędzam, wystarczy mi wiedza, że dzieją się straszne rzeczy - a przywódcy światowi uprawiają kongo bongo, wysługując się rękami zwykłych obywateli. To nie jest obojętność, to wybór. Tam, gdzie wkładasz swoją energię, tam zbierasz żniwa.
Nie dyskutuję z wizjami na mój temat, pozwalam im żyć swoim życiem. Obserwuje trudne sytuacje w moim życiu i zauważam, że występują. Ale co ciekawe, moje niedawne odkrycie jest takie, że nie musi iść za tym żaden ładunek emocjonalny. A zamiast walczyć z wiatrakami, można się po prostu schylić, albo zająć inne miejsce w przestrzeni, przejść się w inną stronę. Gdybym chciała kłócić się z postaciami, które nie chcą przyjąć faktów do wiadomości, mogłabym zacząć dyskutować z bohaterami własnych książek albo tych, które przeczytałam. Tylko po co? Szkoda mi na to czasu i energii.
📎 Kot, który odbija się czkawką
Moje własne „nie wiem, co będzie dalej” zaczęło się jakieś cztery lata temu od rzutu choroby. To wtedy dotarło do mnie z pełną mocą, że myślenie dalej niż na jeden dzień do przodu nie ma totalnie sensu. I wiesz co? Zrobiłam sobie z tego sposób na życie.
Zawsze miałam taki absurdalny zwyczaj zapisywania różnych, mniej lub bardziej niedorzecznych marzeń w zeszycie. Dalej to robię. I one się po prostu materializują – najczęściej totalnie bezwysiłkowo, w sposób, który mnie samą absolutnie zaskakuje. Nigdy nie zapomnę rozmowy z moją Ma., kiedy siedziałam z nią w kawiarni Sowa osiem lat temu. Podzieliłam się z nią marzeniem i powiedziałam: „Zobaczysz, za rok od tej pory będę...”. Ma. spojrzała na mnie wtedy jak na czubka. Co zresztą nie dziwiło mnie ani wtedy, ani teraz. Rok później spełniłam to marzenie. Kiedy się zmaterializowało, Ma. powiedziała tylko: „Monika, ja już we wszystko uwierzę, dla Ciebie naprawdę wszystko jest możliwe”. Tutaj, mikrogwiazdka, nie jestem w żadnym razie wyjątkowa, uważam, że to może być możliwe dla każdego z nas - jedyne co nas od tego odgradza to nasz wewnętrzny brak wiary, a żeby wierzyć skutecznie w różne rzeczy, trzeba trochę stracić rozum ;).
Czasem pomyślisz sobie, że jak już „poukładasz sobie życie”, albo chociaż „wytrzesz kurz z półek”, to marzenia powinny się skończyć. Poukładałeś, więc weź już tu lepiej nic nie wkładaj, bo jeszcze się zmieni ustawienie na półkach i będzie trzeba sobie z tym radzić. Nic bardziej mylnego. Najważniejszym ograniczeniem w naszych życiach jest nasza własna głowa, jeśli nie pozwalamy się rozhulać wyobraźni. Wszystko to jednak wymaga równowagi. Wyobraźnia też potrafi zamienić się w toksyczną obsesję, jeśli nie puścisz myśli wolno – wtedy stajesz się niewolnikiem własnego marzenia i przestajesz widzieć całą serię wspaniałych rzeczy, które już masz wokół siebie.
To trochę jak z kotem Schrödingera, który tak chętnie odbija się czkawką studentom filozofii. Kot jest i go nie ma jednocześnie. Warto zrobić w swoim życiu miejsce na tego kota, ale bez neurotycznego oczekiwania i napinania się, że szanowne zwierzę zechce się pojawić dokładnie wtedy, kiedy tego zażądasz.
💬 Powaga kontra mapa dobrych żartów
Ostatnio kumpel mojego syna zapytał mnie prosto z mostu, czy boję się śmierci. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie – w końcu raz już mi się przydarzyła. Chłopak spojrzał na mnie z powagą i mówi: „A ja trochę tak, no bo nie wiem, co wtedy będzie”. Uśmiechnęłam się i powiedziałam: „Na szczęście przed Tobą długie i bardzo ciekawe życie i nie musisz o tym teraz myśleć”. Uwielbiam dzieci za to, że zadają pytania bez tego całego dorosłego, sztucznego filtra. Przeważnie mnie lubią, zawsze tak było. Chyba dlatego, że od zawsze traktuję je poważnie i uważam, że nie ma głupich pytań, jest tylko lenistwo i zmęczenie dorosłych (które mnie też czasem się przydarza).
Traktowanie życia poważnie nie oznacza jednak chodzenia z kamienną twarzą. Strasznie dużo się w życiu śmieję. Wiem doskonale, że moje zmarszczki mimiczne prędzej czy później dadzą o sobie znać z pełną mocą i wyryją na mojej twarzy mapę wszystkich dobrych żartów. I bardzo dobrze. Nie będę poważna tylko po to, żeby zachować gładką maskę jak najdłużej. Jestem człowiekiem z krwi i kości, jeśli ktoś ma z tym problem, to jedynie kolejny znak na to, w jak powalonych czasach wszyscy żyjemy.
Prawdziwa wolność zaczyna się w momencie, w którym odpuszcza się potrzebę kontrolowania każdego kroku i pozwala sobie na luksus niewiedzy. Najwspanialsze rzeczy przydarzają się nam wtedy, gdy robimy miejsce na absolutny przypadek, zamiast nerwowo sprawdzać w tabeli, czy wszystko zgadza się z planem.

Komentarze
Prześlij komentarz