TRYB JASNY/CIEMNY

Doba rozciągnięta jak guma, zwieńczona mocnym dealem

Doba rozciągnięta jak guma, zwieńczona mocnym dealem

📌

Wczorajszy dzień był jednym z przykładów, jak doba może się rozciągnąć. Rano przeczytałam 50 stron Seksu w wielkim mieście i faktycznie są szanse, że skończę książkę w ten weekend. Potem praca, w której słuchałam głośno muzyki i szykowałam w głowie scenariusz dla sąsiadów: „Och, naprawdę to tak słychać?”. Jednak ten scenariusz pozostał w głowie, bo szczęśliwie nikt się nie uczepił. Ale przez moment zastanawiałam się, czy jestem jak ten facet z bloku naprzeciwko, który puszcza na cały regulator hity, których nikt nie chce słuchać. Na te wszystkie lata tylko raz miał dobrą playlistę.



Basenowe obserwacje

Później basen, który też był nietypowy, bo w końcu udało mi się trafić na basen pływacki w Aquaparku, który przeważnie jest okupywany przez zgraję facetów z przerostem ambicji i zbyt dużą miłością do sunięcia kraulem. Może stres z nich tak wychodzi, cholera wie. 

Przez wiele lat chodziłam do szkoły, w której był basen i dzieliłam klasę z bandą medalistów pływackich, wyciągali te medale spod pachy w najmniej spodziewanych momentach. Sama miałam do pływania i życia podejście raczej rekreacyjne i tak mi zostało. 

Na torze pływackim jednak nie zagrzałam miejsca zbyt długo, bo samiec w czepku mimo wolnego innego toru wpadł na świetny pomysł, że będzie się przeciskał obok mnie - i nie było już tak fajnie, może dlatego jest tam zawsze zgraja facetów. Z drugiej strony nie wiem co lepsze. 

Na innym basenie, na który zdarza mi się chodzić, widok bywa odwrotny. Basen pływacki zajmują kobiety i Hindusi, którzy uczą się pływać. A basen dziecięcy jest okupowany przez nurkujących brzuchem po dnie samców - kiedyś weszłam na ten basen, a w dziecięcym baseniku same chłopy, widok raczej żenujący.

Plażowa przestrzeń

Ledwo kiedy wyszłam z Aquaparku, dziecko zaczęło pieśń: 

- Nie idźmy do prababci, ja chcę się spotkać z N. Wprośmy się do nich do domu. - dziecko widać, przyzwoitość odziedziczyło po mnie. -Nie no. Nie będziemy ich tak z bomby zaskakiwać to nie wypada. - powiedziałam, ale dziecko spojrzało na mnie wzrokiem: kobieto, w domu trzymasz nogi na stoliku i zadzierasz nogę na biurko podczas pracy, kogo chcesz oszukać. Znam ten wzrok, bo jest to mój własny wzrok.

Mija 5 minut i dostaję wiadomość od P., mamy N. z pytaniem czy pójdziemy na plażę. Uznałam więc, że to interwencja Wszechrzeczy i prababcia będzie musiała przełknąć zmianę planów, a wiem jak denerwujące to dla niej będzie, bo hardość charakteru i stawianie na swoim mam po niej, z czego w sumie jestem dumna. Zadzwoniłam do mojej Ma., mając nadzieję, że jej wizyta przykryje moje winy i weźmie na swoje barki Babci utyskiwania polityczne. Ma., jak się okazało, miała inne plany, o których mi mówiła, a które wyparłam ze świadomości tak skutecznie, jak wiele innych rzeczy, które wypieram.

Babcia przełknęła, jakieś pół godziny później wychodzę z P. i dziećmi z Żabki - wygrałam z bezalkoholowym mohito i wzięłam aloes, który okazał się z lekka zabójczy, jednak cierpienia załagodził precel. Z domu wyszłam z tematami, o których nie chcę rozmawiać, a przy wyjściu z Żabki P. zadała mi pytanie, które uruchomiło lawinę. Zatrzymało emocjonalną spychologię i wrodzoną wsobność (pod tytułem: sama sobie ze wszystkim poradzę i będę nosiła własne ciężary, prała własne brudy, jeszcze z perełkami do prania, żeby tak nie waliły po oczach), to jedno pytanie zaowocowało nastrojem: Boże, jaka jestem wdzięczna, że mam tyle wspaniałych ludzi wokół siebie. 

Spędziłyśmy na tej plaży cztery godziny, było totalnie fantastycznie. Chłopcy świetnie się bawili, a my... miałyśmy tę przestrzeń, której czasem matkom brakuje. P. kilka razy zasugerowała mi "połóż się", moją pierwszą odpowiedzią jest zazwyczaj "nie", nawet podobno to było moje pierwsze słowo. Tak twierdzi moja Ma., ale jej pamięć jest zawodna, więc tak do końca to nie wiem. To akurat raczej po dziadku, który niemal każdą wypowiedź zaczyna od "nie" i jest wprawiony w zaznaczaniu własnej odrębności. Po nim mam też morze i wodę, jest byłym bosmanem. Kiedyś kąpałam się z nim w burzy w morzu i było ekstra, piorunujący wzrok mojej mamy, strzelał po plaży bardziej niż grzmoty. Jako matka - ją rozumiem, jako córka; było fantastycznie i to jedno z moich najlepszych wspomnień.

Ale kiedy w końcu położyłam się na tej plaży... Padło: Dziękuję, że mnie przekonałaś, chmury od spodu. Tego mi było trzeba. Znalazłam się  w pozycji corpse poze, o której rano pisałam, że lubię jąnajbardziej, naliczyłam ze 4 samoloty i myślałam o tym, że chciałabym, żeby moja kuzynka, M. zdała te wszystkie testy na pilota. Strasznie mi imponuje tym, że jest tak młoda, wybrała sobie trudną drogę i konsekwentnie nią idzie. Na pewno nie byłam tak mądra w jej wieku, a i teraz nie czuję żebym była pomimo wszelkich aspiracji. 

Studia filozoficzne robią coś takiego, że człowiek kończąc je, kończy je ze świadomością, że naprawdę nic już w zasadzie nie wie i nie ma gwarancji, że będzie wiedział kiedykolwiek. Metoda sokratejska pociągnięta do ekstremum. 

Gdzieś podczas tego bycia na plaży padło "Monia, masz za sobą psa", ręka sama mi poszła po dość przyjaznym dalmatyńczyku, który wyraźnie nie miał nic przeciwko temu. Okazało się, że to pies tego dziwnego faceta, którego widywałam jak odprowadzałam syna do przedszkola, gdy był mniejszy. 

To mi przypomniało moją wizytę u dentystki. Kiedy było mi bezdennie smutno, a pies dentystki (duży, piękny golden retriever, którego nigdy wcześniej nie widziałam, a który podobno nie ufa ludziom) położył mi cały pysk na kolanach, totalnie jakby chciał mnie pocieszyć i totalnie mu się to wtedy udało.

Sąsiedzkie i zawodowe zwroty akcji

Gdzieś w międzyczasie spotkałam Pana Ś., który jest wojskową duszą mojego bloku i gościem, którego nie da się nie lubić. Raz uratowałam jego torbę i ważny kalendarz. Za dzieciaka bawiłam się z jego dziećmi. Od czasu do czasu gadam z J., jak przyjedzie odwiedzić rodziców. Wizyt nie da się nie zauważyć, bo J. chętnie wypożycza sportowe bryki i robi coś w rodzaju zróbmy hałas. Wpada tu na tyle rzadko, że regularnie go nie poznaję, także czasami musi do mnie mówić kilka razy, żebym się zorientowała, że on to on. Epicka była nasza niedawna wymiana zdań na klatce, zbiegł jak kometa, "cześć, to ja" dało się słyszeć z oddali, "które ja?" zapytałam. "ja J.". Oczywiście J. nawet nie wie, że zrobiłam z niego bohatera jednej z moich książek, to pozytywna postać.

Gdzieś w międzyczasie tego zwariowanego dnia napisałam z lekka bezczelną wiadomość do F, który prowadzi podcast, w którym na razie spotkaliśmy się tylko raz. Hej, mam pomysł na odcinek. Weźmiesz siostrę, która lubi romansidła, ja będę z nią gadała a Ty będziesz przez cały odcinek siedział i pił melisę. F. zareagował tak, jak myślałam, czyli przerażeniem. Okazało się jednak, że siostra nie jest lokalsem, więc w najbliższym czasie nic z tego, ale zasiałam w nim pomysł, niech sobie pracuje. Nie znam siostry, ale po usłyszeniu ich wspólnego odcinka, wiem, że razem dałybyśmy czadu. Żeby nie było dodałam też argument logiczny: ostatnio same chłopy w tym Twoim podcaście, kobieca energia mogłaby nakręcić zasięgi i sprowadzić nową publiczność.

Wszyscy kiedyś umrzemy, więc postawmy na surrealizm dla zdrowia i dobra ludzkości 

Wieczorem wysłałam w kosmos też absurdalne pytanie, które zakończyło się równie absurdalnym dealem. Choć o dziwo, właśnie takie w moim życiu najczęściej wychodzą, więc kto wie. Prawdopodobnie nie mam tyle dobrych manier i samozatrzymania, co ludzie wokół mnie. Podejrzewam, że to dlatego, że bardziej niż inni zdaję sobie sprawę z tego, że kiedyś umrę. Bo po prawdzie raz już to zrobiłam w wieku lat 5. A na przestrzeni lat, co jakiś czas zbliżam się do tematów trudnych, okołoszpitalnych, przez co uwielbiam żyć i wystawiać na próbę ciasnotę mojego umysłu. 

No i zwyczajnie, bywam w tym wysokoskuteczna, czy jak to mówi T. "Jakaś magiczna". Jeśli uważasz, że wszystko jest niemożliwe to właśnie takie będzie, jeśli założysz, że wszystko jest możliwe wbrew pozorom - to właśnie takie będzie, nawet jeśli nie wszystko z tej listy się wydarzy. Przyjęcie tego drugiego sprawia, że życie nieraz cię zaskoczy, furtkami, które otwierają się w dziwny sposób, w dziwnych momentach. To pierwsze zamyka totalnie wszystkie drogi. 

Podoba mi się ten deal właśnie dlatego, że jest tak abstrakcyjny i na poziomie rozumu tak mało realny, w duchu cytatu z króla Juliana: zróbmy to zanim dotrze do nas, że to bez sensu. 

Deal jest dość duży, bo idzie za tym możliwość, że nigdy w życiu już nie obejrzę swojego ulubionego filmu, ale na tyle ciekawy, że po prostu... sprawdźmy. ;)

Lubię chcieć absurdalnych rzeczy i chyba przez to też mentalnie nie tetryczeję i nie starzeję się tak szybko jak inni. Niby mam jedno życie, ale czasem czuję jakbym miała ich więcej niż 7, a być może więcej niż 300. Jeśli byłam kotem w poprzednim życiu to raczej dachowcem, samozwańczym bogiem, zostało mi z tej karmy spadanie na cztery łapy. Nawet przy trudnych lądowaniach.


Chcesz zgłębić moje przemyślenia? Sprawdź moją książkę dla dzieci:

Absurdalne Przygody Damiana Dętki

Komentarze

Wybrane dla Ciebie

Copyright © Monika Pawelec