TRYB JASNY/CIEMNY

Kocioł Obelixa i inne stany nieważkości

Kocioł Obelixa i inne stany nieważkości

O. co jakiś czas wpada na, w jego mniemaniu, absolutnie genialny pomysł. Chce mnie nakarmić grzybami halucynogennymi. Jego logika jest rozbrajająco prosta: skoro bez żadnych wspomagaczy opowiadam tak zajmujące i specyficzne rzeczy, to wyobraź sobie, co działoby się po seansie z psychodelikami. Wizja artystycznego uniesienia, otwierania czakr i lewitowania nad gdańskim chodnikiem.

Ja się jednak konsekwentnie wzbraniam.

Uważam, że pod pewnymi względami jestem jak Obelix, który za dzieciaka wpadł do kotła z magicznym napojem. Dla mojego własnego dobra, tudzież dla zachowania resztek publicznego porządku, wskazana jest dożywotnia i absolutna wstrzemięźliwość. Moja fabryka działa na pełnych obrotach bez zewnętrznych dostaw substancji.

Napar, eliksir, kocioł pełen myśli
✏️ Mój osobisty kocioł jest już fabrycznie pełen.

Fabrycznie otwarte furtki

Prawda jest taka, że nie potrzebujesz żadnych leśnych specyfików, żeby widzieć i słyszeć świat w wersji Full HD. Moja przeszłość fundnęła mi darmowy i dożywotni bilet na ten seans. Śmierć kliniczna, której kiedyś doświadczyłam, uruchomiła w mojej głowie pewne furtki. One po prostu nie chcą się zamknąć i do dziś pozostają szeroko otwarte.

📌 Kiedy ostatnio pozwoliłeś sobie na luksus absolutnej ciszy, w której nie zagłuszasz własnego strachu przed tym, co naprawdę myślisz?

Przez te otwarte drzwi głosy intuicji słychać znacznie głośniej, wyraźniej i bezkompromisowo. Każdy, kto doświadczył śmierci klinicznej i otarł się o tamtą stronę, doskonale wie, o co chodzi. Świat pozbawiony bezpiecznych filtrów bywa fascynujący, ale bywa też potwornie, nieludzko wręcz męczący.

📎

Przebodźcowanie na pełnej petardzie

Idziesz sobie spokojnie przez gdańską Oliwę albo w okolicach Przymorza, licząc na zwyczajny spacer. I co? I nagle dostajesz po uszach serią dźwięków, które rzekomo słyszą tylko zwierzęta. Mowa o miejskich straszakach na dziki. Piszczą na częstotliwościach, które rozsadzają mi czaszkę, a ja stoję na środku chodnika, zastanawiając się, jak to możliwe, że moje neurotypowe otoczenie zachowuje pełen spokój. To potwornie wycieńczające.

📌 Dlaczego współczesny człowiek tak desperacko szuka „poszerzania świadomości” za pomocą substancji, skoro nie potrafi poradzić sobie z tą ilością bodźców, którą co sekundę dostaje od miejskiego betonu?

Żyjemy w świecie, który nieustannie krzyczy, pika, powiadamia i straszy. Chcemy uciekać w mistyczne doświadczenia, szukamy drugiego dna w szamańskich rytuałach, podczas gdy prawdziwym wyczynem jest przetrwanie spaceru bez załamania nerwowego od nadmiaru decybeli.

Powrót do rzeczywistości, czyli urok bezczelnej odwagi

I kiedy tak stoisz, ogłuszona przez systemy anty-dzikowe, nagle dzieje się coś zupełnie z innej planety. Podchodzi do Ciebie obcy facet na ulicy, patrzy prosto w oczy, mówi, że jesteś piękna i pyta o numer telefonu.

Ostatni raz z tak bezpośrednim rwaniem na ulicy miałam do czynienia chyba z dziewięć, może dziesięć lat temu. Zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie, nie ukrywam. Kiedy nie idzie obok mnie mój ośmioletni syn, najwyraźniej przestaję wysyłać do świata uniwersalny sygnał „jestem matką, nie podchodź”. To było niesamowicie miłe i całkowicie zrobiło mi dzień. Szczególnie, że w codziennym pędzie doświadczam tak niewiele szczerej bezpośredniości.

📌 Kiedy daliśmy sobie wmówić, że prosty, bezinteresowny komplement wymaga dzisiaj odwagi na miarę skoku ze spadochronem?

Abstrahując od wieku, kontekstu i intencji – czysta, bezczelna wręcz odwaga to fantastyczna rzecz, a dziś niezwykle rzadko widywana. Wszystko filtrujemy przez ekrany smartfonów, lajki i bezpieczny dystans społeczny.

Nie potrzebujemy grzybów O., żeby dostrzec magię, absurd i głębię egzystencji. Wystarczy wyjść na ulicę, wyłączyć na chwilę wewnętrznego cenzora i pozwolić, by intuicja oraz świat po prostu do nas przemówiły. Choćby to miało czasem boleć nasze uszy.

Wszyscy rozpaczliwie szukamy ucieczki od rzeczywistości, zapominając, że największy i najbardziej autentyczny odlot funduje nam samo życie – pod warunkiem, że zaryzykujemy i będziemy mieli odwagę słuchać tego, co próbuje nam przekazać nasza własna intuicja.

📌

Szukasz głębszego spojrzenia na egzystencjalne absurdy?

Zajrzyj do mojej książki "Czy moje plecy istnieją?", która rozkłada na czynniki pierwsze nasze codzienne zmagania z rzeczywistością, intuicją i światem, który czasem za głośno krzyczy.

Zobacz moje książki

Komentarze

Wybrane dla Ciebie

Copyright © Monika Pawelec