Czy ten urlop będzie lekkostrawny?
Czy ten urlop będzie lekkostrawny? O kostce Rubika i życiowym brukarstwie
Czasami siedzę i zastanawiam się, czy kiedykolwiek znajdę to, czego tak uparcie szukam. Ewidentnie jestem w procesie ciągłego, permanentnego śledztwa, choć teoretycznie powinnam być już w życiu jakoś „osadzona”. Urządzona. Zakotwiczona. Wiecie, ten mityczny stan, w którym człowiek rano pije matcha latte, a w klatce piersiowej zamiast permanentnego ssania czuje błogi spokój i pewność jutra.
Wcale tak nie czuję. I najgorsze jest to, że nie mam bladego pojęcia, jakie warunki musiałyby zostać spełnione, żeby to się w końcu stało. Czy ja w ogóle szukam tego samego, co wszyscy? Czy może mój kompas ma po prostu fabryczną wadę i ciągnie mnie w chaszcze, podczas gdy reszta ludzkości maszeruje równym chodnikiem?
Mam urlop, a w mojej głowie zamiast ekscytacji pojawia się jedno, kluczowe pytanie o charakterze wybitnie gastrycznym: Czy ten urlop będzie lekkostrawny? Czy może jednak ciężkostrawny? Bo jeśli mam znowu zabrać ze sobą cały ten egzystencjalny bagaż i trawić go w górach, to ja chyba wolę zostać w domu.
📌 Sfingowane śledztwo umysłu
Przez całe swoje życie – a trochę już po tym padole chodzę – chyba ani jednego realnego problemu nie rozwiązałam poprzez siedzenie we własnej głowie. Serio. Próbowałam tysiące razy. Godziny spędzone na gapieniu się w sufit, rozkładanie każdej sytuacji na czynniki pierwsze, pisanie scenariuszy, analizowanie tonu głosu drugiego człowieka. Efekt? Dokładnie żaden.
W ten sposób, poprzez czystą, akademicką dedukcję, da się rozwiązać równania matematyczne. Ale nie życiowe dylematy.
Umysł ma jednak tę potworną, neurotyczną pokusę, żeby wszystko wokół porozkładać, przeanalizować i poukładać na nowo. Chcemy zarządzać chaosem wszechświata tak, jakby rzeczywistość była kostką brukową. Równo, pod sznurek, szaro, przewidywalnie. Żeby broń Boże żaden chwast się nie przebił.
✏️ Do przemyślenia pod sufitem:
- Czy naprawdę wierzysz, że jeśli pomyślisz o swoim problemie jeszcze dziesięć tysięcy razy, to nagle dozna on cudownego samorozwiązania?
- Dlaczego tak panicznie boisz się momentu, w którym kończą Ci się logiczne argumenty i zaczyna się czysta improwizacja?
📌 Strategia kontrolowanej eksplozji
Prawda jest taka, że kiedy patrzę z ręką na sercu na swoją przeszłość, rzeczywiście żadnego kryzysu nie "rozpykałam" intelektualnie. Zazwyczaj pozwalam sytuacjom urosnąć. Hoduję je w kąciku, karmię uwagą, aż naturalnie się wyczerpią i wypalą.
A jeśli nie chcą się wypalić? Cóż, wtedy rosną do takich rozmiarów, że nie jesteś już w stanie ich ignorować. I eksplodują. Eksplodują tak spektakularnie, że w promieniu trzech kilometrów nie ma czego zbierać. I wiecie co? To jest w sumie genialne. Taki pożar przynajmniej skutecznie czyści przedpole. Nie musisz już decydować, co zrobić ze starymi meblami, skoro cała stodoła właśnie poszła z dymem.
Czasami okazuje się też, że te nasze wielkie, życiowe dramaty nigdy tak naprawdę nie były problemami. Bo rzeczywistość potrafi obrócić się w ułamku sekundy, zupełnie jak kostka Rubika.
Siedzisz, płaczesz, kombinujesz, a los robi trzy szybkie, pozornie przypadkowe ruchy i nagle – pyk. Wszystko prezentuje się zupełnie inaczej. Układ ścian się zmienia, kolory zaczynają pasować, a Ty orientujesz się, że ta wielka ściana, w którą tłukłeś głową, była tylko kiepsko namalowaną dekoracją teatralną.
📌 Po co to całe szukanie?
Może to całe nasze neurotyczne szukanie, ta wieczna niestrawność przedurlopowa i próby bycia „osadzonym” to tylko zasłona dymna. Próba ucieczki przed faktem, że nad niczym tak naprawdę nie panujemy. Uparcie próbujemy być brukarzami własnego losu, podczas gdy życie o wiele bardziej przypomina dynamiczną łamigłówkę. Nie da się go zabetonować. Trzeba nim kręcić i patrzeć, co się wydarzy.
Więc jeśli ten urlop ma być ciężkostrawny – niech będzie. Przynajmniej wezmę ze sobą coś na zgagę i pozwolę kostce kręcić się dalej. I tak nie mam wpływu na to, jaki kolor wypadnie na górze. Na koniec zawsze okazuje się, że jedyne, co możemy zrobić, to przestać tak strasznie przeszkadzać rzeczywistości w robieniu jej własnych porządków.
Wszyscy i tak dowiadujemy się, o co chodziło, dopiero wtedy, gdy opadnie pył po wybuchu.
Skoro już kręcimy życiową kostką...
Jeśli też czasami próbujesz poukładać rzeczywistość za pomocą głowy i zastanawiasz się, czy Twoje ramy egzystencji w ogóle trzymają się kupy, sprawdź moją książkę filozoficzno-egzystencjalną:
„Czy moje plecy istnieją?”

Komentarze
Prześlij komentarz