TRYB JASNY/CIEMNY

Rozdział, w którym zamiast rwać celofan zębami, parzę herbatę i ogłaszam święty spokój

Samotność w celofanie

Samotność w celofanie

Dlaczego bycie kosmitą bywa jedynym słusznym wyborem

Kiedyś karmieni byliśmy mitologią „właściwych okoliczności”. Wmawiało nam się, że samotność to po prostu kwestia złego adresu, nieodpowiednich ludzi wokół albo przejściowego kryzysu. Zmień pracę, wyjdź do ludzi, zapisz się na ceramikę, kup psa, a pustka zniknie.

No więc zmieniasz. Masz ułożone życie, wspaniałe przyjaciółki, sprawdzonych znajomych i rodzinę, która w miarę możliwości nie rzuca w Ciebie granatami przy niedzielnym obiedzie. Wokół Ciebie kręci się mnóstwo ludzi na najróżniejszych poziomach lubienia. Każdy z nich jest na swój sposób wyjątkowy.

A potem nadchodzi wieczór, w którym siadasz na kanapie i nagle czujesz, jak szczelnie owija Cię niewidzialny celofan.

Samotność i refleksja

Kosmiczny skafander z zakładką bezpieczeństwa

Wszystko przez ten celofan widać. Słyszysz śmiech znajomych, widzisz ich gesty, wiesz, że Cię cenią. Ale dźwięk dociera jakby zza grubego szkła, a Ty zdajesz sobie sprawę, że ta cienka, przezroczysta bariera jest nie do przebicia. Ani od wewnątrz, ani od zewnątrz.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie ma w tym żadnej poezji.

Gdy do pakietu codzienności dochodzi jeszcze choroba, poziom alienacji szybuje w kosmos. Dosłownie. Czujesz, że większą kosmitką w tym ziemskim cyrku już prawdopodobnie nie będziesz. Używasz słowa „prawdopodobnie” jako mikrozakładki bezpieczeństwa – bo życie uwielbia mówić „potrzymaj mi piwo”, więc lepiej zostawić sobie mały margines na jeszcze dziwniejsze zwroty akcji.

I w takie wieczory, kiedy poziom życiowej baterii wynosi marne trzy procent, pojawia się ta tęsknota. Tęsknota za „inną energią”. Gdyby ktoś kazał Ci ją nazwać albo zdefiniować, nie umiałabyś. Nie chodzi o kolejną pogawędkę o niczym, nie chodzi o Tinderowe uniesienia czy głębokie debaty o sensie istnienia. Chodzi o coś, czego nie ma w ziemskim słowniku.

Pełne rozgoszczenie się w norze

Co robi współczesny człowiek, kiedy dopada go ten stan? Zazwyczaj wpada w panikę. Próbuje rwać ten celofan zębami, dzwoni do losowych ludzi, scrolluje rolki do trzeciej rano albo szuka ratunku w mądrych książkach.

*zamiast walki wybierasz coś innego...

Ale tym razem zamiast walki wybierasz coś innego. Po prostu się przyglądasz. Patrzysz na tę swoją samotność bez żadnych oczekiwań. Co więcej – sama zaczynasz kopać dołek pod tą kanapą. Świadomie się zakopujesz. Sama trochę nie dopuszczasz nikogo bliżej. I wiecie co? To jest całkowicie okej.

Intuicja w kosmicznym skafandrze

Czasami jedyne, co możemy dla siebie zrobić, to przestać przepraszać za to, że nie pasujemy do idealnych układanek. Jeśli Twoja intuicja mówi Ci dzisiaj: „Zwiń się w kulkę, załóż kosmiczny skafander i nie wpuszczaj nikogo za linię celofanu”, to ma rację. Ona wie, że nie masz siły na udawanie, że wszystko jest ziemsko-normalne.

Nie ma żadnego punktu docelowego, w którym samotność znika na zawsze. Nie ma magicznego certyfikatu „Oto człowiek w pełni zaspokojony społecznie”. Każdy z nas, prędzej czy później, ląduje w tym samym celofanowym kokonie.

Różnica polega jedynie na tym, czy spędzisz ten wieczór na obwinianiu się za bycie wybrakowanym towarem, czy po prostu zrobisz sobie herbatę i uznasz, że jako kosmitka też masz prawo do świętego spokoju.

Siedzisz w pokoju pełnym ludzi albo w pustym mieszkaniu, patrzysz na ekran i czujesz ten dziwny, chłodny dystans do reszty świata. I wcale nie chcesz, żeby ktoś Cię teraz ratował. Chcesz tylko wiedzieć, że to normalne.

Szukasz opowieści bez lukru?

O tym, jak przestać biegać za cudzymi receptami i wreszcie zacząć słuchać własnej intuicji, pisałam w mojej książce „Czy moje plecy istnieją?”. Tam nie ma gotowych szablonów, jest po prostu życie.

Sprawdź książkę →

Komentarze

Wybrane dla Ciebie

Copyright © Monika Pawelec