Dalej nikt nie chce ze mną morsować i dalej basen rozpuszcza wszystkie stresy
Dalej nikt nie chce ze mną morsować i dalej basen rozpuszcza wszystkie stresy
Nie wierzę. Po załatwieniu spraw urzędowych udało mi się skoczyć na basen. Co wcale nie było takie oczywiste, bo w mieście korki, a miałam do dyspozycji tylko 3 godziny. Ostatecznie sprawę rozegrałam po mistrzowsku.
Tym razem nie było szczupaków 40+, bo najwyraźniej ćwiczyli swoje kraule w pracy. Więc wyszłam z wyprawy bardzo zwycięsko, ponieważ basen zewnętrzny praktycznie cały był mój. No prawie. Nie licząc zdechłej biedronki, która z daleka wyglądała, jakby pływała żabką.
W basenie zrzuciłam wszystkie stresy z całego tygodnia, a było ich naprawdę dużo. Nie ukrywam, że chciałabym mieć prywatny teleport na basen. Bo do transportu z Gdańska do Sopotu w godzinach okołoszczytowych potrzebna jest wyższa logistyka i najlepiej odrzutowiec.
📎 Po basenie spotkałam moje kumpele zdjęte z krzyża...
Potocznie nazywanego rodzicielstwem. Nikt nie podzielał mojego entuzjastycznego nastroju, natomiast wszyscy okazali zrozumienie. Domyślam się, że musiałam być strasznie irytująca, jarając się jak szczeniak na widok patyka tym, że wszystko załatwiłam, wypływałam, a jeszcze do tego zdążyłam sobie zrobić kawę bezkofeinową, która jest prawdziwym game changerem.
Wiadomo, że to takie niepolskie. Przecież wszystko jest złe i beznadziejne, a to, co łączy Polaków najbardziej, to wspólne narzekanie. Nie przeszkadza mi rola jarmarcznego błazna, właściwie moim drugim hobby po pisaniu jest wprowadzanie ludzi w zakłopotanie. A niektórzy naprawdę ciekawie sobie z tym radzą.
🚕 Wdałam się w bardzo pasjonującą rozmowę z taksówkarzem
Właściwie już nie wiem, ile tematów przerobiliśmy z Sopotu do Gdańska. Ale w pewnym momencie wkręcił się w rozmowę tak mocno, że trochę zapomniał o tym, gdzie jedzie, a ja w sumie też zapomniałam o tym, że właściwie powinien patrzeć na drogę. No i mogłoby się to skończyć troszkę źle, ale troszkę, bo był korek. No i czułam się odpowiedzialna za całą sytuację, bo faktycznie zagadałam go tak bardzo. Zdaje się, że był w podobnym wieku, więc w sumie mogłabym nie być tak krótkowzroczna, ale jednak byłam.
Zrobił na mnie niezwykłe wrażenie tym, jak bardzo był opanowany w sytuacji, kiedy kierowca wozu transportowego wyglądał jak czerwony Pitbull gotów go rozszarpać, jak tylko wyjdzie z auta. No ja bym się jednak bała, dlatego nie jeżdżę – wystarczą mi moje dotychczasowe lęki, nie muszę sobie dokładać nowych.
Cała sytuacja zakończyła się serdecznie i ostatecznie Pitbull podał mu rękę, co też oglądałam z rozdziawionymi ustami, bo w moim otoczeniu cierpliwość jest raczej w deficycie. Więc siłą rzeczy takie sytuacje robią dobre wrażenie, które zostaje z tobą na długo.
To był naprawdę dobry dzień, a ja mam ochotę pobiegać sobie dookoła bloku, ale znów tego nie zrobię z tych samych powodów co ostatnio.
Czy moje plecy istnieją?
Chcesz złapać więcej dystansu do codziennego pędu, lęków i niesamowitych, międzyludzkich spotkań? Sprawdź moją egzystencjalną opowieść pełną życiowych lekcji.
Zobacz moje książki
Komentarze
Prześlij komentarz