Basen na rozpuszczenie grzechów, zmartwień i wszystkiego, co da się rozpuścić
Basen rozpuszcza wszystkie zmartwienia
Zauważam to szczególnie ostatnio. Woda totalnie wszystko rozpuszcza, a ja też czuję się w niej całkowicie rozpuszczona. Ostatnio tak często bywam w Aquaparku, że spokojnie mogłabym przeprowadzić przegląd para-socjologiczny ludzi, którzy tutaj przychodzą. I nawet chyba się pokuszę o to w tym wpisie. Skoro to mój czas wolny, na luzie ze słowem, którego i tak prawie nikt nie czyta – bo wszyscy zamiast czytać, tracą czas na TikToki.
Patrzę często na tych ratowników i myślę... Boże, jakie to musi być nudne. Przechodzisz ciężkie testy, żeby tym ratownikiem być, a potem całe dnie siedzisz na krzesełku, gapisz się na ludzi, dni mijają i nikt się nie topi. Nie ma jak skorzystać z własnych umiejętności, bo wszyscy potrafią pływać. Jakby się zastanowić, przypomina to trochę pracę w księgarni z serii: „Proszę nie dotykać książki łapskami od kanapki”.
Nie zrozumcie mnie źle, wspaniale jest umieć ratować ludzi. Powiem więcej: całe swoje życie trzymam kciuki, żeby nikt przy mnie nie wymagał ratowania, bo dziesięć kursów pierwszej pomocy, odbywanych przy każdej możliwej okazji, nie nauczyło mnie, jak kogokolwiek uratować. Mało tego, obawiałabym się, że chcąc uratować, jednak kogoś zabiję. A taki ratownik przynajmniej wie, co robić. Problem polega jednak na tym, że całość jego umiejętności sprowadza się do tego, czy potrafi dobrze zagwizdać.
Szczupaki 40+ i ojcowie maniacy nurkowania
To jakaś istna plaga. Zwłaszcza na basenie zewnętrznym, na który wypływam z wielką przyjemnością – bo wspaniale się pływa przy śpiewie ptaków, padającym deszczu czy miejskim zapachu palonego plastiku, który udaje grilla. Cringe. Ale rzeczywiście często trafiam na szczupaki 40+ z ogromną pasją, które udają na nie-tak-znowu-wielkim baseniku mistrzów pływania.
Jakiś tydzień temu hitem był facet o zacnej posturze, który nie wzbudziłby większej uwagi, gdyby nie to, że wypluwał takie ilości wody jak rozdymka przy każdym wydechu. Starałam się bardzo tego nie robić, ale siłą naturalnego instynktu szukałam bratniego spojrzenia i ostatecznie wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie z ratownikiem, który od razu załapał, o co chodzi, i odwzajemnił mój „wtf-uśmiech”.
A potem już musiałam opuścić basen zewnętrzny, bo na śmiech jest mnie tak łatwo złapać, że o Boże... Jeszcze chwila i naśmiewałabym się na migi z ratownikiem ze szczupaka-rozdymki pływającego obok mnie. Ale nie lubię ludzi, którzy wyśmiewają się z innych, więc wzniosłam się na wyżyny, by tego nie robić i odpłynęłam w stronę family-friendly.
Inny temat to ojcowie maniacy nurkowania
A dzisiaj na basenie to była istna plaga. Wszyscy postanowili ćwiczyć nurkowanie. Masa ojców podtapiających własnych synów z tekstem „nie bój się, mam wszystko pod kontrolą”. Ja pierdzielę, serio? Nie znam dzieci, które przez traumę nauczyły się pływać.
Znałam za to kiedyś Julię, która dostawała drgawek przed każdym wejściem do wody, bo ojciec ją tak skutecznie uczył nurkowania, że przerastało ją nawet wejście do basenu.
Zatrzymaj się na chwilę i poczytaj
Polubiłaś egzystencjalny i filozoficzny ton tego wpisu? Sprawdź moją książkę: „Czy moje plecy istnieją?”
Zobacz moje książki 📖
Komentarze
Prześlij komentarz