Kinowy wstrząs anafilaktyczny, czyli Mario w krainie algorytmu
Kinowy wstrząs anafilaktyczny, czyli Mario w krainie algorytmu
Stało się. Poszłam na nową odsłonę Super Mario Galaxy. Weszłam do kina jako w miarę stabilna emocjonalnie kobieta, a wyszłam z poczuciem, że ktoś właśnie przeprowadził na moim układzie nerwowym test wytrzymałościowy przy użyciu miliona neonowych bodźców i muzyki, która bardzo chciała być symfonią, a była tylko głośna.
Mój syn? Zachwycony. Ja? Miałam wrażenie, że film próbuje mnie zabić w pierwszych pięciu minutach.
Scenariusz z „prompta”
Podczas seansu nie mogłam pozbyć się wrażenia, że scenarzysta nie używał pióra, tylko wpisał w ChatGPT: „Daj mi wszystko, co ludzie już znają i kochają, tylko szybciej i bardziej kolorowo”.
Dostaliśmy więc wizualny recykling:
- Han Solo w przebraniu Lisa. Bo przecież archetyp łotra musi być, inaczej się nie liczy.
- Indiana Jones goniący Park Jurajski. Brakowało tylko, żeby Mario założył kapelusz i bicz, uciekając przed T-Rexem w świecie Hobbita.
- Darth Vader dla opornych. Scena przeistoczenia niemal kropka w kropkę, żeby nawet pięciolatek wiedział, że teraz jest „ten moment”.
To nie jest hołd dla kina. To objaw artystycznej zadyszki. Skoro nie mamy nic nowego do powiedzenia, puśćmy im to, co już widzieli, tylko podkręćmy tempo tak, żeby nie mieli czasu się zastanowić, czy to ma sens.
Produkcja dopaminy zamiast emocji
Współczesne kino dla dzieci przestało opowiadać bajki, a zaczęło serwować cyfrowe wyrzuty dopaminy. Każda sekunda musi „strzelać”. Jeśli przez dziesięć sekund nikt nie wybuchnie, nie ucieknie przed potworem albo nie rzuci sucharem o Jabbie i księżniczkach, istnieje ryzyko, że odbiorca pomyśli o czymś innym.
A my nie mamy myśleć. Mamy trwać w stanie lekkiego oszołomienia. Najbardziej uderzyło mnie jednak to, jak bardzo przemoc stała się „przezroczysta”. Straszne momenty są natychmiast przykrywane żartem, żebyśmy nie daj Boże nie poczuli realnego strachu czy smutku. Wszystko jest letnie, bezpieczne i plastikowe. Choć z drugiej strony, może lepiej strach obracać w żart, by odbiorców jednak nie straszyć? Ale jak to działa na dłuższą metę? Czy to nie jest właśnie trywializacja przemocy?
Słuchaj ciszy, zanim Cię zagłuszą
Wyszłam z kina z jedną myślą: jak bardzo musimy być już wewnętrznie wyjałowieni, skoro potrzebujemy aż takiej ilości bodźców, żeby uznać, że „dobrze się bawimy”?
Intuicja podpowiada mi, że ta cała pogoń za efektem to tylko zasłona dymna. Bo pod tymi wszystkimi warstwami cytatów z popkultury nie było nic. Zero autentyczności. Zero ludzkiego błędu. Tylko perfekcyjnie wyliczony produkt.
Czasami warto po prostu wyjść z tej sali i poszukać czegoś, co nie próbuje nas przekrzyczeć. Nawet jeśli syn twierdzi, że było „super”.
Puenta: Świat coraz częściej traktuje nas jak automaty na żetony, które trzeba karmić szybką satysfakcją. Prawdziwa ulga zaczyna się tam, gdzie kończy się zasięg algorytmu.
Jeśli czujesz, że świat pędzi za szybko, zajrzyj do moich książek, gdzie szukamy odpowiedzi na to, co pod powierzchnią:
Wszystkie moje publikacje znajdziesz tutaj.

Komentarze
Prześlij komentarz