TRYB JASNY/CIEMNY

Jeśli Twoje dziecko zmienia się nie do poznania: JEST JAKIŚ POWÓD🙄

Wczoraj podczas oglądania jednego z dość znanych seriali, zastanawiałam się nad tym, gdzie jest granica troski. Dlaczego do pewnego momentu rodzice interesują się swoim dzieckiem, a w pewnym  momencie stwierdzają: "jesteś niegrzeczny", "masz złe towarzystwo" i to by było na tyle z okazania wsparcia i zainteresowania. Co się dzieje i gdzie jest ten trigger, który sprawia, że nagle zaczynasz wymyślać scenariusze dla własnego dziecka zamiast zadawać pytania?




Tak, mój Syn ma 3 lata a ja nie mam doświadczenia z nastolatkami


Ale mój Syn też kiedyś będzie nastolatkiem. Nie będziemy zgadzali się we wszystkim, już się nie zgadzamy w pewnych sprawach, więc co w tym dziwnego, że kiedyś tych różnic pewnie będzie więcej? Nie jestem mamą, która na siłę próbuje przeforsować swoje zdanie. Jeżeli widzę, że mojemu dziecku po spróbowaniu rosołu zbiera się na wymioty, nie będę mu wciskać tego rosołu - tylko zrobię placki warzywne, które mają takie same wartości w sobie. Nie chodzi mi tutaj o uleganie wybrzydzaniu, tylko o reakcje na to, że coś FAKTYCZNIE nie smakuje aż do tego stopnia.

Jeśli w czymś się nie zgadzamy, zadaję pytania. Staram się dowiedzieć, co tak naprawdę nas różni i często okazuje się, że kryje się tam coś, czego nie wiedziałam lub z czego nie zdawałam sobie sprawy. Znam ludzi, którzy codziennie używają sformułowania "dziecięce fanaberie" i trzymają własne dzieci na wieczny dystans z obawy, że "wejdą im na głowę" albo, że jak się na nie zwróci za dużą uwagę to "staną się narcyzami". Tymczasem nie bez znaczenia jest to, jaki typ uwagi poświęcamy naszym dzieciom. Przecież nie chodzi o to, żebyśmy byli bezrefleksyjnie wpatrzeni w nasze dzieci albo żebyśmy przestali je zauważać, żeby przypadkiem nie pomyślały sobie, że są ważne. A przecież są ważne, więc dlaczego miałyby myśleć, że nie są?

Nie bądź jak stołek, którego nie da się przesunąć


Dziecko od początku swojego życia napotyka na różne opory, które stara się zwalczać. Pierwszy i najbardziej dotkliwy opór, na który dziecko napotyka z mocą oczywistości to grawitacja. Rzeczy potrafią wypaść z ręki, nawet jeśli tego nie chcesz. Latanie fajnie się śni, ale nie jest taką łatwą sprawą w rzeczywistości, a niektóre przedmioty nie chcą się przesuwać nawet jeśli się na nie napiera z całą swoją siłą. Dlaczego wydaje nam się, że w pewnym momencie to się zmienia?

Później napotykamy na inne rodzaje oporu, które zdarzają się również w życiu dorosłym. Rodzic, który nie stara się zrozumieć, jest jak ten stołek, który w dalekiej przeszłości nie chciał się przesunąć, kiedy się go pchało (bo miało się za mało siły i stołek nie chciał współpracować). Pisząc to zakładam, że mogę kiedyś być dla mojego Syna, jak ten stołek, który nie chce się przesunąć. Tylko, że rodzic w takiej sytuacji ma większe możliwości niż faktyczny stołek, który stoi na drodze kilkumiesięcznego dziecka. W sytuacji konfliktu może stawiać pytania i rozmawiać - podtrzymywać relację w sposób adekwatny do rozwoju dziecka. Tzn. jeśli Twoje dziecko ma lat 13 czy 15, to nie traktujesz go jak dwulatka, któremu czasem trzeba wytrzeć buzię. 

Dziecko ma się starać dla mnie, czy ja dla dziecka?


Niektórzy wychodzą ze skąd inąd bardzo krzywdzącego założenia, że dzieci są po to, aby podać rodzicom szklankę wody na starość. I już. Tyle ze starań z dbania o relację, bo przecież to dziecko przychodząc na świat jest coś winne rodzicowi - no serio? Jeśli już ktoś myśli w ten sposób, bardzo często nie bierze pod uwagę tego, że być może jego dziecko nie tylko nie będzie chciało mu podać szklanki wody na starość, ale np. ciśnie w niego tą szklanką, wyjedzie i nie będzie się kontaktować z tym rodzicem przez następnych 20 lat swojego życia. Ten sam rodzic, zamiast wziąć odpowiedzialność za siebie w tej relacji i przemyśleć swoje własne zachowanie, powie... nie udało mi się dziecko. Czy coś w ten deseń.

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego niektórzy ludzie zakładają, że relacja rodzic-dziecko ma tylko jedną stronę i jest nią to, co należy się rodzicowi od dziecka. Dziecko nie jest dodatkiem do zdjęć, czy eksponatem do noworodkowej sesji, ale człowiekiem, który zasługuje na troskę i miłość, najbliższych sobie osób na tym świecie. Jeśli rodzice są tylko nastawieni na branie, a nie idzie to w parze z dawaniem, prędzej, czy później dochodzą do wniosku, że "ich dziecko się popsuło" lub "że mają popsute dzieci". Rodzic stawia siebie w pozycji ofiary, a to nie on w takiej relacji jest stroną, która cierpi najbardziej.

Nie miałem pojęcia, że dzieje Ci się krzywda - mówią rodzice, którzy zbyt szybko wrzucili dziecko w kategorię "niegrzeczny" lub "złe towarzystwo"


Jeśli człowiek, którego bardzo dobrze znasz, niemal z dnia na dzień zmienia swoje zachowanie, ma jakiś powód. Powiedzieć "niegrzeczny" i zwalić winę na towarzystwo to najłatwiejsze rozwiązanie. Jest ono jednak bardzo krzywdzące i często się w ogóle nie sprawdza. Dlaczego rodzice skrzywdzonych nastolatków/nastolatek bywają w szoku, że nie zauważyli krzywdy, jaką ktoś wyrządził ich dziecku? Bo w pewnym momencie przestają się zastanawiać, zadawać pytania, zbyt wcześnie przyjmują "moje dziecko tak się zmieniło i takie jest", albo "to bunt". Zgoda, że różne graniczne emocje buzują w człowieku, który jest w nastoletnim wieku. Ale potrzebuje on w tym wieku wsparcia i potrzebuje dokładnie takiego wsparcia, jakiego ON/ONA potrzebuje, a nie takiego, jakiego TY MYŚLISZ, że potrzebuje.

Wymaga to gimnastyki i chęci podjęcia wysiłku zrozumienia, zejścia do tego samego poziomu rozmowy, zamiast "mądrości z wyżyn". Zdarza się, że to nie bunt zmienił zachowanie dziecka, ale np. bullying, hejt, mobbing, gwałt, molestowanie, albo Bóg jeden wie co jeszcze. Wiedzą o tym doskonale osoby, które na co dzień pracują w fundacjach dających wsparcie rodzinom, które zmagają się z takimi tragediami. Zanim przyczepisz etykietę, poszukaj porozumienia - nie narzucaj swojej wizji rzeczywistości, ale zrób przestrzeń na swoje dziecko, z czymkolwiek do Ciebie przychodzi i jakkolwiek to wyraża.

Czasem jedno pytanie może uchronić Waszą rodzinę przed tragedią lub przerwać krąg wzajemnego cierpienia.

Trzymajcie się razem, 
Cześć!

PODPIS
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Wybrane dla Ciebie

instagram @_daje.slowo_monika.pawelec

Copyright © Daję Słowo