Copywriter - czy warto wyskakiwać z lodówki?

Wasza turbo-aktywność na LinkedIn napędza temat kolejnej #copyśrody. Dzisiaj kilka przemyśleń na temat tego, czy warto wyskakiwać z lodówki tylko dlatego, że jest się copywriterem. Jak myślisz? Warto?

reklama i Reklama

Reklama ma swoje różne oblicza. Może przyprowadzać Ci Klientów, ale może też budzić wrażenie "to nic szczególnego". Zastanów się, czy kiedy widzisz portale ogłoszeniowe oblepione od góry do dołu ogłoszeniami tych samych copywriterów, czujesz, że są to osoby, z którymi chcesz współpracować?

Absolutnie nie neguję wartości reklamy jako takiej i nie mówię, że nie warto w ogóle się promować. Ale tak na zdrowy rozum... Kiedy patrzysz na portal ogłoszeniowy, na którym od miesięcy wisi ta sama twarz i to samo ogłoszenie w olbrzymich ilościach - myślisz sobie "matko, ten człowiek chyba nie ma co robić". To jeden z odruchów, który może doprowadzić do tego, że potencjalny Klient zwieje zanim zdąży się pojawić. Gorzej, gdy taka reklama jeszcze zawiera błędy, które sugerują, że ten copy nie dałby rady z dyktandem ze szkoły podstawowej. A uwierzcie mi, takie też widziałam...

Zanim zasuszysz, zastanów się czy warto

Jeszcze gorzej, gdy copywriter zaczyna się reklamować snując żmudną i nudną opowieść o ukończonych szkołach i niesamowitych możliwościach. "Ukończyłem taką a taką szkołę..." - to dawny schemat zwracania się do pracodawców, a nie treść, która zaciekawi. Jeśli Twój tekst ma zaciekawić człowieka po drugiej stronie, musisz zareklamować się samym tekstem i pokazać, co robisz słowami. Nie warto zaczynać od formuły, która brzmi nie lepiej, niż "więcej grzechów nie pamiętam". Ukończone szkoły i kursy nie definiują nas, to tylko pewien element całości naszego życia. Zamiast jechać na schematach, odpowiedz sobie na pytanie "kim jestem?" i zrób z tą odpowiedzią wspaniałe rzeczy.

Wyskok z lodówki

Istnieje jeszcze jeden osobliwy zwyczaj wśród niektórych copywriterów i przypomina trochę Osła ze Shreka, który wykrzykuje "wybierz mnie! wybierz mnie!". Wysyłanie bezpośrednich maili do osób potencjalnie zainteresowanych jest specyficzną praktyką. A granica pomiędzy przyzwoitością a byciem natrętem, jest bardzo cienka. Przyznacie sami, że czym innym jest wysyłanie w pierwszym mailu komuś, kto nawet nie szuka copywritera, całej oferty wraz z cennikiem i opisem własnej niezwykłości, a czym innym po prostu napisanie: "hej, witam, robię to i tamto, mam dla Ciebie jakiś pomysł, czy mogę wysłać swoją ofertę?".

Drugie zachęca do odpowiedzi i w pewnym sensie nawet do niej zmusza. Pierwsze, to prosta droga do folderu SPAM. To nie jest tak, że kiedy zostajesz copywriterem cały świat czeka na Twoją ofertę, a wszyscy będą miarowo odklikiwać cokolwiek im wyślesz. Czy jak dzwoni do Ciebie telemarketer, który nie daje Ci dojść do słowa, faktycznie słuchasz go przez dwadzieścia minut?

Kiedy osioł ze Shreka jest OK

Osioł ze Shreka jest w porządku w momencie, gdy inni na to przyzwalają. Czyli np. na grupach na Facebooku, gdy ktoś pisze, że szuka copywritera i oczekuje wręcz, że copywriterzy zaczną krzyczeć "wybierz mnie". Albo na rozmaitych giełdach tekstów, działających na zasadzie "jarmarku" copy. To dobre miejsce do tego, aby zaprezentować swoje możliwości i krzyknąć "wybierz mnie".

Niezależnie od tego, jak bardzo cieszysz się i ekscytujesz drogą copywritingu, nie zapominaj, że po drugiej stronie siedzi człowiek. Ten człowiek też ma swoje sprawy i zapewne ceni swój czas, niemniej niż Ty. Weź kilka głębokich wdechów i nie stawaj się telemarketerem, którego sam byś rozłączył po kilku sekundach "rozmowy".

Trzymaj się zdrowo,
Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter

Komentarze

Copyright © Daję Słowo