5 faktów o mnie

Jest Was coraz więcej, statystyki idą w górę, więc doszłam do wniosku, że nie zaszkodzi powiedzieć o sobie czegoś więcej. Postaram się, aby były to fakty dotychczas nieznane. Choć pewnie, jeśli ten artykuł przeczytają osoby, które mnie znają - nie będą zdziwione. To co? Zaczynamy?

Budzę skrajne emocje

Jestem specyficzną osobą, o czym przeczytacie w dalszej części tego wpisu. Jestem dosyć wyrazista i przez to, budzę skrajne emocje. Dla niektórych jestem wybitnie denerwująca, dla innych wręcz przeciwnie. Choć kiedyś tak nie sądziłam, dzisiaj uważam, że to wspaniale. Ta interesująca właściwość bardzo przesitowała ludzi w moim życiu i fajnie jest móc powiedzieć, że ci, którzy w nim są, są dla mnie naprawdę ważni, a nasze relacje są głębokie i wartościowe.

Nie mówię "świetnie wyglądasz" jeśli tak nie myślę

Jeśli ktoś akurat wrócił od fryzjera i wcale nie wygląda dobrze, nie powiem "och, jak super". Prawdopodobnie pominę to milczeniem, a wywołana do odpowiedzi pytaniem "jak wyglądam?" odpowiem: "inaczej". Jestem szczera i mówię prawdę, ale też nie lubię robić komuś przykrości jeśli on sam czuje się dobrze z czymś, co np. nie jest w moim guście. Z drugiej strony, jestem też dosyć bezczelna i budzę skrajne emocje, bo nie przejmuję się tym, "co wypada". A moje zachowania dosyć często wychodzą poza schemat. Nie uczestniczę w kółkach wzajemnych adoracji, nie nadaję się do żadnej grupy, bo szukam prawdy, a nie przybijania sobie piąteczek wszechwiedzy byleby tylko mieć rację (choćby leżała daleko poza horyzontem tych, którzy je sobie przybijają i wynoszą się ponad innych). Jestem też tą osobą, która wypowiada na głos to, co inni tylko sobie myślą.

Nie uznaję ziemskich autorytetów

Nie należę do ludzi, którzy uważają, że uznanie należy się komuś z racji wieku, czy dzierżonej roli (np. w rodzinie). Wychodzę z założenia, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Nie jest wcale trwałą wartością, można go też stracić jeśli ktoś się bardzo o to postara. I sama również nie uznaję czegoś takiego, że z racji bycia matką, muszę być bożyszczem dla mojego dziecka, czy filarem wszelkiej prawdy. Gdyby tak było, byłoby źle. Bo przecież mylę się równie często, jak każdy inny człowiek na świecie. Mam jednak nadzieję nigdy nie stracić szacunku mojego dziecka.

Stale zwracam się do Boga

Nie jestem specjalistką w recytacjach i do dzisiaj mam problem z zapamiętaniem w całości W wierzę w Boga, ale doświadczyłam w życiu tego, że bez Boga nie ma sensu. I nawet wtedy, kiedy myślałam, że Go przy mnie nie ma, okazało się, że jednak był. Codziennie zwracam się do Niego w duchu, rozmawiam z Nim, czasem się na Niego denerwuję, ale rzeczywiście stale jesteśmy w relacji. A ja ciągle chcę bardziej. I mam nadzieję, że kiedyś uda mi się dojść do tego etapu, że będę wstawać przed moją rodziną (to trudne, gdy mój Syn wstaje baaaardzo wcześnie) i zanim wstaną, będę czytała Pismo Święte. Autentycznie mi się to marzy, jestem pewna, że to dobry początek dnia.

Nie kupuję słodzenia

Zawsze kiedy ktoś zaczyna zdanie od tego, jaki to mam świetny wpływ na kogoś innego, czy jaka to jestem "jakaś tam" - włącza mi się czerwona lampka. Często jest to czymś podszyte i coś się za tym kryje, zwykle jakiś rodzaj hipokryzji. Oczywiście nie zawsze. Ale odróżniam słodzenie od komplementu. Patrzę na nie tak samo sceptycznie, jak na to, że od czasu do czasu jakiś hejter napisze mi, że nie mam mózgu i mam problemy psychiczne. Mam to szczęście, że wiem kim jestem i nie potrzebuję utwierdzania się w przekonaniu o własnych zaletach, ani udowadniania hejterom, że jednak mam mózg na swoim miejscu i pracuje całkiem nieźle.

I to tyle na razie z faktów o mnie.
Trzymajcie się zdrowo i bezpiecznie,
Ahoj!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Mama Kapitan