Co zmieniło się w moim życiu po wybuchu epidemii?

Epidemia koronawirusa zmieniła różne rzeczy w moim życiu. Przede wszystkim jako mama malucha jestem w ciągłym napięciu, choć staram się korzystać z różnych technik wspomagających w tym trudnym czasie. 

Co się nie zmieniło

Zmian nie odczuwam tak bardzo, jak ludzie, którzy musieli przenieść całą swoją pracę do domu. Szczególnie ci pracujący w branżach niespecjalnie nadających się do przeniesienia w sferę zdalną. Ja osobiście od dwóch lat pracuję w trybie zdalnym, więc akurat ta zmiana mnie personalnie nie dotknęła.

Czego mi brakuje

Brakuje mi najbardziej rodziny i przyjaciół. Żyjemy zgodnie z akcją #zostańwdomu i nie spotykamy się z innymi. Oczywiście używamy Messengera i Skype'a żeby się na siebie pogapić i pogadać. To wspaniale, że w ogóle żyjemy w czasach, w których dostępne jest takie rozwiązanie. Pomyślcie  jak trudne było życie w czasach epidemii, kiedy ludzie nie mieli żadnej opcji kontaktu ze sobą.

Brakuje mi również ogrodu, do którego moglibyśmy wyjść tak po prostu, pozostając w domu, na swoim terenie. Pod tym względem właściciele domów mają super. Ale równocześnie jestem wdzięczna za balkon, na którym stworzyłam całkiem przyjemne miejsce. 

Plany, których nie zrealizuję

W tym roku miałam w planach odwiedzić Wrocław i wybrać się na zagraniczną wycieczkę z moją rodziną. Z oczywistych względów tego już nie zrealizuję. Miałam w planach pewien koncert i wysłuchanie cyklu wykładów na temat metody Montessori i edukacji domowej w ramach pewnej konferencji odbywającej się właśnie w marcu. 

Miałam w planach pójść na masaż gorącymi kamieniami, bo nigdy na takim nie byłam. Zawsze pomijam siebie i swoje potrzeby jeśli chodzi o odpoczynek i to rytualne wyjście miało mi pomóc zrozumieć, że też mogę od czasu do czasu po prostu porobić nic.

Miałam w tym roku zorganizować Wielkanoc, ale  tego też nie zrobię, ponieważ wspólną decyzją postanowiliśmy się nie spotykać. Za tydzień mam urodziny, ale to też nie ma w tej chwili większego znaczenia. Prawdę mówiąc wiele o nich nie myślę, sądzę, że trudniejsze będą dla mnie Święta Wielkanocne.

Jak się w tym odnajduję

Pomaga mi życie z dnia na dzień. Zmieniłam nawet swój nawyk planowania całego tygodnia w niedzielę wieczorem. Każdego dnia rano siadam do kalendarza, zapisuję i skupiam się tylko na tym, co robię danego dnia. Nie snuję planów na jutro, ani na pojutrze, a już tym bardziej na za tydzień, czy za miesiąc.

Nie oceniam sytuacji. Staram się nie myśleć o tym, czy jest zła, czy w miarę dobra. Bo tak naprawdę to, co się dzieje jest po prostu faktem i trzeba się nauczyć jakoś w tej nowej sytuacji funkcjonować, nawet jeśli jest to z różnych powodów trudne. I nawet jeśli oznacza to zrobienie atrapy piaskownicy ze starej kaszy i soczewicy - chociaż to akurat jest moim zdaniem fajne i bardzo rozwojowe dla dziecka.

Wiem, że nie jestem pępkiem świata i to mi bardzo pomaga. Nie jestem jedyną osobą, która ma jakieś emocje na temat tego, co się dzieje. Wiem, że prawdopodobnie stawiam sobie te same pytania, które stawiają sobie inni ludzie i to mnie uspokaja, bo wiem, że nie jestem z tym sama.

Robię to, co do tej pory, gdy w moim życiu pojawiały się jakieś trudności. Szukam alternatywnych rozwiązań. Kreatywnością zwalczam niepokój i nauczyłam się robić fancy kawę, która wygląda jak z kawiarni. Mam zamiar podać ją moim bliskim, kiedy sytuacja uspokoi się na tyle, że będziemy mogli w spokoju ducha się spotkać.

Prowadzę dziennik wdzięczności. Nie jest to jednak nic nowego, bo zaczęłam robić to już ponad rok temu. Każdego dnia wieczorem zapisuję wszystkie rzeczy, za które jestem wdzięczna. Odkryłam jednak, że w ostatnim czasie daje mi to jeszcze większy psychiczny komfort.

Nie jest tajemnicą, że jestem osobą wierzącą, więc po prostu pewne kwestie powierzam Bogu. Ale nie na zasadzie: zrób co bym chciała. Tylko niech się dzieje wola Twoja. Z równoczesną cichą prośbą, abym umiała tę wolę przyjmować, jakakolwiek by ona nie była.

Nie buntuję się...

Bo zdrowie i życie mojej rodziny, ale także innych ludzi jest dla mnie ważne. Jestem wrażliwą osobą i autentycznie jest mi przykro, kiedy słyszę o nowych zarażonych, lub o ofiarach epidemii. Nie mam w nosie. I nie uważam, że to na co akurat mam ochotę jest ważniejsze od drugiego człowieka, który przejdzie obok mnie. Nikt z nas nie może mieć przecież stuprocentowej pewności, że nie jest nosicielem dopóki nie wykona się testu. Nie warto ryzykować.

Ważne jest to żebyśmy wspierali się wzajemnie, nie tylko fizycznie ale też duchowo. I umieli dziękować za to, że są tacy ludzie, którzy naprawdę przez całą dobę bardzo ciężko pracują, niejednokrotnie narażając swoje zdrowie i życie dla dobra innych. 

Moim zdaniem nie jest to czas na kłótnie polityczne, czy światopoglądowe. Na ocenianie i wzajemne biczowanie się argumentami. Powinniśmy skoncentrować się na tym, żeby wspólnymi siłami pokonać to dziadostwo. Kłótnie odwracają uwagę od zdrowego rozsądku, który powinniśmy zachować po to, żeby zdusić tego wirusa i zminimalizować szanse jego przenoszenia się.

Wszystko może się zmienić w jednym momencie...

Doświadczenie mojego życia i różnych chwil, tych trudnych i lekkich, pokazało mi, że wszystko może się zmienić w jednym momencie. To nie jest tak, że scenariusz jest zawsze negatywny. A nadzieja, nie jest ani matką głupich, ani pustym słowem, jeżeli ma się świadomość tego, że różnie może być.

Nie zawsze to, co wydaje nam się złe, takie się okazuje w finalnym rozrachunku. Każde wydarzenie ma znaczenie. Czasami ma nas zatrzymać i zwrócić uwagę na to, co naprawdę ważne. O czym, być może wielu z nas zapomina w pędzie życia i zmartwień, które nagle tracą na znaczeniu w obliczu nowej sytuacji.

Spokojnie, poradzisz sobie z tym

To zdanie powtarzam mojemu Synowi, kiedy widzę, że jest zniecierpliwiony gdy nie udaje mu się wykonać tego, co w danej chwili próbuje zrobić. Na początku denerwuje się na mnie, potem jednak powoli się uspokaja. A na koniec cieszy się z tego, że się nie poddał i samodzielnie wykonał swoje zadanie.

I Ty również poradzisz sobie z tym, nawet jeśli teraz jest w Twojej głowie chaos, mnóstwo pytań, niepokoju i wątpliwości. Wszyscy siedzimy w tym razem. Są takie rzeczy, na które nie mamy wpływu, ale mamy wpływ na to jak postępować by nie stwarzać zagrożenia dla siebie i innych.

Zostańmy w domu. Bądźmy dla siebie psychicznym wsparciem w tym czasie i pamiętajmy o ludziach, którzy nie mają nawet do kogo zadzwonić. Oni również potrzebują pomocy. Nawet jeśli nie jest łatwo, możemy wyjść o wiele mądrzejsi i silniejsi z tych wszystkich trudnych sytuacji.

Trzymajcie się ciepło i zdrowo, 
Ahoj!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Daję Słowo