Puk. Puk. Otwórz drzwi, a powiem Ci czemu warto czytać Biblię

Kiedy Dawid i Konrad zapukali do naszych drzwi z chęcią odpalenia filmu mówiącego o tym, że warto czytać Biblię, pomyślałam sobie: Spoko, idą z duchem czasu.
Nie bardzo wiedziałam co im odpowiedzieć, więc przez zaskoczenie powiedziałam: Nie, dziękuję. Do widzenia. A mój Synek obdarzył ich gromkim "papa".

Szybki ciąg myśli

Oczywiście pomiędzy ich przedstawieniem sprawy, a moim "dziękuję, do widzenia" miałam cały długi ciąg myśli, który wyglądał mniej więcej tak:

Czy mam im powiedzieć, że nie trzeba mnie przekonywać do czytania Biblii?  Czy mam powiedzieć, że szanuję ich styl, ale ja to jestem bardziej kato z odchyleniem w stronę ewangelicką? Czy mam im powiedzieć, że generalnie od paru lat to tkwię w lekkim zawieszeniu bo blisko mi do praktycznego i świadomego ewangelickiego podejścia do wiary, ale równocześnie nie umiem sobie odmówić pomocy Maryi?

Żeby faktycznie obgadać te wszystkie rzeczy musiałabym ich zaprosić na kawę, co też nie było do końca możliwe z moim Synkiem, który przed drzemką domagał się uwagi. I tak z moich ust wyszło: "Nie, dziękuję. Do widzenia". Mimo tego rozstaliśmy się z uśmiechem.

W Boga wierzę totalnie

Choć niejednokrotnie mam problem z religijnością w sensie jakichś zewnętrznych manifestacji i wielkich uniesień, to nauczyłam się mieć głęboką nadzieję, że Bóg przymknie na to oko w swoich rozliczeniach. Aczkolwiek jestem totalnie przekonana, że w Niego wierzę. Zawsze trudno mi było się zaetykietować i umiejscowić, wciąż tak jest. A równocześnie zawsze miałam głęboką potrzebę wsadzenia siebie samej w rubrykę i rozstrzygnięcia pewnych spraw raz na zawsze.

Jestem w kościele katolickim i chyba tu mi jest najbliżej, choć mam różne wahania na ten temat.  Ponad to, wiem doskonale, że gdziekolwiek bym nie była miałabym takie same problemy. Ale nauczyłam się myśleć, że skoro Bóg stworzył mnie z takim ciężkostrawnym umysłem, to zapewne jest też w stanie "handlować z tematem". Pogodziłam się więc z tym, kim jestem i jestem szczera, nie udaję kogoś innego. A życie w prawdzie wydaje mi się najważniejsze, bo przed kim jeśli nie przed Bogiem i przed sobą samą.

Nie wynika to z żadnego buntu czy niedojrzałości, ale po prostu z tego jakim jestem człowiekiem. Nie ma też się co za bardzo karcić, skoro w sercu bardzo chcę być blisko Boga i zależy mi na tym, aby był częścią naszej codzienności. Ale nie zorganizuję na nikogo wyprawy krzyżowej z tej okazji, i nie powiem, że Harry Potter to zło, które trzeba spalić na ognisku, bo to moja ulubiona książka z dzieciństwa i prędzej chodziłabym z gaśnicą.

Świadkom, którzy przyjdą też nie zrobię chlast drzwiami i nie powiem "spadajcie". Bo wierzę, że nad nami, jest jeden Bóg, który ma być może wiele imion, które sami mu nadaliśmy, ale tak naprawdę jest ponad tymi różnymi podziałami i dba o to, żeby życie się kręciło. I chociaż grubo nie zgrywa mi się z moją wizją to, co głoszą Świadkowie, to przecież i tam są ludzie, którzy wierzą ze szczerości własnego serca. To również można szanować, nawet nie zgadzając się z tym kompletnie. Poza tym, o wiele ważniejsze wydaje mi się uszanowanie czyjegoś serca od wyznawanych regułek i schematycznych prawd.

Nazwijcie mnie relatywistką jeśli chcecie

Ale wierzę, że Bóg do każdego przychodzi w sposób indywidualny, a czy robi to w stroju katolickiego księdza, czy pastora, czy hipstera, albo zwykłej babci na przystanku - nie ma to tak naprawdę żadnego znaczenia. Ważniejsze jest to, co kryje się pod tym wszystkim. A zanim damy komuś jakąś łatę może warto go poznać, bo jest np. ciekawą osobą, która wniesie jakąś wartość do naszego życia?

Poza tym głęboko wierzę w to, że zadaniem każdego z nas jest pomnażanie dobra w świecie, np. w ramach wdzięczności za to, że żyjemy i jesteśmy. Może to oznaczać różne rzeczy, np. robienie tego w czym jest się dobrym, działania charytatywne, opiekę nad słabszymi, czy po prostu zwykłe dobre wykonywanie konkretnych zadań.

Wierzę, że po to mamy mózgi, żeby przeżyć życie dobrze, a nie po to by ograniczać się do kilku konkretnych oddechów i ruszenia odwłoka z pracy do domu, lub z domu do pracy. Nikt nie powiedział, że to jest łatwe, ale energia jaką daje - jest nieoceniona!

Trzymajcie się ciepło i przytulnie,
Ahoj! 


PODPIS



Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Mama Kapitan