Nasza wieczorna rutyna, czy godziny mają znaczenie?

Moc rytuału dostrzegłam dopiero wtedy, kiedy nasz Synek pewnego dnia zasnął o 22:40. Pomyślałam sobie: dość. Trzeba to zmienić. Ja i mój Mąż nie korzystamy zbyt często z pomocy naszych rodziców, praca mojego Męża jest dosyć elastyczna. A moja - no cóż, przed komputerem w domu (ale to jest dokładnie ten rodzaj życia, na którym mi zależy). Nie mamy niani, więc praktycznie spędzamy czas ciągle w pełnym pakiecie. I właśnie dlatego, w moim przekonaniu wieczór powinien być świętością, tylko dla mnie i dla mojego Męża. W tym wpisie opowiem Wam, co zrobiliśmy żeby odzyskać swoje wieczory.


Jak się zmęczy to zaśnie

Przez jakiś czas mieliśmy takie podejście, bo akurat zmęczenie naszego dziecka spotykało się z naszymi preferencjami co do rytmu jego spania. Zanim zaczął chodzić mieliśmy rutynę, której codziennie się trzymaliśmy, później nieco od tego odeszliśmy. Ale z czasem, okazało się, że nasz Synek coraz bardziej przeciąga ten moment. Zapytany, czy chce spać prawie zawsze powie, że nie, chociaż kleją mu się oczy i widać, że już wiele nie brakuje do tego spania. Pewnego wieczoru przeciągnął ten moment aż do 22:40. A ja pomyślałam: Matko Święta! Jakim cudem to dziecko idzie spać o 22:40 i budzi się o czwartej. Coś tu jest nie tak. I oczywiście było nie tak, w naszym podejściu. 

Poczyniliśmy obserwacje

Zauważyliśmy, że nasz Synek budzi się w okolicach 4-5 rano niezależnie od tego, o której godzinie pójdzie spać. Zauważyliście to pewnie jeśli obserwujecie mnie na Instagramie :) Właśnie dlatego zadbaliśmy o to, aby chodził spać jak najwcześniej. Wiem, ile mniej więcej czasu zajmuje mu zaśnięcie w przypadku kiedy nie jest bardzo zmęczony i tę informację postanowiłam wykorzystać w planowaniu naszego nowego zwyczaju. Jeśli chcecie zbudować rutynę swojemu dziecku nie opierajcie się na podręcznikach, tylko na obserwacji dziecka i Waszych własnych potrzebach.

To jak dokładnie wygląda nasz wieczór

Od 17stej zaczyna się strefa ciszy. Słuchamy muzyki, bawimy się, ale już się nie ganiamy i nie wariujemy. Najczęściej w tym czasie układamy klocki, czytamy, rysujemy albo oglądamy jakąś spokojną bajkę. Około 18:30 podaję naszemu Synkowi kolację. Staram się żeby to było coś lekkiego, a równocześnie najadającego. Nie jest to łatwe zadanie, bo nasz Syn jest raczej smakoszem, a nie dzieckiem, które zje wszystko co podasz mu na talerzu. Koło 19stej sprawdzamy jak wygląda pokój, odkładamy zabawki na miejsce i powoli przygotowujemy się do mycia.

Kilkanaście minut po siódmej rozpoczynamy kąpanie albo prysznic, w zależności od tego, czy jest weekend, czy środek tygodnia. Oczywiście jest też czas na wodne zabawy. Po myciu nasz Synek idzie do łóżka i układa się do spania. Czasami ma ochotę na zabawy w pościeli, ale wtedy po prostu nie podchwytuję, tylko przypominam mu, że czas położyć się do łóżka. Nie chodzi o to, by zmuszać dziecko do natychmiastowego spania, ale o to, by nabrało nawyku leżenia. I tak o dwudziestej, lub koło dwudziestej nasze dziecko już śpi, a my możemy cieszyć się czasem dla siebie.

Ale nie ulegajcie złudzeniom

Nie zawsze jest to łatwa przeprawa, a każde budowanie nawyku wymaga dużego zaangażowania, energii oraz konsekwencji. To wyzwanie zarówno dla rodzica, jak i dla dziecka. Najważniejsze jest to, aby rutyna była realna zarówno dla Ciebie, jak i dla Twojego dziecka. Jeżeli wyznaczysz rytm kompletnie nieadekwatny do Waszych wspólnych możliwości, będzie to bardzo nieprzyjemny proces zarówno dla Twojego dziecka, jak i dla Ciebie.

Moim zdaniem fajne jest też następowanie po sobie konkretnych czynności. Niejednokrotnie zdarzało się tak, że nasz Synek pamiętając kolejność działań, prowadził nas do kolejnego kroku. Wie, kiedy jest czas na mycie zębów, a kiedy na wejście pod prysznic. To bardzo ułatwia nam wzajemną egzystencję.

Trzymajcie się ciepło i przytulnie, 
Ahoj!
PODPIS



Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Mama Kapitan