Nocnikowe szaleństwo. Czy odpieluchowanie musi być męczące?

Strasznie nie lubię podchodzenia do różnych etapów w życiu dziecka ambicjonalnie. Nie lubię podejścia typu "nasz syn musi już robić to, czy tamto, bo córka Zośki jest w tym samym wieku i już to robi". A co Cię obchodzi córka Zośki?

Czy odpieluchowanie musi być dramatem dla dziecka i rodzica?

Moim zdaniem nie. To kwestia podejścia. Ale rzeczywiście jeśli ustalisz sobie magiczną datę, do której Twoje dziecko musi zrzucić pieluchę, to możesz się grubo zdziwić. Każde dziecko jest inne. Jedno złapie od razu o co chodzi z całym tym nocnikiem, inne bez spiny usiądzie na sedes, a jeszcze inne będzie potrzebowało więcej czasu. I co z tego?

Wielokrotnie słyszę od rodziny hasła namawiające do tego, żebym sadzała na nocnik naszego Synka. Strasznie mnie to śmieszy, że osobom, które widzą go najrzadziej, zależy najbardziej żeby jak najszybciej zrzucił pieluchę. Co chwilę słyszę nawoływania do nocnika i gadki uświadamiające, najczęściej od osób, które kompletnie nie wiedzą jak wygląda nasz dzień i z jakich etapów się składa. Poza tym, śmieszy mnie to, gdy ktoś w całości przypisuje sobie zasługi za to, że dziecko zaczęło załatwiać się do nocnika. Czemu? Cóż myślę, że to przede wszystkim sukces dziecka, nawet jeśli pracujemy na niego razem.

Rozumiem, że dawniej rzeczywiście mógł być wielki nacisk na odpieluchowanie, bo życie na pieluchach tetrowych wcale do wygodnych nie należy - choć z pewnością jest bardziej eko. Dawniej rzeczywiście nakładanie ciśnienia na odpieluchowanie miało więcej sensu z perspektywy dziecka. No bo wyobraźcie sobie śnieżną zimę i dziecko, które jest na dworze a przed chwilą załatwiło się do pieluchy. Wcale nie trzeba było czekać długo na odparzenia i przeziębienie.

Źródła nocnikowych lęków

Inna sprawa, to podejścia rodziców i opiekunów do odpieluchowania. Znam zwolenników sadzania na nocnik, gdy widzisz, że Twoje dziecko się napina. Na zasadzie, szybko ściągamy pieluchę i siadamy na nocnik, byle zdążyć i móc się pochwalić rodzinie i znajomym, że Twoje dziecko coś zrobiło do nocnika.

Czy tylko w mojej wyobraźni to wygląda na jakiś dramat? No bo wyobraźcie sobie, że jesteście w intymnej sytuacji i nagle ktoś przychodzi, ściąga Wam majtki i każe gdzieś siedzieć. Okej, rozumiem, że dla osoby, która ponad dwadzieścia siedem lat korzysta z toalety to może być coś zupełnie normalnego. Ale Twoje dziecko jest świeżakiem, ono jeszcze tego nie wie. Może zamiast robić coś na siłę, lepiej po prostu chwilę poczekać? Czasami ta chwila oznacza kilka miesięcy, czasami miesiąc, a czasami dwa tygodnie. Wymuszaniem możesz bardzo łatwo stworzyć lęki, tam gdzie nie byłoby ich, gdyby temat wypłynął naturalnie.

Środek pomiędzy skrajnościami

Nie chodzi jednak o to, aby całkowicie olać temat i poczekać aż pewnego dnia dziecko przyjdzie i powie do Ciebie: Mamo, chcę iść do toalety! Niewykluczone oczywiście, że coś takiego się wydarzy. Jednak moim zdaniem, o wiele lepiej jest po prostu wprowadzić toaletową czynność do codziennej rutyny. Np. wieczornej. Tak aby siadanie na nocnik, sedes było czymś normalnym i odbywało się o określonej porze. Określonej, to nie znaczy osiemnasta czy dziewiętnasta trzydzieści. Ale np. zawsze przed kąpielą.

Po co tak to robić? Z obsesji nocnikowej może wyniknąć coś takiego, że dziecko całymi dniami będzie biegać z gołą pupą, a my na siłę będziemy chcieli usadzić je na nocnik. Sami nie będziemy mogli zająć się kompletnie niczym, bo będziemy musieli cały czas prać, sprzątać i łapać wystrzały z dziecięcej pupy. W takiej atmosferze łatwo o liczne frustracje, które z pewnością odbijemy na dziecku. Pytanie, czy warto? 

Kolejne pytanie, czy zima to dobry czas na odpieluchowanie dziecka, które jest jeszcze malutkie? Kolejne pytanie (jeśli jesteś mamą dwójki), czy ma to sens aby odpieluchować jedno dziecko, kiedy drugie jeszcze zupełnie nie chwyta tematu? Czy nie będzie to dla Ciebie zbyt kłopotliwe, gdy np. wylądujesz z dziećmi sama na zimowym spacerze a nigdzie nie będzie toalety? 

Rodzina jest jak firma, oprócz zaspokajania potrzeb jej członków, trzeba też pracować nad logistyką. Właśnie po to, żeby wszystko grało i po to żeby wszyscy byli szczęśliwi.

To co zrobić z tym tematem?

Zrobić co można, a resztę pozostawić w rękach Boga... No bez przesady, w rękach dziecka :D To od Ciebie zależy, czy chcesz być nocnikowym gangsterem, czy raczej rodzicem pokazującym świat i edukującym z głową. 

Trzymaj się ciepło i przytulnie, 
Ahoj!

PODPIS



Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Mama Kapitan