Chodzę z Bogiem strona po stronie

Nie zawsze tak jest, że możemy odczuwać bliskość Boga. Czasami winny jest grzech, innym razem Bóg chce nam coś powiedzieć przez tę ciszę. I właśnie dlatego warto, abyśmy mieli Go w sercu i w głowie nawet w tych trudnych chwilach.


Nie musi to wcale oznaczać uczuć konkretnego typu, czy jakiegoś doświadczenia wzniosłości. Czasami potrzeba przypomnieć sobie jak to było w czasach, gdy czuliśmy Jego obecność i mieć nadzieję, że po prostu powrócą, a potem znów będzie jak dawniej. Różne życiowe sytuacje potrafią doprowadzić nas do stanu pustki i ciemności, czasami przebudzenie przychodzi szybko, innym razem Bóg rozświetla taką duszę dopiero po kilku, kilkunastu a nawet kilkudziesięciu latach. I nikt w tej sytuacji nie jest ani lepszy, ani gorszy. Zbyt często zapominamy, że wiara jest łaską, a nie czymś co zależy tylko i wyłącznie od nas. Co nie znaczy, że nie powinniśmy podejmować wysiłku woli.

Jest takie narzędzie duchowe rozpowszechnione szczególnie w Stanach Zjednoczonych, nazywa się “Prayer Journal” (tzw. Dziennik Modlitw). Nie jest to zwykły modlitewnik w naszym rozumieniu, ale dziennik naszej relacji z Bogiem. To może być zwykły zeszyt, który uzupełniamy swoimi osobistymi przemyśleniami, świadectwami, modlitwami, wybranymi cytatami z Pisma Świętego, przemyśleniami z kazań. Wszystkim tym, co dla nas samych stanowi wartość duchową i może być drogowskazem w trudnych chwilach. To nasz osobisty dialog z Bogiem, do którego w każdej chwili będziemy mogli wrócić. Sama pokusiłam się o taki zeszyt, ale jego prawdziwe znaczenie zrozumiałam dopiero w momencie gdy przyszedł kryzys. Wtedy zobaczyłam, że prowadzi się go właśnie po to, by przeglądać go w ciężkich chwilach. Aby wrócić do tego, co było w naszych sercach gdy zapisywaliśmy strony. I aby zdać sobie sprawę z tych wszystkich sytuacji w naszym życiu, w których jest z Nami Bóg. By przypomnieć sobie co Mu zawdzięczamy, i odkryć to wszystko, co jest Jego udziałem w naszej pozornie zwyczajnej codzienności.

Miałam taki czas, że codziennie rano, zanim mój syn i mąż wstali z łóżek, parzyłam sobie kawę, otwierałam Pismo Święte, modliłam się i przepisywałam słowa z Biblii do mojego dziennika. Parę miesięcy później okazało się, że to moja broń na czas, który nadszedł teraz. Na czas ciszy i niepokoju. W słowach zapisanych parę miesięcy temu znalazłam ostrzeżenia przed tym, co aktualnie dzieje się w moim życiu duchowym i narzędzia do tego, żeby sobie z tym poradzić. Ten dziennik to dla mnie miejsce, w którym ogromna słabość spotyka się z przeogromną mocą Boga. Warto odnotować sobie, te wszystkie sytuacje, w których Bóg wysłuchał naszych modlitw, lub pomógł nam w jakiś inny sposób. Bynajmniej nie po to, żeby Pana Boga z czegoś rozliczać, ale ze względu na to, że człowiek wyjątkowo łatwo przyzwyczaja się do dobrego i jeszcze szybciej zapomina, że nie wszystko zawdzięcza sam sobie. Jeśli zapiszemy sobie te wszystkie sytuacje i świadectwa działania Boga w naszym życiu, kiedy zajrzymy do zeszytu w momencie ciemności, będzie nam łatwiej otworzyć oczy.

Może na pierwszej stronie warto odpowiedzieć sobie na pytanie, tak prosto z serca używając własnych określeń: Kim dla mnie jest Bóg? A dalsze strony wyjdą już same z tej rozmowy.

“Światłem ciała jest oko, jeśli więc twoje oko jest zdrowe, to całe twoje ciało będzie miało światło. Lecz jeśli twoje oko będzie chore, to całe twoje ciało ogarnie ciemność”. Mt 6: 22-23


Trzymajcie się ciepło i przytulnie,
PODPIS



Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Daję Słowo