Jak nie dać się kontrolować?

Nigdy nie lubiłam i nadal nie znoszę kiedy ktoś próbuje mnie kontrolować, albo za bardzo wchodzi w moje życie próbując dawać mi rady, o które nie proszę. Nie lubię również sprawdzania tego, co robię i czy coś robię, co czyimś zdaniem powinnam robić. A wierzcie, mi takich ludzi jest zawsze pełno i zawsze uważają, że nie wtrącają się w czyjeś życie, tylko "dają rady".

Po co Ci te rady jeśli nie prosisz o nie?

Po nic. I na tym można by było zakończyć ten wpis. Niestety jestem gadułą i często sama wkładam siebie w takie sytuacje, w których otwierają się złote usta doradców wszelkich. A tacy, na każde moje słowo mają swoje: "Ja Ci powiem...". Spróbuj cokolwiek powiedzieć w drugą stronę, nigdy nie przyjmą krytycznej uwagi.

Ale z wiekiem coraz bardziej jestem świadoma tego, że swoim gadaniem sama kręcę pętlę na własną szyję i daję ją do ręki tym osobom, które pragną się wtrącić i udzielić mi złotej rady, którą wcale nie jestem zainteresowana. Jeszcze warto dodać, że zazwyczaj te rady są złe, bo zupełnie nijak się mają do mojego życia, od którego co drugi człowiek chce być specjalistą.

Nie mów za dużo

Ciągle się tego uczę i nie zawsze mi to wychodzi. A kiedy nie wychodzi, cóż, bardzo niewiele czasu upływa od momentu wygadania się, do momentu jakiejś niechcianej sytuacji. W czasach dzielenia się wszystkim ze wszystkimi, rzeczywiście jest taka pokusa żeby mówić o wszystkim z każdym. Ale umówmy się, to jest po prostu głupie. Rodzina, czy nie rodzina - wszyscy ludzie mają wady, a niektórych wad po prostu nie ma sensu zapraszać do swojego życia. Strony relacji są dwie, jeśli ktoś Cię kontroluje to dlatego, że dajesz się kontrolować, a nie dlatego, że nie ma w tym żadnej Twojej roli.

Korzystaj z wiedzy, którą masz

Jeśli wiesz, że zadając pytanie "co słychać?" sprawisz, że ktoś za chwilę wyleje na Ciebie całe pomyje swojego życia, po prostu nie zadawaj tego pytania. Ale jak to się ma do kontroli? Bardzo, jeśli ktoś najpierw zrzuca na Ciebie wszystkie swoje bagaże, a Ty czujesz, że już Ci się nogi uginają, to coś jest nie tak. Bo czyjaś historia zaczyna panować nad Twoim samopoczuciem. I trzeba się przed tym jakoś bronić. Znam takich ludzi, którzy regularnie tak robią a potem mówią "A w sumie nie będę cię obciążać" - oczywiście tania kurtuazja, bo to zdanie pada zazwyczaj wtedy, kiedy jest już o milion słów za późno.

Nie szukaj rad tam, gdzie znajdziesz gotowe przepisy i pouczenia

Jest różnica pomiędzy opowiedzeniem o własnych doświadczeniach i wyłonieniem z tego jakiegoś ogółu, a wchodzeniem na tony "Ty powinnaś" i dawaniem szczegółowych przepisów drugiej osobie. Nikt nie chodzi w Twoich butach, to ważne by umieć dostrzegać wartość w sobie samym, ale równocześnie nie być obojętnym na mądrość rozmaitych innych, którzy są wokół nas. Ale człowiek mądry nigdy nie da Ci gotowego przepisu, bo będzie wiedział, że każdy ma swoje indywidualne doświadczenia i każdy ma swoją ścieżkę.

Każda relacja hierarchiczna rodzi potrzebę kontroli, a pierwszą jest ta rodzicielska

Czasami w rodzicach jest pokusa zachowania jakiegoś "aktu własności" wobec dzieci. Bardzo nie chciałabym aby coś takiego zrodziło się we mnie (jako w mamie). Już teraz na etapie piaskownicy wolę żeby moje dziecko lubiło te osoby, które chce lubić, a nie te, które ja bym wolała żeby lubiło. To jeden przykład z wielu, ale to ważne żeby pamiętać, że dziecko jest nam "zadane" na jakiś czas a nie dane na własność. Pokażmy im to, co uważamy za najlepsze, ale dajmy im szansę być w wolności tymi, którymi chcą być i szanujmy to, zamiast oceniać przez pryzmat własnych oczekiwań czy lęków.

To jest w ogóle duże wyzwanie rodzicielstwa, umieć oddzielać to, co jest po mojej stronie, jako rodzica, od tego, co jest po stronie dziecka. I na tej bazie znajdować porozumienie, co nie oznacza: wiecznego prowadzenia za rękę, bezdyskusyjnego posłuszeństwa, wiecznego kontrolowania, zabezpieczania się przed wszystkim i ponad wszystko, ograniczania dziecka pod każdym możliwym względem. Zgodzimy się wszyscy chyba co do tego, że miłość bezwarunkowa jest czymś zupełnie innym, prawda? 

Podsumowując...

Pilnuj się. Nie otwieraj tych furtek, przez które nie chcesz przejść. I pamiętaj, że zazwyczaj najbardziej kontrolują ci, którzy albo bardzo się czegoś boją, albo mają problemy ze sobą, albo np. nie rozumieją, że wychowują własne dzieci do samodzielności. 

I tak z jednego tematu wyszyły nam dwa, trzy, a może nawet sześćset. Też macie wrażenie, że to temat tak obszerny, o którym można by było mówić bez końca? A jaki jest Wasz stosunek do kontroli? Macie w otoczeniu takie osoby, które chętnie wchodzą w Wasze życie albo chcą w jakimś sensie kontrolować?

Dajcie znać w komentarzach! Wierzę, że ten temat to studnia bez dna. A może jednak nie? :)  


Trzymajcie się ciepło i przytulnie,

PODPIS




Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Komentarze

Copyright © Mama Kapitan