Listy do A. Osobiste spojrzenie na chorobę Alzheimera.

Dawno nie miałam w ręku takiej książki. Podczas lektury wielokrotnie płakałam jak bóbr. I wiecie co? Życzyłabym sobie więcej takich publikacji. Uwrażliwiających na potrzeby drugiego człowieka, ale też uwrażliwiających na życia tych osób, które w całości poświęcają się opiece nad innymi.


Z perspektywy małego dziecka

To książka, w której mała Anielka próbuje zrozumieć chorobę swojej babci. Dowiaduje się od rodziców, że jej ukochaną babunię z dnia na dzień zabiera Alzheimer. Dziewczynka jest zbyt mała by zrozumieć złożoność tej choroby, więc nadaje jej postać jakiegoś Pana Alzheimera. I postanawia pisać do niego listy. Jest to dla niej sposób na poradzenie sobie z nową, złożoną rzeczywistością. Listy znikają, więc Anielka znajduje w tym potwierdzenie, że jest jakiś Pan Alzheimer, który rzeczywiście odwiedza babcię i ją zabiera.

Wiele trudnych chwil

"Listy do A." ukazują jak wiele trudów przechodzi rodzina, którą dotknęła choroba Alzheimera. Są fragmenty o płaczącej mamie i płaczącym dzadziusiu, a także chwile złości i bezradności. Jest niezrozumienie i złość dziecka, które jest przekonane, że Pan Alzheimer robi różne złe rzeczy, a następnie zwala winę na babcię. 

To opowieść bardzo wrażliwa i osobista. Nie bez znaczenia na pewno jest to, że choroba dotknęła mamę autorki tej książki. I myślę, że właśnie dlatego ta publikacja jest tak dobra. Bo swoje główne źródło ma w realnej osobie i w realnych sytuacjach. 

Podsumowując

To opowieść o miłości, poświęceniu ale też i o smutku, opakowanym w radość, która jest elementem życia nawet w trudnych sytuacjach. A może szczególnie w trudnych sytuacjach. To poruszająca lektura o stracie i zapominaniu, ale przede wszystkim o miłości. Pokazująca również jak często nie doceniamy tego, co mamy, dopóki nie zaczniemy tego tracić.

Poza tym, myślę, że po lekturze tej książki niejeden zrzęda powinien się nad sobą zastanowić. Bo czym innym są problemy wynikające z prostego wygodnictwa, a czym innym choroba bliskiej osoby, na którą nie jest się w stanie nic poradzić, bo po prostu nie ma na nią lekarstwa.

I tym akcentem, smutnym, ale pozytywnym polecam Wam pochylić się nad "Listami do A." i może też trochę popłakać, jeśli Wam się zachce. A potem uśmiechnąć się do tego wszystkiego, co dobre w Waszych  życiach. I w miarę możliwości pamiętać o tym, że życie mamy na wynajem i kiedyś będzie trzeba oddać klucz. 

Więc może póki żyjemy, warto się nim po prostu cieszyć. Nawet jeśli czasem bywa trudno, to może warto trochę na siłę szukać tego dobra wokół. Bo ono jest, trzeba tylko ubrać odpowiednie okulary...

Komentarze

  1. Bardzo dziękuję za opinię o książce! Szczególnie za ten optymizm na końcu, bo my z naszą rodziną właśnie tak podchodzimy do sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Płakać się chce, gdy spogląda się na mamę, ale uśmiechamy się do niej, żartujemy. Pisanie Listów na pewno pozwoliło mi to trochę oswoić.
    Pięknie się kłaniam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję pięknie za ten komentarz, a szczególnie za cudowną lekturę i życzę dużo siły, wytrwałości także w tym optymizmie, który na pewno nie zawsze łatwo przychodzi. Wszystkiego dobrego! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz