TRYB JASNY/CIEMNY

High Need Baby – etykieta, która czasem bardziej szkodzi niż pomaga 🍼

Są tacy, którzy twierdzą, że niemowlęta tylko jedzą i śpią. Znika dziecko – pojawia się drzemka. No bajka. Są też tacy, którzy twierdzą, że ich dziecko śpi tyle, co przeciętna kawa stygnie – i ani minuty dłużej. I tak jedno i drugie bywa prawdą.



Jeśli podejrzewasz, że Twoje dziecko należy do tej drugiej grupy – możesz zrobić test HNB (High Need Baby), np. na blogu Mum and the City. Ale zanim przypniesz dziecku plakietkę: UWAGA, TRUDNA JEDNOSTKA, przeczytaj dalej.


Etykietka? Proszę bardzo. A teraz jej konsekwencje 📛

Zanim uznasz, że Twoje dziecko „po prostu jest takie” i że nic nie da się zrobić – zastanów się, co robisz z tą diagnozą. Bo bardzo łatwo pomylić HNB z brakiem granic. Bardzo łatwo podmienić słowo potrzeba na słowo widzimisię. A potem się dziwić, że czterolatek nie pozwala Ci umyć zębów bez jego pisemnej zgody.

Twoje dziecko może mieć większe potrzeby. Ale nie każde dziecko, które jęczy, nie śpi i nie lubi, gdy znikasz z pola widzenia, musi być High Needem. Może ma alergię. Może refluks. Może ból, o którym jeszcze nie mówi, bo nie umie. A może po prostu ma charakterek jak Twoja teściowa.


A co z czterolatkiem?

Czterolatek to już nie baby. I choć może mieć nadal swoje „wysokie potrzeby”, nie oznacza to, że potrzebuje HNB-owej taryfy ulgowej do matury. Jeśli nagle zaczyna zachowywać się jak mały tyran – warto zbadać temat szerzej. Może to kryzys wieku średniego. Tego przedszkolnego.

High Need Baby to nie moda ani styl wychowania. To realny zestaw cech. I nie, nie każdy maluch, który nie chce jeść brokułów, do tej grupy się kwalifikuje.


Diagnoza czy wymówka?

Zgoda – rodzicowi łatwiej jest przejść dzień, kiedy nazwie coś „zaburzeniem snu” niż „wstajesz do dziecka 12 razy, bo nie masz granic”. Ale prawda jest taka: każda etykieta, jeśli nie jest postawiona z głową, staje się samo spełniającą się przepowiednią. Dziecko zacznie się zachowywać jak ktoś, kim nie jest – tylko dlatego, że w to uwierzyło.

Zamiast więc wklepywać hasła w Google i skakać z bloga na bloga, czasem warto... po prostu iść do specjalisty. Albo do dwóch. Albo przynajmniej porozmawiać z kimś, kto patrzy z boku.

👉 A jeśli jesteś rodzicem i szukasz książek, które pomogą rozmawiać z dzieckiem o ważnych tematach, polecam: „Czy moje plecy istnieją?” – o ciele, granicach i filozofii dla dzieci
„Moje marzenia spełniają się” – o dziecięcej sile marzeń i budowaniu sprawczości

„Nie wszystko, co głośne, wymaga diagnozy. Czasem wystarczy uważność.”
#DajęSłowo

Chcesz ilustrację w stylu cottagecore? Już robi się 🍄🍂

Komentarze

Wybrane dla Ciebie

Copyright © Monika Pawelec