Strachy rodzicielstwa, czyli o tym, że nie taki diabeł straszny jak go malują

Rodzice bardzo często przerzucają swoje własne strachy na dziecko. Nie jest to do końca dobre posunięcie, z tego prostego powodu, że nie wszystkie czarne wizje sprawdzają się w życiu. A przecież nie chodzi nam o to, by dziecko bało się świata, ale o to, żeby było po prostu ostrożne.

Za co lubię podejście Montessori?

Jestem nudna, wiem. W Montessori najbardziej lubię nacisk na kontrolowaną samodzielność. To znaczy taką, która kształtuje w dziecku rozmaite umiejętności w bezpiecznych, kontrolowanych warunkach. Według zasady: kocham = pozwalam, ale wyznaczam także granice. Granicą jest w tym wypadku nie wygoda rodzica, ale bezpieczeństwo i dobro dziecka.


Wygodniej na rodzicielskie strachy


Jest się im poddawać. A tym samym przesadnie sterylizować otoczenie i izolować dziecko od wszystkiego, co pozornie niebezpieczne. Przykład? Wspólne wyjście na spacer, Twoje dziecko bierze patyk do ręki, a Ty już widzisz ten patyk lądujący w jego oku. Jasne... Jakieś ryzyko jest, ale jak często widujesz dzieci z patykami w oczach? Wybaczcie to osobliwe poczucie humoru, taka już moja trudna natura.

Możesz zabrać dziecku patyk, skarcić i opowiadać jaki to jest niebezpieczny przedmiot. Ale tak naprawdę wówczas przelewasz na dziecko, swoje własne lęki. Co innego, ze zwykłą ostrożnością na zasadzie: Słuchaj możesz się tym bawić, ale bądź ostrożny. Widzisz to ostre zakończenie? Można sobie zrobić nim krzywdę, więc trzeba bawić się uważnie.

Grono osób mi powie zaraz, że dziecko nie rozumie. A niektórzy spróbują mi udowodnić, że to przybysz z innej planety. Ale nie. Nawet jeśli nie uchwyci sensu od razu, to zapewniam Cię, że jeśli powtórzysz kilka razy, w końcu zrozumie ;) Trochę cierpliwości :)

Czyli co w końcu?


Rodzice nie powinni poddawać się swoim strachom, ale raczej stawiać im czoła. Jesteśmy od tego, by uczyć nasze dzieci rozwiązywania problemów. Myślenia w sposób szeroki, dostrzegania związków przyczynowo-skutkowych. A nie rezygnacji z życia i uciekania od sytuacji potencjalnie problematycznych. Nie jest to opcja wygodniejsza, lecz bardziej zaangażowana, która jednak procentuje w przyszłości.

A jak to u Ciebie wygląda?

Trzymaj się ciepło i przytulnie! <3
Copyright © Mama Kapitan