Drama, której nie było
Drama, której nie było
czyli dlaczego życie to nie scenariusz, a my wciąż czekamy na napisy końcowe
Obejrzałam ostatnio „The Drama”. Weszłam w to jak w masło, bo jako rodzic, którego mózg po godzinie osiemnastej przypomina przeglądarkę z czterdziestoma otwartymi kartami, doceniam filmy, które nie pozwalają mi zasnąć przed dziesiątą minutą.
I co? I dostałam po oczach technicznym majstersztykiem, który ostatecznie zostawił mnie z uczuciem, jakbym zjadła wykwintny deser, w którym ktoś zapomniał o cukrze. Robert Pattinson znów wystąpił w roli „kwadratu z włosami, na który ktoś nałożył okulary”, a Zendaya – cóż, Zendaya mogłaby czytać skład chemiczny proszku do prania i byłabym zachwycona.
Ale nie o estetykę tu chodzi, a o niewykorzystany potencjał. Miałam nadzieję na brutalną wiwisekcję toksycznej koleżanki, która napędza dramę jak elektrownię atomową, a dostałam tylko przedsmak.
Czy rzeczywistość musi być spójna?
Film balansuje na granicy myśli bohatera a rzeczywistości, mieszając prawdę z fałszem tak skutecznie, że w pewnym momencie przestałam sprawdzać, czy oglądam film, czy jestem w środku czyjejś nerwicy natręctw. I właśnie tutaj reżyser wchodzi na grząski grunt filozofii strumienia świadomości.
Przyglądając się tej chaosowi, zadałam sobie pytanie: czy jeśli kochasz daną osobę, musisz kochać każdą jej myśl? Każdy mroczny zakamarek jej przeszłości, każdą jej nieobliczalną, wyimaginowaną dramę?
Heraklit twierdził, że wszystko płynie – panta rhei. Jeśli rzeczywistość jest ciągłą zmianą, to czy nasza tożsamość też nie jest tylko luźnym zbiorem ulotnych stanów? W „The Drama” postacie zmieniają się tak szybko, jak światło na skrzyżowaniu, co każe nam skonfrontować się z brutalną prawdą: nie jesteśmy monolitem. Jesteśmy raczej nieciągłą sekwencją zdarzeń, próbującą na siłę skleić się w jedną, sensowną historię.
Prawda w świecie, który kocha być fałszywy
Szukamy autentyczności, a karmimy się „dramą”, która jest tylko konstruktem. Może więc ten film jest doskonały właśnie dlatego, że jest niedoskonały? Może to jedyny sposób, by pokazać, że nasze życie – w przeciwieństwie do scenariuszy pisanych pod Oscary – rzadko ma logiczne zakończenie.
Prawda jest taka, że nikt z nas nie jest spójną opowieścią. Jesteśmy tylko serią poprawek do szkicu, który nigdy nie zostanie ukończony.
📌 Jeśli czujesz, że Twój wewnętrzny świat wymaga uporządkowania w gąszczu codziennych absurdów, zajrzyj tutaj:
Moje książki – wybierz coś dla siebie
Polecam szczególnie: Czy moje plecy istnieją? – idealna lektura do rozważań nad tym, ile ciężaru filozoficznego faktycznie da się unieść bez wizyty u fizjoterapeuty.

Komentarze
Prześlij komentarz