Doba w rozmiarze XXL; dziwny RPG i hidden object w oknie chatbota
Doba w rozmiarze XXL: dziwny RPG i hidden object w oknie chatbota
Nikt mi nie powie, że doba się nie rozciąga. Moja dzisiaj przybrała rozmiar XXL – choć przysięgam, że wcale o to nie prosiłam.
Z szafy na słońce
Dzień zaczął się od nieplanowanego plażingu z M. Kiedy się spotkałyśmy, wystąpiła w długich spodniach, więc rzuciłam tylko: „wiesz, że mam szafę, a w niej ubrania?”. Odziana w moje portki M. ruszyła ze mną prosto w stronę słońca. Potem praca, badania, praca, kosmetyczka – i w tym chaosie zmateriaizowała się I.
Drugie podejście do plaży. Lemoniada, bezalkoholowe mojito i dusza na ramieniu, bo w głowie wciąż świtały różowe naleśniki – te, którym A. zrobiła reklamę na spotkaniu pod hasłem: „nie pójdę z tobą na bubble tea, wyprowadź się”.
Manifestacja na leżaku
Moja Ma. najwyraźniej intensywnie manifestowała mój przyjazd. Jeszcze dwa dni temu byłam zdechła, a moje zdrowie psychiczne wisiało na włosku razem z listą rzeczy do zrobienia. Mówiłam, że nie przyjadę, nie ma opcji. Choćby skały srały mlecznymi szejkami świra spod góry spotkanego w tym roku.
Wszechrzecz jednak postanowiła, że dzisiaj nastroi mnie na tyle, by wizyta u Ma. wydawała się genialnym planem. „Monia, przyjedziesz, poleżysz na leżaczku i nikt nic nie będzie od Ciebie chciał”. Brzmi idyllicznie, lekko mało prawdopodobnie, ale z drugiej strony... nie lubię tak leżeć. Od tego się robią odleżyny. Ale powiedziałam, że dobra. Przyjadę.
Wieczór gier u rozwodników
Spotkanie z I. przebiegło pomyślnie, choć z nutą absurdu. I. została zaproszona na wieczór gier u pary, która właśnie się rozwodzi. „Boże, kochanka w ciąży też tam będzie?” – zapytałam. Naprawdę, żeby mieć materiał na książkę, wystarczy po prostu wyjść do ludzi.
I. stwierdziła, że romanse to domena ludzi bogatych, którym się nudzi – bo kto w dzisiejszych czasach ma energię na taki wysiłek? Najwyraźniej facet od wieczoru gier myślał inaczej. Szczegóły romansu obgadywał ze sztuczną inteligencją, nie wpadając na to, że żona karmi tego samego chatbota swoimi wątpliwościami.
„Ale co on chciał usłyszeć od AI?” – dopytywałam.
„Nie mam pojęcia”.
„Może: dobrze robisz chłopie, idź w to?” – zasugerowałam.
Wyobraziłam sobie, że na tym wieczorze gier siadają do jakiegoś powalonego RPG-a z jeszcze bardziej dziwacznym finałem. Inteligencja nie była sztuczna, a ciąża nie była urojona – klasyczny dramat w technologicznym wydaniu.
Dziecko, drugie dziecko, podstarzałe dziecko
A. nazwała dzisiaj zabawy swojego męża z synem „ch*jozą”. Rozumiem ten ból. To ten moment, w którym ojcowie wpadają na „świetne” pomysły, a Ty łykasz nervosol, modląc się o zachowanie resztek poczytalności.
Prawie się posikałam ze śmiechu, gdy I. pokazywała mi filmik, jak jedzie zielona z przerażenia na karuzeli ze swoim synem – oczywiście to był genialny plan tatusia, który nie wsiadł, bo „ktoś musiał filmować”. Highway to hell.
Nasze śmiechy spłoszyły jakiegoś dziwnego stwora, widziałam, że od zaczepienia nas dzieli go niebezpieczna połowa myśli, więc trzeba było zawrócić z trasy. Wtedy I. stwierdziła, że wychodzi do sklepu w skafandrze, aby nikt jej nie zaczepiał. Ja, w swojej naiwnej wierze w ludzi, w ich wyczucie sytuacji i względną przyzwoitość, wciąż ubieram się ładnie. Nawet na zakupy do marketu, ale może warto przemyśleć ten temat.
Poczekaj... Poczekaj, aż syn dorośnie i w domu zaczną się samcze kłótnie – powiedziałam. To stan świadomości, z którym nie zrobisz absolutnie nic. Możesz albo zamilknąć, albo rozłożyć ręce. Granice zanikają – patrzysz na nich i myślisz, że jeszcze przed chwilą miałaś tylko jedno dziecko. A teraz masz dwoje, z czego jedno jest po prostu... przed czterdziestką. Nie znam kobiety, która miałaby syna i męża, i nie miałaby tego problemu.
Chcesz więcej obserwacji z życia wziętych? Sprawdź moje książki:
Zbiór moich książek
Komentarze
Prześlij komentarz