TRYB JASNY/CIEMNY

Osiedlowy Cube i ludzie z szamponu, czyli powroty po dekadzie

📌 Osiedlowy Cube i ludzie z szamponu, czyli powroty po dekadzie

23 Czerwca 2026

To zabawne, jak po latach nagle odpalają się stare znajomości. Możesz przez 20 lat nikogo nie spotykać i nagle wyrastają jak grzyby po deszczu. Zupełnie jakby ktoś wcisnął guzik w zapomnianej maszynie do gier. Z B. nie widziałam się od czasów studiów - i nawet już nie pamiętam, czy licencjatu, czy magisterki. Ostatni raz jedliśmy razem pizzę w tak dziwnych okolicznościach, że do dziś nie byłabym w stanie wskazać tego miejsca na mapie.

„Mieszkam w fajnej okolicy, moglibyśmy kiedyś wyskoczyć na kawę”. Napisałam, że odezwę się do niego, jak będę miała czas. I właśnie w tej samej chwili zastanowiłam się, czy nie chlapnęłam właśnie czegoś na zasadzie "Musimy się spotkać." , "Pewnie, musimy." Koniec dyskusji. Co w wolnym tłumaczeniu oznacza: ewentualnie do zobaczenia w tramwaju za dekadę lub dwie. Prawda jest taka, że ja też mieszkam w fajnej okolicy, więc siła tego argumentu nie powaliła mnie. 

Nostalgia i wspomnienia
📎 Stare klisze odpalają się w najmniej oczekiwanych momentach...

W ogóle ostatni rok przesiąknięty jest u mnie takimi powrotami. Na pierwszy ogień poszedł F. W sumie nie pamiętam już, jak to się stało, że wylądowałam wtedy w jego podcaście. Pamiętam za to jego osiedle. Zamknięte na stare spusty, zaprojektowane przez kogoś o mentalności architektonicznego sadysty.

✏️ To był totalny, osiedlowy Cube. Architektoniczna pułapka, która najpierw nie chciała mnie wpuścić do środka, a kiedy już nagraliśmy odcinek – za nic w świecie nie chciała mnie wypuścić. Krążyłam w tym dziwnym sześcianie, zastanawiając się, czy zostanę tam na zawsze jako stały element krajobrazu.

Z tym wpuszczaniem i wypuszczaniem to zresztą szerszy temat, bo w moim własnym domu system działa teraz zupełnie inaczej. Codziennie moje dziecko raczy mnie oglądaniem albumu piłkarskiego, w którym co dwadzieścia cztery godziny zachodzą radykalne zmiany giełdowe. W efekcie tego domowego terroru znam już piłkarzy z kart i – o zgrozo – rozpoznaję ich na meczach.

Podczas ostatniej transmisji z udziałem Argentyny, pełna dumy krzyknęłam do telewizora: „O, Shakira!”. Mój syn spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym: „Co Ty gadasz, mamo, uspokój się...”. Poziom zażenowania w jego oczach osiągnął dno absolutne. 

Ogromną przyjemność sprawia mi ten rodzaj spojrzenia. Nic tak nie cieszy, jak zakłopotanie na twarzy własnego dziecka. Powoli zaczynam rozumieć, dlaczego mój Tata tak chętnie mnie w nie wprowadza.

To całe szaleństwo z kartami piłkarskimi w szkole to jest jakiś osobny mikrokosmos, dziwna giełda, na której przyjęłam jedną, bezpieczną zasadę: dopóki Pani nic nie mówi, dla mnie... nie ma problemu.

To zbiorowe wariactwo ma jednak swoją jasną stronę – wymienia się dosłownie cała szkoła, dzięki czemu dzieciaki niemal wszystkie się znają. Nawet nauczyciele puszczają w eter najświeższe newsy o rzadkich kartach. Na samym albumie się nie kończy; młody regularnie robi mi testy wiedzy piłkarskiej, które koncertowo oblewam. Każdy jeden.

Cała ta sytuacja przypomina mi moment, w którym córka mojej kumpeli, widząc w telewizji klasycznego Bolka i Lolka, zawołała z zachwytem: „Zobacz mamo, to ludzie z szamponu!”.

Nigdy nie wiesz, dla kogo jesteś tylko człowiekiem z szamponu, dla kogo przystankiem na drodze, a dla kogo stałą zmienną. Takie rzeczy, podobnie jak inne, da się ocenić tylko z perspektywy czasu.


📚

Spodobał Ci się ten egzystencjalny kalejdoskop?

Więcej filozoficznych rozkmin i spojrzeń na absurdy codzienności znajdziesz w mojej książce
„Czy moje plecy istnieją?”.

Zobacz moje książki ✨

Komentarze

Wybrane dla Ciebie

Copyright © Monika Pawelec