TRYB JASNY/CIEMNY

6 przypałów przed Świętami 🤯 Co się wydarzyło?

To, że od czasu do czasu gonię własny ogon, nie jest szczególną tajemnicą. Dobre tempo utrzymałam również przed Świętami, a w międzyczasie wydarzyło się kilka rzeczy...

slutan-ok

Nie zawsze wszystko musi pójść po Twojej myśli. To prawda, którą powtarzam Wam regularnie, ale tak naprawdę powtarzam ją też sobie. Choć w ogólnym rozrachunku wszystko jest w porządku, w międzyczasie wydarzyło się kilka sytuacji, które wystawiły mnie na próbę. 

#1 Napadowa alergia 

Dwie kostki francuskiej czekolady. Dokładnie tyle było potrzeba, żeby spowodować na mojej twarzy turbo stan zapalny i swędzącą wysypkę. Szczerze już obawiałam się, że będę rozświetlać mroki Wigilijnej nocy swoją twarzą. Na szczęście wygląda na to, że tak się nie stanie. ZnanyLekarz i telewizyta znów mnie nie zawiodła – na odzew swojej przychodni musiałabym czekać 5 dni. A tutaj od razu recepta, od razu konkrety. Dzięki temu dzisiaj wyglądam dobrze i czuję się dobrze. 

#2 Porządek z dokumentami

Dobry pomysł, ale wpadłam na niego w niewłaściwym czasie. Jestem już bardzo do przodu w temacie, ale na tydzień przed Świętami wywróciłam nasze mieszkanie do góry nogami. Mamo... Znowu robisz bałagan, żeby zrobić porządek? – to pytanie regularnie słyszałam z ust mojego Syna. Ale tak! To jest moja metoda, wielki bajzel, kasacja i segregacja. Firmowe dokumenty miałam zawsze w porządku, to w domowych zrobił się bałagan – segregatory po prostu pękły z nadmiaru. Jednak z pomocą przyszły teczki harmonijki i opcja pożyczenia niszczarki od mojego Taty.

#3 Zimowa kawa pod znakiem zapytania

Jeśli śledzicie mnie na Instagramie lub LinkedIn widzieliście pewnie zdjęcie mojej kawy. Kawa z piankami i kolorową posypką to moja mała przyjemność, na którą pozwalam sobie zimą od czasu do czasu. Nie piję jej zbyt często, ponieważ jestem alergikiem i kontakt z mocno przetworzoną żywnością, czy produktami – kończy się u mnie sytuacją opisaną w punkcie 1. 

Pewnego dnia wchodzę sobie do kuchni i chcę sypnąć piankami na kawę, w butelce z korkiem ich nie ma, w moich zapasach też... Słodyczowy apetyt mojego Męża sięgnął również tutaj – natura nie jest sprawiedliwa, bo w ogóle tego po nim nie widać🤣. Na szczęście udało nam się zamówić pianki i posypkę jeszcze przed świętami, więc jestem spokojna.

#4 Mgła covidowa i nosorożec, który okazał się dinozaurem

W tym roku miałam dwa silne doświadczenia mgły covidowej. Pierwsze miało miejsce po drugim szczepieniu i było dla mnie bardzo dziwne, stresujące. Z drugiej strony, teraz jeszcze bardziej rozumiem mojego Dziadka, który jest po kilku udarach i nie zawsze wszystko łączy ze sobą. Mieszałam obiad łyżką na patelni i puściłam ją w pewnym momencie, bo nagle nie wiedziałam co to jest i do czego to służy.

Druga sytuacja miała miejsce po naszej dłuuugiej chorobie, która nie została zdiagnozowana, ale podejrzewam, że covidem była. Nie objawiał on się tymi klasycznymi objawami. Być może dlatego, że byliśmy już szczepieni (tzn. ja i mój Mąż). Robiliśmy sobie dobrowolną kwarantannę i trwało to około 3 tygodni, a może nawet trochę dłużej. I po tej chorobie... Bawiąc się z moim Synem, miałam problem z zaklasyfikowaniem dinozaura do dinozaurów, myślałam, że to jest nosorożec. Na szczęście nie mam już takich problemów i dziwnych stanów, ale te dwie sytuacje mocno mnie zbiły z tropu. 

#5 Kuchnia w pyle i pożegnanie z piernikami

Mieszkanie w bloku ma tę zaletę, że potrafi być nieprzewidywalne. Wczoraj kominiarz załatwił sporą partię moich pierników i naprawdę miałam ochotę gonić za nim tylko po to, żeby urwać mu głowę. Kominiarz coś tam robił, gdzieś u góry i efekt jego prac był taki, że cała nasza kuchnia była w czarnym pyle, który buchnął przez kratkę wentylacyjną.

Trzeba było wyczyścić ścianę, umyć całą lodówkę, odsunąć ją, wszystko wysprzątać jeszcze raz, choć było już wcześniej posprzątane. A pierniki wylądowały w koszu na śmieci (na szczęście miałam już część upieczoną i pochowaną do puszek). Przetrwaliśmy ten dzień, rodzinnie i fajnie. A nasz Syn odebrał to zdarzenie jako rodzaj atrakcji – więc w sumie spoko. Mimo tego nie chcielibyśmy powtórki w przyszłym roku... 

#6 Nie czuję zapachu! There's no drama for this llama...

Dwa dni temu zaliczyłam kolejny osobisty hit. Podczas porannej toalety psikałam się dezodorantem i nagle szok... Nie czuję zapachu! Dramat! Psikam sobie tym koło twarzy i dalej nic, jakby ktoś mi zabrał cały węch. Myślę sobie: No i dupa, już po świętach. Jeszcze się nie zaczęły, a już się kończą. Teraz covid na bank i kolejne tygodnie z głowy. 

Na szczęście mój mózg ciągle pracuje na wysokich obrotach, więc pomyślałam sobie, że może coś jest nie tak z tym dezodorantem. Wykształcenie filozoficzne jednak rozszerza perspektywę, bo w przeciwnym razie pewnie już bym się zapisywała na test. Zawsze mam zapasy, więc szukam po szafce tego drugiego dezodorantu. Psikam i mam węch, wszystko działa. Przypomniałam sobie, że w jednym opakowaniu po dezodorancie mam po prostu wodę – używałam jej do robienia kul do kąpieli z moim Synem. 🤣

Nie przejmujcie się...

Jeśli coś idzie nie po Waszej myśli. To, w jakim jesteście nastroju, zależy tylko od Was. Zapylona kuchnia, akumulator, który znowu padł, codzienne odśnieżanie – i co z tego? Wszyscy mamy mózgi. A to znaczy, że każdą niekorzystną sytuację jesteśmy w stanie przekuć w coś pozytywnego.

Trzymajcie się zdrowo, 
Wesołych i zdrowych Świąt Wam życzę🎄

Cześć!

Wybrane dla Ciebie

Copyright © Daję Słowo