Jak zrozumieć mężczyznę?

Sięgnęłam po tę książkę targana różnymi emocjami. Jestem już po lekturze, ale wciąż ciężko jest mi o jednoznaczną ocenę. Były takie rzeczy, które mi się podobały, oraz takie, z którymi totalnie się nie zgadzam. Zacznijmy od początku...
Walter Trobisch przedstawia mężczyznę w pryzmacie różnych sfer jego życia. Oczywiście są pewne dobre, trafne spostrzeżenia, które można z tej książki wyciągnąć, niemniej po lekturze całości, książka wydaje się tendencyjna a momentami wręcz pompatyczna.

Rzuca jakieś światło

Książka rzuca jakieś światło na męską naturę poruszając trudną wrażliwość męskiego charakteru i zwracanie się do wewnątrz w trudniejszych chwilach. Ale mam nieodparte wrażenie, że idąc tropem myślenia autora można dojść do wniosku, że wszystko jest czymś uwarunkowane, a co za tym idzie jest usprawiedliwione męską naturą. Potrzeba w takim razie tylko wyrozumiałości i w zasadzie tyle.

Ja osobiście mam wrażenie, że nikt nie rozdaje medali za czyjeś istnienie i są takie rzeczy, absolutnie podstawowe, które są ponadpłciowe. Jak choćby szacunek do drugiego człowieka i jego uczuć, a szczególnie do tego, którego sami sobie wybraliśmy na towarzysza życia.

Ups! Samotność w związku, ale jak to?

Autor pisze o mężczyznach narzekających na samotność w związku, a także o tych, którzy wodzeni własnymi namiętnościami, czy zranieniami w jakiś sposób ranią swoje żony pokazując im "gdzie jest ich miejsce w szeregu". Warto zwrócić jednak uwagę na to, że jedni i drudzy to są w istocie ci sami mężczyźni.

Czy ktoś mi wyjaśni dlaczego mężczyzna, który na co dzień nie szanuje swojej żony, kiedy tylko może podważa jej autorytet i kompetencje, oraz nie liczy się z jej uczuciami,  jest w pewnym momencie życia zszokowany samotnością w związku? Naprawdę? To takie szokujące? 

Przesadnie psychologizując można użyć nawet przebitej opony w aucie, aby usprawiedliwić zdradę (w książce jest taki przykład). Freud już wiele lat temu pokazał, a Jung uwydatnił, że wszystko da się sprowadzić do sfery seksualnej i przy zręcznej argumentacji da się wszystko usprawiedliwić problemami z dzieciństwa i ciężkim życiem. Rzecz jednak w tym, że każdy ma na swój sposób ciężkie życie a tłumaczenie się w dorosłości dzieciństwem, czy relacją z rodzicami, na dłuższą metę brzmi żałośnie. Zwłaszcza, gdy np. pada z ust pięćdziesięciolatków.

Kultura vs. natura

Każdy z nas ma jakąś naturę, ale po to mamy kulturę żeby nad tą naturą panować. Inaczej nadal biegalibyśmy z dzidami i uganiali się za mamutami. Jeśli wszystkie zachowania mężczyzny można wytłumaczyć na każdy możliwy sposób, no to w takim razie gdzie może być mowa o jakimś wzajemnym szacunku, skoro jedna strona ma na wszystko mieć wytłumaczenie, a rolą drugiej jest jedynie wykazywanie zrozumienia.

Idąc tropem skojarzeń związanych z naturą męską, czy żeńską, można powiedzieć, że kobieta to stworzenie wybitnie hormonalne i wariujące. Czy to oznacza, że w takim razie mamy prawo zachowywać się jak wariatki dlatego, że tak buzują w nas hormony? Albo odstawiać jakieś historie z powodu chorej tarczycy? Oczywiście, że nie. I nikt mi nie powie, że nad hormonami nie da się zapanować (to jest mit naszych czasów, który jeszcze bardziej infantylizuje społeczeństwo), bo panuję nad nimi za każdym razem, gdy mam ochotę trzaskać szafkami, a jednak tego nie robię.

To warto, czy nie warto?

Mimo wszystko uważam, że warto tę książkę przeczytać. Może być fajnym pretekstem do rozmowy z mężem lub partnerem. Dyskutując na tematy opisane w książce, można dojść do własnych poglądów na poruszane kwestie i dowiedzieć się więcej na temat tego, co nas z drugą osobą łączy, a co dzieli.

Trzymajcie się ciepło i zdrowo, 
Ahoj!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Mama Kapitan