Pomaluj mój świat, tylko bez przesady...

Czasami mam nieodparte wrażenie, że otaczają mnie oczekiwania. "On powinien", "on nie powinien", "jak on mógł" i tak dalej, czyli trudne tematy poruszane przez moje koleżanki singielki. Tematy, które już dawno są poza mną, a z drugiej strony są aktualne i ważne dla bliskich mi osób. I siłą argumentu posiadania rodziny, zawsze jestem tą osobą, którą pyta się o rady. Jak to jest z tym posiadaniem rodziny? Skąd wiesz, że to już? Jak ocenić, czy facet się nadaje?


No wiesz... Po prostu

Szczerze mówiąc nie wydaje mi się, że można przeprowadzać rachunki na ludzkich uczuciach i emocjach. Moja historia i mojego Męża też jest dosyć skomplikowana, pomimo tego, że rzeczywiście to historia jak z filmu. Ja też miałam niejeden raz "złamane serce" (wtedy, tak to odczuwałam), sama też zraniłam po drodze przynajmniej kilka osób (zawsze było to dla mnie trudne, ale to prawda), i po tych różnych doświadczeniach rzeczywiście sądzę, że tak naprawdę mocno kocha się tylko raz. I kiedy to się dzieje, wie się o tym. Po prostu.

Jeżeli akurat jesteś na takim etapie życia, że rozważasz związkowe za i przeciw z jakimś konkretnym facetem, i za dużo myślisz o jego zaletach i wadach - to faktycznie lepiej dać sobie i jemu spokój. Dlaczego? Bo skoro musisz przeprowadzać takie kalkulacje, to znaczy, że nie ma tam zbyt wiele serca. Poza tym, jeśli za dużo liczysz, możesz się przeliczyć po prostu.

No weź pokoloruj

Współczesne kobiety często oczekują od związku i faceta znacznie więcej, niż on jest w stanie dać. Dlaczego? Otaczają nas nieustannie komedie romantyczne, niesamowite filmy o miłości, w których częstokroć pokazana jest tylko jedna strona medalu. Dwoje nie może być razem, jest jakiś problem, problem doczekuje się rozwiązania, zakochani schodzą się. Zwykle nie jest pokazane co dalej, poza zakończeniem "i żyli długo i szczęśliwie". Myślę, że współcześnie mamy problem z określeniem tego, co to znaczy długo i szczęśliwie. Wszędzie gdzie się nie obejrzymy, są nam stawiane wymagania i my również zwykliśmy stawiać je innym. Ale czy tak naprawdę podstawą nie powinna być po prostu miłość. Jeżeli faktycznie kochasz tego faceta, który jest obok ciebie, to przecież nie wyrzucisz go ze swojego życia, tylko dlatego, że zostawia przy łóżku skarpetki z poprzedniego dnia.

Brzmi dziwnie? Być może. Ale wierzcie mi, są takie kobiety i tacy mężczyźni, którzy mają w oczach kawałki lustra Królowej Śniegu. I naprawdę znam małżeństwa, które rozleciały się z błahych powodów. Codzienne drobiazgi urosły do jakiejś niewiarygodnej rangi przez brak rozmowy. Z drugiej strony jeśli np. wiesz co czujesz, ale czegoś unikasz bo ciągle się boisz, że wszystko szlag trafi, to też nic nie zbudujesz. Musisz przyjmować na klatę własne decyzje i wybory, brać za nie odpowiedzialność. Jeśli sama rezygnujesz z czegoś, co było dla ciebie ważne, to nie płacz potem w poduszkę, że nikt cię nie chce.

No to jak to jest mieć rodzinę?

Naprawdę cudownie, ale nie oznacza to tylko dwudziestoczterogodzinnych spacerów po lesie z prywatnym fotografem, który cyka nam foty, gdy przez cały czas trzymamy się za ręce. Rzeczywistość jest złożona. A rodzina to majsterszyk, polegający głównie na tym by kochać się ponad swoje wzajemne wady, nieustannie rozwiązywać niespodziewane sytuacje, które cię spotykają i poświęcać się. Tak, to ostatnie w dzisiejszych czasach rzadko komu przechodzi przez gardło. Bo przecież liczy się wygoda i komfort własny. Najczęściej jednak te hasła powtarzają osoby samotne, które nie mają kogoś, o kim mogłyby myśleć zamiast siebie. Zgadzam się z tym, że nie należy zapominać o sobie, ale wszystko potrzebuje właściwej miary. To też.

Od życia rodzinnego nie ma przerw. Boli cię głowa, masz nagły atak histerii - nieważne i tak są rzeczy, których nikt za ciebie nie zrobi. I bardzo często tak jest, że ty ledwo wiążesz koniec z końcem a w międzyczasie wyjdzie milion niespodziewanych rzeczy. Np. zepsuje się odkurzacz. Pozornie nie jest to żaden problem, jedziesz, kupujesz nowy. Ale jak w międzyczasie trafi się przegląd samochodu, albo zalanie plus niespodziewana awaria - to zupełnie inaczej patrzy się na takie zwyczajne rzeczy. Nie zmienia to jednak faktu, że własna rodzina to największy skarb pod słońcem. I jest wspaniała, ale tylko wtedy, gdy tworzą ją ludzie, którzy są otwarci na wzajemne uczenie się siebie na wzajem, szanowanie swoich wzajemnych potrzeb. I to tyczy się również relacji w stosunku do dzieci. Uważam, że rodzice nie są od tego by nakazywać, ale by pokazywać i pozostawić dzieciom przestrzeń, w której będą mogły swobodnie rozwijać się psychicznie i emocjonalnie.

To co z tym kolorowaniem?

A niech kolorują, ale pamiętajcie, że nie da się przez 5, 10, 30 lat ciągle tylko być na tym samym poziomie wzajemnych uniesień. Miłość to coś więcej, niż te wszystkie stany, które znamy z początków spotykania się z kimś. To wzajemna symbioza, ciągłe pracowanie nad tym, aby w rodzinie wszystko "grało", to świadomość, że bez tej drugiej osoby kończy się cały twój świat. I nawet jeśli irytują cię pewne rzeczy, to wciąż czujesz powody i ochotę aby znosić to przez kolejne 30 lat. Nie da się cały czas unosić nad ziemią, nawet jeśliby się tego chciało. I nie dlatego, że któraś ze stron przestaje tego chcieć. Tylko po prostu dlatego, że prędzej czy później we wspólne życie wchodzi codzienność, z którą każdy próbuje sobie radzić na swój sposób.

I chyba o to w tym wszystkim chodzi. A szczęśliwa rodzina, to taka, w której spory rozwiązują się przed wieczorem. A same spory przede wszystkim prowadzą do tego, byśmy byli lepsi dla siebie na wzajem. I jak łatwo się domyślić, tego nie da się przekalkulować w punkcie wyjścia ;) 

Trzymajcie się ciepło i przytulnie, 
Ahoj!
PODPIS



Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Mama Kapitan