Lykke, o swoje szczęście też trzeba dbać

Jeśli zauważyliście zmniejszenie mojej aktywności na blogu, a nie jesteście zapisani na Newsletter, informuję, że od 3 tygodni jestem chora. A poza tym zapraszam Was do Newslettera, żebyście byli na bieżąco. Można zapisać się w bocznym menu po prawej stronie, lub na końcu tego wpisu. A teraz przejdźmy do właściwej recenzji...



Praca nad szczęściem

Wydaje mi się zwyczajnie głupim przekonanie, że szczęście przychodzi samo, jedni je mają, a inni nie. Wygodnie jest tak myśleć, ale w rzeczywistości, mam wrażenie, że najchętniej myślą w ten sposób ludzie, którzy w swoim życiu najczęściej narzekają. Trudno jest zrozumieć, że szczęście to też ciężka praca.

Bo tak naprawdę wszystko jest ciężką pracą

Życie jest ciężką pracą, małżeństwo jest ciężką pracą, macierzyństwo i ojcostwo jest ciężką pracą, przerabianie własnej pasji na pracę zarobkową jest ciężką pracą. Gdzie się nie obejrzymy, wszystko jest ciężką pracą. A najwięcej narzekają ci, którym nie chce się nawet chcieć. 

Wypracowywanie szczęścia

O tym jest właśnie ta książka, o codziennych rytuałach, które składają się na szczęście. O życiu, w którym pieniądze i stanowiska nie są na pierwszym miejscu. To historia o tym, że szczęście jest stanem umysłu. Nie takim, który przychodzi sam z siebie, ale takim, który jest efektem zmiany nawyków, zmiany dotyczącej myślenia o sobie i o świecie. To zachęta do świadomego wkraczania w codzienność i umiejętnego ważenia spraw ważnych, oraz ważniejszych.

Podsumowując

Jak widzicie nie rozpisywałam się o tym, że Dania jest najszczęśliwszym państwem na świecie, a ta książka została napisana przez duńskiego autora. Bo to nie chodzi o to żeby zmienić miejsce zamieszkania, ale o to by zmienić nastawienie swojego serca i zrozumieć, że tak drobne rzeczy jak obiad przy wspólnym stole - mają znaczenie dla naszej szczęśliwości. 

I nawet jeżeli wzdragacie się przed rodzinnym obiadem z Wujkiem Staszkiem, który jak nikt na świecie działa Wam na nerwy... Zastanówcie się dwa razy zanim odmówicie, bo być może to Wujek Staszek jest kluczem do szczęścia w tym dniu. Wcale tak nie jest, że tylko ci, których kochamy, których lubimy zawsze nas uszczęśliwiają. Czasami tego dziwnego "flow" doświadczamy od tych osób, których na co dzień nie lubimy. To wkurzająca i trudna do przyjęcia prawda, ale jednak prawda. Moim zdaniem ;) 

A Wy co myślicie na ten temat?

Trzymajcie się ciepło i przytulnie, 
PODPIS



Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Komentarze

Copyright © Mama Kapitan