TRYB JASNY/CIEMNY

Magia „jeszcze” i fikcja życiowych katastrof; kolejne 5 groszy o manifestacji

Magia „jeszcze” i fikcja życiowych katastrof

Jasne, że pierwsze, co robisz, kiedy wali się nad głową cały ten misternie ulepiony domek z kart, to wrzeszczysz na cały głos, że wszechświat uwziął się osobiście na Ciebie, a los to złośliwy urzędnik przy okienku. Całkiem naturalna reakcja na fakt, że dostajesz w twarz krzesłem bez ostrzeżenia. 

Tyle, że po pięciu minutach szlochania trzeba otrzepać kolana, wstać z podłogi i zacząć sprzątać ten bałagan. Strata ma w sobie tę jedną, bezwzględną zaletę: robi brutalną czystkę tam, gdzie dotąd kisił się stary, pachnący stęchlizną układ. I tak np. tracisz pracę, a w następstwie trafiasz dokładnie do wymarzonej pracy, która daje Ci poczucie sensu, i w której masz wszystko to, czego brakowało w poprzedniej.

📌 Samotne drzewo na tle surowego, zamglonego pejzażu
Kiedy stary porządek znika, zostaje czysta przestrzeń.

Kiedy choroba staje się Twoim nowym szefem

Z poważniejszymi kryzysami bywa zresztą dokładnie tak samo. Te wszystkie pudrowane opowieści o tym, jak to „wszystko dzieje się w wyższym celu”, można włożyć między bajki dla grzecznych dziewczynek z dobrych domów. Czyli wyszłoby na to, że ja mam to w domu między bajkami, bo mój kolega Franek, dokładnie tak mnie nazwał w swoim podcaście. Fakty bywają bardziej prozaiczne: czasami organizm musi Cię trzasnąć obuchem w łeb, żebyś wreszcie przestała zgrywać niezniszczalną, bezobsługową maszynę do robienia zadań.

Moje własne autoimmunologiczne gospodarstwo domowe nauczyło mnie jednego: kategoria „porażki” to wygodny wynalazek dla ludzi, którzy lubią taplać się we własnym nieszczęściu. Kiedy nazywasz coś porażką, blokujesz się skuteczniej niż przestarzały system operacyjny. Kiedy zamieniasz ją w zwykłe zadanie do odklepania, zdejmujesz z tego cały ten żałosny, dramatyczny patos. Dopiero perspektywa, że w każdą dowolną środę możesz obudzić się z ciałem odmawiającym jakiejkolwiek współpracy, uczy Cię brania życia bez pytania o cennik. Żadnego odkładania na święty nigdy, żadnego czekania na „odpowiedni moment”. Bo lepszego momentu niż ten, w którym jeszcze w ogóle masz siłę wstać, po prostu nie będzie.

Przypadki, w które wierzą tylko naiwni

I nie opowiadajcie mi bajek o „czystym zbiegu okoliczności”. Wracasz okrężną, dłuższą drogą od Babkum, bo Twój mózg zapragnął gwałtownego przewietrzenia po zbyt długim przebywaniu w czterech ścianach; ktoś inny idzie w tym samym momencie zupełnie inną trasą, bo akurat skończyła się kawa – i nagle zderzacie się po latach na losowym przejściu dla pieszych, na którym obydwie nie miałyście najmniejszej szans się znaleźć. Tak A. powróciła do mojego życia, po kilkunastu latach nieobecności (razem chodziłyśmy do liceum). System dokonał cichej aktualizacji danych i brutalnie zweryfikował stare znajomości. Utrata dotychczasowego, bezpiecznego porządku to nie jest żadna tragedia. To po prostu moment, w którym wszechświat zdejmuje Cię z nudnego, przewidywalnego toru i wrzuca na karuzelę, o której włączenie wcale nie prosiłaś.

Święty spokój manifestacji

Cała ta modna manifestacja i mistyczne odpuszczanie to w gruncie rzeczy najprostszy, najbardziej pragmatyczny mechanizm obronny. W sekundzie, kiedy przestajesz kurczowo trzymać się restrykcyjnego planu i z łopatą w ręku walczyć z rzeczywistością („bo przecież miało być inaczej!”), przestajesz marnować resztki energii na bezsensowne szarpanie się z drzwiami, które są zatrzaśnięte. Akceptujesz fakt, że ten absurdalny spektakl, w którym właśnie przyszło Ci grać główną rolę, to dokładnie to, co masz do odegrania dzisiaj i naprawdę nic więcej nie trzeba. A kiedy rezygnujesz z kopania się z koniem, nagle okazuje się, że reżyseria zaczyna łaskawie sprzyjać również Twojej postaci.

✏️ Twoje ciało próbuje ci coś powiedzieć?

Zanim organizm wręczy Ci wypowiedzenie w najmniej odpowiednim momencie, sprawdź moją książkę „Czy moje plecy istnieją?” – to bezkompromisowy przewodnik po tym, jak przestać zgrywać maszynę i zacząć słuchać sygnałów ostrzegawczych. A tak naprawdę to książka dla dzieci, które lubią pofilozofować. 

Zobacz książkę

Komentarze

Wybrane dla Ciebie

Copyright © Monika Pawelec