Przekopałam ogródek, żeby nie słyszeć, jak świat gada sam ze sobą
Skopałam ogródek, żeby nie słyszeć, jak świat gada sam ze sobą
Przez ostatnie trzy tygodnie nagromadziłam tyle tematów, że spokojnie mogłabym napisać wielotomowe dzieło życia. Nie mam jednak takich ambicji. Słowa mają swoje konsekwencje, a szczegółowe opisywanie problemów z dupy, które obserwuję wokół, skończyłoby się tylko tym, że wróciłyby do mnie jak bumerang i zakotwiczyły się w codzienności. Podziękuję. Niech sobie żyją gdzieś obok, na tych polach elizejskich zwanych życiem.
Chodzi za mną temat podcastu...
Ale to już było. A teraz zwyczajnie nie chciałabym, żeby sztuczna inteligencja robiła, co jej się podoba z moim głosem. Więc ten temat umiera śmiercią naturalną.
Zresztą – kto by tam chciał tego słuchać? I ile można gadać, kiedy to i tak nic nie wnosi, nawet jeśli stoją za tym nieziemskie albo pozaziemskie idee? Cały świat to jedna wielka paplanina, w której wszyscy próbują się prześcignąć w tym, kto jest mądrzejszy. Z lotu ptaka, czy z perspektywy żaby nie ma to absolutnie żadnego znaczenia.
Roślinna bliskość kontra gównoburze
W pierwszym tygodniu tych szalonych trzech tygodni wkopałam do ogródka trzydzieści roślin i dwa drzewa. To zdecydowanie pomogło mi odreagować.
Oczywiście za nic miałam instrukcje. Może się więc okazać, że wszystko na nic, bo wsadziłam rośliny blisko siebie – w imię szerzenia szeroko pojętej roślinnej bliskości.
Przekopanie ogródka sprawiło mi nieporównywalnie więcej radości i satysfakcji niż aktywny udział w sezonie panujących gównoburz. Są szanse, że jak już mi zupełnie odbije, wykopię jeszcze oczko wodne i wpuszczę ryby. Niewiele brakuje do tego stanu. Social distancing ma się całkiem nieźle, podobnie jak moja lista przeczytanych książek i wypitych herbat.
Jaskinia naprawdę jest kuszącym miejscem.
Platon zdecydowanie nie wiedział, co robi, wychodząc z niej. Trzeba było siedzieć i smażyć kiełbasę na tym pieprzonym ognisku, patrzeć na cienie i nie wyściubiać nosa choćby skały srały szejkiem wróżbity spod góry.
Bo czasem ucieczka w lekturę to jedyna rozsądna odpowiedź na hałas z zewnątrz. Ale są takie dni, kiedy książki też brzmią jak hałas, a każdy kolejny głos brzmi jak kolejna aria w kurniku.
Sprawdź moje książki (szczególnie polecam: Czy moje plecy istnieją?)
Komentarze
Prześlij komentarz