TRYB JASNY/CIEMNY

Zieleń świeżo po deszczu i kilka innych momentów z tego tygodnia

Im więcej wyziewów ze sztucznej inteligencji śmiga po sieci, tym bardziej mam ochotę działać na przekór...

Zielona droga

📌

Im więcej wyziewów ze sztucznej inteligencji śmiga po sieci, tym bardziej mam ochotę działać na przekór. Po swojemu, bez presji, żeby spełniać czyjekolwiek oczekiwania i analizować własne zasięgi. Tak strasznie nie chce mi się tego już robić, że rezygnuję całkiem bezczelnie. Piszę swoje posty w bardzo ascetycznym notatniku, którego minimalizm zawsze mi odpowiadał. Choć piszę blogi od 2002 roku, wciąż miewam to wrażenie, że jest to po prostu bardzo pojemna szuflada.

Czemu mówisz, że piszesz książki, skoro od kilku miesięcy nic nie napisałaś

To jedno z tych zdań, które już mnie nie denerwują, kiedy je słyszę. Zwłaszcza że wypowiadają je przeważnie ludzie, którzy są pozbawieni wyobraźni. Dla których proces twórczy jest sprowadzalny do technicznego algorytmu. Tymczasem ja pracuję nieco inaczej, nie wyszukuję sobie pomysłów na siłę, pozwalam im przyjść, a kiedy już przyjdą – same się piszą. Potrafię przez pół roku, a nawet dłużej, dawać myślom dryfować tylko po to, żeby któregoś dnia usiąść i w 3-4 dni napisać całą książkę. Jeśli jakiś utwór muzyczny mnie inspiruje, będę go słuchała na loopie przez 3 godziny, a nawet dłużej, byle tylko pisać w tym stanie flow. Nieważne, która jest godzina i czy jestem, czy nie jestem zmęczona.

📎

Zatęskniłam za felietonami

Kiedyś pisałam ich bardzo dużo, ukazywały się w różnych czasopismach i na różnych portalach. Pod panieńskim nazwiskiem natworzyłam ich tyle, że pewnie sama nie jestem w stanie zidentyfikować wszystkich własnych treści w Internecie. Nie jestem przywiązana do siebie na tyle, aby się otaczać własnymi wyziewami cały czas i w każdej chwili.

W moim otoczeniu był taki osobnik, który miał pierdolca na punkcie stawiania sobie pomników za życia i choć była to osoba, która stworzyła naprawdę wiele ciekawych rzeczy twórczo, obserwując zionący od niej narcyzm, nie byłam w stanie podzielać tego kultu jednostki. Ta sama osoba miała także niezwykłą zdolność do zamiatania pod dywan rzeczy, które do dzisiaj inni muszą po niej sprzątać.

Nie mam więc manii wielkości ani potrzeby budowania pomników. Jestem raczej rebeliantką, która wszystko zrobi po swojemu, nie oczekując aprobaty od kogokolwiek czy oklasków za wykonanie jakiegoś zadania. Robię rzeczy, bo po prostu lubię je robić. Żyję w zgodzie ze sobą, co w zasadzie odkąd zaczęłam mówić, bywało kłopotliwe dla otoczenia i... dalej bywa. :) Kiedy ktoś mnie pyta o to, jakie mam autorytety, po prostu się uśmiecham i mówię, że nie mam. Zdarza się, że budzi to konfuzję, i nic dziwnego, bo ludzie, którzy nie wpatrują się w innych jak w obrazki, zwyczajnie nie są łatwo sterowni. I w tym sensie są bardzo niewygodni dla społeczeństwa.

No tak, miało być o felietonach, a wyszedł felieton w tęsknocie o felietonach. Cóż... Felietony mają z jednej strony swoją dynamikę, z drugiej równowagę – jest tu trochę prywaty, ale nie spowiadasz się z tego, o której idziesz spać, ani z tego, co Twoje dziecko zjadło na śniadanie. Wpuszczają czytelnika do Twojego świata, ale... tylko trochę.

✏️

Przeczytałam książkę faceta, który używa zbyt wielu wielokropków

Przez całą lekturę bardzo mnie to denerwowało, bo miałam wrażenie, że cały czas wzdycha i dyszy mi prosto w oczy. Ale gdzieś przy końcówce książki, gdzie napisał, czym dla niego jest to pisanie i cały ten proces, zastanowiłam się. Dlaczego wkurzam się na kogoś, kto dość ewidentnie usiadł do procesu pisania, podjął wysiłek przelania na papier myśli z własnej głowy i jeszcze zrobił to w sposób, który najwyraźniej był dla niego organiczny? Ostatecznie dałam tej książce 5 gwiazdek na GoodReads, bo autor stawia ciekawe pytania, nie dając odpowiedzi, a równocześnie jest po swojemu prawdziwy.

W czasach, w których nikomu nic się nie  chce, warto doceniać ludzi, którym się coś chce

Niesamowicie się ucieszyłam, jak dostałam od A. totalnie rękodzielniczy prezent na urodziny. Totalnie mnie tym rozwaliła, bo absolutnie nie liczyłam na to, że ktokolwiek poświęci tyle czasu, żeby zrobić dla mnie tak wyjątkowy i wielowarstwowy prezent - a co to dokładnie było, to zachowam dla siebie. To są te małe-wielkie rzeczy, które po prostu dają natchnienie. 

Zawsze chodziło mi o natchnienie, nie o pomniki

Nie potrzebuję potwierdzać swojej wartości pozorną wielkością, uwielbiam za to być w natchnieniu. Uwielbiam czuć ten stan, choć oczywiście nie czuję go zawsze i nie w każdej chwili. Jednak... Życie samo w sobie jest fantastyczne i bardzo ciekawe. Gdybyśmy to częściej dostrzegali mniej byłoby wojen i depresji. Zamiast być wielką w sztucznym świecie, wolę być małą - ale szczęśliwą w swoim własnym..

W zieleni świeżo po deszczu jest coś takiego... Twórczo-inspirującego. 

Gdybym miała powiedzieć, który kolor jest zarezerwowany dla życia - to byłby to właśnie ten. I zaraz potem zastanawiam się, co takiego jest w tej karmie dla ptaków, którą sypie moja sąsiadka, że gardzą moją soczewicą. Najwyraźniej takie czasy - nawet ptaki rozpuszczone. :)

Zaciekawiły Cię moje rozważania?

Sprawdź lokalizację własnych pleców

Czy moje plecy istnieją?

Komentarze

Wybrane dla Ciebie

Copyright © Monika Pawelec