Dlaczego lepiej zostawić krakanie wronom?
NIE KRACZ, CZYLI O TYM, ŻE SŁOWA MAJĄ PAMIĘĆ
Znasz to uczucie, gdy wypowiadasz harde „nigdy”, a Wszechświat w tym samym momencie mówi: „Potrzymaj mi kawę”? Ja mam to opanowane do perfekcji.
Ledwo wygłoszę jakąś deklarację, a życie już serwuje mi scenariusz, w którym robię dokładnie to, czego miałam nie tykać. Słowa mają moc, a „nie kracz” to nie jest tylko babcine przysłowie. To cholerna instrukcja obsługi rzeczywistości.
Dzisiaj doładowałam baterie z moją astronomiczną „bestie”. Wiecie, taki rodzaj relacji, gdzie vibe, horoskop i wzajemna sprawczość tworzą mieszankę wybuchową. Życzę Wam takich ludzi w otoczeniu – przy których energia zamiast wyciekać, nagle zaczyna generować nowe pomysły i twórczy, radosny chaos.
Zazwyczaj, gdy się spotykamy, natura wariuje: albo wpadamy prosto na dziki, albo wrony odprawiają nad nami dziwne rytuały. Ale tym razem to M. przebiła wszystko i dosłownie „zagęściła atmosferę”.
Scenariusz godny oscarowego thrillera biurowego: niszczarka, ta rzekomo „nie do zajechania”, postanowiła przejść na spektakularną emeryturę. Stanęła w żywym ogniu, paląc przy okazji rajstopy M. i fundując jej solidne office PTSD. Na szczęście nikomu nic się nie stało – ucierpiała tylko duma sprzętu biurowego. A ja Wam powiem jedno: that girl is on fire!
Zanim coś „wykraczesz”, lepiej poczytaj coś inspirującego...
ZOBACZ WSZYSTKIE MOJE KSIĄŻKI
Komentarze
Prześlij komentarz