Edukacja domowa: jak uczyć angielskiego dzieci w wieku 3 lat?

Dzieci w tym wieku nie potrafią się skupić, ja uważam, że uczenie ich angielskiego jest bez sensu. - usłyszałam od mojej koleżanki anglistki, kiedy zapytałam ją o możliwość lekcji online dla mojego Syna.  Dodam, że jest to osoba, która pracuje w zawodzie nauczyciela w różnych grupach wiekowych. Nie uwierzyłam jej oczywiście, dlatego dzisiaj mój Synek (w lipcu skończy 3 lata) w sposób naturalny podśpiewuje sobie Fire Truck. Jak uczyć 3latki angielskiego i czy w ogóle ma to sens?

Dobro dziecka - traktujmy dzieci poważnie!

Miłośnicy świadomego wychowania doskonale wiedzą kim był np. Janusz Korczak. Pan Doktor, który opierał wychowanie dzieci na partnerstwie, wzajemnym szacunku i rozbudzania czegoś takiego, jak samowychowanie (nie mylić z pozostawianiem samemu sobie). Opiekował się dziećmi, którymi nie interesował się nikt. Zginął w czasie II wojny światowej razem z nimi. W komorze gazowej. Poszedł z nimi w tragicznym pochodzie. Wiedział, że nie ocali swoich wychowanków, a jedyne co może dla nich zrobić to dać im swoją obecność. Czy ktoś z Was potrafi znaleźć piękniejszy przykład tego, jak się powinno traktować najmłodszych?

To nie dzieci nie potrafią, lecz dorośli nie umieją

Kiedy dorosły zakłada, że dziecko nie da sobie rady i nie warto próbować, w rzeczywistości wskazuje to na pewną ułomność umysłu dorosłego. Przykład? Jeśli dziecko przychodzi do Ciebie z informacją o potworze w szafie, to dla niego jest to absolutnie poważna sprawa. Jeśli Twoją jedyną odpowiedzią jest: daj spokój - okazujesz mu brak szacunku i traktujesz niepoważnie problem, który w umyśle dziecka jest poważny i realny. Nie jest zadaniem dziecka wchodzenie w buty trzydziestolatka, ale jest zadaniem trzydziestolatka wejście w buty dziecka. Potwory w szafie masz już w kategorii przeszłość, ale Twoje dziecko jeszcze nie, więc okaż szacunek tej sytuacji i temu problemowi.

To nieprawda, że dzieci nie potrafią się skupić, uczyć się, czy wyciągać wniosków. Mało tego, robią to znacznie lepiej niż dorośli, którzy już zdążyli przyjąć sobie różne wygodne i niekoniecznie prawdziwe schematy funkcjonowania. To nie wszystko! Dzieci chłoną wiedzę jak gąbka i robią to chętnie, tak długo, aż dorośli tego nie zepsują. Naturalną rzeczą jest podążanie za własnymi zainteresowaniami i pogłębianie wiedzy, jeśli ktoś tego nie robi lub nie chce robić - bardzo często świadczy to o tym, że zawiódł kiedyś ktoś dorosły. To nie musi być rodzic, czy babcia, równie dobrze może to być nauczyciel-biurokrata. 

Jak z tym angielskim? Ma to sens?

Nigdy nie lubiłam takiego nienaturalnego podejścia do uczenia się języków. Jeśli ktoś się dziwnie wygina i mówi Ci słowa po angielsku, ale tak generalnie to wszystko kupy się nie trzyma, to niezależnie czy masz 30 lat, czy 3 - poczujesz się trochę jak w cyrku. I generalnie nie będziesz wiedział, czy ktoś robi idiotę z Ciebie, czy z siebie samego. Nie ulega jednak wątpliwości, że nie jest to normalna sytuacja i raczej ciężko będzie wynieść z niej cokolwiek poza ogólnym niesmakiem. 

A teraz ukryta prawda: najłatwiej się uczymy wtedy, kiedy przychodzi nam to naturalnie. To się tyczy wszystkiego, od matematyki po uczenie się języków. Naukę najłatwiej zaczynać od tego, co znane i lubiane. Dlatego łatwiej zrozumieć dodawanie i odejmowanie, kiedy narzędziami do nauki są ciastka. Na torcie, czy na pizzy z łatwością wytłumaczycie ułamki. Na piłkach, które na co dzień służą do zabawy możecie pokazać, jak funkcjonują planety w układzie słonecznym. Naprawdę nie jest to ani trudne, ani wymagające, jeśli tylko dorosłych chce się to robić. 

Moje sposoby na angielski

Jest ich przynajmniej kilka. Zdarza się, że w czasie zabawy zaczynam mówić do mojego Syna tylko po angielsku i staram się, aby rozumiał to przez kontekst. Według starej szkoły należałoby tłumaczyć słowo w słowo każdą wypowiedź - to jest moim zdaniem totalnie bez sensu. Wiecie dlaczego? Ojczystego języka również uczymy się przez kontekst. Jasne, że warto tłumaczyć i dopowiadać, ale nie tak, żeby zanudzić małego człowieka, zanim ten zdąży się zainteresować tematem. Dlatego mając na względzie naturalność życia i uczenia się języka, korzystam z następujących rzeczy:

  • puszczam bajki w języku angielskim (ulubione bajki mojego dziecka, a nie jakieś przypadkowe)
  • czytam książki obrazkowe po angielsku
  • pokazuję angielskie materiały przygotowane przez mamy zza oceanu
  • jako circle time focus pokazuję mojemu Synkowi Martę Mitschke, która robi absolutnie faktastyczne domowe przedszkole dla dzieci
  • pracujemy na angielskich kartach pracy
  • za jakiś czas, prawdopodobnie będziemy szukać penpal friend - żeby poćwiczyć angielski, nawiązać ciekawą relację i przy okazji zapoznać się z inną kulturą

Czego na razie nie ma w naszej nauce?

Jak na razie nie korzystam z aplikacji na telefon i gier na komputer. Zakładam, że jest cała masa innych sposobów na aktywizację trzylatka. Nie mamy nic przeciwko puszczaniu bajek, czy materiałów z YouTube, ale w naszym przekonaniu ekrany trochę rozleniwiają. Nie widzimy nic złego w tym, żeby korzystać ze wszystkich dobrodziejstw tego świata, również z technologii (podczas nauki i rozrywki), ale chcemy to robić stopniowo. Dlatego u nas nie istnieje jeszcze temat gier i jako takich aplikacji dla dzieci. Absolutnie nie krytykuję rodziców, którzy już je wprowadzają - każdy powinien w swojej rodzinie stosować swoje podejście.

O czym warto pamiętać podczas uczenia dzieci angielskiego?

W przypadku uczenia się języka szczególnie ważna jest powtarzalność i systematyczność. Choć te dwie wartości są ważne dla każdej dziedziny wiedzy, nie zapominajcie o tym, że język nieużywany jest zapominany. Żeby był żywy musi być stałym elementem, czyli musicie go używać, osłuchiwać się w nim i mówić też w tym języku. A to znaczy, że raz na tydzień to zdecydowanie za mało.

Polski jest piękny, po co się spinać z tym angielskim? Zgadzam się co do tego, że nasz język jest piękny, ale umówmy się nie jest językiem międzynarodowym. Trudno oczekiwać, że na drugim końcu świata ludzie będą mówić po polsku - no chyba, że spotkacie akurat polskich emigrantów lub turystów. Wiecie kiedy ostatnio przydał mi się angielski? Gdy 2 Japonki potrzebowały pomocy przy kupnie biletów na pociąg, a samotna pani w budce nie umiała nic im powiedzieć w tym języku. Angielski przydał mi się też, gdy dostawca pizzy okazał się indyjskiego pochodzenia i po polsku nie byłby mi w stanie wytłumaczyć dlaczego przyniósł 4 pudełka pizzy, a nie 2. Angielski przydaje mi się codziennie, gdy szukam rozwiązań dla mojej pracy, materiałów dla Syna, kształcę się, gdy słucham wykładów akademickich w tym języku a nawet gdy szukam przepisu na placek dyniowy. 

Czy warto uczyć dzieci angielskiego?

Pewnie, że tak! Ale naturalnie, po ludzku i normalnie. Bez szkolnego spinania się, ale z wykorzystaniem metod znanych i lubianych przez to konkretne dziecko. Uniwersalne metody są niczym przepisy na szczęście, każdy czyta - ale gdyby każdy z nich sprawdzał się u każdego, to każdy byłby szczęśliwy. Edukacja domowa to fascynująca droga prowadząca do wypracowania własnych metod na rozliczne sprawy - ale to właśnie ten rodzaj pracy przynosi najlepsze owoce.

Trzymajcie się zdrowo, 

Cześć!

PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

3 największe mity copywritingu

Jeśli jesteś copywriterem z pewnością nie raz usłyszałeś, że pisanie tekstów to nie praca. A może nawet ktoś zapytał Cię czy znajdziesz sobie w końcu jakieś poważne zajęcie? To jeden z wielu mitów krążących na temat copywritingu. W tym wpisie obalę 3 najważniejsze z nich.

Copywriting to zajęcie dla każdego

Copywriting jest tak samo dla każdego jak fizyka jądrowa, czy analiza wierszy literackich. W rzeczywistości nie istnieje praca, która jest zajęciem dla każdego. Każdy z nas ma swoje predyspozycje, zdolności i możliwości. W copywritingu nie jest inaczej. 

W zawodzie copywritera także liczą się pewne zdolności, umiejętności, plastyczność myślenia o różnych tematach i o samym sobie w tej pracy. Nie mniej ważne jest ciągłe wypracowywanie sobie warsztatu i techniki, nie tylko pisania, ale również metod pracy. Każdy może grać na gitarze, ale nie każdy może robić to zawodowo. Tak samo jest w copywritingu.

Copywriting to lekkie pisanie tekstów i głównie na social media

Social media to tylko jedna z wielu dziedzin internetowej rzeczywistości. Są jeszcze artykuły branżowe, teksty na podstrony, slangi, hasła reklamowe. Social media to tylko część tej pracy. Co do lekkości...

Wiele osób nadal nie wie na czym polega ta praca. Są tacy, którzy naprawdę nie rozumieją tego, że można na tym zarabiać. Bo to przecież żadna robota, jeśli nie ruszysz tyłka z krzesła i nie tyrasz fizycznie przez 8 godzin.

Tylko, że zapominają o małym szczególe... Profesjonalny copywriting to ciągła praca głową, której nie da się wyłączyć. To nieustanne skupianie się, przyswajanie i przetwarzanie wielu informacji. Ale nie z jednej dziedziny, lecz z bardzo wielu różnych branż. W rzeczywistości nie da się tego wykonywać przez całe 8 godzin dziennie na pełnych obrotach. Dlaczego? Bo tak nie pracuje ludzki umysł. 

Copywriter to człowiek, który udaje, że coś wie

To największa a równocześnie najczęściej powtarzana bzdura przez niektóre środowiska. Jeśli ktoś wypowiada taką opinię, to albo przejechał się na jakimś copywriterze, który rzeczywiście dał ciała... Albo w ogóle nie wie na czym polega profesjonalny copywriting.

Profesjonalni copywriterzy to ludzie renesansu. Z ogromną wiedzą i wszechstronnymi zainteresowaniami, które pozwalają im na swobodę słowa i lekkość wypowiedzi. Wiedzą co robią, wiedzą jak i po co. A żadne słowo nie jest przypadkowe.

Mity, mitami...

Zawsze istniały i istnieć będą. To, co nierozumiane zawsze budzi jakiś rodzaj niechęci, czy niepokoju. Ale jeśli masz jakieś pytania, odpowiem. Chętnie ubiorę Twoje idee w słowa. Wystarczy napisać: kontakt@monikapawelec.pl

Trzymaj się zdrowo, 

Cześć!


PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Jakie rośliny wybrać do dziecięcego ogródka? Czyli jak rozmnożyłam seler naciowy

Dzieci uwielbiają być odpowiedzialne i samodzielne - nic dziwnego, to przecież domena dorosłych.  Każdy lubi mieć poczucie kontroli nad własnym życiem lub jakąś jego częścią. To dotyczy również dzieci. Nie każdy rodzic chce się od razu pakować w psa, czy chomika - ale własny ogródek to również pole do popisu dla dziecięcej samodzielności i odpowiedzialności. Jakie rośliny można posadzić w takim ogrodzie?


Dziecięcy ogródek - czyli co?

Choć ogród brzmi dość poważnie, w naszym przypadku zajmuje jedną długą donicę na balkonie, która nie została jeszcze w pełni uzupełniona. Oczywiście można wybrać się do marketu, kupić gotowe rośliny, wsadzić i po sprawie. Jednak rozwój roślin to okazja do nauki. Dlatego zdecydowałam się na przerobienie z moim dzieckiem całego procesu ukorzeniania i wyczekiwania na pojawienie się pierwszych pędów.

Bez udziwnień. Zacznij od tego, co znasz!

Można się oczywiście bawić w egzotyczne rośliny i jestem pewna, że jest to również olbrzymia frajda. Jednak należy pamiętać też o tym, że niektóre rośliny są trujące, a niektóre mogą być wręcz zabójcze. Ale nasze polskie roślinki i warzywa mają potrójną moc! Po pierwsze, wiedza. Po drugie, dziecko zapoznając się z procesem ich rozwoju, być może chętniej będzie oglądać je na swoim talerzu. Po trzecie, od selera jeszcze nikt nie umarł, więc jest family friendly.

Skąd wziąć warzywa/rośliny do dziecięcego ogródka?

Z tego miejsca, w którym kupujecie warzywa. Ja kupiłam nasze w Biedronce. Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że z selera paczkowanego udało się nam wyhodować bardzo obiecujący pęd. A to feler - myślałam sobie na początku, no bo ten seler był jednak dla mnie mało wiarygodny, choć filmik na YouTube pokazywał, że można. I rzeczywiście można - sprawdźcie na moim instagramie.

Jak zrobić hodowlę czosnku?

Aby magicznie rozmnożyć czosnek i wyhodować z niego roślinę z bujnym szczypiorem, należy... kupić czosnek. Obrać kilka ząbków i włożyć je do kieliszków z wodą na parę dni. Niech sobie dryfuje na tych spokojnych wodach przez parę dni, aż do momentu, gdy zobaczycie jak z mocą huraganu wybijają się pierwsze korzenie i pędy. Wtedy śmiało, można go wsadzić do ziemi.

Jak rozmnożyć miętę?

Patent z miętą jest równie prosty i także pozwala na codzienną obserwację. Kupujecie miętę doniczkową i urywacie kilka gałązek. Wkładacie je do szklanki z wodą i czekacie, aż na łodyżkach pojawią się korzenie. Kiedy będą dłuższe, możecie wsadzić miętę do doniczki i cieszyć się wzrastającą rośliną.

Seler naciowy - nie taka wielka tajemnica

Kupiłam seler paczkowany z Biedronki i przysięgam, że trochę nie wierzyłam w całe to rozmnażanie w tym przypadku. A jednak udało się. Żeby rozmnożyć seler trzeba odkroić łodygi w miejscu, które pozwoli korzeniowi swobodnie dryfować w misce z wodą. Po paru dniach zauważycie, że na selerze pojawiła się mikropalma, która wskazuje na to, że cud rozmnożenia selera miał miejsce.

Nasze ogrodnicze cele...

Obecnie mamy w planach również wyhodowanie cytryny z pestki, a także jabłonki. W dłuższej perspektywie będziemy się bawić także w papryczki chili, ale to już wymaga większego zachodu i będzie zabawą bardziej dla mnie, ponieważ chili i trzylatek to nie jest najlepsze połączenie. W ogrodzie mojego Synka znajduje się również rumianek, który wyrósł sobie samoistnie. Mamy w planach powiększenie plantacji o większą ilość ziół. A jak dobrze pójdzie, będziemy rozdawać rośliny po rodzinie.

Po co to robić?

To świetna okazja do twórczego spędzenia wspólnego czasu. Można również porozmawiać o rozwoju roślin i procesach mających miejsce w przyrodzie. To także szansa dla dziecka, na bycie odpowiedzialnym za swój ogródek i dbanie o niego.

Trzymajcie się zdrowo,

Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Copywriter Q&A: Jak wygląda współpraca ze mną?

Od czasu do czasu zdradzam Wam tajniki mojej pracy. Te generują różne pytania, czasami w toku podejmowania współpracy, czasami tak po prostu - bo jesteście ciekawi. Dzisiaj postanowiłam zaspokoić Waszą ciekawość, rozwiać wątpliwości i wyjaśnić, jak funkcjonuję we współpracy z moimi Klientami. Zrób sobie dobrą kawę lub herbatę i... zaczynajmy.


Co trzeba zrobić, aby z Tobą współpracować?

Trzeba napisać do mnie mail na: kontakt@monikapawelec.pl i wypełnić brief, który odeślę w odpowiedzi. Standardowo, wysyłam również cennik i informator dotyczący tego, jak wygląda współpraca ze mną. Rzetelne wypełnienie briefu to zwiększenie prawdopodobieństwa, że podejmę się zlecenia i gwarancja końcowej satysfakcji.

Jakich tematów nie podejmujesz w pracy?

To pytanie jest akurat trochę źle postawione. Nie boję się tematów kontrowersyjnych, trudnych, albo dotykających sfer powszechnie uważanych za intymne. Zawód copywritera polega moim zdaniem na byciu kameleonem treści i informacji. Pisałam i nadal piszę teksty dla różnych branż, a swoją pracę traktuję bardzo elastycznie. Częściej nie podejmuję się jakiegoś zlecenia, nie z uwagi na temat, ale z uwagi na niewypełniony brief, lub niedostarczenie podstawowych informacji pozwalających na rozpoczęcie współpracy. 

Jakie są Twoje stawki?

O moich stawkach nie dowiesz się ze strony, ponieważ jest to informacja zarezerwowana dla osób, które chcą podjąć się współpracy ze mną, a nie dla tych, którzy są po prostu ciekawi. Każdy potencjalny Klient otrzymuje ode mnie cennik, w którym otrzymuje informacje dotyczące widełek cenowych dla konkretnych typów tekstów. Szczegółowej wyceny dokonuję po zapoznaniu się z briefem, po akceptacji wyceny - przechodzę do zlecenia.

Co wpływa na ostateczną wycenę?

Czynników jest wiele, a wśród nich mogę wymienić np.: temat, research, typ zlecenia, wielkość zlecenia, język zlecenia (if you like #copies in English, just let me know), poziom skomplikowania zamawianych tekstów, ich długość, poziom zaangażowania itp. W mojej pracy elastyczność to podstawa, stąd widełki w cenniku. 

Czy zdarza Ci się pisać precle?

Prawie się nie zdarza, robię to baaaaardzo rzadko. Precle to teksty najniższego poziomu i w większości firmom nie opłaca się płacić copywriterowi freelancerowi za tego rodzaju treści. Kiedy można je dostać prawie za darmo na znanych giełdach tekstów. Precle cieszą się złą sławą, chociaż są copywriterzy, którzy naprawdę lubią je pisać i starają się odwrócić złą sławę tego zjawiska - i to też jest w porządku, jeśli im to pasuje. Do mnie Klienci zwracają się najczęściej po artykuły branżowe pisane zgodnie z zasadami SEO. 

Czy umiesz napisać tekst na kilka tysięcy znaków z dokładnością do jednego znaku?

Umiem. Zwłaszcza teksty na strony firmowe mają to do siebie, że 1 znak potrafi zrobić różnicę. Jeśli strona jest postawiona w taki sposób, że w danym miejscu ma być 3000 ZZS i ani jednego więcej, to znaczy, że tak ma być. Zdarza się, że napisanie jednego znaku więcej może spowodować brzydki graficzny rozkład treści. O ile w przypadku artykułów branżowych nie jest to aż tak problematyczne, o tyle problem może pojawić się na podstronach firmowych, które mają swoje sztywne ramy wyznaczone stylem. 

Ej ku..a napisz mi to, dobra?

Ej, no... nie napiszę. Zdaję sobie sprawę, że ludzie mają różne style wypowiedzi. Nie sprawdzam przecinków w mailach, które dostaję, ale myślę, że wzajemny szacunek to taka podstawa, której z zasady wszyscy powinniśmy od siebie wymagać. Zdarza się, że "ktoś ma po prostu taki styl" i jeśli jesteśmy w stanie wyczuć to po głosie, to pół biedy. Ale kiedy ktoś pisze wiadomość e-mail nie podpisując się nawet, ciężko potraktować taką wypowiedź inaczej, niż jako brak szacunku właśnie.

Jak się do Ciebie zwracać? 

Niektórzy Klienci piszą do mnie "Pani Moniko", inni zwracają się po imieniu. Obydwie formy są w porządku. Bardzo często w imienne interakcje wchodzimy na LinkedIn i tak już zostaje w toku naszej dalszej współpracy. Nie ma to dla mnie większego znaczenia, czy ktoś mówi do mnie na  "Pani", czy mówi "Monika", bo używając oficjalnej, czy nieoficjalnej formy - wciąż można to robić kulturalnie.

Czy w Twojej pracy zdarzają się śmieszki?

Zdarzają się, zdarza się, że Klienci przepraszają mnie za swoje literówki. Albo za "nieskładne zdania", bo czasem wydaje się im, że skoro pracuję jako copywriter to mam jakiś sonar w oczach i oceniam ludzi przez pryzmat liter, gramatyki itp. Tymczasem tzw. typos zdarzają się każdemu. Nie zawsze też mamy dobry dzień, jak piszemy do kogoś wiadomość. I co w tym złego? Nic, oczywiście! Z drugiej strony patrząc, zdarzało się, że w tekstach, które opublikowałam na blogu wpadła jakaś literówka i uprzejmi moi Czytelnicy pisali do mnie prywatne wiadomości na LinkedIn'ie w stylu: Pani Moniko coś tu chyba wpadło przez przypadek. Bardzo się ucieszyłam, podziękowałam i literówkę poprawiłam. Jesteśmy ludźmi, nie ma co się stresować z tego powodu.

Czy współpracując z Tobą mogę liczyć na dyskrecję?

Tak. To wartość najważniejsza, ponieważ współpracuję z osobami, w których zawodzie ważna jest dyskrecja i zachowanie odpowiedniego poziomu zaufania społecznego. To ostatnie w zawodzie np. prawnika jest szczególnie ważne i oficjalne przyznawanie się do współpracy z copywriterem, mogłoby w jakimś stopniu wpływać na zaufanie jego klientów. Zwłaszcza, że bardzo wiele osób nadal nie wie, czym jest copywriting i zdarza się, że mają złe skojarzenia z tym zawodem. Z tego powodu nie pokażę Ci realizacji wykonanych dla innych firm, ponieważ każdej firmie gwarantuję dyskrecję i atmosfere zaufania. Mogę napisać tekst próbny lub udostępnić Ci teksty z mojej bazy, które nie zostały nigdzie wykorzystane.

Czemu nie pogadam z Tobą przez telefon?

Nie wchodzę w ustalenia telefoniczne. Wszystkie sprawy załatwiam na briefie i przez maila. Dlaczego? Wówczas obydwie strony zawierają współpracę z dokumentem (jakim w tym wypadku jest brief), w którym czarno na białym są ustalone oczekiwania i wytyczne. To daje pewne bezpieczeństwo obydwu stronom tej relacji. Po pierwsze, wiemy czego oczekujemy od siebie na wzajem. Po drugie, jest to jasno określone. Po trzecie, brief jest podstawą do wszelkiej dyskusji, a nie "jakaś tam rozmowa". Swoim Klientom zapewniam ciągłość zleceń i terminowość, między innymi dlatego nie prowadzę rozmów telefonicznych, ani spotkań na ZOOMie czy innych platformach. Jeśli komuś to nie odpowiada, w porządku - jest od groma świetnych copywriterów, z którymi można pogadać przez telefon i spotkać się na wideo. Mój model współpracy tego nie obejmuje.

W Twoim cenniku nie ma tekstu, który bym chciał, czy to znaczy, że go nie napiszesz?

Zapytaj. Często jest tak, że Klienci nie wiedzą do jakiej kategorii przypasować tekst, który chcieliby zamówić. Często okazuje się,  że tekst jest objęty ofertą. Klient ma prawo nie rozumieć pewnych rozgraniczeń pomiędzy tekstami i w takiej sytuacji wystarczy po prostu mnie o to zapytać. Tu chciałabym nadmienić, że piszę również teksty nieujęte w ofercie, aby dowiedzieć się, czy napiszę dany tekst wystarczy do mnie napisać: kontakt@monikapawelec.pl - jestem miła, nie gryzę :) 

Dla jakich branż pisałaś?

Pisałam (dla niektórych z podanych branż piszę nadal) dla branży: turystycznej, IT i nowe technologie, medycznej, prawniczej, aktorskiej, spedycyjnej, produkcyjnej, sprzątającej, dietetycznej, e-commerce, modowej (kategoria premium), hotelarskiej (obiekty premium), towarzyskiej (randki itp.), sportowej, motoryzacyjnej i dla wielu innych. Piszę od ponad 14 lat więc uzbierało się trochę tych branż. 

Jakiego zlecenia nigdy się nie podejmiesz?

Istnieje coś takiego jak czarny copywriting. Nigdy nie podejmę się pisania tekstów i działań, których celem jest zniszczenie drugiej osoby lub firmy. Nie napiszę treści hejterskich mających na celu uderzenie w dobro drugiego człowieka i jego godność, czy w dobre imię firmy (mowa o hejcie, nie o konstruktywnej krytyce). Nie będę szerzyła fałszywych informacji na temat drugiej osoby, czy firmy, nawet jeśli zaoferujesz mi w zamian złote góry. Tak, chcę wybudować dom. Tak, obecnie nie stać mnie na niego, ale nie wybuduję go na czyjejś krzywdzie.

Tyle ode mnie na dzisiaj, być może za jakiś czas znów pojawi się wpis Q&A na mojej stronie. Prawdopodobnie stanie się to wtedy, gdy znów uzbiera się wystarczająca ilość pytań. A jeśli masz jakieś pytanie dotyczące współpracy ze mną, zapraszam: kontakt@monikapawelec.pl

Trzymaj się zdrowo, 

Cześć!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Jak napisać dobry poradnik?

Artykuły poradnikowe to jedne z najchętniej czytanych treści. Dobry tekst w sposób przejrzysty przekazuje wiedzę i dostarcza praktycznych wskazówek, które pomagają rozwiązać dany problem. Treści poradnikowe zaspokajają także ciekawość, a przy tym są świetnym narzędziem marketingowym. Pomagają przyciągnąć użytkowników, zwiększyć ruch na stronie i wskaźnik konwersji. Jak pisać dobre poradniki?

Artykuły poradnikowe - o czym warto pamiętać?

Biegły copywriter nie musi się zastanawiać nad tym, jak napisać artykuł poradnikowy. Pewne rzeczy przychodzą automatycznie, w miarę praktyki. Artykuły poradnikowe mają przekazać odbiorcy konkretną wiedzę na określony temat. A równocześnie stanowić subtelną promocję marki, produktu lub usługi. Aby spełniały to zadanie należy:

  • określić grupę docelową
  • dostosować do niej formę i język tekstu
  • przeprowadzić research
  • rozplanować tekst
  • zadbać o unikalność treści

Tekst poradnikowy a zestaw słów kluczowych

Jak w każdym innym tekście, nie należy przesadzać z ilością słów kluczowych. Nie należy również bać się ich i z nich rezygnować. Zasady SEO mają wspierać nasze pisanie i sprawiać, że nasze treści staną się widoczne. Zarówno w wyszukiwarkach, jak i na urządzeniu czytelnika. Dlatego warto skorzystać z pomocy copywritera, który nie tylko potrafi pisać teksty, ale rozumie także świat Internetu.

Pisanie dobrej jakości tekstów wcale nie należy do najłatwiejszych zadań. Dobry poradnik to również swego rodzaju majstersztyk. To nie tylko kwestia właściwie dobranego języka, ale także udzielania adekwatnych odpowiedzi na pytania odbiorcy, zanim te zdążą się pojawić. Niemniej istotna jest strona wizualna tekstu. Nawet najlepiej napisany tekst traci na swojej wartości, jeżeli nie jest wizualnie atrakcyjny i uporządkowany.


Copywriter advice: co zabije Twój poradnik?

Nieprzejrzystość to strzał w kolano każdego tekstu, jednak w przypadku poradnika to istne samobójstwo. Jeśli nie wiadomo o co chodzi w tekście, to będzie on nieprzydatny i niefunkcjonalny pod każdym względem. Jeśli język jest zbyt zawiły, odbiorca poszuka odpowiedzi gdzie indziej. A na pewno ktoś już napisał o jego problemie w sposób przejrzysty i zrozumiały.

Przykład? Jeśli ktoś szuka sposobu na przetkanie rury w domu (a przy okazji dobrego środka do takiego czyszczenia lub ekipy - patrz: okazja do reklamy Twojego produktu/usługi) i potrzebuje szybkiego rozwiązania sprawy, będzie się skupiał na konkretach. Nikt nie chce w takiej sytuacji czytać historii rurociągów, liczy się to, żeby rozwiązać problem w możliwie jak najszybszym czasie. Nie w każdej sytuacji liczy się czas, bywa że chodzi o to, by dokonać dobrego wyboru niekoniecznie od razu. Wtedy poradnik kieruje się nieco innymi zasadami, choć nadal przejrzystość jest wartością samą w sobie.

Po co pisać poradniki?

Ich lektura jest przyjemna, budzą pozytywne emocje. Niezależnie od tematu odbiorca podczas lektury zaspokoi swoją ciekawość, a przy okazji faktycznie dowie się czegoś nowego. Dobry copywriter nie wymyśla wartości, których nie ma, ale odkrywa te, które istnieją i potrafi ubrać je w odpowiednie słowa. A także odpowiedzieć na problemy i pytania, zanim one się pojawią.

Dziękuję, że poświęciłeś swój czas na lekturę mojego poradnika o poradnikach. Jeśli chcesz abym ubrała w słowa Twoje myśli, zapraszam do współpracy: kontakt@monikapawelec.pl

Trzymaj się zdrowo,

Cześć!


PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Daję Słowo