Można? Można! I warto.

Książka poradnikowa, ale na pewno nie jedna z tych napisanych przez piętnastolatków, którzy programują swój sukces jeszcze zanim on się wydarzy. ;) Napisana przez człowieka z życiowym doświadczeniem, z dystansem spoglądającego na własne doświadczenia.

Biosilkowe SPA od Fryzomania.pl - czyli wieczór, którego potrzebowałam


Życie matki zawsze, ale to zawsze różni się od życia pozostałych członków społeczeństwa. I nie powiecie mi, że nie. Bo tak. :D Nie powiem, że wszystkie matki tak mają, ale mnie osobiście zdarza się przedkładać dobro mojej rodziny ponad moje własne. Nawet często. I wcale nie chodzi o to, że zamierzam się teraz żalić i opowiadać o paśmie wyrzeczeń. Po prostu, kiedy mam do wyboru pomóc mojemu Synkowi w zaśnięciu, spędzić dwie godziny na utulankach i śpiewankach lub zrobić sobie domowe SPA. No to... wybór jak dla mnie jest oczywisty :)





Ale zostałam poniekąd przymuszona do wygospodarowania chwili dla siebie





A wszystko to z powodu współpracy ze sklepem Fryzomania.pl, który zasponsorował moje włosowe, Biosilkowe SPA. A że koniecznie muszę to opisać, to wprost musiałam znaleźć czas dla siebie. :)









Po pierwsze... Szampon





Szamponu używam od kilku dni i jestem zachwycona efektami. Farouk BioSilk Silk Therapy Shampoo jest bardzo przyjemny w nakładaniu, bardzo lekki i fajnie się pieni. Nie zawiera substancji, na które jestem uczulona - i to jest super. Zawiera proteiny jedwabiu, wyciągi roślinne oraz witaminy - i to też jest super ;)





Ja generalnie mam pecha do szamponów i bardzo niewiele jest takich produktów, które mi pasują, natomiast ten szampon okazał się strzałem w dziesiątkę. Nie, nie mówię tego dlatego, że Fryzomania.pl zasponsorowała moje SPA - naprawdę tak uważam! <3





Już po pierwszym użyciu tego szamponu włosy są lekkie, miłe w dotyku i nie przesuszają się. Niezależnie od tego, czy suszycie suszarką, czy pozostawiacie je do samodzielnego wyschnięcia. Ja mam włosy na tyle grube, że muszę je podsuszać suszarką i dotychczas były odrobinę przesuszone, a nawet napuszone. Używałam Farouk BioSilk Silk Therapy Shampoo już kilka dobrych dni i nadal moje włosy się nie przesuszają, ani nie suszą.





Olejki na włosy... Ryzykowne posunięcie





A przynajmniej jak dla mnie. Tak się składa, że dotychczas większość olejków na moich włosach zachowywała się dramatycznie. Choć używałam baaaardzo niewielkiej ilości, chwilę po użyciu włosy wyglądały na brudne i musiałam wyrzucić raz użyte kosmetyki, czego bardzo nie lubię. Albowiem wyznaję minimalizm & zero waste. <3





Na pierwszy ogień poszedł nawilżający olejek Farouk BioSilk Hydrating Maracuja Oil. Ma bardzo ciekawą konsystencję. Powiedziałabym, że trochę żelowatą. Łatwo się rozprowadza i dla odpowiedniego efektu naprawdę wystarczy mała kropelka. Zachwycająco pachnie, a włosy rzeczywiście są nawilżone i co najważniejsze, nie tłuszczą się i nie wyglądają na brudne. Opakowanie 15 ml na pewno wystarczy na bardzo długo, nawet przy dużej częstotliwości używania.





O dwóch pozostałych olejkach powiem w skrócie, dlatego że nie sprawdziły się tak dobrze, jak ten, który poszedł na pierwszy ogień. I tak po użyciu Farouk BioSilk Silk Therapy czysty jedwab moje włosy były napuszone. Nie powinno tak być, bo działanie tego olejku ma być wręcz przeciwne. Ma za zadanie nawilżać i wygładzać. Natomiast nie wiem, być może po prostu inne czynniki miały na to wpływ, a preparat nie jest odpowiedni do moich włosów. Z kolei Farouk BS Organic Coconut Oil nie wywarł na moich włosów większego wrażenia. Poza tym, że bardzo ładnie pachnie kokosem. Owszem, rozczesują się łatwo, ale nie ma efektu wow. Spośród olejków zdecydowanie zwyciężył Farouk BioSilk Hydrating Maracuja Oil.





Podsumowując...









Dziękuję pięknie firmie Fryzomania.pl za zasponsorowanie domowego SPA dla moich włosów. Nie ukrywam, że bardzo potrzebowałam czasu dla siebie, a dzięki tej współpracy o wiele łatwiej było mi się zorganizować. I bardzo się cieszę z odkrycia, jakim był dla mnie szampon, który polecam Wam serdecznie jako mój numer jeden ;)





Trzymajcie się ciepło i przytulnie <3

































Post Daniela, dieta dr Dąbrowskiej #NowyStart


Swoje odliczanie zaczynam od początku. Przechodzę na dietę na 7 dni i 7 dni zamierzam z niej wychodzić. Potraktujcie to jako wstęp do różnych diet i próbę transformacji własnych zwyczajów na bardziej zdrowe.





Warzywa & Owoce





Jedziemy z tym fantem. Trochę na surowo, a trochę na gotowanie. Ale wierzę absolutnie w to, że ta dieta ma zbawienny wpływ, bo widziałam go już po moim falstarcie. Zobaczymy. Tym razem jestem gotowa na bardzo ciężki drugi dzień. A także nie ma w najbliższym czasie takich rzeczy, które wymagałyby ode mnie mnóstwa sił.





O efektach?





Postaram się zdawać Wam raport codziennie.





Trzymajcie się ciepło i przytulnie 💚


Post Daniela, dieta dr Dąbrowskiej - dzień 2.

Wygląda na to, że moje odliczanie zacznie się od początku. Zadzwoniłam dzisiaj do przyjaciółki i trochę mnie ochrzaniła. Więc przyznam się uczciwie, że dziś wieczorem zjadłam kanapkę. Ale może zacznijmy od początku...

Pobudka była okropna


Spałam osiem godzin, z przerwą, ale jednak. Obudziłam się kompletnie niewyspana i obolała z mocnym bólem głowy, który zresztą utrzymywał się cały dzień. Było mi tak słabo, że w ogóle masakra. I to się generalnie utrzymywało przez cały dzień.

Ciągle chciało mi się pić...


Od przebudzenia do godziny 9 wypiłam chyba ze 6 szklanek wody i ciągle chciało mi się pić. W efekcie, naprawdę dużo wody wypiłam dzisiaj, a właściwie nadal czuję się spragniona.

Podobno jest tak, że...


To wszystko plus inne objawy, o których pisanie sobie podaruję... jest oznaką odtruwania organizmu. Także fantastycznie. Minus całej sytuacji był taki, że nie rozplanowałam tego dobrze czasowo. Chciałam sobie zrobić trzy dni takiej diety, a następnie zjeść normalnie z okazji... Pierwszych urodzin mojego syna.

Ochrzan


Zadzwoniłam dzisiaj do mojej przyjaciółki i pochwaliłam się swoim genialnym pomysłem dotyczącej diety. Po czym, po stwierdzeniu "absolutnie nie możesz tak zrobić" poczułam się trochę zbita z pantałyku. Ale dobra, właściwie nie wiem czemu wcześniej do niej nie zadzwoniłam, powinnam była wiedząc o jej wiedzy dietetycznej i wykształceniu w tej dziedzinie.

Wnioski


Okazało się, że z tej diety wychodzi się stopniowo. Oznacza to więc, że nie mogę jednego dnia jeść samych warzyw, a drugiego już zdecydować, że jem normalnie. Proporcje mają być takie same. Zdaniem przyjaciółki najlepiej jest żebym zrobiła sobie post 7dniowy i potem przez 7 dni dodawała nowe rzeczy do jadłospisu.

Dlatego... Muszę przerwać w tej chwili dietę/post, którą rozpocznę jeszcze raz po urodzinach mojego syna. Z racji tego, że są to jego pierwsze urodziny, bardzo chcę móc w pełni w nich uczestniczyć.

Tym razem posłucham się przyjaciółki.

Trzymajcie się ciepło i przytulnie 💚!

Dieta dr Dąbrowskiej. Dzień 1. #Foodbook


Zaliczyliśmy poranny rodzinny spacer do Biedronki, a wszystko po to, żebym mogła obkupić się w warzywa. Na razie nie powiem, żebym czuła się jakoś specjalnie rozdrażniona. Co nie jest dziwne, bo to dopiero pierwszy dzień, a wczoraj na rodzinnej imprezie zjadłam całkiem przyjemną ilość ciasta. :D





Śniadanie





Po przebudzeniu wypiłam szklankę wody z cytryną, a kiedy wróciliśmy z zakupów zrobiłam sobie sałatkę warzywną. Poniższe składniki stanowiły moje dzisiejsze śniadanie:





  • garść mieszanki sałat
  • 1/2 pomidora
  • 1 ogórek szklarniowy
  • 1/3 papryki
  • 1 rzodkiewka
  • łyżka oleju lnianego
  • łyżeczka soku z cytryny
  • przyprawa: suszone pomidory z chilli
  • przyprawa: kolorowy czosnek
  • przyprawa sycylijska
  • przyprawa: ostropest plamisty




I ku mojemu zdziwieniu... Najadłam się, choć nie sądziłam, że mi to wystarczy. Zrezygnowałam z czarnej herbaty do śniadania (niedozwolone w diecie) i zamiast tego, zrobiłam sobie wodę z cytryną i z miętą.





Kryzys około 12:00





Ochota na bułkę z serem i z ketchupem napadła mnie ze zdwojoną siłą. Ale postanowiłam... Zjeść jabłko. I nie myśleć o tym, jak dużo czasu zostało do wtorku. Zamiast tego, koncentruję się na tym, co jest dzisiaj.





Marchewkowo





Jako przekąskę zjadłam surówkę z marchewki i jabłka z ziemniakiem. Całkiem smaczne to było, choć nie jest to kawa i ciasto :D





Obiad





Na obiad zjadłam paprykarz, tak samo na kolację. W moim paprykarzu znalazła się tylko papryka, pomidor i bardzo dużo ziół, więc przepisy sobie podaruję.





Podwieczorek





Na podwieczorek wycisnęłam sobie sok z grejpfruta i cytryny. Pożywiło mnie to na tyle, że właściwie do teraz czuję się najedzona.





Wnioski z dzisiejszego dnia





Choć popijałam cały dzień wodę z cytryną i z miętą, to wydaje mi się, że za mało. Pod koniec dnia zaczęła mnie boleć głowa - jak podejrzewam, z lekkiego odwodnienia. Ogólnie jestem nastawiona pozytywnie, muszę po prostu wyrobić sobie nowe nawyki.





Tyle z mojego dzisiejszego raportu





Trzymajcie się ciepło i przytulnie 💚 !





































Dieta dr Dąbrowskiej. Czas START.


Z różnych powodów zdrowotnych postanowiłam przejść na dietę dr Dąbrowskiej. Jest to rodzaj postu leczniczego, który ma sprowokować organizm do samoleczenia. Chciałabym żeby było jasne, że piszę Wam o swoich doświadczeniach i nie jest tak, że każę Wam lub polecam taką dietę stosować. Każdy organizm jest inny i nie chcę brać odpowiedzialności za Wasze decyzje, albo skutki uboczne takiej diety.





Raport z diety





Na razie postanowiłam, że włączę dietę na kilka dni i do wtorku będę Wam raportować, jak sobie z tym radzę i jak się czuję. Choć dieta jest już dosyć znana, wciąż stosunkowo niewiele jest opinii pacjentek w Internecie, więc postanowiłam dołożyć swoją. Dlaczego na tak krótko? Łatwiej wytrwać w postanowieniu przez kilka dni, niż od razu zakładać cel miesięczny. Poza tym, podchodzę do tematu elastycznie jeśli tylko zobaczę, że coś nieprawidłowego się dzieje - zamierzam przerwać dietę.





Po co mi taka dieta?





Nie wchodząc w szczegóły cera oraz tarczyca, czyli można powiedzieć, że klasyczne kobiece problemy. O których napiszę Wam więcej jeśli zobaczę efekty działania tej diety. Podobno niektóre osoby widzą je już po kilku dniach.





Na czym to polega?





Je się tylko warzywa (marchew, buraki, seler, pietruszka, rzodkiew, kapusta, kalafior, brokuł, cebula, czosnek, dynia, kabaczki, ogórki, pomidor, papryka, sałata, zioła) i owoce (jabłka, grejpfruty, cytryny i jagody w niewielkiej ilości). Ważne jest to aby nie były to owoce o wysokiej zawartości cukru.





Restrykcyjna wersja tej diety polega na tym, że je się tylko i wyłącznie warzywa w postaci surowej. Ale nie wiem, czy sama tak podejdę do tematu, bo dla mnie duże znaczenie energetyczne mają ciepłe posiłki, więc może postaram się jakoś połączyć te dwa podejścia.





Czego się obawiam...





Trochę obawiam się utraty wagi, ponieważ jest to dieta, przy której regularnym stosowaniu bardzo się chudnie. Jest to spowodowane tym, jak warzywa i owoce wpływają na procesy metaboliczne i oczyszczanie organizmu z toksyn. I szczerze mówiąc nie chcę schudnąć zbyt dużo, bo moja waga mi całkiem odpowiada. Ważniejsze jest dla mnie to, aby osiągnąć cel w postaci poprawy wyników i eliminacji niektórych problemów.





Spodziewam się tego, że...





Będę rozdrażniona przez tę dietę. Dlatego, że jestem miłośniczką bułek, kasz i makaronów. A w przypadku tej diety trzeba odstawić to wszystko. I nawet teraz spoglądam na Pana Męża jedzącego ciasto i sama mam chętkę :D Niemniej jednak decyduję się sprawdzić tę dietę, ponieważ zdaje się być rozwiązaniem mojego problemu.





Co więcej, nie można pić kawy ani czarnej herbaty. Także, jak widać będzie to dla mnie niemałe wyzwanie. Jednak czuję, że warto i że naprawdę może mi to pomóc.





Raporty będę wstawiała na bloga pod wieczór





I zapraszam Was do tej wspólnej przygody, jaką będzie przetestowanie tej diety na mnie. Szczególnie interesuje mnie nie aspekt dotyczący chudnięcia, ale właśnie wpływu na moje zdrowie. Więcej o tej diecie znajdziecie pod tym linkiem. Nie, nie jest to wpis sponsorowany, ale moja własna inicjatywa, sprowokowana potrzebą poprawy ogólnego stanu zdrowia ;)

































Jak planować wpisy na bloga i dlaczego warto to robić?


Często piszecie do mnie, że pisanie wpisów z wyprzedzeniem wydaje Wam się niemożliwe. W komentarzach spotkałam się też z pytaniami: jak ja to robię, że mając na głowie dom i mojego kochanego synka, jeszcze jestem w stanie pisać wpisy z wyprzedzeniem? I o tym jest dzisiejszy wpis.





Rozróżnij: hobby czy pasja?





Jeśli blogowanie to tylko Twoje hobby, możesz podejść do tematu na luzie i nie martwić się o całą resztę. Jeśli jednak jest to Twoja pasja, albo chcesz aby blogowanie stało się Twoim zawodem - temat planowania wpisów nie ominie Cię.





Zorganizuj się





Nie da się planować wpisów na bloga bez dobrej organizacji pracy. Jeśli wymyślasz tekst z chwilą, gdy siadasz do jego napisania - może Ci być ciężko myśleć długofalowo. A jest to konieczne, jeśli np. chcesz nawiązywać różne współprace i mieścić się w wyznaczonych terminach.









Jak to zrobić?





Każdy musi znaleźć swój sposób, ale podam Wam kilka moich, może się jakoś zainspirujecie. A przynajmniej... Mam taką nadzieję :)





  • Lista tematów - odnotowuj sobie tematy, które chcesz poruszyć. Wyznacz do tego jedno miejsce. Zeszyt albo jakąś aplikację w telefonie. Pamiętaj, że pomysł, którego nie zapisałeś, może ulecieć i nigdy nie wrócić. Jeśli go zapiszesz, zostanie na zawsze. No chyba, że utopisz telefon w wannie jak ja jakiś czas temu. :D Tematy na blogi zbieram między różnymi innymi zajęciami, od czasu do czasu organizuję sobie burzę mózgów. Teraz jednak jest to rzadkością, bo pomysły przychodzą same i nie muszę ich specjalnie prowokować ;)
  • Dostarczaj sobie inspiracji - interesuj się światem, otoczeniem, wychodź ze swojej strefy komfortu i sprawdzaj się w życiu w różnych sytuacjach, nie tylko w tych, które są Ci dobrze znane. Obserwuj ludzi, którzy robią ciekawe rzeczy i ucz się od nich. Nie oceniaj, nie zrzędź, tylko szukaj, sprawdzaj i doświadczaj! :)
  • Kalendarz redakcyjny! - jakiś czas temu pisałam Wam o tym, że warto go mieć. Nadal tak sądzę, choć teraz trochę mniej go potrzebuję. Na pewno usprawni Ci pracę na początku, a potem będziesz mógł zrezygnować z korzystania z niego, gdy pewne czynności wejdą Ci w nawyk.
  • Częstotliwość wpisów - ustal częstotliwość publikowania. Nie narzucaj sobie od razu codziennej publikacji. To był mój błąd na początku. Dlaczego "błąd"? Choć uwielbiam blogować, życie wokół mnie nie zamiera. W nim też jestem potrzebna. Moje wpisy publikowane są średnio 3 razy w tygodniu, czasami częściej. Kiedy publikowałam codziennie statystyki nie szły w górę tak bardzo, jak idą teraz, gdy publikuję rzadziej. Osobiście zauważam to, że zbyt duża ilość wpisów może przytłoczyć nie tylko piszącego, ale również Czytelnika. ;)
  • Nie trać czasu - jeśli nie wiesz co napisać, nie siadaj do bloga, zrób coś innego. Szkoda Twojego czasu na bezproduktywne siedzenie przed komputerem. Pisz wtedy, kiedy wiesz co chcesz powiedzieć i mniej więcej znasz swój pomysł na wygląd tekstu.




To tyle...





Jeżeli macie jakieś pytania, chętnie na nie odpowiem. Możecie zamieścić je w komentarzach, albo napisać do mnie na mopawelecsnailmail@gmail.com :) Mam nadzieję, że chociaż trochę udało mi się przekonać Was, że planowanie wpisów na zapas jest możliwe, nawet przy dużej ilości zajęć. Właśnie ze względu na nią, warto zorganizować się lepiej.





Trzymajcie się ciepło i przytulnie <3

































Czemu nikt nie czyta Twojego bloga? 10 powodów


Powodów może być kilka, ale lekcje do odrobienia są zazwyczaj proste. Jeżeli uważasz, że prowadzisz fajnego bloga, a mimo wszystko nie generujesz ruchu... Czas zrezygnować z prowadzenia bloga. Żartowałam! Absolutnie nie, w życiu nie warto się poddawać. Należy wyciągać wnioski i iść dalej z podniesioną głową. :)





#1 Za mało Ciebie





Paradoksalnie brak ruchu na Twoim blogu może oznaczać, że Ciebie na nim za mało. Początkujący blogerzy często popełniają ten błąd, że starają się pisać przesadnie obiektywnie. Ta forma literacka jest odpowiednia dla czasopism. Blogi z założenia są stworzone do tego, by odchodzić od warunku obiektywności. To szansa dla autorów na bycie jakimś. Na pokazanie kim się jest, co się robi w życiu, co się myśli. Pierwsze blogi miały charakter typowych pamiętników. Od tamtego czasu blogosfera rozwinęła się bardzo, ale czynnik ludzki jest nadal ważny.





#2 Za dużo Ciebie





No właśnie, dzisiaj już nie możemy pisać pamiętników. Jeśli piszesz o jakimś Bartku, co to mieszka w bloku obok i o swoich wrażeniach z tym związanych to... Zasmucę Cię, ale nie jest to dobra historia jeśli Bartek jest po prostu Bartkiem. To nie wystarczy. No chyba, że Bartek ma jakiegoś asa w rękawie i drugą tożsamość, która może być dla kogoś interesująca. Musisz coś dać swoim Czytelnikom. Zapewniam Cię, że takich Bartków jest mnóstwo.





#3 Zmowa milczenia





Jeżeli piszesz bloga, a nie informujesz o tym rodziny i znajomych... Odbierasz sobie pierwszych Czytelników. Zastanów się czy warto. Łatwiej jest zacząć w znanym gronie, bo zazwyczaj to grono przekazuje informację o Twoim blogu swoim znajomym. I tak łańcuszek się ciągnie.





#4 Nie udzielasz się w Internecie





Albo udzielasz się na tyle rzadko, że równie dobrze można Cię pomylić z Wujkiem Kaziem z Pcimia, który od czasu do czasu do czasu pojawi się na rodzinnej imprezie, wypowie jedno zdanie ze złotą radą. I wydaje mu się, że czyni to z niego pana imprezy. Nie czekaj aż Czytelnicy znajdą Ciebie, rozejrzyj się i sam ich poszukaj. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.





#5 Coś udajesz...





Jeśli próbujesz być kimś, kim nie jesteś... Zapewniam Cię, że ludzie się na tym poznają. Oczywiście, Internet to jest miejsce, w którym ludziom łatwiej jest udawać. I właśnie dlatego ceni się tych, którzy pozostają sobą.









#6 Zbyt niszowy temat





Może tak być, że wybrałeś zbyt niszowy temat. Jeśli np. zakładasz bloga dla miłośników stowarzyszenia hodowców szopów praczy - nie spodziewaj się wielkiego ruchu na blogu, jeśli chcesz dotrzeć do polskiego Czytelnika. Hodowanie szopów praczy w Polsce nie jest zbyt popularne i jeśli nie wyróżnisz się niczym, nie spodziewaj się tak dużego ruchu na blogu, na jaki mogą liczyć osoby, które zdecydowały się pisać o sprawach bardziej ogólnych.





#7 Za długie teksty





Może tak być, że Twoje teksty są za długie. Tak jak ten. :D Czasami widok zbyt długiego tekstu może odstraszyć Czytelnika. Pamiętaj, że dzisiejszy Czytelnik ma inne wymagania. Żyje w biegu, potrzebuje krótszych form.





#8 Za krótkie teksty





Albo piszesz za krótkie teksty i nie ma jakiejś treści kluczowej, która zdążyłaby zachęcić Czytelnika do dalszego odwiedzania Twojego bloga.





#9 Złe ustawienia





Powód może być prozaiczny, jak źle wpisany adres bloga w Twoich mediach społecznościowych albo nie działający link. Takie rzeczy też się zdarzają. Ty już dramatyzujesz, myślisz, że nie masz Czytelników. W Twojej głowie świat już dawno się skończył, a tak naprawdę chodzi o jakąś literówkę.





#10 Bo jeszcze nie piszesz bloga ;)





Jeżeli chcesz i masz jakiekolwiek wątpliwości... Po prostu zacznij! Nie od razu Rzym zbudowano. Bądź, obserwuj i rób co trzeba. ;)





Tyle ode mnie...





Potraktujcie ten wpis jako wstęp do poradnika blogowego, który dla Was piszę. Na razie nie umiem powiedzieć kiedy zostanie opublikowany, ale to się na pewno wydarzy. Chciałabym aby stało się to jeszcze w tym roku, jak to będzie? Czas pokaże.





Próbujcie, twórzcie i uczcie się nowych rzeczy! Szkoda czasu na zmartwienia i doły! Eksperymentujcie, blog to Wasze pole rozwoju. :)





Jakie są Wasze spostrzeżenia odnośnie blogowania? Napiszcie koniecznie w komentarzach, formularz znajduje się pod bannerami ;)





Trzymajcie się ciepło i przytulnie <3



































Pielęgnacja twarzy alergicznej. Przewodnik krok po kroku.


O ile dobrze pamiętam w grudniu poczyniłam jakiś wpis o cerze, w którym napisałam Wam, że mam problemy z rozmaitymi alergiami na chemię w kosmetykach. Mocno nietoleruję SLSu oraz innych substancji, a także moja skóra fatalnie reaguje na mleko i białe sery. Dzisiaj moja cera ma się bardzo dobrze jak na swoje możliwości. Opowiem Wam co zmieniłam, i w jaki sposób pielęgnuję twarz. Dzisiaj problem alergii kosmetycznych i żywieniowych jest całkiem powszechny, wiem, że więcej jest takich osób jak ja.





#Krok 1. Wroga należy rozbroić od wewnątrz





Batalia w sprawach zdrowotno-urodowych zawsze przypomina trochę przejęcie Troi. Nie ma się co certolić i trzeba wpuścić konia trojańskiego do środka. Czyli co? W moim przypadku jest to:





  • bardzo dużo wody (zazwyczaj więcej niż 2,5 l)
  • dużo warzyw
  • jak najmniej przetworzonego jedzenia
  • jod
  • jak najmniej cukru
  • ostropest do kanapek/albo olej z ostropestu
  • zioła szwedzkie na dobranoc i na dzień dobry
  • unikanie mleka
  • unikanie białych serów
  • ser żółty, tylko czasami w bardzo małych ilościach








#Krok 2. Poranna pielęgnacja





Może Was to zaskoczy, ale do porannej pielęgnacji używam wody i czasami mydła dla dzieci. Nic więcej. Na koniec spryskuję twarz mieszanką wody i olejku eterycznego z lawendy. Po co? Olejek z lawendy posiada silne antyoksydanty, ale posiada też wiele innych zalet. Możecie o tym poczytać na blogu Healthy plan by Ann. I to tyle. Nie używam podkładu ani niczego, co zakrywałoby ewentualne zmiany alergiczne. Czemu? Bo skóra musi oddychać. Nałóżcie na zmienioną chorobowo skórę substancję, która ją zatyka. Będzie lepiej? Czy może gorzej?





#Krok 3. Pielęgnacja wieczorna





Pielęgnacja wieczorna jest już nieco bardziej skomplikowana, dlatego, że dokładam do niej... aż jeden element. Na dodatek nie wykonuję go codziennie, ale co drugi dzień. Czyszczenie twarzy mydłem dla dzieci przy użyciu szczoteczki sonicznej. Po takim masażu skóra jest bardziej odżywiona i pobudzona do regeneracji. Osobom z delikatną cerą nie zalecam codziennego masażu szczoteczką soniczną, lepiej dać skórze trochę odetchnąć.





#Krok 4. Koreańskie maseczki ze śluzem ślimaka raz w tygodniu





Pisałam Wam jakiś czas temu o serum ze śluzu ślimaka, tym razem powiem o maseczkach. Ostatnio regularnie, raz w tygodniu nakładam na twarz maseczkę zawierającą śluz ze ślimaka. Gdzie można ją znaleźć? W Hebe na dziale "Koreańskie Kosmetyki", jest niedroga i zawiera bardzo dużo witamin, oraz co dla mnie najważniejsze... nie zawiera SLSu. Zazwyczaj maseczki popularne w Polsce mają ten szkodliwy składnik. Nie ma co zrażać się do azjatyckich kosmetyków, dopóki ich nie spróbujecie. Oczywiście nie próbujcie jakichś eksperymentalnych kosmetyków z Internetu. Zawsze kupujcie u producenta lub u polskiego, znanego dystrybutora.





To tyle...





Niedużo no nie? Ale jest to bardzo wygodne, zwłaszcza, że jako mama wcale nie mam tak dużo czasu na codzienne pielęgnacje. Prostota sprawdza się u mnie najlepiej. Najważniejsze jest dla mnie to, że widzę efekty na własnej skórze ;) Co o tym sądzicie? Czy przypadła Wam do gustu taka prosta pielęgnacja? A może macie jakieś bardziej skomplikowane rutyny? Dajcie koniecznie znać w komentarzach! Formularz znajdziecie pod bannerami. ;)





Trzymajcie się ciepło i przytulnie <3

































Jak się szybko uspokoić?


To jest wpis dla osób, którym emocje szybko uderzają do głowy. Nie tylko emocje, ale również zmartwienia. Obydwa te zjawiska zazwyczaj biorą się stąd, że za dużo myślimy i za bardzo wyprzedzamy swój czas.





Tu i teraz





Jest takie ćwiczenie, które zdarza mi się robić, gdy czuję się przeładowana. Jeżeli skupicie się na nim, momentalnie może zmienić Wasz stan i wyciszyć emocje/zmartwienia.





Weźcie kartkę papieru i rozmieśćcie na niej 4 nagłówki: widzę, słyszę, czuję, dotykam. Pod każdym z nagłówków wypiszcie 5 rzeczy, które widzicie, słyszycie, czujecie i dotykacie. Ważne jest aby nie zastanawiać się za wiele. To ćwiczenie ma Was przywrócić do teraźniejszości a nie wprowadzić na meandry nowych rozmyślań.









To tyle...





Macie jakieś swoje ćwiczenia psychologiczne, które pomagają Wam wyciszyć emocje i zmartwienia? Co Was uspokaja a co denerwuje? Jak radzicie sobie w trudnych sytuacjach?





Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach i trzymajcie się ciepło i przytulnie 💚

































Jak zarabiać online? 5 pomysłów na Ciebie.


Pytacie mnie czasami o to, gdzie szukać pomysłów na zarabianie w sieci. Z tej okazji, postanowiłam napisać wpis, który chociaż częściowo rozwieje Wasze wątpliwości.





Własny produkt lub usługa





Po pierwsze i najważniejsze, co Wasze to Wasze. Najlepiej jest szukać własnego produktu i niszy, w której będzie on pożądany. Przy czym, jest to bardzo ciężka droga, która wymaga wiele pracy i zaangażowania. Nie tylko inwestujesz swój czas w wytworzenie produktu, a później w jego promocję. Ale przede wszystkim musisz pokazywać innym jakąś Twoją historię i odpowiadać im stale na pytanie, dlaczego miałoby to być dla nich interesujące. Dla mnie jednym z wielu źródeł dochodu jest moja książka. Ale nie napisałam jej dla pieniędzy, tylko dlatego, że kocham pisać i jest to moja pasja. Zapewniam Cię, że jeśli chcesz robić coś tylko dla pieniędzy a nie wynika to z pasji, Twoi Czytelnicy to wyczują i nie dadzą się nabrać.





Swój sklep lub na platformie sprzedażowej





Mnóstwo ludzi dzisiaj rozpowszechnia swoje produkty przez Instagram. Stał się on prawdziwą świątynią rękodzieła. Sama również pozwalam na zamawianie naszych produktów w ten sposób. Jest to wspaniałe bo można trafić do osób naprawdę zainteresowanych naszą pracą. Oczywiście trafimy też na rozmaite ludzkie boty, które pod byle zdjęciem napiszą: "sztos" albo "super profil". Ale mimo wszystko zalet Instagrama jest więcej, niż mniej. Nasze produkty znajdziecie na profilu @przytulny.dom.





Można skorzystać także z rozmaitych platform sprzedażowych w celu rozpowszechniania własnych produktów. Dzisiaj możliwości jest mnóstwo i tak naprawdę wszystko polega na tym, aby umieć je odnaleźć. Nasze produkty wystawiamy również na Etsy. Jest to całkiem interesująca platforma sprzedażowa dla rękodzielników. Ale z doświadczenia widzę, że bardziej interesujący pod tym względem jest sam Instagram ;)









Wpisy sponsorowane na blogu





To wpisy, które opłacają się najbardziej wtedy, gdy macie już naprawdę dużą publiczność. Wówczas otrzymacie fajniejsze i bardziej interesujące propozycje. Ale jeśli jeszcze nie doszliście do tego momentu, nie zrażajcie się. Wszystko ma swój czas. :)





Ten temat ja również zostawię sobie na moment, w którym będę miała Wam więcej do powiedzenia. :)





Copywriting





Swoją przygodę z freelancem zaczynałam od copywritingu. Jest to przygoda ciekawa i naprawdę można nauczyć się pisania na każdy temat, ale dla mnie na dłuższą metę nie było to satysfakcjonujące. O wiele bardziej wolę pisać pod swoim szyldem. Natomiast sądzę, że jest to fajna opcja aby dorobić do domowego budżetu.





Programy afiliacyjne





Czyli temat rzeka. Bo tak naprawdę programów afiliacyjnych jest mnóstwo. Nie każdy nadaje się do tego, by brać w nim udział. Przede wszystkim pamiętaj o tym, że Twój blog to nie darmowa gazetka. Nie pozwól na to, aby zawitał na nim jakiś dziwny miszmasz. To Twoje miejsce w sieci, w którym Ty wyznaczasz reguły gry.





Aby znaleźć sensowne programy afiliacyjne trzeba naprawdę mocno przefiltrować sieć. Nie warto angażować się we współpracę z kimś, kogo przypadkiem znaleźliście wpisując w wyszukiwarkę hasło: programy afiliacyjne. Niech to będzie przemyślana strategia. Osobiście najbardziej polecam współpracę z Ceneo (link do nawiązania współpracy znajdziecie we wpisie Najlepsze programy partnerskie). Oprócz korzystnych warunków, macie również morze możliwości w dopasowywaniu tej współpracy do własnych treści.





Tyle ode mnie...





A jakie są Wasze propozycje na zarabianie w sieci? Wspieracie w ten sposób domowy budżet a może jest to już Wasza praca? Opowiedzcie o swojej drodze, jestem bardzo ciekawa. 🍀





Trzymajcie się ciepło i przytulnie 💚




























3 wpisy, które każdy bloger powinien napisać


Dzisiaj trochę z innej beczki. Będzie blogowo i poradnikowo. Jest to w jakimś sensie wstęp do mojego ebooka, którego piszę dla osób rozpoczynających przygodę z blogiem.





Tematy, które muszą się pojawić





Są takie tematy, które koniecznie muszą się pojawić na blogu. Wyobraźcie sobie taką sytuację, w której przychodzicie do nowej szkoły i nie znacie absolutnie nikogo. To moment, w którym trzeba się przedstawić.





  • Kim jesteś i co tu robisz?




Jesteś nową osobą w sieci, jeśli Ty się nie dasz się poznać, nikt nie pozna Ciebie. Oczywiście nie chodzi o to, by wyrzucać bez pomyślunku prywatne informacje na Twój temat. Na tym etapie nikogo nie obchodzi Twój rozmiar buta, albo stan uzębienia. Opisz co doprowadziło Cię do założenia bloga i opowiedz krótko kim jesteś i czym się zajmujesz.









  • Zapowiedź tego, co będzie na blogu




Na początku dobrze jest mniej więcej nakreślić tematykę bloga. Czytelników zaczynasz zdobywać wtedy, kiedy wiedzą czego się spodziewać i właśnie dlatego wracają na Twoją stronę. Pisz o swoich planach i założeniach.





  • Wpis o Czytelnikach




W dobrym tonie jest napisanie wpisu o Czytelnikach, w którym opiszesz jak bardzo są dla Ciebie ważni i co Ci daje ich obecność. To taki feedback od Ciebie dla Czytelników. Dzięki temu poinformujesz ich, że nie piszesz bloga dla siebie, ale właśnie dla nich. I docenisz ich obecność na swoim blogu.





To tyle...





Co Waszym zdaniem powinno być dopisane do tej listy? Czy macie jakieś inne pomysły na wpisy, które powinny się znaleźć na blogu?





Trzymajcie się ciepło i przytulnie! 💚

































Najlepsze programy partnerskie! Jak zarabiać na blogu?


Chcesz zarabiać na blogu, ale nie do końca wiesz jak do tego podejść? Jeśli tak, ten wpis jest właśnie dla Ciebie. Bloguję od kilkunastu lat i przeszłam przez różne programy, pomysły i rozwiązania, które testuję nadal. Mam nadzieję, że mój wpis pomoże Ci uniknąć błędów, które w przeszłości popełniałam.





#Lepsza jakaś współpraca, niż żadna





Bzdura. Gdyby tak było, to każdy kto napisze wpis dla dowolnej firmy krzak wybijałby się od razu. Tymczasem, jeżeli wybierzesz sobie niewłaściwą firmę do współpracy to szybko zrazisz się do programów partnerskich i afiliacji. Stwierdzisz, że nie przynosi to żadnych pieniędzy i nie warto tego robić. Tymczasem... Nie zawsze tak jest.





#Pisać byle ktoś dał klika





Nigdy, przenigdy tego nie rób. W ten sposób sam sobie przybijasz gwóźdź do trumny. Blog to nie tylko strona, na której są jakieś teksty. To miejsce gdzie nawiązujesz relacje z Czytelnikami. Szanuj ludzi, którzy Cię czytają i szanuj sam siebie. A zajdziesz daleko, choć nie od razu. Ciężka praca popłaca i jest to również recepta na zyski w blogosferze.









#Dla pieniędzy





Nie rób tego dla pieniędzy. Sprzeczność? Jak można zarabiać na blogu i nie robić tego dla pieniędzy? Już tłumaczę... Jeśli piszesz wpisy, których głównym celem jest wciśnięcie komuś na siłę produktu, którego sam za żadne skarby byś nie kupił... Daruj sobie. To jest właśnie patrzenie tylko i wyłącznie przez pryzmat pieniędzy. Musisz być spójny. Jeżeli normalnie reprezentujesz na stronie jakiś określony pogląd na życie, a za chwilę wrzucasz post, który jest jego totalny zaprzeczeniem... No to coś tu jest nie tak. Nie rób głupków ze swoich Czytelników i z siebie samego. Na dłuższą metę, to jakość - a nie ilość przynosi owoce.





#Poznaj nomenklaturę





W świat programów partnerskich najlepiej jest wchodzić z wiedzą. Przynajmniej podstawową. Powinieneś znać takie skróty jak: CPS, CPC, CPL itd. Powinieneś wiedzieć również czym jest ruch wirusowy i dlaczego porządne firmy zazwyczaj go zakazują. Dobrze jest znać też podstawowe zasady SEO i orientować się mniej więcej czym są pliki cookies i jak działają. Dobrze znać także etykę pisania tekstów sponsorowanych. Generalnie powinno się informować Czytelnika o tym, że dany wpis jest sponsorowany. Niektórzy tego nie robią, a jest to nie do końca uczciwe.





#Najlepszy program partnerski?





Moim zdaniem najlepszym programem partnerskim i najbardziej uniwersalnym, dającym wiele możliwości, jest... Program partnerski Ceneo. Dlaczego? Po pierwsze, masz możliwość tworzenia własnych kampanii dla dowolnych produktów. System daje Ci ogromną możliwość promowania tego, co dla Ciebie jest wartościowe i godne polecenia. Co więcej, możesz swoje kampanie całkowicie dopasować do typu bloga, jakiego prowadzisz. Po drugie, bardzo często są też organizowane różne kampanie dedykowane, które generują większy zysk niż ten, na który możesz liczyć z własnych kreacji. Po trzecie, ten program będzie odpowiedni zarówno dla osób, które dopiero zaczynają blogować, jak i dla blogowych ninja. Zyski odnotować można stosunkowo szybko i myślę, że przy odpowiedniej częstotliwości publikowania - daje to ogromną satysfakcję. Po czwarte, polecając ten program też możesz zdobywać profity. Warunki dotyczące rozliczeń również są korzystne, a zasady programu jasne i klarowne. Możecie dokonać rejestracji Waszego bloga pod tym linkiem, a także zapoznać się z regulaminem.





#A może finansista?





Oprócz programu partnerskiego Ceneo, na uwagę zasługują też systemy promujące usługi finansowe. Oczywiście jest to propozycja dla blogów, których autorzy zajmują się tematyką finansów i wiedzą z czym to się je. Promowanie produktów bankowych wymaga bardzo dużo wiedzy specjalistycznej i zaangażowania. Nie warto porywać się na to, jeśli nie czujesz się pewnie w temacie. Szkoda Twojego czasu. Jeśli jednak zdecydujesz się pisać na ten temat, zajrzyj na stronę EbrokerPartner. Znajdziesz tam bardzo wiele programów partnerskich oferowanych przez rozmaite instytucje finansowe. Większość z nich jest bardzo korzystna, a co więcej, rejestrując się w EbrokerPartner zyskujesz 50 zł na start. Warunki współpracy są jasne i przejrzyste. Na początku możesz mieć lekki problem z nawigacją po stronie, ale jest to do ogarnięcia :) Możesz zarejestrować się tutaj i przeczytać warunki udziału w programie.





#Konkrety!





Wiedza, wiedza i jeszcze raz wiedza. Świadome decyzje, świadome nawiązywanie współprac i sensowne wchodzenie w kampanie. I przede wszystkim szacunek dla Czytelnika. Jakość, a nie bylejakość. To jest gwarant sukcesu na tym polu. :)





Czekam na Wasze wrażenia, opinie i komentarze. Jeśli zdecydujecie się wziąć udział, w którymś programie, śmiało! Dajcie mi znać. Ciekawa jestem Waszych postępów i życzę Wam samych sukcesów :)





Jeśli interesuje Was temat zarabiania online zapraszam również do lektury wpisu Jak zarabiać online? 5 pomysłów na Ciebie.





Trzymajcie się ciepło i przytulnie <3

































Oszczędnie, ale z głową?


Dzisiaj temat rzeka, czy oszczędzanie przy dzieciach jest w ogóle możliwe? Moim zdaniem jest, co oczywiście nie oznacza oszczędzania na dzieciach. Pierwsze, jak najbardziej warto stosować, drugie absolutnie nie.





Najprościej zaoszczędzić można na... jedzeniu





Wszystkie produkty oznaczone etykietką dla dzieci, są po prostu mega drogie. Za mały słoiczek pseudowarzyw dla dzieci zapłacicie około 5 - 6 zł. Kupujecie 6 takich obiadków w tygodniu i już macie 42 zł na tydzień na same obiady. Dodam, że w tej cenie macie zazwyczaj również gwarantowane zatwardzenie u swojego malucha. Niestety... tak te słoiczki działają u baaaardzo wielu dzieci.





To co zrobić? Kupujemy mrożone warzywa z Biedronki (to nie jest wpis sponsorowany :D), pełną porcję gotujemy (oczywiście nie przyprawiamy, chyba, że dziecko już jest na tym etapie, że je wszystko). Mielimy w blenderze i przekładamy do słoików po przecierkach. Z doświadczenia wiem, że wychodzi z tego jakieś 8 obiadów. Koszt jednej torebki z warzywami? Jakieś 4 zł.





Co się bardziej opłaca, wydać 42 zł na zatwardzające słoiki, czy może 4 zł na pełnowartościowe, dobre obiadki na cały tydzień? Mówię o tygodniu podawania obiadów, a zobaczcie jak ta różnica się zwiększa jeżeli weźmiemy pod uwagę miesiąc, lub dwa, trzy miesiące.





W gotowaniu dla dziecka dobrze jest myśleć senkwencjami. Jest jedna sekwencja podstawowa (np. bukiet warzyw), którą urozmaicamy sekwencją dodatków (np. ziemniaki, albo kasza, albo mięso, ryby etc). Kasze to także temat rzeka, od rozszerzania diety Pierniczek wcina kaszę jaglaną, owsianą, orkiszową i moim zdaniem świetnie to działa na jego jelita, a również sprawia, że nie przedrażamy zakupów.





Ubrania i oszczędzanie





Jeśli chodzi o ubrania i oszczędzanie, no cóż z tym jest różnie. Ale osobiście wolę kupować ubrania dla dziecka w Pepco niż w Smyku. Dzieci bardzo szybko rosną, zwłaszcza te najmniejsze i uważam, że nie warto płacić kilkadziesiąt złotych za ubranie, które zostanie założone tylko kilka razy.





Często tak jest, że ubranka spływają z różnych źródeł. Często inne osoby z rodziny przekazują dalej ubranka po swoich dzieciach. Jest to również sposób na oszczędzanie pieniędzy. Poza tym istnieją takie portale, jak OLX, Gdzie można wystawić na sprzedaż praktycznie wszystko. ;) Sprzedawaniem rzeczy zajęłam się dopiero niedawno, a wciąż jestem pod wrażeniem tego, że udało mi się sprzedać nawet 17letniego discmana. Także wiecie, to że wydaje Wam się, że ktoś czegoś nie kupi, nie oznacza jeszcze, że faktycznie nie kupi.





Maszyna do szycia także pomaga w oszczędzaniu. Jak? Małe dzieci mają tendencję do dziurawienia ubrań. Kto z Was nie zna wywietrzników na stopach niech pierwszy rzuci kamień ;) Nie zawsze jest to powód do wyrzucenia ubranka, czasami wystarczy chwila szycia na maszynie.





Inwestycja we wspomnienia, zamiast inwestycji w rzeczy





Lubię dostrzegać w życiu to, co naprawdę ważne i chciałabym aby ta tendencja przeszła na Pierniczka. Piękno chwil nie tkwi w rzeczach, ale w relacjach i wspólnych aktywnościach. Pamiętacie co dostaliście na urodziny pięć lat temu? No właśnie. A pamiętacie czas spędzony wspólnie z najbliższymi w interesujący sposób?No właśnie.





Po co wydawać pieniądze na coś, o czym za dwa lata zapomnicie. Czy nie lepiej inwestować we wspomnienia, do których zawsze można wrócić? Mówi się, że liczy się gest. To prawda, chociaż gest gestowi nierówny. Jeśli dajesz komuś w prezencie coś nieprzemyślanego, albo coś, co podoba się Tobie, a niekoniecznie spodoba się tej drugiej osobie - to co to za gest? Równie dobrze mógłbyś kupić komuś gwizdek. Tylko po co?





Dlatego oprócz inwestycji we wspomnienia, naprawdę lubię prezenty DIY. Wzrusza mnie świadomość, że ktoś zrobił coś z myślą o mnie i włożył w to swoją energię i wysiłek. O wiele bardziej cieszy mnie obrazek z odbitymi rączkami synka, i ponczo własnoręcznie zrobione przez moją mamę, niż kolejna rzecz, którą postawię na półce i będzie się kurzyć.





A jeśli szukacie inspiracji prezentowych, zajrzyjcie koniecznie na Pinterest, to prawdziwa skarbnica pomysłów i polecam Wam korzystanie z niej.





Jakie są Wasze sposoby na oszczędzanie?





  • Dajcie mi koniecznie znać, jestem bardzo ciekawa co myślicie na temat oszczędzania?
  • Czy to w ogóle jest ważny temat?
  • Czy chcielibyście więcej tego typu wpisów?
  • A może podzielicie się ze mną swoimi sposobami?
































Ślimakowe love, uroda ze śluzu ślimaka?


Dzisiaj opowiem Wam o pewnej modzie, która zaczęła się już parę lat temu. Tak się składa, że temat mnie zainteresował, bo przez pewien czas miałam "jazdę" na koreańskie kosmetyki. Wszystko za sprawą bloga Azjatycki Cukier. Jest to moim zdaniem bardzo rzetelne źródło wiedzy na ten temat. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu kanał na YouTube też istnieje nadal.





Śluz ślimaka - mniam mniam





Apetycznie to brzmi, no nie? Zwłaszcza gdy wyobrazicie sobie nakładanie tego na twarz? :D Tymczasem jest to całkiem ciekawa alternatywa dla botoksu. Osobiście nie widzę potrzeby by ładować w siebie botoks kiedykolwiek, ale wiem, że są osoby, dla których jest to ważne.





Choć miewam różnego typu alergie mogę powiedzieć, że moja twarz jest... zakonserwowana. Po pierwsze, nie używam podkładów. Uważam, że problemy z cerą należy leczyć od wewnątrz, a nie zakrywać. Niestety zakrywanie wszystkie problemy pogłębia. Po drugie, mając 22 lata używałam... Koreańskich kremów przeciwzmarszczkowych. Dziwne? Rzeczywiście może się Wam to wydawać dziwne. Ale to jest sposób Koreanek na "zakonserwowanie" urody. Bardzo wcześnie zaczynają używać kremów przeciwzmarszczkowych. (Jeśli chcecie możecie do mnie napisać to podam Wam bezpieczne źródła i nazwy konkretnych firm: mopawelecsnailmail@gmail.com). Jest to co prawda wydatek, zwłaszcza jeśli chodzi o kosmetyki, które przypływają do naszego kraju promem - ale mimo wszystko uważam, że wart swojej ceny.





Co o tym śluzie? Naprawdę nadaje skórze elastyczności. W połączeniu z masażem (np. szczoteczką soniczną) to prawdziwe źródło witamin i głębokiej regeneracji skóry. Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć trochę o produkcie Snail Farm.





Snail Farm, co to jest?





Snail Farm to serum odmładzające opracowane przez koreańskich naukowców. Bazą tego kosmetyku jest śluz czarnych ślimaków Achatina. Nam, może się to wydawać trochę kontrowersyjne, ale na azjatyckim rynku zbawienne działanie śluzu ślimaków jest już dobrze znane. Serum ze ślimaka nie tylko blokuje powstawanie zmarszczek, ale też pomaga zamknąć te już istniejące. Oczywiście nie zrobi z sześćdziesiątki dwunastolatki, ale myślę, że efekty koreańskich kosmetyków są naprawdę bardzo zadowalające. :)









Dla uzyskania sensownego efektu Snail Farm należy stosować rano i wieczorem. Dzięki czynnym składnikom regeneruje, nawilża, dostarcza skórze ogromnej porcji witamin, a także wyrównuje koloryt skóry. Myślę, że jest to bardzo ważna informacja szczególnie dla tych osób, które miały w przeszłości problemy z trądzikiem i borykają się z problemem nierównego kolorytu skóry.





Kosmetyk nie należy do tanich, ale nie należy się tym zrażać. Moim zdaniem liczy się efekt. Kupując go od producenta eliminujecie też problem długiego czasu oczekiwania na prom. Kurier dostarczy ten produkt pod Wasze drzwi. Kosmetyk jest wydajny i starczy na długo. Wystarczy używać go w niewielkich ilościach aby utrzymać piękny efekt.





Prezent dla Czytelniczek Przytulne Nieulotne





Jak się domyślacie, jest to wpis sponsorowany. A jego największą zaletą jest to, że jeżeli zdecydujecie się kupić serum przez linki zamieszczone we wpisie, otrzymacie 50 % zniżki. Nie polecam Wam szukania tego kosmetyku w portalach ogłoszeniowych. Uważajcie na podróbki! Naprawdę, nie warto dokładać sobie problemów. Tym bardziej, że w podróbkach można znaleźć takie cuda, o jakich istnieniu wolelibyście nie wiedzieć. Tylko zamówienia złożone na stronie producenta gwarantują Wam najwyższą jakość i pewność, że macie do czynienia z oryginalnym produktem.









Co Wy na to?





  • Jak zapatrujecie się na serum ze śluzu ślimaka?
  • Jakich kosmetyków używacie i jak dbacie o cerę?
  • Co poleciłybyście innym Czytelniczkom mojego bloga?









Ten wpis jest sponsorowany i powstał przy współpracy ze Snail Farm. Serdecznie dziękuję za okazane zaufanie <3





























Mierzę czas listą rzeczy zrobionych


Nie lubię mierzyć czasu listą rzeczy do zrobienia, wolę patrzeć na to, co zrobiłam i cieszyć się tym, że mam już to za sobą. Jaka jest różnica? Wydaje mi się, że podsumowania są bardziej inspirujące i motywujące, niż snucie planów na zrobienie czegoś kiedyś tam.





Mam swoją listę rzeczy do zrobienia





Mam! Ale mimo tego wolę koncentrować się na tym, co już zrobiłam. Wtedy to, co mam na liście staje się bardziej automatyczne. Nie muszę o tym myśleć, po prostu działam i nie zastanawiam się nad każdym punktem.





Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale ja gdy patrzę w przód widzę czasami ogrom rzeczy niezrobionych, który bardzo mnie przytłacza i hamuje przed działaniem. Jedni mówią na to prokrastynacja, a inni? W ogóle nie mają tego problemu.





Wszystko się da przy dobrej organizacji





Naprawdę denerwują mnie ludzie, którzy zaczynają swój dzień od stwierdzenia, że doba jest za krótka. Przy takim podejściu oczywiście, że jest krótka, ale tylko dlatego, że ktoś z samego rana tak sobie postanowił.





Doba dla każdego trwa tyle samo i każdy z nas sam decyduje o tym, co z nią zrobi. Oczywiście są takie zmienne jak praca i obowiązki, ale przecież to my decydujemy o tym, jak wygląda nasze życie i na co, ile czasu poświęcamy. To my kiedyś zdecydowaliśmy się na taki a nie inny zawód. Czy naprawdę ma sens narzekanie na coś co jest konsekwencją naszych decyzji? To trochę jak zjeść ciastko, a potem narzekać, że już nic słodkiego nie zostało do jedzenia.





Potraktuj odkreślanie rzeczy z listy jak grę





Jeżeli masz problem z koncentracją na obowiązkach i nie potrafisz się na nich skupić, potraktuj je jak grę, a każde zadanie niech będzie dla Ciebie takim małym wyzwaniem.





Wydaje się to banalne, ale wiem, że naprawdę są takie osoby, które mają duży problem z tym, aby zabrać się za obowiązki, czy sprawy które już długo zalegają na liście rzeczy do zrobienia. Moim zdaniem jest to nie tylko dobra metoda dla dorosłych, którzy ze zmęczenia czasami odkładają różne rzeczy na później. Przede wszystkim to świetna metoda wychowawcza, dlatego tym bardziej warto traktować obowiązki jak wyzwania.





Czy Wy też tak macie?





  • A jak to jest u Was?
  • Prokrastynujecie, czy działacie jak petardy?
  • Organizujecie sobie codzienność?




























Moje wydumane problemy z niczego


Osobliwy tytuł? A może pożywka dla hejterów? Pozostawiam Wam ocenę tego tekstu. Dla mnie? To po prostu kolejny temat, którym chciałam się z Wami podzielić.





Za dużo myśli





Jakiś czas temu pisałam Wam o tym, że zdarza mi się myśleć za dużo. W ogóle wydaje mi się, że jest to domena pisarzy i ludzi z wyobraźnią. Nie bez powodu artyści kończą różnie. W pewnym sensie jest to choroba zawodowa, która bywa nie rozumiana przez osoby pracujące w inny sposób.





Nie chciałabym jednak w tym wpisie uderzać za bardzo w personalne żale. Wiem po prostu, że czytają mnie osoby, które potrafią same zapętlić się w swojej własnej głowie. Dzisiaj o tym, jak sobie z tym radzę.





Od myślenia nic się nie zmienia.





Od myśli, do myśli i tak może minąć cały dzień. No nie do końca, ale wiecie co mam na myśli. Kiedy myślę za dużo i wiem, że może mnie to zaprowadzić tylko na manowce, lubię rzucić się w działanie.





W domu zawsze jest co robić. W innym wpisie pisałam już o tym, że lubię wrzucać problemy do zmywarki, albo do pralki. Trochę to tak jest, że jeśli macie jakąś kwestię do rozwiązania,  a nie jesteście w stanie tego zrobić w danym momencie - sprawa ciąży. Co więcej, zaczyna ciążyć bardziej jeśli tylko o niej myślicie i powstrzymujecie się od innych, choćby takich codziennych działań.





Niezależnie od tego, jak ważna jest sprawa, o której tyle myślicie - na pewno zrobi Wam się lepiej gdy umyjecie trzy talerze, albo rozwiesicie pranie na balkonie. Ważne jest jednak to, by robić takie rzeczy, które nie wymagają myślenia. Jeśli np. w stanie rozmyślań i zamartwień zabierzecie się za naukę, to na pewno nic z tego nie wyjdzie. W pewnym momencie myśli uciekną Wam do Waszego problemu i znowu znajdziecie się w kotle rozważań.





Propozycje ćwiczeń





Mam dla Was dwie strategie, które mogą Wam pomóc w poradzeniu sobie z nadmiarem myśli. Pierwsze, jest łatwe. Drugie nieco trudniejsze.





Pierwsze ćwiczenie polega na tym, by skupić się na teraźniejszości. Jak to zrobić? Gdziekolwiek jesteście, usiądźcie wygodnie, weźcie kartkę papieru i zapiszcie na niej 4 nagłówki:





  • Widzę
  • Słyszę
  • Czuję
  • Dotykam




Następnie, nie zastanawiając się zbyt wiele wypiszcie pod każdym z nagłówków 5 rzeczy, które: widzicie słyszycie, czujecie i dotykacie.





To bardzo proste ćwiczenie i pomaga bardzo szybko zredukować stres oraz skoncentrować się na tym, co dzieje się wokół nas.





Drugie ćwiczenie pozornie jest mniej wymagające, ale tak naprawdę jest trudniejsze do zrobienia. Jeżeli macie jakiś problem, lub jakaś myśl szczególnie Was dreczy, postanówcie sobie, że odłożycie sobie myślenie na ten temat na później, np. na godzinę 19stą.





Wiem, że wielu z Was wyda się to dziwne i irracjonalne. Natomiast naprawdę ma to sens. Jeżeli faktycznie uda Wam się przesunąć zmartwienia w czasie, prawdopodobnie gdy o 19stej usiądziecie do “pomyślenia nad trudnym tematem”, zauważycie, że właściwie nie ma o czym myśleć. Strategia odkładania na później nie tylko pozwala skupić się na “tu i teraz”, ale przede wszystkim redukuje ilość negatywnych oraz nieproduktywnych myśli. Spróbujcie i koniecznie dajcie mi znać, czy przyniosło to Wam jakieś efekty i napiszcie jakie.





Co Wy na to?





  • Czy zdarza Wam się myśleć za dużo?
  • Znacie wspomniane przeze mnie strategie?
  • Jakie są Wasze pomysły na walkę z negatywnymi myślami i nadmiernym myśleniem?