Lykke, o swoje szczęście też trzeba dbać

Jeśli zauważyliście zmniejszenie mojej aktywności na blogu, a nie jesteście zapisani na Newsletter, informuję, że od 3 tygodni jestem chora. A poza tym zapraszam Was do Newslettera, żebyście byli na bieżąco. Można zapisać się w bocznym menu po prawej stronie, lub na końcu tego wpisu. A teraz przejdźmy do właściwej recenzji...

Wariacje pewnej Luśki


Życzyłabym sobie więcej takich książek do recenzji. Naprawdę! Dzisiaj z samego rana poleciłam tę książkę mojej mamie i umówiłyśmy się już, że jej pożyczę. Książka zaczyna się i kończy dość nietypowo. Ale jak? Spokojnie, nie powiem. Będzie bez spoilerów.





Zadziwienie opiniowe





Zajrzałam w Internety i trochę się zdziwiłam, że opinie na temat tej książki są takie... średnie. Szczerze mówiąc nie rozumiem. Czyżby Czytelnicy w całym swoim życiu byli tak absolutnie bezbłędni, a może nawet... sztywni? Absolutnie nie zgadzam się z negatywnymi opiniami na temat tej książki. Choć oczywiście, o gustach się nie dyskutuje, więc i ja zamykam się już. :D





Oj Luśka, co Ty znowu nawyrabiałaś





"Luśka" Doroty Krawczyk opowiada o nastoletniej Łucji wchodzącej w dorosłość. A tak właściwie, to główna bohaterka sama opowiada o sobie, wspominając czasy swojej młodości. Zdrowo się uśmiałam przy lekturze, dynamika książki bawi, a bohaterowie są wyraziści. Pomimo zmieniającej się akcji żaden z nich nie traci swojego charakteru.





"Książka nic nie wnosi" - napisała jedna z recenzentek. Nie zgadzam się z tą opinią, ponieważ w moje popołudnie wniosła kilka szczerych uśmiechów i przypomniała o czasach, w których błahe sprawy urastały do rangi prawdziwych problemów. Autorka książki zdecydowanie ma wyczucie dla uroków nastoletniości i znajomości rozmaitych wiejskich zwyczajów. Doskonale oddała ten klimat.









Choć losy Luśki to nie tylko śmiech, ten zdecydowanie przeważa. Oczywiście, jeśli jesteśmy w stanie spojrzeć na bohaterkę z dystansem, a momentami z pobłażaniem dla jej nastoletnich zachowań. Nieodpowiedzialna? Na pewno. Ale wciąż charakterna i dająca się lubić. Jeśli chodzi o inne uroki tej książki, animuszu zdecydowanie dodaje postać Grażyny, pojawiająca się od czasu do czasu.





Czy warto?





Warto! Książka pozostawiła we mnie pewien niedosyt i to jest zdecydowanie atut, bo dzięki temu będę o niej długo pamiętać. Czuję się pozostawiona z milionem pytań ale też chętna do lektury kolejnej części, o ile taka się ukaże.





Zdecydowanie polecam! <3


























Aforystycznie towarzyszy mi przymrużenie oka


Kiedy mam ochotę na coś lekkiego do czytania, a równocześnie z nutą pieprzu cayenne, sięgam po tomiki mojego Taty. Tak, wspomniany poniżej Wojciech Edmund to mój Tata, a Wy w ten sposób poznajecie moje panieńskie nazwisko. ;)





Aforystycznie









Tomik "Aforystycznie" poniekąd powstawał na moich oczach. Poniekąd, albowiem mój Tata się pochwalił książeczką dopiero gdy już miał jej fizyczny egzemplarz. Później ja urządziłam Tatę w taki sam sposób, no można powiedzieć, że spełniłam proroctwo zawarte w dedykacji, którą mi Tata napisał w swojej książeczce, a którą zostawię dla siebie. :)





"Aforystycznie" to zbiór myśli krótkich i wyrazistych. Momentami siarczystych, ale też rzeczywistych i prawdziwych. Lubię ten sposób mówienia nie wprost , który równocześnie jest... bardzo bezpośredni. Jeden z moich ulubionych cytatów to:





Podsunięto mi artykuł, więc przeczytałem -

kolejny zajmujący czas wywód erudyty

z kompleksem filozofa-fachowca.





Tak się składa, że miałam wiele do czynienia pewnym erudytą i jego kompleksem. I została we mnie ogromna zadra w związku z sytuacją, której tutaj poruszać nie będę. Wydaje mi się, że dla dobra współczesnej filozofii, której dobro nadal leży mi na sercu, dobrze by było aby filozofowie z kompleksem fachowca wyjęli kija z wiadomej części ciała i użyli go do czegoś praktycznego. Na przykład można użyć takiej metalowej końcówki, która po nałożeniu na kij stworzy łopatę. Wystarczy trochę pomachać i nagle przestaje nas obchodzić sposób istnienia dziury w płocie. :D Więcej życia pryki ! :D





Wybaczcie dygresję, a teraz do rzeczy. "Aforystycznie" to zbiór myśli, w których mój Tata porusza wiele tematów i tak naprawdę mogłabym pisać teksty na ich podstawie. Wydaje mi się, że ta książka zbiera doświadczenia, które w mniejszym lub większym stopniu dotyczą nas wszystkich i każdy jest w stanie pomyśleć sobie sytuację, która będzie obrazem dla wybranego aforyzmu.









Przymrużenie oka









A "Przymrużenie oka" jest całkiem inne, ale jakby wciąż odwołujące się do źródeł tego, co było w "Aforystycznie". Nadal są to krótkie i rzeczowe myśli. Przepełnione chłodnym, acz nie pozbawionym emocji spojrzeniem. Wypowiedziane, ale jakby pozostawione w domyśle.





I tym razem realizuję dedykację, którą Tata napisał mi w książeczce, ale również to zostawię dla siebie. W "Przymrużeniu oka" także wybrałam sobie cytat, z którego zaśmiewałam się do łez, a który nadal budzi moje głębokie rozbawienie:





Denerwuję się, za dnia nie mogąc posiąść jej mądrości.

Może jednak sowa mi nerwy wyratuje i zmierzchu.





Jeśli nie wiecie o co chodzi i dlaczego mnie to śmieszy, poczytajcie trochę o symbolice Sowy Minerwy i nie zaszkodzi też przeczytać co nieco o Heglu. To mi przypomniało również, że wielkie myśli niektórych filozofów zredukowałabym najchętniej do zera. Jednak mimo wszystkich filozoficznych uniesień, mam wrażenie, że stąpam po ziemi bardziej niż niektórzy, ale wciąż mniej niż inni ;)





Stop dygresjom! Bo znowu sobie pozwoliłam, ale już nie tak bardzo jak poprzednio. :D "Przymrużenie oka" podobnie jak "Aforystycznie" nakłania do refleksji, a czasami do refleksologii, bo łatwo nabawić się nerwicy we współczesnym świecie. :D









Podsumowując...





Wpadnijcie na bloga mojego Taty i zajrzyjcie do tych książek, myślę, że warto. :) Ale nie polecam ich dlatego, że jestem córką swojego Taty, lecz dlatego, że uważam, że są dobre. I sama uwielbiam do nich wracać. Okażą się dobrą lekturą w przerwie od innych zajęć, ale na pewno też umilą podróż pociągiem, czy samochodem :)

































Copyright © Mama Kapitan